niedziela, 30 czerwca 2024

"POLITYCZNY impotent"

"Donaldowi Tuskowi i jego zorganizowanej grupie nie o przestrzeganie prawa chodzi, a o zemstę i wywołanie strachu, by już nikt nigdy nie zajmował się korupcyjnymi aferami w ich środowisku"stwierdził Zbigniew Ziobro po tym, jak Sejm uchylił immunitet M. Wosiowi.

Strach. To jest to. Strach człowieka, któremu nigdy, mimo stosowania aresztów wydobywczych, nie udało się udowodnić żadnej afery korupcyjnej politycznemu przeciwnikowi. Jako spektakularny tchórz i nieudacznik, Ziobro kolejny raz udowodnił, że nie potrafi być nawet politykiem. Kiepski z niego prawnik, kiepski z niego człowiek, kiepski z niego polityk, ale tchórz pierwszej wody. Zaatakował Donalda Tuska, bo najlepszą obroną jest atak? Ziobro nie rozumie powagi sytuacji. Ziobro nie rozumie, że środki z Funduszu Sprawiedliwości, wg Prokuratury, także te "przekazywane na rzecz państwa, muszą być przekazywane zgodnie z przepisami", a nie według osobistego uznania.  

A czy to JEST zemsta D. Tuska? Nie pogniewałabym się, gdyby tak było. Panu Ziobro ksywka "szeryf", rzetelne rozliczenie i adekwatna kara, należą się jak zupa psu. Choćby po to tylko, by nikt nigdy przez tego pana już nie ucierpiał. Od tego momentu temu panu i jego towarzyszom, czyli grupie zwanej zorganizowaną grupą przestępczą, każdego dnia będzie towarzyszyć panika, strach i wielkie poczucie niemocy. Niemocy, bo nic z tym nie będą mogli zrobić. 

Oby jego były wiceminister sprawiedliwości Michał Woś, nie zechciał jednak za niego umierać. 


Ale do rzeczy. Czy nazwanie J. Kaczyńskiego 'politycznym impotentem" przez dziennikarza Andrzeja Stankiewicza, jest dla nas zaskoczeniem? Na przykład takim, że miał odwagę użyć właśnie takich a nie innych słów pod adresem prezesa PiS? Przyznam, że to bardzo, ale to bardzo dosadne określenie kogoś, kto przez dziesięciolecia miał wpływ na polską politykę. A przez osiem lat (2015 - 2023) miał absolutną władzę nad Polską i Polakami. Nazwać kogoś takiego takimi słowami, to odwaga, ale też wyczucie czasu. Podejrzewam, że jeszcze kilka lat temu, do głowy by nie przyszło panu dziennikarzowi tak ostro sobie poczynać.

Ale... jeszcze kilka lat temu była inna polityczna rzeczywistość, inna kondycja partii władzy i inna kondycja (fizyczna, intelektualna, statusowa) samego prezesa PiS. Bowiem pan prezes był u szczytu bezdyskusyjnego powodzenia i u szczytu bezdyskusyjnej kariery. Odkąd zdał sobie z tego sprawę, odkąd zachłysnął się władzą, coraz szerzej i coraz częściej notowany zaczął być początek końca jego prosperity. Zatem konfrontacja z dzisiejszą rzeczywistością nie wymaga wysiłku, bo jaki jest koń, każdy widzi. A to co widzimy, można określić innymi słowami - sam sobie na to zapracowałeś niedoszły "zbawco narodu". 

By utrzymać swoją ukochaną władzę w garści, pan Kaczyński pozwolił swoim funkcjonariuszom (każdemu który chciał) na nieograniczoną samowolkę. Pozwolił swojej przystawce (SuwPol Ziobro) i jej bezczelnej bandzie rozkradać państwo na niespotykaną skalę. Wiedział dobrze co czynią i nie odwracał oczu od tego co i jak to czynią. A że zrobili z Prawa państwo bezprawia, wszyscy Polacy to widzieli, a niejedni czuli skutki tego bezprawia na własnej skórze (sędziowie, prawnicy, lekarze, niektórzy dziennikarze, a nawet politycy). Kaczyński bardzo dobrze wiedział co się dzieje i ani słowem, ani choćby jednym gestem nie zablokował tej hucpy.

Wiadomo od zawsze, że wszystko co dobre (cokolwiek dla kogokolwiek to znaczy), kiedyś się kończy. Nastąpiło przesilenie, w wyniku którego poprzednia władza doszła do muru. Doszła wreszcie do muru, bo ile można kraść, na jaką jeszcze skalę można wypaczać znaczenie Prawa, znaczenie państwa i jego instytucji? Doszli do muru, bo zabrakło pomysłów. Doszło wreszcie do tego, że zaczęli się między sobą kłócić o fructa. Jak małe dzieci, które ma za mało, a które za dużo. Nie powiem, to miły widok dla oka niejednego wyborcy, nie mogącego patrzeć jak ich wybrańcy rozdzierają polską kołdrę na części. Jakby nie zdawali sobie sprawy, że kiedyś za to odpowiedzą.

I oto jesteśmy świadkami zdarzeń, których Kaczyński, Ziobro i ich ludzie, nigdy się nie spodziewali. Nie spodziewali się, że utracą władzę, i że prawo, które sami stworzyli, oceni ich samych. Szczególnego smaczku dodaje fakt, że w tym samym czasie, kiedy Prokuratura zaczyna dobierać się do nich (Woś, sędziowie - hejterzy od Ziobry, następny w kolejce np. Romanowski, były premier Morawiecki przegrywa z NSA), Donald Tusk święci triumfy wygrywając w KE swoje, co założył. Przyjemnie widzieć, jak co do niektórych wraca karma. Woś kiedyś powiedział, że "więzienie to nie sanatorium". Tak panie pośle Woś, wreszcie pan i pańscy koledzy, osobiście przekonacie się o tym.

To, co teraz przydarza się prominentnym członkom SuwPolu, co grozi niektórym prominentnym członkom partii PiS, to prokuratorska pętla, którą sami na siebie ukręcili. Tylko czekamy, aż następni prominentni tzw. "politycy" poprzedniej władzy, na początek stracą swoje immunitety. Nie pomogła interwencja samego Kaczyńskiego, który usiłował bronić immunitet Wosia. Nie pomogą kolejne, jeśli takowe będą. Marszałek Hołownia pokazał miejsce w szeregu zwykłemu posłowi, który jeszcze niedawno trząsł całą Polską. Zwykłemu posłowi, który usiłuje "bez żadnego trybu" i w bardzo złym stylu ugrać cokolwiek z marszałkiem.

Klęska jakiej doświadczył, dokonała się na oczach posłów, na oczach Polek i Polaków i na oczach zwolenników partii PiS. Że też tego doczekałam. Wcześniej nikt nie odważał się sprzeciwiać "zbawcy narodu". A tu, proszę. Znalazł się marszałek, który ma nie tylko odwagę, ale i przerasta prezesa intelektem. Każdy sprzeciw Kaczyńskiego, każde jego słowo, Sz. Hołownia obraca w pył i jeszcze z tego publicznie żartuje. Równolegle z tymi niepowodzeniami dochodzi do otwartego rozłamu w partii. Wielu wobec prezesa, coraz śmielej podnosi łeb sprzeciwu. Niektórzy komentatorzy nazywają to buntem znanych nazwisk, które zaczynają walczyć o swoje miejsca.

Jak pamiętamy, takich podchodów było już bardzo wiele. Nie zaszkodziły Kaczyńskiemu. Przetrwał. Jednak rzeczywistość się zmieniła. Wymagania co ważniejszych pisowców też się zmieniły. Z powodów osobistych jedni odchodzą z partii, a inni tworzą w niej swoje enklawy, ośmieleni porażkami wyborczymi. Swoje rogi pokazuje były minister rolnictwa J.K. Ardanowski, niezadowolony z decyzji prezesa (np. sławna "piątka Kaczyńskiego" i inwigilacji swoich ludzi, jakiej dopuszczał się M.Kamiński). Nie jest jednak w swoich działaniach odosobniony. Jest jeszcze M.Morawiecki ze swoimi pretensjami i ambicjami. Skuteczny i groźny, nie bojący się wchodzić w ostry spór z prezesem.

Nie bojący się dawać mu do zrozumienia, że czas na polityczną emeryturę. Jest silny i to pokazuje, przez co wielu posłów gotowych jest zasilić jego stronnictwo. Tylko patrzeć jak resztka ziobrystów zechce wejść pod jego skrzydła, chcąc schronić się przed nieuchronnym. Ciekawa sytuacja, wiadomo wszak o wieloletniej wojnie między Ziobro a Morawieckim o przejęcie partii z dobrodziejstwem inwentarza po Kaczyńskim. Start Morawieckiego w wyborach prezydenckich 2025 roku może mu pomóc, nawet gdy je przegra. Będzie poprzez to wzmocniony i będzie mógł dyktować warunki. Podejrzewam, że gotowy wystartować w nich nawet bez zgody Kaczyńskiego.

Będzie się działo. Ale nie on jeden jest kandydatem. Do opinii publicznej docierają nazwiska z dalszego partyjnego szeregu. Mniej znaczące w polityce i partii niż były premier. Niektórych nawet nie znamy. Kaczyńskiemu to jednak nie przeszkadza, bo chyba wierzy, że powtarzając starą metodę (wyciąganie w ostatniej chwili królika z kapelusza), wygra swojego prezydenta mimo, że nie ma na to szansy. Czy tak się stanie? Jedno jest pewne, że samodzielny start Morawieckiego, na przekór Kaczyńskiemu, może doprowadzić do bardzo poważnej polaryzacji w samej partii. A to droga do utraty najcenniej rzeczy, jaką Kaczyński ma. A ma tylko partię. Bez niej nic nie znaczy. 


Dołóżmy jeszcze kłopoty w sejmikach, a przecież to nie koniec. Ta kadencja Sejmu nabiera rozpędu i wiele może się jeszcze wydarzyć. Kaczyński ma 75 lat, w jego wieku wielu księży odchodzi na emeryturę. Czy nie czas wziąć z nich przykład? Tego mu życzę. Stracił władzę, topnieją mu szeregi funkcjonariuszy, odchodzą nawet ci wierni i przez lata lojalni. Nie ma szans na powrót tego, co było. A nawet gdyby, to nie ma szans nawet na zgniłą koalicję z kimkolwiek, bo nikt nie zechce z nim współpracować. Kaczyński to stary słaby człowiek z naganną polityczną przeszłością, którą to przeszłość może sobie już tylko wspominać przy ciepłej herbacie z cytryną, szczelnie przykryty ciepłym kocykiem.

Jest słaby i już nic nie może. Sam dobrze o tym wie, że starość nie udała się jego panu bogu. Bycie przywódcą wg niego, to dbanie o podwładnych, dbanie o ich interesy, to zadowalanie ich e g o i nieskończenie nienażartych ambicji. Na dzisiaj nie jest w stanie tego dokonać. Ciążą kłopoty w sejmikach. Immunitety są uchylane. Prokuratorzy są coraz bliżej. Zatrzymano nawet brata tak ważnego pisowskiego polityka, jak Jarosław Sellin, który robi dobra minę do złej gry. Na domiar złego, cała Polska to widzi. Nie pomogło zabetonowanie Prokuratury. Nie pomogła wymiana sędziów. Wszystko co z Prokuraturą i z polską Literą Prawa starał się robić Ziobro za przyzwoleniem Kaczyńskiego, zawiodło.

Zawiodło, bo obróciło się przeciwko nim. To bardzo ważna lekcja. Którą wszyscy musimy zapamiętać. Nigdy, przenigdy nie możemy zapomnieć rządów Zjednoczonej Prawicy i absolutnej władzy Kaczyńskiego. To przypadek pod każdym względem bez precedensu. Na oczach nas wszystkich, jest tak jak napisał pan A. Stankiewicz - "prezes na oczach partii staje się politycznym impotentem — a nie ma nic groźniejszego dla polityka od zwątpienia w jego najbliższym otoczeniu".

Mnie ciekawi, czy znajdzie się teraz choć jeden odważny, kto zechce umierać za byłego "zbawcę narodu" i jego "szeryfa".


Obrazy: *YouTube *Facebook *Wykop.pl 

piątek, 28 czerwca 2024

POLITYKA to nie takie byle co

Muszę się przyznać, że od dawna zastanawiałam się, co zrobiłabym na miejscu jakiegoś polityka, od którego zależą żywotnie ważne sprawy dla samego państwa i jego obywateli. Wziąwszy niemal wszystkie ZA i PRZECIW, doszłam do wniosku, że żadnemu z nich nie zazdroszczę tego kawałka chleba. Wolę życie takie jakie wiodę i wolę z pewnej odległości obserwować, co wyczyniają nasi parlamentarzyści, kierując się własnym światopoglądem i własnymi przekonaniami. Oczywistym jest, że narzucają je nam nie biorąc jednocześnie pod uwagę naszych własnych przekonań i naszego własnego światopoglądu. 

Oczywistym jest również znany fakt, "jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził". Przekładając to na polską politykę, obserwując rządy Koalicji 15X, obserwując wysiłki np. wicepremiera i ministra Obrony Narodowej W. Kosiniaka-Kamysza, coraz bardziej jestem przekonana, że nie spełnia on standardów ani naszych oczekiwań, jakie wymagane są (a przynajmniej jakie powinny być wymagane) od polityka piastującego tak wysoki urząd. Pan wicepremier sprawia wrażenie zagubionego w gąszczu obowiązków, sprawia wrażenie takiego "malowanego" ministra ON, potrafiącego posługiwać się wyłącznie gładkim, patetycznym słowem.

A przecież nie na tym polega sprawowanie tak ważnej funkcji, szczególnie w dobie gorącej wewnętrznej politycznej debaty o niczym i geopolitycznej atmosfery, jaka opanowała Europę i świat. Ciekawe, czy przyjmując posadę wicepremiera i ministra wiedział, co go czeka? Czy wiedział na czym polega to bardzo ważne wyzwanie? Uważam, że przyjmując na siebie tę odpowiedzialność, porwał się z motyką na Księżyc. Skoro nie wychodzi mu wicepremierowanie i ministrowanie, to pokazuje się jako przewodniczący swojej bardzo wyraźnie konserwatywnej partii i głosi publicznie swoje wyraźnie konserwatywne poglądy. Pokazują przerost treści nad formę. 

Rozumiem, że z jego punktu widzenia blokowanie związków partnerskich, temat muzeów i II wojny światowej,  to ważne tematy, jednak nie najważniejsze. Nie najważniejsze na tyle, by o nich rozprawiać niemal na każdej konferencji i przy każdej okazji. Nie najważniejsze, ponieważ NA TERAZ są o wiele ważniejsze sprawy dotyczące Polski wewnątrz i na zewnątrz kraju. Sprawy, które ze względu na swoją rangę, są priorytetem. Blokowanie np. związków partnerskich świadczy o blokowaniu przez Kosiniaka-Kamysza i jego partię, postępu cywilizacyjnego w tym i innych podobnych światopoglądowo tematach. Czy to właśnie należy do obowiązków wicepremiera rządu? Naprawdę?

No chyba nie. Pan wicepremier na swoim stanowisku stoi tylko jedną nogą. Jedną, bo nie czuje się w swojej roli zbyt pewnie. To widać. Czym innym jest teoretyczne traktowanie stanowiska, a zupełnie czym innym jest praktyka i doświadczenie. Pan K-K jest tylko i wyłącznie teoretykiem, a do tego koniunkturalistą w czystej postaci. Żaden z niego znawca tematu i żaden doświadczony praktyk. Jest tylko wieloletnim parlamentarzystą z ambicjami, które go samego przerosły. Ponieważ nie może sprostać zadaniu, pozostało mu pouczanie Polaków i decydowaniu o ich życiu prywatnym. Robi to będąc katolikiem i rozwodnikiem mającym drugą rodzinę. 

Z jakiej racji to czyni? - pytam się. Bo co? Bo z pozycji jaką ma w politycznym świecie uważa, że jest lepszy? Swoje światopoglądy i poglądy, pan K-K powinien zostawić w domu, a na forum publicznym, jako wicepremier i minister ON powinien zająć się adekwatnymi do swej funkcji sprawami. Bycie poważnym politykiem zależy od tego, jak bardzo poważnie i na ile poważnie traktuje się swój resort. Od tego zależy ocena opinii publicznej i od tego zależą punkty procentowego poparcia dla każdego polityka. Traktowanie po "swojemu" polityki, wyłącznie jako robienia kariery zawodowej i spełniania osobistych ambicji, to ryzyko.

Zawiązany z pobudek koniunkturalnych i ambicjonalnych, duet polityczny Kosiniaka-Kamysza i Hołowni nazwany Trzecią Drogą pokazał, że nie tędy droga. Pokazał kolejny już raz, że POLITYKA to nie takie byle co. Że co, że wejdzie się do Sejmu, obejmie swoje stołki i hop siup, będzie się naprawiać świat obywateli wg własnych wizji? Otóż panowie, POLITYKA, to nie takie byle co! Polityka to kawałek ciężkiego chleba. To świadome wzięcie na siebie pełnej odpowiedzialności za swoje działania, mające mieć na celu dobro państwa i dobro obywateli. Że powtórzę - MAJĄCE MIEĆ NA CELU DOBRO PAŃSTWA I DOBRO OBYWATELI! To nie jest takie hop siup! Was na to nie stać.

A co robicie? Zachowujecie się, jak byście byli na jakichś koloniach, gdzie wychowawca, mający swój kawałek wychowawczej władzy nad wychowankami, poucza ich co mogą, a czego nie mogą. Sejm to nie kolonia nad morzem, czy w górach. Sejm to miejsce, gdzie reprezentacja polskiego społeczeństwa ma psi obowiązek spełniać swoje role zgodnie z obowiązującymi w Sejmie zasadami. Gdzie nie powinno być miejsca na brak kompetencji i brak odpowiedzialności. Pan Kosiniak-Kamysz i inni podobni mu posłowie, chyba się zapomnieli. O tym, jak mają głosować na sali plenarnej w naszych sprawach, nie decydują ich osobiste poglądy, czy wyznanie. 

Bo jak kiedyś słusznie powiedziała pewna pani dziennikarka - "wasza religia zabrania pewnych rzeczy WAM, nie NAM". To MY jesteśmy waszymi pracodawcami, nie odwrotnie. Tacy panowie jak na przykład Kosiniak-Kamysz, Sz. Hołownia i im podobni, mają pracę dzięki NAM. Zatem ŻADNEJ ŁASKI NAM NIE ROBIĄ, PRACUJĄC ZGODNIE Z NASZYMI OCZEKIWANIAMI MAJĄC NA UWADZE NASZE DOBRO. Ile razy trzeba to wam tłumaczyć?! Widać, że trzeba to wam tłumaczyć na okrągło! Że trzeba to wam przypominać na okrągło! Inaczej robicie co chcecie. Tak, jak teraz. Jak to o was świadczy? Źle! bardzo źle!

Zapomnieliście, bardzo szybko zapomnieliście, bo już po pół roku swojego urzędowania (jak nie szybciej), że jesteście członkami Koalicji 15X dzięki naszym głosom.

Sprawa związków partnerskich i tematów im pokrewnych, powinna zostać załatwiona dawno temu. Ale nie została załatwiona, ponieważ jej odwieczne przedłużanie i zabawa w odkładanie na później, jest w waszym i tylko w waszym interesie. Nie w obywateli polskich interesie, tylko w waszym! WSTYD! Żeby obywatel, który płaci swojemu reprezentantowi, musi się latami upominać o swoje! Niech do was wreszcie dotrze, że wyłącznie UTRUDNIACIE nam życie. A przecież nie jesteście królami naszego życia, choć bardzo tego każdy z was chce. Jesteście urzędnikami państwowymi, których zadaniem jest zgodnie z Prawem, ułatwiać nam to życie. 

Macie NAM służyć! Taka właśnie jest wasza rola. SŁUŻYĆ, NIE NARZUCAĆ!

Świat nie cofa się, nie stoi w miejscu, a wciąż prze do przodu. Cywilizacja, czy to się wam podoba czy nie, czegokolwiek by nie dotyczyła, to rozpędzone koło, którego nie da się zatrzymać. Tak było. Tak jest. I tak będzie, bez względu na okoliczności. Związki partnerskie to wymóg cywilizacyjny. Nikt już tego nie zatrzyma. I co ważne, obywatele nie tylko Polski, ale i świata, tego chcą. Chcą usankcjonowania związków partnerskich zgodnego z Prawem. Chcą życiowego i zdroworozsądkowego usankcjonowania. Na przeszkodzie temu twardo stoi pan Kosiniak-Kamysz i Sz. Hołownia. Nawet nie wspominam o PiS i Konfederacji. 

Gdyby obaj panowie byli członkami tych partii, nie czepiałabym się, bo wiem o tych partii irracjonalnych i nieżyciowych poglądach. Ale są członkami swoich partii i Koalicji 15X, i tego póki co nic nie zmieni. Skoro tak, powinni zachowywać się jak na lojalnych członków przystało, zostawiając swoje osobiste opinie w domach. Zainteresowanych nie interesuje jaką religię wyznają polscy politycy, która to religia jest ich jedynym żelaznym argumentem blokującym przyszłą ustawę. Religia to żaden argument. A gdzie akcent merytoryczny? Chociaż jeden? Nic? Nie ma takiego? Nie ma, bo taki nie istnieje. Nie istnieje, bo pomiędzy politykami a obywatelami nie ma porządnej komunikacji. Właściwie to nie ma żadnej komunikacji. 

Prawda jest taka, że polscy politycy to w większości populiści i notoryczni kłamcy, uwielbiający obywateli stawiać przed faktem dokonanym, uwielbiający pouczać i im rozkazywać. A to wredna postawa. Przykład związków partnerskich jest ważny dla wielu Polek i Polaków, ale jest też tematem zastępczym, przy pomocy którego politycy biją swoją polityczną pianę. Pan Kosiniak-Kamysz, nie potrafiący jako wicepremier zająć się sprawami państwa, bije swoją konserwatywną pianę, bo tylko to potrafi. To samo marszałek Hołownia, który swoje stanowisko perfidnie wykorzystuje do własnych celów. To samo pan premier D. Tusk, który ma dużo na głowie i z tego powodu po macoszemu traktuje sprawy obywateli.

Dlatego tak potrzebna jest komunikacja rządu z obywatelami przy pomocy rzecznika rządu, którego nie mamy. To się prędzej czy później może zemścić. Brak jakiejkolwiek komunikacji, brak jakiejkolwiek porządnej informacji, gdzie do dyspozycji jest odpowiednia technologia, skutkuje ogromnym niezadowoleniem społeczeństwa. Bo nie doinformowane i nie poinformowane dobrze społeczeństwo, nie tylko jest głęboko rozczarowane, ale też traci do polityków zaufanie. To ważny merytoryczny argument na tę okoliczność. Ważny nie tylko dla pana wicepremiera czy marszałka, ale dla całej klasy politycznej. Ta lekcja jest jeszcze do odrobienia.

I ostatnia uwaga: 

Sądzę, że ten skład rządu, może nie cały, nie jest dobrze dobranym składem, zważywszy na sytuację wewnętrzną kraju i na geopolitykę. Kilku członków rządu D. Tuska, a właściwie żaden, nie dorasta mu do pięt. To wydmuszki, osoby bez tzw. ikry, charyzmy, bez politycznego zacięcia. To innymi słowy, tacy zwyczajni faceci bez jaj, którzy mają okazję za dobre pieniądze zrobić jakąś tam karierę. Nie mam zaufania do takich. Nie ufam też Kosiniakowi-Kamyszowi, bo na dłuższą metę nie wiadomo, jak się zachowa. Patrząc na historię PSLu, który w przeszłości robił niemal wszystko dla utrzymania się w pierwszoligowej polityce, można się czegoś podobnego spodziewać. Nieprzewidzianego ruchu. Nieważne, że może to być ze szkodą dla Koalicji 15 października.


Obrazy: *Internet *YouTube *Polityka  

poniedziałek, 24 czerwca 2024

ZAWIEDZIONE n a d z i e j e

Po traumie poprzednich ośmioletnich rządów, Polacy, zdruzgotani, wściekli i zmęczeni nimi, zostali zmotywowani wyborczo na tyle, by niespotykaną dotąd frekwencją (74%) stawić się przy urnach 15 października 2023 roku. Już pomijając obietnice składane w czasie kampanii, szli do urn z nadzieją na lepsze jutro. Na to, by skutecznie i raz na zawsze odsunąć PiS i Solidarną/Suwerenną Polskę od władzy. To był jedyny główny cel tego poruszenia. Odsunąć od władzy znienawidzoną i skompromitowaną do kości grupę ludzi udających polityków. To pospolite ruszenie można właściwie porównać tylko do ruszenia z 1989 roku. 

Ile przy tym było emocji, wzruszenia i jednak niepewności, widać było niemal w każdym zakątku Polski. NADZIEJA to bardzo pojemne słowo. Działa na każdego, bez względu jakie ten ktoś ma intencje. Wpływa na każdego, kto ma choć elementarne poczucie wartości. Nadzieja nadaje każdemu życiu s e n s, pod warunkiem, że posiadamy zdolność odnajdywania się w każdej rzeczywistości. NADZIEJA to wielka rzecz. Kto jej nie ma, jest ubogi, bo ma ograniczoną percepcję. A skoro ma ograniczoną percepcję, nie czuje, nie widzi, nie słyszy. A skoro tak, to nie jest w stanie, nawet w dostateczny sposób, odbierać jakichkolwiek bodźców zewnętrznych.

Prawidłowa percepcja jest tak samo ważna dla organizmu, jak oddychanie. Bez niej nasze działania są upośledzone. Nie jesteśmy w stanie prawidłowo rozpoznać czym jest >d o b r o<, czym jest >z ł o<. Nie jesteśmy w stanie zidentyfikować właściwe znaczenie tych słów. Jeżeli tak, to jesteśmy kapitalnym materiałem podatnym i łatwym do manipulacji. Takich eksperymentów na polskim społeczeństwie dopuszczała się i nadal dopuszcza poprzednia władza. To zbrodnia. Tak mocno przez Historię doświadczone społeczeństwo jak polskie, tak wyczulone, aż dziw bierze, że nie rozpoznało wrogich zamiarów wobec siebie.

Wrogich zamiarów czynionych nie przez zewnętrznego wroga, a czynionych przez polskich "polityków", czyli przez swoich. Przez swoich, których należy nazwać po imieniu. A są to, przede wszystkim J. Kaczyński, prezes partii PiS i jego niezwykle karni funkcjonariusze, oraz Z. Ziobro jeszcze szef Suwpolu i jego nie mniej karni funkcjonariusze. Przynajmniej znaczna część polskiej społeczności, bezwolnie jak barany, poddała się bez szemrania tym zbrodniczym zabiegom. Część buntowała się w różnoraki sposób, a pozostali siedzieli w domach i milczeli. Ostatecznie doszło do jakże super groźnej p o l a r y z a c j i.

Tak groźnej i tak głębokiej, że chyba się już nie pozbieramy. Każdy siedzi w swoich czterech ścianach, świadomie poddając się izolacji na taką skalę, że nawet w rodzinach ta głębokość podziału doprowadziła do ich rozpadu. To jest dzieło poprzedniej władzy i jej g u r u, Jarosława Kaczyńskiego. Jestem zła z tego powodu, ponieważ zdaję sobie sprawę, że mój wnuk wchodzi w ten świat dziedzicząc wyłącznie jego złą stronę. Piszę wyłącznie złą, bo tej dobrej strony praktycznie już nie doświadczamy. To jest nasze dziedzictwo. To jest nasza, dorosłych ZASŁUGA, że pozostawiamy dzieciom taki świat. Nie jest dobrze.

Gdyby nawet zechciały kiedyś uciec z takiego kraju jak nasz, to nie mają gdzie się schować, ponieważ wszędzie na świecie notujemy gorące punkty zapalne. Wszędzie gdzieś coś się dzieje. Gorąco za naszą wschodnią granicą, gorąco na Bliskim wschodzie, na Bałkanach, a nawet w Afryce, gdzie swoje wpływy roztacza Rosja. A jeszcze w innych miejscach dzieje się szaleństwo klimatyczne i dramat wybuchających wulkanów. Nie ma dobrego i spokojnego miejsca. Że tak jest, to wina człowieka. A że tak gorąco politycznie jest w Polsce, to wina dorosłych Polaków. Dorosłych, głupich i krótkowzrocznych Polaków. Jakby im było mało tych wszystkich wojen.

Mamy bardzo trudne i gorące czasy. Na zewnątrz i wewnątrz kraju. Kto tego nie widzi, wystarczy żeby się w około rozejrzał. Straszne do tego jest jeszcze to, że tym brakiem percepcji dotknięte jest, plus minus, ok. 40 procent społeczeństwa. Że powtórzę - 40 procent polskiego społeczeństwa. Z jakiegoś powodu ci ludzie popierają tak zbrodnicze ugrupowanie, jakim jest Zjednoczona Prawica. Tym powodem są srebrniki rzucane w ich kierunku przez władzę, niczym ochłapy z pańskiego stołu, które to srebrniki są dla nich ważniejsze od naszej wspólnej spokojnej przyszłości. Dlatego wciąż i bez mrugnięcia okiem, popierają swoich wybrańców.

Tym poparciem, tym tak bardzo przyziemnym zachowaniem, stawiają na szali również swoją przyszłość. Lecz z powodu braku percepcji nie widzą tego, nie czują tego i nie słyszą zdroworozsądkowych argumentów. Jest tak, że jak ich g u r u pójdzie w przepaść, oni pójdą za nim. Pieniądz i dziwnie pojmowana przez nich wiara nie wiadomo w co, ich zaślepiają. Od 15 października 2023 r. minęło pół roku. Pół roku jałowego i leniwego rządzenia Koalicji 15X. Rządzenia, o którym tak naprawdę bardzo mało wiemy, bo rząd D. Tuska nie ma do dzisiaj swojego rzecznika, pierwszego łącznika rządu ze społeczeństwem.

Skoro mamy jałową w efekty i leniwą władzę, wściekła hydra podniosła łeb i kąsa. Grozi powrotem do władzy. Zachowuje się tak, ponieważ jest przekonana, że nie zostanie rozliczona. Te ruchy w jej kierunku jakie wykonuje Prokuratura (Bodnar, Korneluk), to ruchy robaczkowe, obliczone wyłącznie na postrach. Na samą myśl o tym, wszystko się we mnie trzęsie. Ze strachu. Bo jak tak dalej pójdzie, jak Koalicja się nie otrząśnie z marazmu, nie grozi nam powtórka z "rozrywki", a pisowski ARMAGEDON. 

Szanowny panie premierze Donaldzie Tusku! Szanowna Rado Ministrów! OBUDŹCIE SIĘ! Bo nie mamy już czasu! 

Podejrzewam, że przyczyną tego marazmu, i że prawdą jest, iż dawno jesteście dogadani, by jeden drugiego (Kaczyński, Tusk) nie obarczał odpowiedzialnością za jakiekolwiek bezprawne działania, dokonane kiedykolwiek. Dopuszczalne jest obrzucanie się wzajemne obraźliwymi inwektywami, pomówieniami, czy nieprawdziwymi posądzeniami, ale niedopuszczalne jest namacalne ukaranie. Tak to wg mnie wygląda. Jeżeli się mylę. Przeproszę. Wszak to dopiero, tylko, a zarazem już pół roku, jednak wyniki jakie ma ten rząd nie zadowalają opinii publicznej. To, co robi rząd Koalicji 15 października i jak to robi, nie rokuje dobrze.

Namolne wciąż i powracające jak mucha pytanie - Dlaczego Z.ZIOBRO, M.KAMIŃSKI, M.WĄSIK, D.OBAJTEK, J.KACZYŃSKI, A.MACIEREWICZ i inni, jeszcze nie siedzą??? Te nazwiska, to gorące nazwiska, które identyfikujemy z polityczną marką jaką jest Prawo i Sprawiedliwość i Zjednoczona Prawica. To nazwiska, które kojarzymy z takimi słowami, jak bezprawie, rozkradanie, niszczenie, łamanie zasad Konstytucji, zasad demokracji, moralnie społecznych kręgosłupów. To potwór, któremu należy odciąć łeb. Jak nie zrobi tego Koalicja 15X, powrót tego potwora będzie dla nas bardzo bardzo tragiczny. TRAGICZNY!

Nie wierzę, że Donald Tusk nie widzi tej bezwzględnej agresji i tej skrajnej wręcz nienawiści, w stosunku do siebie i w stosunku do wszystkich, którzy są przeciwko Kaczyńskiemu i jego ideologii. Jedyną sensowną reakcją, jest natychmiastowe przyspieszenie rozliczeń. Nie ma na co czekać, bo Kaczyński przestał się bać. Dlatego wrócił do swoich dawnych wrogich i niebezpiecznych nawyków. Nie ma czasu na zabawę, że "my nie będziemy tacy sami jak PiS". To pieśń dawno przebrzmiała. Bycie świętszymi od papieża, nikogo już nie zadowala. To było!

To było i już nie wróci więcej, bo zmieniła się rzeczywistość. Zabawa w poprawną legislację, zabawa w poprawność polityczną, nie mają racji bytu. Wynik jest tylko jeden. Załamujący. Zawiedzione zostały nadzieje Polaków z październikowego zrywu. Zawiedzione straszliwie. By odzyskać zaufanie, rząd musi na przemoc odpowiedzieć tym samym językiem. Siła przeciwko sile. Bo tylko taki język rozumie Kaczyński i jego pomocnicy. Jak każdy tchórz, prezes PiS boi się silnego przeciwnika. Ale takiego z prawdziwego zdarzenia. Jeżeli będzie go miał, to skuli ogon i ucieknie. Na dzisiaj jedynym takim jest D. Tusk.

Ale co z tego, skoro ma za sobą aż nazbyt ambitną, niemrawą i skłóconą koalicję. Koalicję, która zamiast kompetentnych urzędników, wystawiła do rządu zwykłą "ciamciaramcię" (słowa R.Giertycha). Aż przykro patrzeć. Kompetencji z e r o, a wymagania na miarę Himalajów. Donald Tusk tak naprawdę jest sam, nie ma jak ja to nazywam, dobrych partnerów do "rozmowy". Nie ma kim zarządzać i nie ma na kogo liczyć, bo bezczelna "ciamciaramcia" potrafi tylko wierzgać. Co widzi Kaczyński i z czego niezmiernie się cieszy. Zatem tak wytrawny wyjadacz jak on, zacierając ręce, czeka tylko na okazję, by w y r w a ć władzę z rąk Tuska.

Złapanie Z. Ziobro czy takiego D. Obajtka, skuteczne ich osądzenie i ukaranie, byłoby takim pokazem siły demonstrowanej w granicach Prawa. Byłoby, ale chyba nie będzie, bo panom z lewa i z prawa podoba się taki polityczny chaos, i chyba utrzymanie go leży w ich interesie. Ta zabawa w dobrego i złego policjanta prowadzi do zapaści, prowadzi Polskę w jeszcze gorszą niż pisowska, słusznie minioną, ośmioletnią rzeczywistość. Bo tak jak było niebezpiecznie, tak niebawem może być gorzej niż to przewidujemy. Nasza wyobraźnia tego, co szykuje nam PiS, może nie ogarnąć. I lepiej byśmy zdawali sobie z tego sprawę.

Bez czegoś takiego, jak zgodna z definicją percepcja, jak już wyżej napisałam, jesteśmy narodem ubogim i upośledzonym. Gdy do grupy zwolenników i wyznawców "zbawcy narodu" Kaczyńskiego, dodamy tych, co w dniu wyborów siedzą w domach, to pozostaje garstka Polaków, których obchodzi los Polski. A i to jest chwiejne, bo frekwencja zależy od tego, z jakimi wyborami mamy do czynienia. Zatem czy zasługujemy na to, co zamierza nam zgotować wymieniony wyżej Kaczyński? Tak, zasługujemy! Jesteśmy zbyt rozwydrzeni, rozpuszczeni, roszczeniowi i rozpieszczeni przez poprzednią władzę, by dostrzec różnicę.

Zachłysnęliśmy się srebrnikami, które przesłoniły nam prawdziwą twarz agresora, a to zwolniło nas z myślenia. Mówi się, że najlepszą obroną jest a t a k. Na marginesie, powiedział to m.in. John Marsden w "W pułapce nocy".  Wspominam tę MĄDROŚĆ na okoliczność stylu rządów, jaki preferuje rząd D. Tuska. Nie reaguje na zaczepki PiSu, broni się zamiast tak samo atakować. Moja teza - ten rząd i w takim personalnym składzie, nie jest przeciwnikiem dla Kaczyńskiego. Nie ma więc mowy o skutecznym rozliczeniu. Nie ma mowy o jakimkolwiek rozliczeniu głównych winowajców. 

Premierze Donaldzie Tusku! 

Skuteczne rozliczenie i pociągnięcie poprzedniej władzy do odpowiedzialności, to na dzisiaj priorytet! Inaczej pan i pański rząd będziecie oceniani jako współwinni tego, co zrobi PiS po ponownym dojściu do władzy. To nie są żarty! To konieczność! Jeżeli pan i pańscy ludzie teraz odpuścicie PiSowi, stracicie społeczne zaufanie bezpowrotnie i na zawsze przylgnie do was określenie Z. Ziobry - "f u j a r y". Macie ogrom materiałów dowodowych na przestępcze działania PiS i SuwPolu. Dlaczego opóźniacie ich rozliczenie? DLACZEGO NIC NIE ROBICIE???

Jarosław Kaczyński i jego niewolnik spod żyrandola Duda Andrzej wciąż swoimi decyzjami i agresywnymi działaniami, rozwalają Polskę. Robią to bezkarnie i świadomie. Wiedzą doskonale, że to wbrew polskiej Racji Stanu, a jednak nadal robią to co robią, szkodząc własnej ojczyźnie. 

Jeżeli Koalicja 15 października nie pokaże, że jest s p r a w c z a, przegra nie tylko nas ale przegra Polskę, która w dobie geopolitycznych wyzwań, zasłużenie zaczyna  liczyć się na światowej politycznej arenie. 


Obrazy: *Internet *Kwejk.pl *YouTube 

sobota, 22 czerwca 2024

J a n u s z polskiej polityki

"Dziś przestaję być członkiem Suwerennej Polski. Złożyłem rezygnację. O koleżankach i kolegach Z Suwerennej Polski zawsze wypowiadać się będę w samych superlatywach. Teraz skupiam się na merytorycznej pracy w Klubie Parlamentarnym PiS i Parlamentarnym Zespole Podatki Proste" - tyle Janusz Kowalski, człowiek jak widać bez honoru i wartości, do którego od tego momentu, ma prawo przykleić się słowo >zdrajca<.

I jeszcze specjalna wiadomość Kowalskiego do Koleżanek i Kolegów:

"W związku z prowadzonymi przez Patryka Jakiego negocjacjami z PiS chciał się dziś ze mną spotkać. Pierwszy raz de facto po pół roku. Jednakże składam dziś swoją rezygnację z członkostwa w SP. Mam poczucie wykonania ciężkiej pracy. Zawsze was będę wspierał i bronił. Możecie na mnie liczyć. Moją jedyną informacją będzie wpis na "X".

"Janusz! I Ty zdradziłeś Ziobrę? Nawet Ty?" - spytał Roman Giertych, stojący na czele zespołu ds. rozliczeń PiS. I dalej - "Pierwszy uciekinier z Suwerennej Polski. Ten projekt jest już skończony. Ich przyszłość to będą już tylko procesy".

Z ogromną przyjemnością popastwię się teraz nad niejakim Januszem Kowalskim, z natury nieprzyjemnym i obrzydliwie obślizgłym człowiekiem, od bardzo niedawna byłym już niestety "członkiem" (żeby nie powiedzieć gorzej) gangu, nietrafnie nazwanego na początku Solidarną, a potem Suwerenną Polską. Sama nazwa tego ziobrowego tworu uwłacza Polsce, chociażby dlatego, że ma takich właśnie "synów", którzy co i rusz ośmielają się wycierać sobie gęby słowem >P O L S K A<, ale też słowami >BÓG HONOR I OJCZYZNA<. Zastosowałam przy tych słowach znacznik przekrzywienia liter, ponieważ ma to symbolizować skrzywiony charakter tych wrednych gangusów. 

Rzeczony Janusz Kowalski, to 46-letni przeciętny prawnik z wykształcenia (Uniwersytet Łódzki) i poseł na Sejm X kadencji, który zaliczył takie partie jak SKL (1998-2001), Przymierze Prawicy (2001-2002), PiS (2002), PO (2005-2006), Solidarna/Suwerenna Polska (2019-2024) i wybrany głosami wyborców na X kadencję w ilości 14 593. Jak widać to żaden polityk, a zwykły polityczny truteń koniunkturalista, skaczący z kwiatka na kwiatek. Był między innymi wiceprezydentem Opola (2014-2015), wiceministrem aktywów państwowych (2019-2021), wiceministrem rolnictwa i rozwoju wsi (2022-2023), o polskiej wsi nie mający bladego pojęcia. 

Pytanie mam takie - jakim cudem człowiek jego pokroju dostawał takie fuchy? Człowiek bez właściwości i honoru, ale za to z charakterem, który nikomu za dobrze się nie kojarzy. Teraz, po ogłoszeniu odejścia z Suwpolu, a raczej ucieczki z tonącego okrętu, wykonuje ruchy robaczkowe w kierunku PiS, ratując tym samym swoją skórę. Ani w tym ruchu sprytu, ani intelektu. To tylko ruch tchórza, pośpiesznie uciekającego przed odpowiedzialnością, uciekającego z gangu, na który z każdej strony wali się teraz wagon oskarżeń. Przez ostatnie osiem lat, Ziobro i jego ludzie, mający przyznany od samego Kaczyńskiego immunitet na wszelkie bezprawne działania, pokazali co potrafią.

Pokazali jak rozumieją Literę Prawa i egzekwowanie tegoż Prawa. A rozumieją po swojemu, czyli po ziobrowemu. Kowalski był niezwykle nadgorliwym funkcjonariuszem, gotowym iść z każdym "na noże", by pokazać przeciwnikom politycznym, że nie tylko wzrostem góruje nad nimi. A przyznać mu trzeba, że swoimi "przymiotami" górował jak jasna cholera. Coś o tym wie np. aktualny wiceminister i sekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa i rozwoju wsi, pan Michał Kołodziejczak. Słynna kłótnia obu panów na korytarzach Sejmu, w obecności wielu dziennikarzy, na zawsze pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci. I na zawsze będzie znakiem rozpoznawczym tego gościa.

 Mówiąc, że "merytorycznie będzie skupiał się na pracy w Parlamentarnym Klubie PiS", dał jednocześnie wyraźnie do zrozumienia, że będąc członkiem Suwpolu, również "merytorycznie" wspierał to ugrupowanie. Cokolwiek to dla niego znaczy. Dziarsko i otwartym tekstem, i z tą swoją durną miną, sam się obciążył, co prezesowi Kaczyńskiemu na pewno się nie spodoba. Bo i z jakiej racji? Po co mu na stałe, taki rozedrgany emocjonalnie koleś? Po co mu taki zdrajca? Zdradził raz, zdradzi kolejny. Jeżeli przyjmie go w swoje szeregi posłusznych, to tylko wyciśnie jak cytrynę i porzuci. Cokolwiek zatem negatywnego o Januszu Kowalskim powiemy, wszystko będzie do niego pasowało.

A powiedzieć można, że to z całą pewnością najzwyklejszy koniunkturalista, jeden z wielu, o których mówi się, że polityka uratowała im życie. Z Kowalskim tak właśnie jest. Polityka uratowała mu życie, bo nic innego poza polityką, ten człowiek nie potrafi robić. Był, jest i pozostanie przeciętniakiem chcącym się utrzymać przy polityce. By przypodobać się Kaczyńskiemu, gotowy bez żadnych hamulców i "merytorycznie" wszystko zrównać z ziemią. Tak go widzę. Prezes PiS J. Kaczyński pełno ma w swojej armii takich Kowalskich, Mejzów czy innych Suskich. Tacy właśnie funkcjonariusze, mający nad sobą parasol ochronny prezesa, zrobią wszystko by jak najdłużej przetrwać.

Dla takich partyjnych instrumentów, dla takich pożytecznych idiotów, nie do pomyślenia jest powrót do szarej rzeczywistości. Nigdy sami nie zrezygnują z polityki, bo nie mają wyjścia. Bez szacunku kolegów i tacy nijacy, będą trwać i będą pokazywać swój radykalizm, swoją antytuskowość i dalej będą pomagać Kaczyńskiemu w utrzymaniu, tak mu potrzebnej, polaryzacji społecznej. Wredny typ, taki jak inne wredne typy z PiS, zatem pasuje do nich. Nawet nie zauważy, jak szybko utonie w tym pisowskim szambie. Gdzieś usłyszałam, że Kowalski zachowuje się tak specjalnie, by ugrać dla siebie jak najwięcej, że to jest jego wyrafinowana gra. Jednak ja sądzę, że na takie gry go nie stać.

Jest zwykłym żołnierzem, z bardzo małymi predyspozycjami intelektualnymi i moralnymi, żołnierzem na własne życzenie z ostatniego pisowskiego szeregu. I tak, jak wcześniej posłusznie służył Ziobrze, tak teraz posłusznie będzie służył Kaczyńskiemu. A więc żaden z niego wyrafinowany zawodnik. Raczej ordynans najgorszego gatunku. Groźnym przeciwnikiem dla Kaczyńskiego był i chyba jeszcze jest Ziobro ze swoją niebezpieczną niezależnością i swobodą działań, niż taki Kowalski. Szemrane interesy tych dwóch doprowadziły Polskę do miejsca, w jakim teraz jest. A jest państwem ze zniszczonym Trybunałem Konstytucyjnym, ze zrujnowanym Prawem i wymiarem sprawiedliwości.


I w tym bagnie tkwi po uszy Janusz Kowalski. Ciekawe, jak długo będzie taki bezwolny i głupio lojalny wobec nowego pana? Czy kiedykolwiek dotrze do niego, że jest po prostu usłużną i sprzedajną "fujarą"? 


Obrazy: *Internet *YouTube  

piątek, 21 czerwca 2024

To się nigdy nie skończy


"To jest władza antynarodowa, antypaństwowa. Tak zła, że nawet my nie wyobrażaliśmy sobie czegoś takiego. Zdawaliśmy sobie sprawę z tym, że oni będę się kierowali swoimi emocjami, że oni są ludźmi którzy tego kodu demokratycznego nigdy nie zdołali zaakceptować. No po prostu taki jest ich poziom kulturowy. Kod demokratyczny to jest coś, co łatwo akceptują ludzie z wyższego poziomu kultury niż ten, który oni reprezentują. I z tego doskonale sobie , jeszcze raz to powtórzę, zdawaliśmy sprawę.

Mieliśmy z nimi do czynienia przez dłuższy czas i to co zrobili w opozycji, a przedtem będąc przy władzy, to na to wskazywało. Natomiast oni poszli tu jeszcze dalej, należy wziąć pod uwagę, że wracają ludzie z dawnego WSI, długiego ramienia Moskwy, wracają ludzie spod najciemniejszej gwiazdy. (...) Myśmy zdołali po części, ale niestety nie wszystko się udało, ten postkomunizm odrzucić, a teraz on wraca w ten sposób demonstracyjny, bezczelnie demonstracyjny (...)." 

To słowa Jarosława Kaczyńskiego, który jak zawsze nie może się powstrzymać, by w swoim stylu obrzucać błotem swojego osobistego przeciwnika politycznego. Nie może darować tego, że Donald Tusk jest Donaldem Tuskiem, że reprezentuje sobą TO, CO REPREZENTUJE. Jest to przez Kaczyńskiego nie do zaakceptowania. NIGDY. Bo czuje, że Tuska nie przeskoczy, a nawet mu nie dorówna. Może sobie mówić ile chce o poziomie kultury przeciwnika, może się wywyższać i zaznaczać ile razy chce swoje żoliborsko - inteligenckie pochodzenie, nic mu to nie pomoże. 

Donald Tusk nadal będzie uznanym w Europie i na świecie mężem stanu, a on do śmierci zostanie prezesem i ambicjonalnie niespełnionym człowiekiem. Obserwując jego polityczną karierę mogę wskazać tylko na dwa punkty, określając je jako znaczące sukcesy. Pierwszy, to zbudowanie partii i jej silnych struktur, co wiąże się jednocześnie ze zbudowaniem żelaznego elektoratu, wiernego po grób. Drugi, to zdobycie władzy na osiem lat i niemal całkowita zmiana systemu. Piszę, że niemal całkowita, ponieważ gdyby zdobył trzecią kadencję, system uległby nieodwracalnej zmianie. 

Na szczęście tak się nie stało. Październikowy zryw Polaków wstrzymał konie i PiS straciło władzę, co Kaczyński nigdy tego nie przeboleje. Nie przeboleje, bo przegrał tylko o włos. gdyby to były 4 punkty procentowe, jak początkowo było przedstawione, to chyba lepiej zniósłby te porażkę. Tak myślę. Ale różnica jest bardzo mała. Bo te 0,9 procenta to nie porażka, ale totalna klęska. Jak można było przegrać ze swoim odwiecznym politycznym wrogiem tylko o 0,9 procenta? Rzecz nie do uwierzenia i nie do strawienia. Jest to psychologiczne dobicie Kaczyńskiego, którego jednak Donald Tusk dokonał. 


Ten pierwszy tego się nie spodziewał. Przegranej. Był tak pewny kolejnego zwycięstwa, że odpuścił sobie końcówkę kampanii wyborczej. Czego konsekwencją było popełnienie kolejnej ilości błędów. O które to błędy sam by się nie posądzał jeszcze tak niedawno, które byłyby nie do pomyślenia. Tak to bywa, gdy za bardzo jest się pewnym wygranej. Tego Tuskowi również nie wybaczy. Bo oczywiście to jego wina, że prezesowi przeszła przed nosem trzecia kadencja. Ten brak jego czujności pokazuje, jak słaby jest dzisiaj i jak mało sprawczy jego wizerunek. Jak na jednego człowieka, to dużo. 

Za dużo zalicza porażek, za dużo tzw. pyrrusowych zwycięstw, które dają tylko pozory sukcesów. Za bardzo angażuje się w przerabianie porażek w sukcesy, czego koronnym i niesławnym dowodem jest słynne głosowanie w Brukseli 27:1. Summa summarum, to wszystko składa się na niezbyt ciekawy obraz człowieka słabego, nie potrafiącego zarządzać swoim "gospodarstwem". A przecież tuż za jego plecami czają się kandydaci, by zająć jego miejsce. On sam to widzi, wie, że nieuchronne jest nieuchronne i nie może sobie z tym poradzić. Przynajmniej tak to na dzisiaj wygląda.

Kaczyński nie może znieść myśli, że ktokolwiek będzie po nim kierował jego ukochaną partią, dla której wszystko poświęcił. To go zabija od środka. I myślę, że z tego właśnie powodu może doświadczać nieprzespanych nocy. Wprawdzie nie raz i nie dwa wieszczono jego polityczny koniec, jednak póki co trzyma się pazurami, mimo pogarszającej się kondycji fizycznej i intelektualnej. Myślę też, że wie doskonale, że budowany przez niego latami i wierny mu elektorat, bez krzywienia się pójdzie za jego następcą, ktokolwiek się nim nie okaże. Takie jest życie i taka jest polityka.


To ma prawo dołować kogoś takiego jak Kaczyński, który swojego politycznego końca nie przyjmował nigdy do wiadomości. Zatem, tak jak na podstawie licznych przesłanek odnotować można powolny schyłek prezesa w życiu publicznym, tak odnotowujemy coraz mocniejszy akcent ważności w polityce polskiej , europejskiej i światowej Donalda Tuska, którego kariera rozpędza się na oczach Kaczyńskiego, jakby temu drugiemu na złość. 

Kaczyński chyba do swojej śmierci będzie ciosał kołki na głowie Tuska. Nigdy z tym nie skończy. Taki to z niego zawzięty stary żoliborski zazdrośnik.


Obrazy: *Internet *Polityka.pl *TVN24  

środa, 19 czerwca 2024

Śmierdzące jajo


Kiedyś nie mogłam się doczekać końca władzy PiS i wolnoamerykanki ziobrystów. Myślałam, że jeżeli się to zdarzy, to nie za mojego życia. Teraz gdy PiS straciło już władzę, nie mogę się doczekać rozliczenia Kaczyńskiego za całokształt, funkcjonariuszy PiS za rozwalanie państwa, Ziobry i ziobrystów za bezczelne rozkradanie publicznych pieniędzy. Coraz częściej zastanawiam się, czy w ogóle możemy liczyć na obiecane nam rozliczenie. "Władza to służba" - powiedział kiedyś Donald Tusk. Mam się śmiać czy płakać? Raczej chyba śmiać zważywszy, że pierwsza partia Kaczyńskiego, Porozumienie Centrum, do dzisiaj ze swoich przekrętów nie została rozliczona.

Racja Stanu jest "interesem nadrzędnym dla państwa, społeczeństwa, narodu, czegokolwiek by nie dotyczyła, a jednocześnie stanowiłaby wyższość interesu państwa nad innymi interesami i normami, wspólny dla większości obywateli i organizacji działających w państwie lub poza jego granicami, ale na jego rzecz". Tyle definicja wg Wikipedii. Jak wiemy są sprawy, do rozwiązania których musimy porzucić etykę i zachować się/postępować wg nakazów racji stanu właśnie. W świetle wydarzeń, jakie dzisiaj mają miejsce w kwestii wiadomo jakich rozliczeń, taką racją stanu powinny kierować się instytucje państwowe,  jak choćby PKW.

Państwowa Komisja Wyborcza, to organ w gestii którego jest możliwość rozliczenia każdej partii z pieniędzy wydanych słusznie lub nie, na kampanie wyborcze. Wydawałoby się, że taka Komisja jest poważną instytucją państwa, że członkami są poważne i doświadczone osoby o nieposzlakowanej opinii, i że zajmują się one poważnymi sprawami. Szczególnie takimi, które wymagają kierowania się racją stanu. Jest taka sprawa. Z początkiem czerwca tego roku, minister Bodnar kieruje pismo do PKW w sprawie Funduszu Sprawiedliwości, dotyczące 2023 dofinansowań na ogromną sumę 224 mln. złotych, które to dofinansowania pokrywały się z kampaniami wyborczymi do Sejmu i Senatu.

W rzeczonym piśmie podkreślono, że ok 200 mln. zł. wydano na kampanie w regionach, gdzie startowali kandydaci od Ziobry. W piśmie tym minister Bodnar zaznaczył znaczenie tzw. paragrafu 11, w sposób obrzydliwy wykorzystywanego na potrzeby członków Suwerennej Polski. To znaczy, tam gdzie startował ziobrysta, przelewane kwoty wynosiły 7,5 mln. zł. i więcej. Więcej niż inny kandydat Zjednoczonej Prawicy (5,5 mln.zł.). W okręgach gdzie ziobryści nie startowali, dofinansowanie wynosiło ok. 1,5 mln.zł. Różnica kolosalna. Żeby było śmieszniej, pan minister Bodnar, najuprzejmiej jak tylko potrafi, prosi szanowną PKW, by ta ewentualnie zwróciła uwagę na ten fakt.

Czyli PKW miałaby zgodnie ze sztuką, ocenić wymienione wydatki w kontekście ich zgodności z obowiązującymi przepisami. Miało to miejsce ok. dwóch tygodni temu. A więc, zważywszy że sprawa jest bardzo pilna, szanowna Państwowa Komisja Wyborcza miała dwa tygodnie, aby zapoznać się z pismem pana ministra Bodnara i ewentualnie na nie odpowiedzieć. Odpowiedzi jednak brak i nadal nic w temacie nie wiadomo. Mamy ciszę. Ciekawi mnie, czy słowo >pilne<, rozumiane tak samo jak rozumie je opinia publiczna, odbiera je i rozumie przewodniczący PKW pan Sylwester Marciniak. Pilne to znaczy PILNE panie przewodniczący! 

Bo nie chodzi tu o kupno pół kilograma laskowych orzeszków, tylko o przyznanie Zjednoczonej Prawicy milionowych subwencji, wypłacanych partiom z budżetu państwa na kolejną kadencję, dla PiS będących w przypadku wątpliwości, pod dużym znakiem zapytania.

Gdyby wątpliwości okazały się zasadne, PiS i jego przystawka zwana Suwerenną Polską, tracą miliony w jednej sekundzie. Wie coś na ten temat PSL, która długo musiała spłacać co miesiąc swój dług za, nazwijmy to, drobną pomyłkę. PKW i jej przewodniczący, milczą. Nie uznają za stosowne odezwać się do opinii publicznej czy do ministra Bodnara, ani jednym słowem. Gdyby chodziło o orzeszki laskowe, dałabym na wstrzymanie, ale chodzi o niezwykle ważną sprawę, która jak widać, dla pana przewodniczącego Marciniaka nie jest priorytetowa. Ciekawe dlaczego tak jest. Przecież ta Komisja nie ma za dużo roboty. Zatem żadnej łaski nie robi przestrzegając przepisów.

Żadnej łaski nie robi zajmując się sprawami, gdzie łamane jest Prawo. Fundusz Sprawiedliwości i niezgodne z przepisami jego wykorzystywanie, leży w zakresie obowiązków PKW. Dowody jakie płyną z różnych stron, a w szczególności ze strony niektórych członków Suwerennej Polski, powinny być skrupulatnie i z wielką powagą brane pod uwagę tego wysokiego gremium. Wyszło na jaw, że w samej Komisji nie wiadomo o co chodzi. Pracownicy są przed sezonem urlopowym i proszę im głowy nie zawracać. Oczywiście ironizuję, ale czy nie ma prawa zalewać mnie krew gdy widzę, jak przez urzędników państwowych lekceważone są sprawy o randze racji stanu?

Czy nie mam prawa się wkurzać, gdy widzę urzędników traktujących ważną sprawę niczym specjalnie podrzucone im śmierdzące jajo? Chyba dziwić to nas nie powinno, skoro państwo urzędnicy są najuprzejmiej proszeni o jakąkolwiek reakcję. PROSZENI! Czy tak powinno być? Pan minister Bodnar nie musi prosić, pan minister Bodnar wysyła pismo i ma prawo oczekiwać na odpowiedź. Bez zbędnych słownych ceregieli. Bowiem obowiązkiem urzędników różnych instytucji państwowych, jest ze sobą współpracować. Za to im płacimy. Jeżeli poważne państwo zajmuje się poważnymi sprawami, to te sprawy powinny być traktowane jako priorytet.

W głowie mi się nie mieści, że przyznanie subwencji, partii rozwalającej przez osiem lat państwo, nie było/nie jest dla urzędników PKW, ważną sprawą. Że dla jakiegoś anonimowego pracownika z PKW, ważniejsze jest pójście na urlop. Głupota to mało powiedziane. Za to takie osoby powinny z miejsca polecieć na bruk. U nas wciąż pokutuje maksyma - "co tu zrobić, by się nie narobić". Praca w takim urzędzie, o takiej państwowej randze, wymaga działania, a nie miłego spędzania czasu. Czy pan Marciniak jako przewodniczący PKW wie, jak spędzają czas jego pracownicy? Jeżeli nie wie, to bardzo źle o nim świadczy. Jeżeli wie, to jeszcze gorzej. 

To, że musimy czekać na odpowiedź dłużej niż ustawa przewiduje, to m.in. wina tego, że zamiast wezwać do działania, prosi się uprzejmie o ewentualne zainteresowanie sprawą. No co to ma być! WERSAL? No na litość, każdy z nich bierze za swoją pracę pieniądze! Na naszych oczach urzędnicy sobie bimbają, a tymczasem ziobryści i pisowcy chodzą i śmieją się z tak zwanego wymiaru sprawiedliwości. Piszę tak zwanego, bo jak inaczej nazwać instytucję, która udaje że pracuje? Przypomnę jeszcze raz tym urzędasom - "Władza to służba", panie i panowie! Ciekawe, jak by zareagowali, gdyby za tę niby ich pracę zabrano im część pensji? 

Powinno tak być. Pracujesz na pół gwizdka, dostajesz połowę z ustalonej pensji. Kropka. Tak samo powinno się potraktować Zjednoczoną Prawicę. Nakradłeś się obrzydliwie publicznych pieniędzy, to możesz się teraz z nich utrzymać (jeżeli ci ich przedtem nie zabiorą). Zatem subwencję wstrzymujemy. Sprawiedliwie? No, chociaż po części sprawiedliwie, bo moim zdaniem, powinno się ich wszystkich puścić z torbami. Bo jak rozliczać, to rozliczać do spodu. Tak, by sprawę tego śmierdzącego jaja w postaci Zjednoczonej Prawicy, podrzuconego Polsce, załatwić raz na zawsze.


* * *

INFORMACJA o przewidywanej rocznej wysokości subwencji przysługującej partiom politycznym w związku z wyborami do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej przeprowadzonymi w dniu 15 października 2023 r.

Podstawa prawna: 

- art. 29 ust. 1 ustawy z dnia 27 czerwca 1997 r. o partiach politycznych (Dz. U. z 2023 r. poz. 1215)


1. Prawo i Sprawiedliwość                            25 933 375,05

2. Platforma Obywatelska RP*                     23 875 901,46

3. Nowa Lewica                                               9 822 680,42

4. Konfederacja Wolność i Niepodległość      8 385 955,48

5. Polska 2050 Szymona Hołowni**              7 525 362,50

6. Polskie Stronnictwo Ludowe**                  7 525 362,50

7. Zieloni*                                                          551 175,06

8. Inicjatywa Polska*                                         313 167,65

9. Nowoczesna*                                                                313 167,65

Kwota łączna wynosi -                              84 246 147,77


* Wysokość subwencji ustalona przez podział łącznej kwoty przysługującej    Koalicji Obywatelskiej PO .N iPL Zieloni w proporcjach ustalonych w umowie koalicyjnej (Platforma Obywatelska RP: 95,3%, Zieloni: 2,2%, Nowoczesna: 1,25%, Inicjatywa Polska:1,25%)

** Wysokość subwencji ustalona przez podział łącznej kwoty przysługującej koalicji Trzecia Droga PSL-PL2050 Szymona Hołowni w proporcjach ustalonych w umowie koalicyjnej (Polskie Stronnictwo Ludowe: 50%, Polska 2050 Szymona Hołowni: 50%).


Obrazy: *Internet 

wtorek, 18 czerwca 2024

Jak spaść to z wysokiego konia

"Nie popełnimy błędów Petru, Kukiza, Palikota i wielu innych, którzy okazywali się trzecią siłą w wyborach" - Sz. Hołownia. Zarozumiały jak na początkującego.


Szymon Hołownia uwierzył w swoją gwiazdę i chyba będzie trwał w tej swojej wierze tak długo, póki ktoś trzeźwo patrzący na polską politykę nie powie mu, że nie jest on tą trzecią drogą, o której z taką estymą opowiada. Od początku swojej politycznej kariery grał z wysokiego "C". Bo skoro był telewizyjnym gwiazdorem pewnego programu z milionową oglądalnością, to dlaczego miałoby się nie udać z polityczną publiką? Jestem przekonana, że przekonany o swojej wyjątkowości tak właśnie myślał. Narcyzm, to w jego przypadku, chyba za mało powiedziane. Mieliśmy już podobnych do niego delikwentów, przekonanych jaką to oni nie zrobią karierę. 

I co? W różnym tempie wypalili się od środka. Przedobrzyli. Zakiwali się, ponieważ chcieli za dużo i za szybko. Trzej "bohaterowie" już byli tam, gdzie Sz. Hołownia chce być za wszelką cenę. Oni próbowali i nie udało się. 

Panowie - Palikot, skandalista, znany z tego że miał/ma liczne alkoholowe biznesy i cięty język. Pan Kukiz, znany z tego że wcześniej był piosenkarzem, a gdy został politykiem z prezydenckimi ambicjami zorientował się, że tak naprawdę skacząc z kwiatka na kwiatek, to sam nie wiedział/nie wie o co mu w tej polityce chodzi. Pan Petru z ekonomisty z wdziękiem przekwalifikował się na polityka, ale szybko okazało się, że to nie jego "broszka". Pana Hołownię zaś bez mrugnięcia okiem zaliczam do tego grona "upadłych aniołów", ponieważ nie tylko pozostałych przeskoczył sprytem i zdolnością sceniczną, ale pokazał jeszcze większy od nich apetyt na awans w tej politycznej drabinie. 

Zapewne myślał też, że tak jak pisowcy, chronicznie obnosząc się po Polsce ze swoją kościółkowością i powołując się na "Boga, Honor i Ojczyznę", zostanie od razu przyjęty jako polityczny swojak. Na początku rokowało, że tak właśnie się stanie, ale tylko na początku. Tak jak szybko oczarował scenę polityczną, tak szybko jego czar prysł. Palikot, Kukiz, Petru, porwali się na politykę nie zdając sobie sprawy, jaka to potwora. Jak szybko pożera ona niepokornych. Palikota już nie ma. Kukiz z Petru jako tako jeszcze się trzymają pazurami, bo nic lepszego nie mają do roboty. Hołownia w politycznych pieluchach jest od niedawna, i ciekawe jak skończy.

Rada Janusza Palikota:

"Szymonie, złóż się teraz do medialnego grobu. Przez rok, dwa, półtora nie występuj w telewizji. Nie rób żadnych małych akcji. Zaczekaj. Nic nie stracisz". (...) "Nie da się utrzymać energii bez kampanii wyborczej". Do kolejnych wyborów jeszcze daleko.

Zawsze mnie zastanawiało, skąd bierze się to ich przekonanie, że to właśnie takim jak oni, należą się najlepsze i najsłodsze fructa? Skąd bierze się to przekonanie, że akurat im uda się spełnić polityczne marzenie? Zobaczcie co się dzieje, każdy z nich miał swój piękny "sen o potędze". I im bardziej w ich wyobrażeniach, ten sen nabierał większego ciężaru gatunkowego, im bardziej ponosiła ich wyobraźnia i chciejstwo, tym bardziej szara rzeczywistość pokazywała im ich niemoc sprawczą. Nie mogli i nadal nie mogą nic zrobić w pojedynkę. Zawsze tak jest, że nikt nie może nic zrobić w pojedynkę. Co udowadnia, jak słabymi są graczami. 

Przelicytowanie już na samym niemal początku, tylko kompromituje takich "zawodników". Polscy wyborcy przerabiali już wszystko ze swoimi wybrańcami, a mimo to zawsze znajduje się ktoś, kto jadąc na cudzych hasłach i lansując cudze pomysły, ma czelność wmawiać/obiecywać polskiemu wyborcy wciąż te same gruszki na wierzbie. Hołownia nie wymyślił niczego nowego. Zebrał do kupy parę skąd inąd znanych już haseł, zapakował do wyborczego wora od lat znane, przez innych już wcześniej głoszone pomysły i ruszył z tym "bagażem" do ataku. Przecież to nie jest głupi człowiek. Dlaczego więc tak się zachowywał? Pojąć tego nie mogę.

Uwaga Pawła Kukiza:

"Ten spontan, który był z całą pewnością podczas wyborów prezydenckich, bardzo szybko się wypala i przez trzy lata nie będzie po nim śladu". (...) "Tak jak mówił Napoleon, są trzy rzeczy potrzebne do zwycięstwa. Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze" - podsumowuje.

Gdyby spojrzeć w niedaleką przyszłość, na wybory prezydenckie w 2025 roku, to mam pytanie - niby z jakiego powodu to właśnie pan Hołownia miałby je wygrać i zostać kolejnym prezydentem? Przecież ten człowiek, tak naprawdę nie ma się czym pochwalić. Wyrzucając z siebie przez te lata potoki słów, nie utkwił nam w pamięci jakoś szczególnie. Nie może pochwalić się ani jednym sensownym pomysłem. Jechał cały czas tę swoją hołownianą taśmówą, właściwie to do obrzydzenia. Tak samo jak swego czasu Kukiz. Obaj mają gadane, ale z tego gadania nic dla Polski do dzisiaj nie wynika. 

Paweł Kukiz przez te wszystkie lata zdążył przesiąść się na kilka stołków. Zdążył wiele naobiecywać, zdążył kilka razy zdradzić samego siebie. Nawet kiedyś zapowiedział, że gdy delikatnie mówiąc, podpadnie wyborcom, to spokojnie będą mogli wyzywać go od szmaty. Sam to powiedział. Jak dzisiaj wygląda? Kim ostatecznie został? Został osobnikiem wielokrotnie wykiwanym przez samego Kaczyńskiego, starego politycznego wyjadacza. Kukiz dzisiaj jest nikim. Ciekawe, czy jakikolwiek wyborca zagłosuje na niego następnym razem? Ktoś, kto nie docenia siły polskiej polityki, kto ostentacyjnie lekceważy jej twarde zasady, prędzej czy później znajduje się w opałach. 

To, że Sz. Hołownia i W. Kosianiak-Kamysz osobiście przyjaźnią się i dogadują, wcale nie znaczy, że to samo dotyczy ich partii.

W sumie w każdym politycznym środowisku, zawsze można było znaleźć naiwniaków, którym polityka miała ustawić życie na resztę życia. W najlepszym wypadku kończą tacy jako skompromitowana chuliganeria polityczna, w najgorszym jako przestępcy. Przykładów nigdy nie brakowało, nie brakuje i nie przestrasza takich jakakolwiek groźba kary. Dalej brną i próbują udowodnić, że to nie ich ręka. I co najśmieszniejsze, że również wśród polskich wyborców, zawsze znajdują się amatorzy kwaśnych śliwek. Myślę sobie, że nawet filozofom nie śniło się to, co z własną polityką zrobili Polacy. Co z polityką w ogóle zrobiły współczesne nacje.

Rada Ryszarda Petru:

"To jest jakby pierwszy czynnik, z którym Szymon Hołownia będzie miał problem. Bo żeby wygrać z kimś, kto ma 20-30 milionów zł., też wypadałoby mieć 20-30 milionów. Rocznie - i dodaje, że pieniądze pozyskane ze zbiórek społecznościowych, "są wpłacane wtedy, kiedy są emocje. Jak nie ma emocji, pieniądze przestają płynąć". A więc zawsze chodzi o pieniądze. Tylko o nie.

W myśl jakże kolorowego powiedzenia - "jak spaść to z wysokiego konia", wielu cwaniaków przekroczyło polityczny Rubikon po to, by w jak najkrótszym czasie osiągnąć jak najwięcej. Nieważne jakim i czyim kosztem. Wielu już spadło i boleśnie się potłukło. Nie ma ich dzisiaj w polskiej polityce, albo jeżeli jeszcze są, to nic nie znaczą. Następni są w kolejce. Następni, młodsi, bardziej bezczelni, przez co jeszcze bardziej groźniejsi. Dokonuje się bowiem na naszych oczach pokoleniowa zmiana w polityce, o której JUŻ wiadomo, że teraz można kraść bezkarnie nie miliony, a miliardy. Będą więc przychodzić tłumnie i będą coraz bezczelniej kraść. 

Dlaczego? Bo póki co nasza kochana Konstytucja RP pozwala każdemu bez wyjątku zostać politykiem. Póki nie zmieni się w niej odpowiednich zapisów, to w końcu ławy Sejmu i Senatu zapełnią wyłącznie sami przestępcy. Skoro tacy właśnie będą wybierani do wyżej wymienionych Izb, świadczyć to będzie o tym, że nikomu już nie zależy na Polsce.


Obrazy: *Internet *YouTube 

niedziela, 16 czerwca 2024

S T A N polskiej Prokuratury

Jest okrutnie zdemolowana. Jest w dramatycznym stanie. Ostatni przykład z prokuratorem Janeczkiem jest kwintesencją stanu polskiej Prokuratury. Ten stan stał się ogromnym problemem panów premiera Donalda Tuska i ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Jeżeli premier obiecał te wszystkie szybkie rozliczenia z poprzednią władzą, to od tych rozliczeń ma A. Bodnara, którego zadaniem jest stawianie zarzutów winnym. Na razie jak widać, narzuconą rolę tych prokuratorów spełniają dziennikarze śledczy. A sami prokuratorzy zamiast przyśpieszyć tempo rozliczeń, "śpią". 

Odczytuję taką ich postawę jako zamierzoną, bo jak wiadomo, prokuratorzy we krwi mają opóźnianie spraw, nie chcą zbyt szybko stawiać komukolwiek zarzutów, by w razie czego nie zarzucono im popełniania błędów. Czysta egoistyczna asekuracja. I ta sytuacja wcale nie dzieje się od ośmiu lat skażonych pisowską władzą, ale o wiele dłużej. Zatem przewlekanie spraw i obserwowanie w którą stronę wiatr zawieje, to ich domena. Ponieważ trwa to długie lata, tak szybko się nie zmieni. Wiemy zatem, dlaczego młyny sprawiedliwości mielą powoli. Jedną z winnych jest sama Prokuratura.

Opinia publiczna oczekująca na szybkie efekty złożonych wyborczych obietnic, może sobie teraz pomstować za opieszałość prokuratorów, dziennikarze i inni piszący mogą sobie wyrywać włosy z głów, nic nie wskórają. Bo zawsze, ale to zawsze, bliższa koszula ciału. A że mamy dzisiaj to co mamy, to trzeba to sobie obowiązkowo i uczciwie powiedzieć, że winne za to są kolejne rządy. Nie tylko rząd PiS. Platforma Obywatelska również odważnie sobie poczynała za pierwszych swoich rządów eksperymentując na Prokuraturze, np. oddzielając funkcję prokuratora generalnego od funkcji ministra sprawiedliwości.

Prokurator Seremet otrzymał wtedy niezależność, która z czasem okazała się iluzoryczna. Dlatego iluzoryczna, bo pan Seremet bez zgody utworzonej wówczas Rady Krajowej Prokuratury z przewodniczącym będącym jednocześnie konkurentem dla Seremeta do stanowiska prokuratora generalnego, nie mógł nic zrobić. Równocześnie musiał się prosić ministra sprawiedliwości o każdy grosz. I tak każda z opcji rządzących po swojemu i bez kontroli, latami eksperymentowała na Prokuraturze. Aż przyszła władza PiS i swoimi pomysłami doprowadziła ostatecznie do jej zrujnowania/zdemolowania.

Odbudowa po tylu latach psucia, również będzie trwała latami. Na razie będziemy świadkami niemocy i awantur przy przeprowadzaniu przywracania Prokuraturze należnej jej formy, zgodnej ze sztuką i formy zgodnej z Literą Prawa. Już właściwie ma to miejsce, a przykładem oportunistyczna postawa ministra Bodnara i prokuratora Korneluka. Wpływa ona nie tylko na kondycję naszej krajowej sceny politycznej, ale również na kondycję polskiego społeczeństwa, u którego cierpliwość nie jest notowana jako najmocniejsza cecha charakteru.

Gorącym żelazem pali w oczy również fakt, że wciąż w terenowych, okręgowych i innych Prokuraturach tkwią prokuratorzy z nominacji Zbigniewa Ziobry. I drugi nie mniej gorący fakt, to taki, że wciąż wszędzie w polskich Sądach, rezydują jako prezesi i orzekają, również bezkarni nominaci Z. Ziobry, tak zwani neo-sędziowie. A wszyscy oni razem wzięci z samym Ziobro na czele, doprowadzili cały Wymiar Sprawiedliwości do patologicznego sześcianu. Jak się okazuje, to dla ministra Bodnara mur nie do przebicia. Czy zatem świadomie dopuszcza on do takich sytuacji? 

"Utknęliśmy na mieliźnie. Zamiast wpłynąć na szerokie wody, ledwo co ruszamy" - powiedział w jednym z wywiadów pan prof. Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Justitia". 

I dalej pan profesor mówi tak: "Sześć miesięcy po zmianie rządu, na czele pionu dyscyplinarnego powinny być osoby, które mają autorytet i dają gwarancje niezależności. A tymczasem są to nadal postziobrowi rzecznicy dyscypliny jak Schab, Radzik, Lasota. Cztery lata temu naradzali się ze szpiegiem Tomaszem Szmydtem, a dziś nadal mają władzę oskarżania sędziów. Tkwią na stanowiskach i są pozornie nie do ruszenia. Nie bądźmy specjalistami w polskiej królowej życia publicznego - "dlaczego się nie da". Można ich odwołać..." (...). 

Mija pół roku, a minister Bodnar wciąż jest na etapie kwestii personalnych. I jak tu poważnie rozmawiać o stanie polskiej Prokuratury? Złość wyborców, rozgoryczenie i rozczarowanie sędziów, to mało powiedziane. A przecież te sprawy można było załatwić z dnia na dzień wg prof. Markiewicza. To samo dotyczy sprawy neo-KRS, która nie jest organem wiarygodnym i nie daje gwarancji niezależności od polityków, a więc nie działa zgodnie z Prawem unijnym i międzynarodowym. Wychodzi, że działa tylko i wyłącznie zgodnie z dyrektywą Ziobry. Ot taka jego prywata.

Bezczelne łamanie Konstytucji RP, ordynarne i bezprawne interpretowanie Prawa wyłącznie na swoją korzyść, zrobienie z Prawa tzw. bezprawia, to wszystko obciąża poprzednią władzę, do rozliczenia której minister Bodnar się nie pali. To nie jest tylko ocena opinii publicznej. To również, a przede wszystkim ocena sędziów i prokuratorów z ogromnym wieloletnim doświadczeniem zawodowym, którzy ministrowi Bodnarowi zarzucają opieszałe i pozorne działanie, a którzy latami byli nękani i szykanowani przez byłego ministra i prokuratora generalnego Ziobro i jego ludzi. 

Tego pan minister nie powinien w żadnym razie lekceważyć. I zamiast łagodnie ich traktować, powinien zmienić strategię wobec nich. Widać jednak wyraźnie, że pan Bodnar ma inne plany, że jego środowisko ma inne plany, z których wynika, że chcą zalegalizować neo-sędziów, i że nie chcą rozliczenia pisowców. Tego już zupełnie nie rozumiem. Skoro takie stanowisko prezentuje pan minister Bodnar i jego polityczne środowisko, to czy nie powinien w to wkroczyć pan premier Donald Tusk? Czy nie po to tak tłumnie (74%) poszli Polacy do wyborów w październiku u.r. bo obiecano im rozliczenia?

Czy jest nadzieja, że te wagony kasy, jakie na przekrętach zarobili ludzie Ziobry i on sam, zostaną kiedyś Polsce zwrócone??? Przecież te pieniądze zostały przez nich wyprowadzone, poprzez okradanie ofiar przestępstw. To jest tak ohydne, że aż słów brakuje. I nie zostaną za to rozliczeni (nie zanosi się na to), bo minister Bodnar z prokuratorem krajowym Kornelukiem, prowadzą swoją grę.

Właściwie to nie wiem, czy zajmowanie miejsca w Ministerstwie Sprawiedliwości przez pana Bodnara, jest zasadne i czy da się go obronić. Myślę, że nie da się. On sam zresztą udowodnił, że jakoś mu nie do twarzy z tym stołkiem. Szkoda, naprawdę szkoda, ponieważ na początku swojego urzędowania miał bardzo wielu zwolenników. Zmarnował ten potencjał. Bezpowrotnie. Dymisja, to jest to, czego od niego oczekuje opinia publiczna. Niech odejdzie dla dobra Wymiaru Sprawiedliwości i dla dobra Prokuratury, która na cito potrzebuje dzisiaj ratunku.

I na koniec powiem, że bardzo dziwię się komuś takiemu jak pan profesor Bodnar, ponieważ niepotrzebnie stawia na szali swoją dotychczasową karierę zawodową, tylko dlatego, by zadowolić swoje polityczne środowisko (Lewica). Niedobrze, że tak ryzykuje własnym nazwiskiem, ponieważ on straci, a zyskają na tej stracie pisowcy, ziobryści i inni polityczni cwaniacy. A tak nie powinno być.


Obrazy: *Internet *YouTube