Pchają się różni tacy do polityki, bo łatwy zawód, dobrze płatny i nie trzeba odpowiadać za głupoty, które się czyni. Na początku każdemu wydaje się, że to właśnie on ma najczystsze intencje i najlepsze kompetencje do rządzenia państwem, że to właśnie on jest tym fachowcem od wszystkiego. Ale szybko okazuje się, jakie przyciąganie mają lukratywne stanowiska, ważne jak nie najważniejsze funkcje państwowe. I to powoduje jakby zaćmienie umysłu i wyczyszcza pamięć z wszystkiego, co było przedtem. Gdy stanie się taki posłem, nie ma nic ważniejszego od własnej kariery.
Tak było, tak jest teraz i tak będzie w najbliższej politycznej przyszłości.
Tak, świat polityki przyciąga jak magnes wizją synekur, budowania majątków własnych, przywilejów i... immunitetu na wszystko. Wszak swój swemu krzywdy nie zrobi. Szczególnie wewnątrz partii. Czego dowodem PiS i tej partii wszelkie poczynania. Zatrudniani tam są przede wszystkim dyletanci, tacy, którzy bez mrugnięcia okiem wykonują każde polecenie. PiS nie potrzebuje ekspertów, bo ci są niezależni, a więc nie są "swoi". Dyletanci realizują przynajmniej pisowski program. Od tego są. Nie ma tam żadnych zasad ani procedur, a skoro tak, nie trzeba niczego przestrzegać.
Nieważne, że ta ichnia samowolka już doprowadziła do tak wielu nieszczęść w Polsce. Zbyt dużo śmierci w czasie pandemii, bo przestrzeganie procedur nie było konieczne, bo nie było priorytetem. Covid-19 zebrał swoje żniwo, co nie zrobiło większego wrażenia na rządzących. Gdyby przestrzegane były procedury, nie doszłoby do katastrofy samolotu CASY w Mirosławcu. Pamiętamy jeszcze o tym, czy już zapomnieliśmy? Zapomnieliśmy, czego kolejnym dowodem katastrofa w Smoleńsku. Zawsze zawodzi człowiek. Brak przestrzegania procedur i ludzka arogancja skutkują najwyższą ceną.
Nie wyciągamy wniosków, nie chcemy się uczyć na błędach, lekceważymy zasady, uważamy się niemal za bogów. Przecenianie własnych możliwości we wszystkim, w stylu, że "Polak poleci nawet na drzwiach od stodoły", za każdym razem drogo nas kosztuje. Myślenie o sobie, że wiemy najlepiej, zawsze powoduje nieodwracalne szkody, jak teraz. Nieważne, że pieniądze z funduszu KPO są na wyciągnięcie ręki, ważne, by zachować władzę, każdym kosztem. Najgorsze, że są wśród nas Polacy, którzy ślepo wierzą w każde słowo rządzących mimo, że już z daleka śmierdzi ono niewyobrażalnym krętactwem.
Są wśród nas wyznawcy PiS-u. Ślepi i głusi na każdy racjonalny argument. A każda z nimi dyskusja polityczna, kończy się kłótnią, albo śmiertelną obrazą. Nie ma mowy, by jakikolwiek argument, że PiS cokolwiek robi, robi źle, był w stanie takiego przekonać. Nie przekona. Dlatego, że od demokracji, której nie rozumieją, nie lubią i której nie szanują, zatem nie stanowi ona dla nich jakiejkolwiek wartości i odczytują ją jako zagrożenie, wolą władzę, która od 7 lat wprowadza swoje własne normy moralne, jednakowe dla wszystkich. To właśnie odpowiada wyznawcom PiS-u. Taki model władzy uważają za najlepszy.
Są tak zaślepieni, że nawet najgorszy jakikolwiek kryzys czy kataklizm, nie zmieni ich stosunku do PiS. Wprawdzie mają narzucony porządek moralny, ale to "swój" porządek moralny. Mają też "swoją" wspólnotę broniącą tego porządku jak niepodległości. Obcy nie ma do tej hermetycznej wspólnoty wstępu. Za takiego obcego uważa się m.in. „totalną opozycję” i tego wrednego Tuska. Myślą tak nie tylko sami wyznawcy, ale też wyborcy PiS-u. Oczywiście dzięki kościołowi katolickiemu, który z korzyścią dla siebie, utrwala skutecznie jak widać w głowach wiernych i lojalnych, ten pisowski „porządek moralny”.
Demokracja nie ma szans z tym porządkiem. Nie ma większych szans z wpływem kościoła, bo sam kościół jest przeciwieństwem demokracji. Zarządzany od wieków autorytarnie i hierarchicznie, nie zmieni się ot tak. A po drugie tylko straci na zadawaniu się z demokracją. Opłaca się więc kościołowi trzymać z władzą, która teraz o niego dba i która teraz bez opamiętania daje. Tylko taka władza zabezpiecza na wieki status kościoła i jego majątek, poszerza władzę i daje wciąż to nowe przywileje. Tylko taka władza jak PiS zapewnia gotówkę i zamyka usta wszelkim krytykom.
Czy wobec takich nieprzebranych bogactw, polski kościół katolicki gotów byłby zrezygnować z nich, bo tego żąda jakaś demokracja? Nigdy! Ta władza, która aktualnie rządzi, jest dla kościoła najlepsza pod każdym względem. Kościół jednak zapomina, że to wcześniej demokracja przyznała mu wszelkie przywileje i grube pieniądze pozwalające poszerzać wpływy i władzę. To nie kto inny, a demokracja pozwoliła na utajnienie dochodów kościoła. To w przytomności demokracji kościół łupił państwowy majątek ile wlezie przy pomocy Komisji Majątkowej (1989r.). Pamiętamy?
Potęga kościoła katolickiego w Polsce budowana była jeszcze przed PiS-em, rękami polskich demokratów, działających niezgodnie z zasadami demokracji. Czyli działających wbrew własnym zasadom. Chcieli się przypodobać polskim hierarchom, by ci w zamian za przywileje zrewanżowali się. A teraz co? Chcą działać razem przeciwko PiS? Jednocześnie zabierając raz już przyznane przywileje? Jest takie powiedzenie: kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera. Ale kto by zwracał na to uwagę. Interes polityczny przede wszystkim. A to cechuje każdą władzę. Absolutnie każdą władzę. Bez wyjątku.
Zdemoralizowany kościół ma w Polsce jeszcze władzę nad umysłami wiernych mimo, że od lat wieszczy się jego rychły koniec. Póki co jednak działa destrukcyjnie niszcząc polskie państwo. Wysysając je z żywotnych soków jak cytrynę. Wciąż ma też dar przekonywania przynajmniej części społeczeństwa, stawiając swoje brednie na równi z Nauką i rozumem. Przykładem antyszczepionkowcy, różni domowi egzorcyści, uzdrowiciele i inni wszelkiej maści "specjaliści", a na koniec klauzula sumienia. I nikt dzisiaj niczemu się już nie dziwi. Ci wszyscy "znawcy" biorą udział w publicznej debacie, są zapraszani do mediów.
Czyli są traktowani poważnie. Do czego to doszło? Co na to Nauka? Czy w takim chaosie może się rozwijać? Czy w takim chaosie może prosperować państwo z dobrodziejstwem inwentarza? Mam tu na myśli wszelkie sektory finansowe i gospodarcze, żeby nie było. Nie ma szans na w pełni demokratyczne państwo tak długo, jak długo kler katolicki będzie miał cokolwiek do powiedzenia. Nie mamy szans na zmiany dlatego, ponieważ polscy politycy, kimkolwiek są, nie dorośli do pełnienia swoich funkcji. Nie mamy szans, ponieważ coraz więcej Polaków wszystko co nie polskie, traktuje jako zagrożenie.
Unia jest zagrożeniem, a nawet wrogiem, bo zbyt zdominowały ją Niemcy. Jest zagrożeniem, bo w tej jakby "wspólnocie" jesteśmy tylko tymi nie liczącymi się, tymi z drugiego rzędu, jesteśmy podporządkowani interesom Zachodu. Polska ma z wiodącymi państwami Unii Europejskiej konflikt wartości i konflikt interesów. Takie jest dzisiaj myślenie Polaków. Unia to inaczej zgniły i zaborczy Zachód, niby niedemokratyczny, za mało uduchowiony, niemoralny, antynarodowy i pod każdym względem antychrześcijański, stoi też w poprzek cywilizacji. Tam tylko kasa się liczy. Zarzutów jest cała lista.
I jeszcze jedno. Polska zawsze miała powód do modlitw. By państwa nas okupujące w czasach rozbiorów wyniszczyły się tak, by na ich zgliszczach mogła się jak Feniks odrodzić. A gdy po I Wojnie Światowej odzyskała niepodległość, też się modlono i dziękowano za to Bogu. Dziękowano za to, że ginęli przeciwnicy. Nikogo wtedy nie dziwiły modły, bo i sprawa była słuszna. Od tamtych czasów minęło wiele lat. Wiele się zmieniło. Oczekiwania i żądania społeczeństwa są dzisiaj zupełnie inne. Niedawno na przykład modlono się w Sejmie o deszcz. Spadł? Bóg wysłuchał swoich gorliwych, niekoniecznie lojalnych wiernych?
Wiele dziwnych rzeczy zdarzało się w polskiej polityce. Im dziwniejsze, tym dziwniej je tłumaczono. Wyznawcy i lojalni faszerowani tą polityczną papką, nie zastanawiali się i nadal nie zastanawiają, czy to wszystko co nas spotyka, ma jakikolwiek sens. Ja też już się nie zastanawiam, nie mam nad czym, ponieważ wszystko co nas spotyka, sami sprowadzamy na swoje głowy. Co zatem będzie? Przed nami wybory. Wszystkie ręce na pokład, to znane hasło kolejny raz będzie przyświecać każdej ze stron w 2023 politycznym roku.
Czeka nas jeszcze niejedna jatka, z powodu której jedni osiągną dno, inni będą wdrapywać się pod górę po smolistym i śliskim boku politycznego kotła. Ci, co osiągną szczyt, będą musieli posprzątać stajnię po poprzednikach. Roboty huk, a pomocy znikąd. Ciekawe, czy zostawiony ogrom błota (delikatnie mówiąc) nie zniechęci ich do działania? Chyba, że na życzenie zmotywowanych wyznawców/lojalsów i lenistwo pozostałych wygra ta sama opcja. Wtedy spełnią się wreszcie marzenia jednego człowieka, Polska stanie się samotną wyspą na mapie Europy, ale za to niezależną i suwerenną, tak jak zawsze tego chciał, cokolwiek to znaczy dla kogokolwiek.
Ciekawi mnie jedno - jeżeli tak się stanie, to jak długo wytrzymamy w tej samotności, niezależności i suwerenności?
Wielka Brytania długo nie wytrzymała. Wróbelki ćwierkają, że już znowu ciągnie ją do Unii. A Rosja mości panowie tuż za rogiem.
Obrazy: *Facebook *YouTube *Polkong