Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek i ktokolwiek tak bezkarnie (póki co) i na taką skalę poczynał sobie w polskiej polityce. Gdy byłam dzieckiem rządziła PZPR, a nawet jej partyjniacy nie pozwalali sobie na tego kalibru wyskoki (czytaj: przestępstwa). Gdy przekazywali władzę, cały proces odbył się w miarę spokojnie. To, co się działo i dzieje to brutalność w czystej postaci, niczym nie hamowana. Całej kampanii wyborczej, sprzed 15 października, PiS podporządkował wszystko co miał do swojej dyspozycji - reżimowe media, skompromitowane referendum, pieniądze płynące nie tylko ze spółek skarbu państwa, nawet ujawniano tajemnice wojskowe.
W trakcie tej kampanii pisowscy funkcjonariusze nie odmówili sobie nawet mówienia o Donaldzie Tusku jak o zdrajcy. Patologia tej władzy uwidoczniła się w całej swojej krasie zmieniając przy tym obyczaj polityczny, a raczej etos polityki, w coś potwornego. I jak widzieliśmy, gdy odchodzili nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Jarosław Kaczyński bardzo czytelnie i wytrwale dawał wszystkim do zrozumienia, że nie odda co jego. Czyli łatwo nie odda znienawidzonemu przeciwnikowi, tak ciężko wypracowanej i wyrwanej władzy. Widać to było i słychać codziennie w reżimowej stacji, zwanej TVPiS.
Pracownicy tej stacji nie szczypali się w język. Szczuli i wciąż napuszczali na polityków opozycji, wciąż wskazywali i podkreślali różnice zdań wśród polityków demokratycznej opozycji mające ich skłócić, na co Kaczyński tylko czekał. Normą było straszenie o niedotrzymaniu obietnic i to, że Polsce grozić ma jakiś wyimaginowany straszny kataklizm ze strony Tuska i UE. A to nie wszystko. Należało spodziewać się wręcz tsunami wszelkich niewybrednych ataków ze strony odchodzącej partii władzy. Tak sobie myślę, że opozycja demokratyczna to był strumyczek złośliwości w porównaniu do tego, co miało nas czekać.
Wybrańcy narodu z reguły nie zajmują się tym, czym powinni. Tak było w przypadku PiS. Wszędzie tam, gdzie funkcjonariusze tej partii zdołali położyć swoją brudną łapę, panowało kolesiostwo, nepotyzm i karmienie niepowstrzymanego apetytu na wszystko, co było w ich zasięgu. Tak wyglądała pseudo polityka w ich wydaniu. Wszyscy nominaci, wierni i do bólu lojalni, mający dług do spłacenia, obsługiwali prezesowską ideologię. Nigdy polscy wyborcy nie mieli gwarancji dobrego rządzenia, ponieważ wybory to było zawsze kupowanie kota w worku.
W 2015 r. nie wiadomo było na co stać PiS, w 2019 r. wyborcy już wiedzieli, a jednak mimo to, zagłosowali dając tej partii drugą kadencję. Koszty tej decyzji długo jeszcze będą niewyobrażalne, co uwidacznia chociażby przeogromny deficyt finansów publicznych, czy zbankrutowany pomysł Morawieckiego zwany "Nowy Ład". Z wyborami 15 października 2023 r. nie było inaczej. W ich wyniku dowiedzieliśmy się, co znaczy prawdziwa, wściekła i totalna opozycja w wydaniu PiS. Kaczyński i jego tłuste koty już od pierwszych dni o to zadbali, nie odmówili sobie tej przyjemności. Z czeluści pisowskiej retoryki, symboliki i ideologii wyszło najbardziej plugawe ścierwo.
By ochlapać błotem nowych rządzących. A wszystko w imię ratowania ich umiłowanej teoretycznie ojczyzny, wszak zagrożona. I tak, tak właśnie wygląda to coś, co się zwie polityką w polskim wydaniu. Plucie, szczucie, ochlapywanie błotem. To ma być rodzima polityka właśnie. Myślę, że to z czym mamy do czynienia, nawet nie leżało obok polityki. To, z czym mamy do czynienia obraża pamięć tych, co o nią walczyli i stracili za nią życie. Obraża to Konstytucję RP i Polaków. Obraża to naszą inteligencję. Te wszystkie ruchy tak zbyt szybko teraz wykonywane przez ludzi partii jeszcze niedawno rządzącej, działają przeciwko interesowi państwa.
Zachowywali się jak właściciele Polski i bez skrupułów i na naszych oczach ludzie ci rozdawali między sobą majątek nie należący do nich, poprzez przetargi, zawieranie nowych umów i w pośpiechu dopinanie starych. Ta polska majątkowa kołdra wciąż była przez nich rozszarpywana, bez umiaru i bez jakiegokolwiek zastanowienia. Tak wyglądała i nadal wygląda polityka w wykonaniu PiS - u za przyzwoleniem prezesa. Zostało wypaczone wszystko co miało związek z kulturą polityki, co miało znamiona etosu polityki. Tego już nie ma. Zostało zniszczone przez niczym nieokiełznaną zachłanność ludzi PiS, zwanych dalej politykami.
W zamian mieliśmy i mamy populizm w czystej postaci, który stając się swoistą ideologią utworzoną na potrzeby partii, nieźle namieszał Polakom w głowach. Doszło do głębokiego podziału społeczeństwa na tych co są ZA i na tych co są PRZECIW. Zarządzanie państwem w tym stylu stało się niestety przyjętą, ale bezprzykładną praktyką. W konsekwencji zachwiało to wartością państwa, zniszczyło jakość sztuki rządzenia, sprowadziło na samo dno zaufanie do polityków, podważyło sens istnienia instytucji państwowych, bo po co nam polityczna reprezentacja, skoro zamiast dbać o ogólny dobrostan, wszystkimi siłami go niszczy?Czy to co się w Polsce stało, jest jeszcze do odwrócenia? Pytanie to śmiało skierować można do aktualnie rządzących. No ale... pożyjemy zobaczymy. Rządzą dopiero od miesiąca. Ciekawe czy ich drogowskazem będą dane nam obietnice i trzeźwy umysł?
Poprzez Etos rozumiem zbiór wzorów, zasad i wartości regulujących jakość i rolę polityki w życiu obywatela. Etos wyznacza tym samym standardy, które obowiązkowo mają być zachowywane w czasie pełnienia wyznaczonych funkcji. Tyle teoria. W praktyce już wcześniej polska polityka bywała ułomna. Nie obeszło się bez czarnych owiec w każdej partii. Ogromna liczba afer i ich ciężar gatunkowy przerósł nie raz nasze oczekiwania. Nie raz wystawiano na ciężką próbę zaufanie i cierpliwość polskiego wyborcy. Jednak to co zrobił nam PiS, przerosło grzechy wszystkich poprzednich rządów razem wziętych. Nie wolno nam o tym zapomnieć. Za żadne skarby!
Część polskich wyborców dała się przekonać do pisowskich praktyk, część ich nie aprobowała, a pozostali nie mieli zdania. Taki przekrój społeczny rysuje się nam szczególnie po ośmiu ostatnich latach. Obniżyło to bardzo wartość, znaczenie i rolę społecznego potencjału. Jakkolwiek by na temat nie spojrzeć, na dłuższą metę wciąż nie zdajemy egzaminu. Dlaczego? Bo nie jesteśmy jednolitym narodem. Bo nie potrafimy/nie chcemy rozwiązywać własnych spraw. Bo za wszystko co psujemy, winimy jakichś bliżej nieokreślonych innych. Bo nie potrafimy szanować tego, co mamy.
Nie potrafimy doceniać osiągnięć, bo jesteśmy niedobrzy dla siebie samych. Wręcz lubimy jak ktoś za nas decyduje, tym samym odsuwamy od siebie odpowiedzialność za własne życie. Tacy jesteśmy. Zatem wybierając spośród siebie reprezentację polityczną o takich samych cechach, nie mamy prawa mieć pretensji o decyzje tej reprezentacji, które tak czy inaczej na nas bezpośrednio wpływają.
Zewsząd słychać okrzyki: "Polska dla Polaków"!
Pytam więc - co jako Polacy robimy dla Polski?
Obrazy: *Newsweek *Internet