To, co dzieje się w otoczeniu premiera D. Tuska nie budzi mojego entuzjazmu. Ponieważ za pomocą sondaży dowiadujemy się jaką skalę ten brak entuzjazmu osiąga w Polsce, sądzić można, że ta sytuacja spędza sen z powiek liderów Koalicji 15X. I słusznie zresztą. Tym bardziej, że nieubłaganie zbliża się arcyważny moment, wybory prezydenckie, które dadzą ostateczną odpowiedź na wiele pytań. Nie do pozazdroszczenia sytuacja PiS i wielu tej partii czołowych nazwisk, powolne rozliczanie poprzedniej władzy, błędy popełniane przez aktualną władzę i zadziwiająca niemoc w skuteczności, co tylko powiększa niezadowolenie wyborców Koalicji rządzącej, wszystko to ma ogromny wpływ na samego premiera. Tak mniemam.
Czy w takiej sytuacji Donald Tusk powinien postawić na szybsze działania? Na pewno tak. Czy tak właśnie zrobi? Tego nikt nie wie. Przyszłość pokaże i bezlitośnie zweryfikuje Jego kompetencje, w które społeczność polska tak zawierzyła. A zawierzyła, bo nie miała innego wyjścia. A nie miała innego wyjścia, ponieważ na ten moment jest tylko JEDEN Donald Tusk. Jest On i... polityczna reszta polskiego świata. Koalicjanci nie kwapią się do współpracy, jaką obiecali sobie w czasie kampanii wyborczej. Dzisiejsza opozycja a dawna władza, nie ma interesu w naprawie tego, co sama zdemolowała. Donald Tusk jest sam. Na ile zdeterminowany, by zrealizować plan naprawczy, tylko On sam wie najlepiej.
Słyszymy wiele słów od Niego na prasowych konferencjach, na których występuje jako premier i jako rzecznik własnego rządu jednocześnie. Stara się. Opowiada o organizacji letnich igrzysk w Polsce, zapowiada jesienne zmiany w legislacji, kolejny raz zapewnia o zaufaniu do ministra Bodnara i zręcznie odpowiada nawet na te niezręczne pytania, ciurkiem płynące ze strony dziennikarzy i innych pracowników medialnych. Na tej podstawie budujemy sobie sami obraz polskiej polityki. Wyrabiamy sobie własne opinie. Nie zapominajmy, że niebawem 15 października tego roku minie rok od wygranych wyborów. Będzie to okazja do podsumowania działań tego rządu i zweryfikowania złożonych obietnic.
Niezadowolenie społeczne, coraz głośniejsze pomruki tu i tam, coraz częstsza negatywna ocena liderów Koalicji 15X, to zwiastun zbliżającej się czarnej chmury nad głowy niedogadanych ze sobą rządzących. Tyle było obietnic, tyle zapewnień, tyle było nadziei, determinacji i chęci. Co dzisiaj z tego zostało? Ponad 60% Polaków jest niezadowolonych, bo nie widzi efektów, nie widzi skuteczności. Widzi za to rozlazłe towarzystwo zasłaniające się procedurami. Wielu komentatorów wieszczy, że jeżeli się ta sytuacja nie zmieni, to Koalicja 15X przerżnie prezydenckie wybory. Z czego skorzysta pisowska opozycja. Właściwie, to już zaciera ręce. Zatem Donald Tusk MUSI zareagować.
To, co do tej pory udało się rządzącym, to tylko kropla w morzu. Dobrze że to zrobiono, jednak to za mało. Stanowczo za mało. Te załatwione sprawy nie są sprawami ciężkiego kalibru, są normalne, takie, które należą się każdemu obywatelowi jak codzienna zupa psu. Każda z tych spraw (in vitro, babciowe, podwyżki dla nauczycieli, prawo autorskie czy Prawo i praworządność w ogóle) to sprawy oczywiste. Za ich załatwienie nie należy się politykom żadna nagroda, podziw czy uznanie, bo wobec nas mają psi obowiązek tego dopilnować. Ze wszystkich obietnic tylko przywrócenie TVP do normalności i odblokowanie KPO stało się faktem. Reszta czeka, aż politycy się zainteresują. Tak więc Polacy obawiają się, że czas może być dalej marnowany.
Tkwimy w stagnacji, bo bezwolny rząd zamiast przeć do przodu, skupiony jest na sobie i rozwiązywaniu drugo... i trzeciorzędnych spraw. Mamy nie dziarskich polityków, a politycznych impotentów. Dziadersów, zadowolonych, że zaliczają kolejną kadencję w Sejmie. To zadowolone z siebie towarzystwo zapomniało, że swoje miejsca w polskim Parlamencie zawdzięczają m.in. młodym polskim kobietom, które poszły na wybory, bo uwierzyły, że ich sprawy wreszcie po latach zostaną załatwione po Ich myśli. Nie zostały. Czy zmobilizowały się niepotrzebnie? Mogą tak myśleć. I tak właśnie myślą. Nie zadowala Ich tłumaczenie, że to wina prezydenta Dudy, który nie podpisuje ustaw. Co za złośliwy z niego człowiek.
Nawet dziecko wie, że nie o Dudę tu chodzi. To PSL wstawiło bezwstydnie swoją nogę między koalicyjne drzwi i udaje partię świętszą od papieża. A co z tematem kwoty wolnej od podatku? Okazało się, że nie ma na nią pieniędzy. Ale za to była dobrym hasłem w czasie kampanii wyborczej. Na takie oto kąski czeka PiS, by głosić wszem swoją starą dobrze znaną propagandę, jaki to Tusk jest niedobry. PiS pyskuje w najlepsze, a koalicyjny rząd siedzi cicho zamiast zapewniać każdego dnia, że do końca kadencji na pewno coś wymyśli. Cisza. Aż głowa boli. Każda z koalicyjnej partii ma swojego "konia", na którym jedzie ile wlezie. PSL ma aborcję. Polska 2050 ma składkę zdrowotną.
Lewica miała swoje budownictwo społeczne, ale obraziła się na wszystkich i udaje ofiarę. Koalicja Obywatelska zajmuje się wszystkim po trochu. A pośród tego chaosu stoi Donald Tusk i próbuje załagodzić atmosferę. Nie tak miało być. Nie tego oczekiwali wyborcy. Polska polityka jest tak bardzo podzielona, że społeczne rozczarowanie przechyliło czarę goryczy. Zatem to niespełnione obietnice mogą bardzo silnie wpłynąć na wynik prezydenckich wyborów. Z ubiegłorocznej wyborczej frekwencji (74%) zostanie tylko wspomnienie. Głosy Polaków mogą ulec jeszcze większemu rozdrobnieniu. Część swoje pójście do urn wyborczych zawiesi na kołku, a część może zagłosować na kogo innego.
Nie wierzę, że liderzy koalicji rządzącej nie biorą tego pod uwagę. Nie uwierzę, że nie myśli o tym Donald Tusk. Wiele razy politycy już się przekonywali, że łaska wyborcy na pstrym koniu jeździ. Wiele razy niektórzy z nich dostawali czerwoną kartkę choćby za nieskuteczność. Czy nie czas wyciągnąć wreszcie naukę z popełnianych błędów? Koalicja 15X powinna wyłonić tylko jednego kandydata na prezydenta. Tylko jednego. Udowodniłaby poprzez to, że gra drużynowo. Tak powinno być, a nie jest. Znamy ambicje Hołowni i innych i nieważne, że nie nadają się na prezydenta. Wolą egoistycznie i samolubnie postawić na siebie, ryzykując tym samym przyszłość Polski i Polaków.
Czy aby nie boją się, że w żywotnie kluczowym momencie dla nich, w odpowiedzi za zaniechania i brak spełnienia obietnic, Polacy pokażą im środkowy palec? Czy zapomnieli, że będą zmuszeni wyjść ze swoich przytulnych gabinetów i prosić/żebrać Polaków o głosy? I tu mogą się zdziwić. Bo jak mówi polskie przysłowie - "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie". Prezes rady Ministrów ma twardy orzech do zgryzienia. Tym orzechem będzie mobilizacja wyborców. To niełatwe zadanie. A ostateczny wynik może bardzo zaboleć. By do tego nie doszło, Donald Tusk i Jego koalicjanci mają lekcję do odrobienia. Muszą popracować nie tylko nad legislacją na tyle skutecznie, by dała owoce na tyle zadowalające, by zmieniło to dotychczasowy obraz sposobu rządzenia. By zmienił się osąd Polaków.
Kompetencja, wiarygodność, rzetelność, uczciwość, pokora, chęć i determinacja, czystość intencji, to są te między innymi cechy tak pożądane szczególnie dzisiaj w polskiej polityce. To one prowadzą do... skuteczności.
Obraz: *Internet