Taka postawa nie wróży niczego dobrego, bo przecież powstanie powyższej komisji to nie jedyny spór w rządzie. Hołownia każdym kolejnym występem przed kamerami udowadnia, jak bardzo polubił swoją nową rolę i jak bardzo w nią wsiąkł. Dla początkującego parlamentarzysty, być drugą osobą w państwie to nie byle co. Przyznać należy, że swoją przygodę z polityką zaczął z wysokiego "C" i trzyma się jej mocno pazurami. Natomiast dla jakże miałkiego i jakże bezpłciowego politycznie przewodniczącego Lewicy W. Czarzastego, to ciężka do przejścia szkoła przetrwania, bo to jego być albo nie być w ogóle w polityce.
Premierowi został właściwie tylko Kosiniak-Kamysz, który popiera powstanie komisji na warunkach premiera, ale nie zapominajmy, to kuty na cztery polityczne nogi zawodnik. Póki jest u władzy, gra do jednej bramki. Jakoś mu tak do końca nie ufam. Marszałek Sejmu niepotrzebnie się o losy tejże komisji "obawia", ponieważ wg premiera, nie będzie ona sejmowa, a rządowa pod całkowitą egidą KPRM. Zasiadać w niej mają wyłącznie eksperci, a praca ma przebiegać w zaciszu gabinetów poza kamerami. Skąd więc ten spór? Jeżeli się on utrwali, to premier będzie miał problem, ponieważ będzie dysponował tylko 190 głosami w Sejmie.
Zatem jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno o jakieś polityczne korzyści. Hołownia i Czarzasty chcą skorzystać z tego, że D. Tuskowi bardzo zależy, by komisja została powołana jak najszybciej. W polityce jest jak w biznesie, strony targują się, by dobijając owego targu, ugrać swoje. Bez względu na wagę ciężkości sprawy, bez względu na rację stanu, moje jest mojsze. Ot taka ludzka cecha, wypełniona do bólu egoizmem. Każda ze stron walczy o swoje kosztem niezwykle ważnych dla Rzeczpospolitej spraw. Lewica mówi o mieszkalnictwie i koalicjach samorządowych, Polska 2050 trzyma się koalicyjnych tematów.
Lewica "nie zgodzi się na żadną formę programu mieszkaniowego z kredytem 0 proc., jeśli rząd nie przyjmie jej pomysłów na budowę mieszkań komunalnych i na wynajem". Polska 2050 otwartym tekstem kładzie nacisk nie na program, a na czystą politykę. Razem mają sporo głosów, co pozwala im na zdecydowaną negocjacyjną postawę. Zapomnieli, że za przeciwnika mają wytrawnego gracza Donalda Tuska, który postanowił ich ominąć mówiąc, że:
- "Nie będzie komisji sejmowej, ja powołam komisję rządową. Dostanie termin dwumiesięczny i w ciągu dwóch miesięcy przygotuje raport, z którego będzie wynikało dokładnie kto, gdzie, dlaczego, za ile, jeśli będzie taka okoliczność, ulegał takim wpływom".
Wychodzi, że premier zrezygnował z przekonywania koalicjantów i jeżeli ci dalej będą stali przy swoim, uruchomi komisję natychmiast, jak przekonywał, nawet w przyszłym tygodniu. Właśnie tak trzeba. Skoro są inne narzędzia i możliwości, to na co czekać? Hołownia z Czarzastym nic nie zyskają. Oprócz opinii, że nie grają drużynowo, i że są wyłącznie koniunkturalistami. Tyle. Pierwszy potrafi tylko mówić, drugi nawet tego nie potrafi. Duet to egzotyczny, jak na polskie polityczne standardy. Szkoda i zarazem niedobrze, że Donald Tusk nie może liczyć na koalicyjnych współpracowników. Szkoda i niedobrze, że nie dorastają mu do pięt.
Na polskiej scenie politycznej tak naprawdę nic się nie zmieniło. Wciąż w ławach sejmowych zasiadają te same stare nazwiska, wciąż pchają się tam podejrzane typy bez wyobraźni, wciąż mamy do czynienia z tłustymi kotami, które chcą być jeszcze bardziej tłustsze. Obraz mamy taki, że jest premier Donald Tusk i... długo... długo... nic! Ponieważ o różnicy zdań na linii Hołownia - Tusk w kwestii komisji ds. rosyjskich wpływów zrobiło się głośno, nagle Hołownia zmienia zdanie i mówi, że jeżeli premier chce powołać komisję rządową, to niech sobie powołuje, jemu nic do tego. Łaskawca się znalazł!
Hołownia i Czarzasty chyba nie rozumieją, że Donald Tusk dysponuje narzędziami odziedziczonymi po swoim poprzedniku J. Kaczyńskim. Nie rozumieją, że mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu. Czyżby zapomnieli, że patologia aparatu sprawiedliwości była przez Ziobrę i Kaczyńskiego budowana osiem lat, w której to patologii czynnie uczestniczył i czynnie ją popierał i bronił jak niepodległości A. Duda jako prezydent? Ich interes w tej rozgrywce jest trzeciorzędny. Stając okoniem i atakując KO i to przed wyborami 9 czerwca, nie zbudują kapitału wyborczego, na czym z kolei im żywotnie zależy.
Lewica zachowuje się tak, jakby wszystko się jej należało. Mają ministerstwa i głos, i mimo że poparcie procentowe spada, wciąż im mało. Według prof. Rycharda "Tusk jest samotny w swoim przywództwie. Nie ma w jego pobliżu partnerów o podobnym kalibrze talentu i rozumienia polityki". Dokładnie tak jest. Podzielam tę opinię. Gdzie wrażliwość i moralność, którą Lewica sobie przypisywała? Gdzie przyzwoitość, na którą cywil Szymon Hołownia powoływał się w czasie kampanii wyborczej 2023 roku, wówczas jeszcze kandydat na parlamentarzystę, a potem marszałek Sejmu? Jak widać, bardzo łatwo dał się wciągnąć w tryby maszynki politycznej.
Donald Tusk, polityk z krwi i kości, praktycznie jest sam. Jak wiadomo, w pojedynkę niewiele można zrobić, choćby się miało najwspanialsze pomysły i plany na naprawę państwa, tak niemiłosiernie zmasakrowanego przez Kaczyńskiego i PiS, ludzi bez umiejętności rządzenia państwem, bez żadnych kompetencji, bez moralności. By doszło do obiecanych rozliczeń, musi dojść do spójnej współpracy na każdym rządowym, instytucjonalnym czy komisyjnym szczeblu. Psim obowiązkiem każdego bez wyjątku koalicjanta z Koalicji 15 października jest pomoc premierowi, bo tak każdy z nich obiecywał. I na tę obietnicę liczą Polacy.
Mają prawo liczyć, ponieważ 15 października 2023 roku swoimi głosami wręcz wyrwali Polskę z rąk takich Kaczyńskich, Macierewiczów, Kamińskich, Wąsików, Ziobrów, Szmydtów i innych sprzedajnych aparatczyków. Został jeszcze Duda, ale i na niego przyjdzie pora. Mamy naprawdę szczęście, że premierem jest Donald Tusk, chociażby z powodu zagrożenia ze strony Rosji i Białorusi, które wcale nie jest zagrożeniem wymyślonym. Gdyby u steru została poprzednia władza, oddałaby Polskę Rosji za darmo. O tym jestem przekonana. Tyle Kaczyński gadał, że Unia zabierze nam suwerenność, a jak nazwać to, do czego doprowadził?
Swoim dziesięcioletnim działaniem usiłował polską suwerenność złożyć u stóp Rosji. O mały włos, a udałoby mu się.
Jest nie do pomyślenia, by osoby dekadami szkodzące Polsce, szkodzące Polskiej Racji Stanu, spokojnie nie tylko chodziły na wolności, ale i nadal pełniły ważne państwowe i publiczne funkcje. Kaczyński i Macierewicz to osoby zdolne do popełnienia każdej podłości w imię własnego interesu. Mimo licznych prób pozbawienia ich immunitetu, a potem postawienia przed Prawem, by odpowiedzieli za swoje czyny, sprawom tym ukręcono łeb. Ciekawe kto za tym stał? Który prokurator ponosi za to odpowiedzialność? By wyjaśnić i rozliczyć całą działalność obu polityków i działalność ich współpracowników, potrzebna jest m.in. komisja ds. rosyjskich wpływów.
Czy Donaldowi Tuskowi uda się ją powołać do życia? Zobaczymy. Oby nie było tak, że pada wiele gładkich słów, a potem jest jak zwykle.
POLSCY POLITYCY MUSZĄ PRZESTAĆ SIĘ KŁÓCIĆ, BO W TYM SAMYM CZASIE ROSJA BUDUJE KOLEJNE CZOŁGI.
Obrazy: *Internet *YouTube