To samo pytanie, jakie usłyszał Donald Tusk od producenta papryki, gdy był premierem. Może nie zadajemy tego pytania, bo już znamy odpowiedź? Taką, że wg Morawieckiego kiedy jeszcze nie był premierem, w restauracji "Sowa & Przyjaciele" wymsknęło się "niechcący", że " jego rodacy powinni zapieprzać za miskę ryżu". Dzisiaj facet jest premierem i bardzo mnie ciekawi, co miałby do powiedzenia TERAZ, gdy sam poczuł na własnej skórze jak to jest rządzić. Jeszcze chwila, a rzeczywiście będziemy zapieprzać za miskę ryżu. I nie pomoże tu żadne czarowanie rzeczywistości.
Nie pomogą śliczne i zgrabniusie słówka o spowolnieniu i poprawie, wtłaczane do głów obywateli. Polacy widzą szybko pogłębiający się kryzys. Polacy nie są głupi, bardzo dobrze wiedzą, jak na stan energetyki i na ceny wpływa wojna w Ukrainie. Polacy patrzą na rachunki z troską i uwagą, przez ich pryzmat przyglądają się z uwagą rządzącym i nie za bardzo są zadowoleni z ich decyzji. Już wreszcie dotarło do społeczeństwa, że wszystkie ich kłopoty to sprawka rządzących, niedouczonej zbieraniny z politycznego nadania, wyciągniętej z kapelusza prezesa.
Jesteśmy krajem milionów obywateli z wyższym wykształceniem, z tytułami naukowymi i zawodowym dorobkiem, a rządzą nami ludzie po ogólniakach czy innych technikach. Jeżeli któryś ma wyższe, swoim zachowaniem daje świadectwo, jaki ma stosunek do własnej Alma Mater, czyli nijaki. Jakie to polskie. Nawet nie musimy im mówić >sprawdzam<, bo po "owocach" poznajemy ich działania, skazane jedynie na klęskę. Za sprawą tych niedouczonych dyletantów, znaleźliśmy się w dramatycznym położeniu.
I nie ma tu miejsca na optymizm, ponieważ spodziewać się możemy dalszej "twórczości" w tym stylu, jak nie gorszym. Mają jeszcze rok, więc pole do popisu wciąż otwarte. Ile bzdur jeszcze naprodukują po nocach? By następnego dnia bardziej namieszać? Źródłem i twarzą tego chaosu jest szeregowy poseł, jako prezes partii rządzącej, trzymający twardo podwładnych tworzących rząd. Jeździ po kraju i mówi. Jeździ po kraju i dużo mówi. Dużo, bez ładu i składu i w coraz gorszej formie. Nawet jego wierni wyznawcy odbierają to jako absmak (pamiętacie to słowo?). Te opowieści są rozpaczliwe i jakże nędzne.
Kaczyńskiego wizje i opowieści, jakim to krajem będziemy, to wielokrotnie odgrzewany i mocno nieświeży już kotlet. To przygnębiający widok starego człowieka, który tak naprawdę dawno się już wypalił. Leci na oparach. A jednak wciąż jest groźny. Ma wielką władzę i choćby z tego powodu, w świetle obecnych wydarzeń, zaczyna być dla Polski niebezpiecznie. Otoczony i chroniony ścisłym kręgiem potakiwaczy, daje upust swoim wizjom na zamkniętych i pod pełną kontrolą spotkaniach, pokazując że wciąż ma odpowiedź na wszystkie kłopoty państwa.
Chętnie to ogłasza przy zamkniętych drzwiach i przy aplauzie skrupulatnie dobieranych klakierów. Gdy jednak ci klakierzy wracają do domów, ta "teatralna" kurtyna opada. Czy jest się zwolennikiem tej władzy czy nie, każdy Polak bez wyjątku zderza się z realiami. A te dla władzy nie są przyjemne. Okazuje się bowiem, że ten cały autorski komplet prezesowskich mądrości, że te prezesowskie słowa, nie wiadomo dlaczego, nie chcą stać się ciałem. I co się dzieje? Zaczynają protestować kolejne zawodowe środowiska, nawet te jeszcze przychylne PiS.
Pamiętamy niedawne reakcje górników z Solidarności, kierowane pod adresem Kaczyńskiego - "Opowiadając kompletne niedorzeczności na temat węgla, wykazuje się Pan nie tylko brakiem wiedzy, ale przede wszystkim skrajną arogancją”. Nie lepiej dowalili mu rolnicy. A jak już raz ktoś coś podobnego powie, w stylu że król jest nagi, to cała reszta też szerzej oczy otwiera.
W polskim życiu politycznym i publicznym nic mnie już nie zdziwi. Mamy już swoją ruinę państwa, przypisywaną poprzedniemu rządowi przez "wieszczkę" Szydło. Nie sprawdziło się wtedy, sprawdza się teraz. Po Polsce jeździ architekt tego zamieszania, niby ważny polityk, a opowiada o dawaniu w szyję zamiast o wyjściu z problemów. Mądrala. Z tego swojego objazdu Polski zrobił sobie prywatną bezalkoholową biesiadę, po której i tak mamy potężnego kaca. Wstyd na cały świat. Tym większy, że grupka politycznych potakiwaczy, to wciąż ludzie miernej konduity.
Ciężko znaleźć wśród nich męża stanu. Niestety, na swoje usługi mamy gorszy polityczny sort, ludzi drugiej, trzeciej i... dalszej kategorii. W ich działaniach nie widać ani logiki ani sensu. Zalewają nas ustawową tandetą, marnując jakże cenny dla nas czas. Przez co umykają nam sprawy najważniejsze dla naszej przyszłości. Wojna na wschodzie kraju, której na razie końca nie widać, a która raz rozpoczęta grozi dłuższą i niebezpieczną dla nas i dla Europy, kontynuacją. Konsekwencje tej strasznej wojennej zawieruchy już odczuwamy na własnej skórze.
Inflacja i drożyzna mają rzeczywiste podłoże do dalszej eskalacji wydarzeń. Polska debata na temat Ukrainy ma znamiona propagandy i pobożnych życzeń. Bo tak życzy sobie jednoosobowa władza, nie licząca się z innymi opiniami, a raczej je lekceważąca. Każda próba odbija się od drzwi Nowogrodzkiej i jest żegnana epitetami, których nawet media nie chcą przytaczać. Oszczędzają tym samym opinii publicznej stylu, w jakim władza "rozprawia" się z przeciwnikiem politycznym i z kimkolwiek, kto jest przeciwko niej.
Nie ma w Polsce uczciwej debaty, która mogłaby obywatelom objaśnić ludzkim językiem, zawiłości polskiej polityki. Nie ma odważnego, by sprostał oczekiwaniom Polaków. Nie ma na horyzoncie liderów z prawdziwymi przywódczymi cechami, od których Polacy mogliby oczekiwać mądrości politycznej, pryncypialności i uczciwości. Nie mamy społeczeństwa świadomego politycznie i potrafiącego grać jak jedna drużyna. Każdy, polityk czy obywatel, każdy sobie rzepkę skrobie.
Wszystko u nas zawsze musi być na opak. Skoro godzimy się na rządy dziadersów, godzimy się na tkwienie w dziadostwie jakie nam gotują. A tkwimy w nim już po same uszy. Jak widać na załączonym obrazku, lubimy być wiecznie testowani przez władzę, obojętnie która akurat nami rządzi.
Rysunki: *CEO.pl *wPolityce.pl *Niepoprawni.pl