piątek, 14 czerwca 2024

L E W I C A tonie

Ile procent Lewicy jest w samej Lewicy? Patrząc na to z boku, w ogóle nie widzę w Sejmie i poza nim, czegoś takiego jak Lewica. Widzę raczej grupę osób, która w polityce umościła sobie niezłe gniazdko, i z którego to gniazdka czerpie niezłe profity. Właściwie to za nic. Bo co znaczy kilka wywiadów udzielonych na sejmowych korytarzach kilku dziennikarzom? Co znaczą wciąż te same słowa wielokrotnie i do znudzenia powtarzane? I te niby - obietnice, które wcale obietnicami nie są? Ta nieliczna grupka osób tworzy zlepek zwany partią, która dzisiaj nie ma nic z Lewicą wspólnego. 

Raczej jest to biznesowy twór gwarantujący na jakiś czas bezpieczeństwo finansowe, immunitetem okraszone. No żyć nie umierać! Przydarzyło się tej grupce wejść nie tylko do Sejmu, ale do rządzącej Koalicji. Przydarzyło się tej grupce dostać kilka stołków w kilku ministerstwach i obnoszą się z tym jakby wygrali fortunę, jakby to nie rząd Donalda Tuska rządził, a oni. Wiadomo od zawsze, że jak już się ktoś dorwie do koryta, to apetyt bardzo szybko mu rośnie w miarę jedzenia. Tak, że nawet biedne ślinianki nie nadążają. To co otrzymała Lewica, wydaje się jej, że otrzymała za mało. 

A przecież prawdą jest, że każde ugrupowanie w rządzie D. Tuska otrzymało swoje według politycznego i wyborczego parytetu. I wystarczy. Należało pięknie podziękować i potem jak najlepiej robić swoje. Wszak to praca na rzecz Polaków, między innymi i ich, lewicowych wyborców. Ale Lewica, skoro nie mogła otrzymać więcej, by zadowolić swoje e g o, to kaprysi, wybrzydza, krytykuje ile wlezie, próbuje stawiać warunki, bezczelnie się zachowuje, a nawet grozi. A ugryzłaby się w język! Powstrzymała emocje i zamiast narzekać i pokazywać bezwstydnie swoje niezadowolenie, wzięłaby się wreszcie do prawdziwej roboty! 

Z wyborów na wybory, słupek poparcia dla tego środowiska spada szybciej, niż tego sama grawitacja wymaga. Może to wreszcie zauważyliby ci nienasyceni tzw. lewicowcy? Może zamiast tak otwarcie żądać coraz to większych przywilejów, powinni najpierw udowodnić, że na nie zasługują. Wszak nagroda jest przyznawana dopiero wtedy, gdy wyniki pracy zadowalają pracodawcę, tak? Czy się mylę? Kochani lewicowcy, jacy jesteście, każdy z nas widzi. Żeby nie wiem jak głośno byście krzyczeli, że to wspólnie z KO i TD jako Koalicja 15 października zatrzymaliście populistów, to ostatni wyborczy wynik do PE jest totalną klapą.

Z jakiej racji cokolwiek się wam należy? Skoro nie potraficie nic innego, jak tylko tracić procentowe poparcie, a nawet własnych wyborców. Prawda jest taka, że od chwili wejścia do Sejmu, notujecie tylko straty. Pytanie - po co zatem Polakom nieskuteczna Lewica? Wprawdzie macie poparcie w kilku regionach Polski, ale słabiutkie. Wasza słabość nasila się z wyborów na wybory. I nic z tym nie robicie. Tylko narzekacie i zwalacie winę na wszechświat. Nie jesteście w stanie przebić żadnej bariery. Nie jesteście w stanie, bo nie macie pomysłów. Jedziecie na oparach starych odgrzewanych kotletów. I tyle.


Jeszcze trochę, a za swoje kłopoty będziecie obwiniać Donalda Tuska, bo z jakiej racji ośmiela się być taki dobry. Właśnie tego spodziewam się po was, obwiniania D. Tuska. Katastrofa! Katastrofa, bo samodzielnie nigdzie nie jesteście w stanie zdobyć porządnego dwucyfrowego wyniku. Nie jesteście w stanie utrzymać choćby 5procentowego stabilnego wyniku. A dobrze wiemy, że w Polsce potrzebna jest Lewica, prawdziwa lewicowa Lewica, a nie to, czym dzisiaj jesteście. Uważam, że lewicowy potencjał w całości został zmarnowany. Nie ma nic, została tylko jałowa wydmuszka udająca Lewicę. 

Mało tego, tracicie jeden po drugim bastiony, a posła Kohuta, który potrafi robić dobre wyniki, zmusiliście do odejścia. Co to za polityka jest? I czy na pewno w ogóle JEST TO POLITYKA?  Nazwałabym to raczej wewnętrznie konkurującym ze sobą koniunkturalizmem, bo przecież jest jeszcze obok was coś takiego jak Razem, kolejny kanapowy twór z ambicjami przewyższającymi Himalaje i bezwstydnie zerkającego w kierunku PiS. Dodajmy do tego Wiosnę Biedronia i pytanie, czy Wiosna jeszcze istnieje? Po wyborach do PE, okazało się, że mandaty zgarnęli Biedroń, Śmiszek i J. Scheuring-Wielgus. Pięknie. 

Obaj panowie przez pięć lat europosłowania zarobią tyle, że resztę życia będą mogli spędzić choćby na Florydzie, lub w innym przyjemnym miejscu z dala od polskiej polityki. Tak bym zrobiła na ich miejscu. Nie będą mieli wyjścia, ponieważ w polskiej polityce są JUŻ spaleni. Niestety w Polsce tak się porobiło, że wolno politykom kraść grube miliardy, wolno bezkarnie sprzedawać srebra narodowe, wolno niszczyć gospodarkę, ale nie wolno kłamać i nie wolno kierować się nepotyzmem. Kłamstwo i nepotyzm to dwa niewybaczalne przez wyborców śmiertelne grzechy. Boleśnie, bardzo boleśnie karane. 

Wychodzi na to, że dla Lewicy problemem jest współrządzenie z ugrupowaniem Donalda Tuska i brak sukcesów w przebijaniu się własnych pomysłów poprzez gąszcz pomysłów koalicjanta. Wychodzi też, że każdy odłam przedstawiający się jako lewicowy, lansuje swoją wersję/odmianę lewicowości, co tylko wprowadza do środowiska bałagan. Rachunek wyborów do PE pokazuje resztki lojalności starszego elektoratu (który choćby z powodu biologii ostro się dziesiątkuje), pokazuje niepewność i wahania młodego elektoratu, o który zażarcie walczą ze sobą populiści różnych opcji. 

Lewa strona sceny politycznej na tyle jest zdeterminowana, by zawalczyć o więcej niż się jej należy i do tego stopnia, że gotowa jest postawić na szali istnienie Koalicji 15 października. Nawet się z tym nie kryją, co widać gołym okiem. Wiadomo czym to grozi - powrotem PiS do władzy. Denerwujące jest jeszcze to, że przewodniczący Czarzasty patrzy na to wszystko i jakby nie widział zagrożenia. Czy już mu nie zależy? O Lewicy można powiedzieć jeszcze jedno, że nie ma czegoś takiego, co mogłoby być tzw. wartością dodaną. Może obserwujemy wypalenie się polityczne akurat TEGO składu personalnego.

Sporo zarzutów, jak na tak marginalizujące się na własne życzenie środowisko, oscylujące w pobliżu granicznych 5. procent poparcia. Jest to zmartwienie nie tylko dla zainteresowanych. Lewicowy wyborca nic z tego nie ma. Ta armia polskich kobiet manifestująca w ubiegłym roku poparcie dla przyszłego rządu, na własne oczy widzi nieskuteczność i opieszałość swoich wybrańców. Przy następnych wyborach do Sejmu za trzy i pół roku, te same kobiety bardzo mocno zastanowią się nad oddaniem głosu na Lewicę. 

Widząc, jak bardzo nasza scena polityczna jest zdemoralizowana, bez nadziei na coś nowego i nieskażonego patologią, widząc jakie są w niej szybkie i niezasłużone ścieżki awansu, wyborcy mogą naprawdę odwrócić się do niej plecami. Takim zachowaniem nie tylko Lewica jest zagrożona. Jej postawa też nie za bardzo pomaga, jest wręcz odwrotnie. Niestety, coraz bardziej głupio i lekkomyślnie wchodzi ona w buty tej demoralizacji, by na siłę zachować swoje jakże dziwaczne status quo, i by zdążyć urwać cokolwiek dla siebie z tej politycznej kołdry. 

P O L K I  ODWRACAJĄ  SIĘ  OD  L E W I C Y

Wyborcy, zmęczeni tym egoistycznym kołowrotkiem, tym brakiem skuteczności i konsekwencji, tym brakiem żywotnego nimi zainteresowania ze strony wybrańców, to wszystko widzą. I czują niesmak. Jest obawa, a właściwie są przesłanki, że coraz mniej znacząca Lewica będzie coraz bardziej wierzgać nie zważając na dobro istnienia Koalicji, na dobro Polski. Nie zdziwi, gdy przy kolejnych wyborach wyborcy odpłacą tym samym. Czy Lewica na pewno chce zniknąć na dobre z polskiej sceny politycznej? 

Jak na razie krótkowzrocznie i w jakże głupim stylu dąży do samo destrukcji.


Obrazy: *Internet *Facebook 

środa, 12 czerwca 2024

ROZLICZENIA... stoją w miejscu

"Obietnica rozliczenia całego zła, korupcji i złodziejstwa łączyła całą Koalicję 15 X. Mam nadzieję, że nic się nie zmieniło" - Donald Tusk

Jestem coraz bardziej przekonana, że pan minister i prokurator generalny Adam Bodnar, nie powinien dalej piastować tych funkcji. Tak jak można powiedzieć, że na pewno jest dobrym teoretykiem Prawa, tak praktykiem jest marnym. Donald Tusk jasno wyłożył cele, jakimi w pierwszej kolejności miał zająć się jego rząd. To - bezpieczeństwo kraju w jak najszerszym tego słowa znaczeniu i odbudowa gospodarki, to rozliczenia PiS z rządów za osiem lat i jak się da z wszystkich afer, to skupienie się na integrowaniu Europy w dobie zagrożenia nacjonalizmem. Obietnice zostały złożone z naciskiem na rozliczenie PiS.

Minęło pół roku, a z rozliczeniami jakby stoimy w miejscu. Przykładem sprawa Obajtka, który nie tylko że brawurowo i skutecznie nie stawiał się na wezwania Prokuratury i Komisji śledczych, to śmiało olewał Prawo stawiając się ponad nim. Mijały tygodnie, minister Bodnar z prokuratorem krajowym Kornelukiem tak się ślimaczyli ze sprawami Obajtka i innych, że ci dostali się do Parlamentu Europejskiego otrzymując tym samym immunitet, chroniący ich przed odpowiedzialnością za przestępstwa których dokonali. To nie było i nie jest rozliczanie pisowców, tylko jest to udawanie rozliczania pisowców.

Udawanie mimo, że wszelkie możliwe dowody zostały ministrowi i prokuratorowi krajowemu dostarczone przez ministra Siemoniaka i jego ludzi. Zatem był czas, aby prokurator Korneluk przyspieszył decyzje procesowe i by zostały złożone wnioski o uchylenie immunitetów, a potem postawienie zarzutów. Przytaczam przykład Obajtka, ponieważ jeszcze kilkadziesiąt godzin temu nie miał on żadnego immunitetu. Teraz, gdy chroni go Bruksela, bezczelnie gra na nosie Bodnarowi i Kornelukowi. I co panowie na to? Jesteście z siebie dumni? Ja jestem oburzona i nazywam to skandalem.

Był czas by choćby sprawę Obajtka załatwić. Ale wy woleliście być świętsi od papieża. Opinia publiczna jest nie tylko oburzona jak ja, jest wściekła. Za to, że obaj zmarnowaliście potencjał prawny. To policzek wymierzony nam przez was świadomie, a za to nie ma przebacz. Czy nie rozumiecie, że rozliczenie pisowców jest niezbędne z bardzo ważnego powodu, z elementarnego poczucia prawa, sprawiedliwości i praworządności, na co Polacy czekają. Czekają i doczekać się nie mogą. Ciekawe, co powiedziecie nam za kolejne pół roku. Ciekawe, jakie wtedy będą wasze tłumaczenie.

Praworządne państwo kara winnych, nie czeka że ktoś dokona tego za nie. Praworządne państwo ma swoich urzędników odpowiedzialnych za swój kawałek podłogi. Za praworządny, prawny i sprawiedliwy kawałek. Nie jest to lekki chleb, bo w kwestii cudzego życia trzeba podejmować ważne, poważne i odpowiedzialne decyzje. Brak takich decyzji w przypadku Obajtka, który na naszych oczach zdefraudował miliardy a inne zmarnował, skutkuje jego niewyobrażalnie bezczelnym zachowaniem. Jaka intencja przyświeca panu ministrowi Bodnarowi? Że co, że Obajtek też ma swoje prawa?

On nie ma żadnych praw. Postępując niezgodnie z Prawem sam ustawił się poza jego nawias. Skoro tak, to jako przestępca nie ma praw. Ma tylko jedno prawo, poddać się osądowi i karze, jeżeli Sąd tak zdecyduje. Obaj panowie (minister i prokurator) mieli psi obowiązek go zatrzymać i przedstawić mu zarzuty. Jestem oburzona, że obaj panowie pozwalali na to, by ten człowiek cały ten czas był bezkarny. Zawiedliście panowie nas obywateli. Z jakiegoś nieznanego nam powodu zignorowaliście i zlekceważyliście nasze oczekiwania. Zapomnieliście, po co piastujecie swoje stołki. Tak to wygląda.

Na waszym miejscu podałabym się do dymisji, choćby z powodu braku umiejętności zawodowych, albo może z powodu tego, że temat mi nie leży, bo "darzę sympatią" Obajtka. Ot taka mała złośliwość i prztyk w nos. Po co na siłę trzymać się stołka, który mi nie leży? Może lepiej sprzedawać pietruszkę na rogu ulicy, bo to mniej odpowiedzialne zajęcie. Co z tego, że każdy z panów ma swoje doświadczenie, skoro obaj nie potrafią z niego skorzystać. A skoro tak, to przyznajcie uczciwie, że nie nadajecie się do tej roboty. Szkoda dalej marnować nasz i wasz czas. Podajcie się do dymisji.

Zdajcie sobie wreszcie sprawę z tego, że przez ostatnie osiem lat, rządziła nami zorganizowana grupa przestępcza, która ze spółek skarbu państwa zrobiła sobie legalną skarbonkę bez dna, która ze wszystkich sił chciała Polskę wywrócić do góry nogami. Dosłownie! Do tych pisowskich królów życia dołączali inni przyjaciele królika, bo też chcieli coś uszczknąć z pisowskiego tortu. Trwało to OSIEM DŁUGICH LAT. Nadal chodzą wolni i śmieją się nam w twarz. A panowie nic nie robią. Ciągle usiłują tłumaczyć, że szybciej się nie da. Było to dobre przez pierwsze trzy miesiące rządów Koalicji.

Nie jest to dobre dzisiaj. Bo dzisiaj nadal stoicie w tym samym miejscu. Wstyd i hańba dla polskiego Prawa. Ziobro, Woś, Warchoł, Matecki, prokurator Jerzy Ziarkiewicz i kilku innych, dlaczego nadal chodzą wolni? Tacy neo-sędziowie jak Schab, Lasota i Radzik, dlaczego jeszcze orzekają? Czego jeszcze panom potrzeba, by jednych zatrzymać choćby na trzy miesiące aresztu, a drugich na zawsze odsunąć od koryta sędziowskiej władzy? Oni dawno powinni być odsunięci od publicznego życia i zatrzymani. A tak Obajtek w Brukseli ze swoim immunitetem, Ziobro w Brukseli na chorobowych wakacjach, cieszą się wolnością. 

A panowie jakby ślepi. Opinia publiczna nie wypadła sroce spod ogona panie ministrze Bodnar. Opinia publiczna ma oczy i uszy, jest dobrze zorientowana.

Opinia publiczna ma w swoim gronie rodzinnym czy towarzyskim, zawodowych prawników, sędziów i prokuratorów. Nie są oni wcale gorsi od ministrów. Czasami są nawet lepsi i wiedzą, że wskazane osoby już dawno powinny być w aresztach. Wystarczyłyby tylko dwa zarzuty - rabowanie państwa i zamienienie Prawa na bezprawie. Dlaczego akurat panowie A. Bodnar i D. Korneluk nie zauważają tej konieczności? Czy nie jest to aby asekurancka dbałość o swoje cztery litery? Tak w razie czego i na przyszłość? Wydaje się to wielce prawdopodobne. Tym bardziej więc do dymisji!

Pan minister i pan prokurator krajowy wydają mi się takimi ciepłymi kluchami (bez obrazy panowie, ale z punktu politycznego widzenia to fakt), które nie nadają się na konfrontację z takimi politycznymi bandziorami. By zwalczyć bandziorów, trzeba samemu być takim "bandziorem", zaznaczam, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czyli trzeba umieć mówić ich językiem. Pan Bodnar tego nie potrafi bo jest teoretykiem Prawa, a pan Korneluk tylko kryje się w jego cieniu. Może zatem powinni zostać wybitnymi i szanowanymi wykładowcami akademickimi, a nie politykami? To nawet całkiem wygodna kanapowa posadka.

Wykładowcami opowiadającymi o pisowskich aferach, piszących naukowe periodyki, i uczącymi swoich studentów, jak Prawo powinno się w takich przypadkach zachować. Tak jak pan Sikorski nadaje się na ministra Spraw Zagranicznych, na ten moment nie nadaje się nikt. Podobnego człowieka, twardego i z charyzmą, potrzeba nam na stanowisko Ministra Sprawiedliwości i na stanowisko Prokuratora Krajowego. Takich, którzy skutecznie i do końca doprowadzą sprawy rozliczeń ludzi Zjednoczonej Prawicy. Na razie nie widać ani tej skuteczności, ani nawet chęci do zakończenia rozliczeń.

Mam cichą nadzieję, że pan premier D. Tusk zdaje sobie sprawę z tego komu zaufał. Mam cichą nadzieję, że widzi nieskuteczność swojego protegowanego. Może wreszcie na tyle się wkurzy, że jednym męskim walnięciem pięścią w stół pogoni towarzystwo do roboty, albo dokona zmian. Ciekawe czy dałoby się to zrobić? To z jednej strony. Z drugiej wróbelki ćwierkają, że rozliczenie opóźnia się, ponieważ zbliżeni do władz kanapowej Lewicy wysocy jej przedstawiciele, mieli "coś" wspólnego z pisowską ośmiornicą, na co podobno są papiery. To dopiero byłaby sensacja.

Z trzeciej strony wróbelki ćwierkają, że mimo, że gładkimi słowami zarzeka się że nie, to jednak marszałek Hołownia jest winny, bo przetrzymuje u siebie wnioski o uchylenie immunitetów wiadomych gości. Jeżeli to prawda, to krótko mówiąc pan marszałek przegiął nadwyrężając tym samym powagę Sejmu i tracąc resztki honoru jakie mu zastały. Jeżeli to prawda, to razem z panami Bodnarem i Kornelukiem tworzą tzw. trójcę "sprawiedliwych", której wydaje się, że wszystko może. Nieładnie się bawicie panowie. Bardzo nieładnie. Właściwie to czekam na potwierdzenie tego ćwierkania, potwierdzenie w rzeczywistych dowodach, że władza bawi się sama.

Ponieważ pan minister Bodnar jest z nadania lewicowego, może to być wytłumaczeniem całej tej prawnej inercji z jego strony. Może, ale nie musi. To tylko wróbelki tak ćwierkają. Tak czy siak mamy na talerzu podaną postawę obu, a nawet trzech panów, która to postawa nie podoba się opinii publicznej. I koniecznie trzeba coś z tym zrobić. Opinia publiczna ma prawo się tego domagać. 


Co najważniejsze, to są wasi wyborcy panowie, mają prawo się tego domagać jak nikt inny.


ŻE  POWTÓRZĘ  ZA  KLASYKIEM  -  

"CZAS  NA  ROZLICZENIE  ZJEDNOCZONEJ  PRZESTĘPCZOŚCI!!!"


Obrazy: *Internet *Krytyka Polityczna *YouTube

poniedziałek, 10 czerwca 2024

POLITYCZNA niedojrzałość

Pytanie za 100 złotych - jak w pół roku stracić 50 procent poparcia własnych wyborców? Przerośnięte e g o, protekcjonalne i bezczelne zachowanie wobec wyborców, fraternizowanie się z innymi na siłę, dwulicowość, fałsz, arogancja, obnoszenie się z elementarną wręcz pogardą, no... chyba wystarczy, by miarka się przebrała. Wyborcy odważnie powiedzieli >sprawdzam< dając czerwoną kartkę Trzeciej Drodze. Po wicepremierze i ministrze Obrony Narodowej W. Kosiniaku - Kamyszu widać było, jak głęboko przeżywa tę wyborczą klęskę. Jak bardzo przyjął ją sobie do serca. 

Czy to samo można powiedzieć o Marszałku Szymonie Hołowni? Jego nerwowe i za bardzo krzykliwe przemówienie na wieczorze wyborczym udowadnia, że ten człowiek jeszcze nie dorósł do bycia politykiem. Jest politycznie niedojrzały. Tak jak radzi sobie z marszałkowaniem, tak nie wychodzi mu bycie politykiem i liderem partii. Moim zdaniem jest wielkim przegranym wyborów do Parlamentu Europejskiego. Z prawie 15 procent (wybory parlamentarne 15.X.2024) spaść do 6,9 procent (wybory do PE 9.VI.2024) i tym samym przegrać nawet z Konfederacją, to nie lada wyczyn. 

To kara za arogancję i krótkowzroczność. To kara za pyszne ośmielenie się myśleć o sobie w kategorii >jestem najlepszy<. To kara za pewność wygranej. Bolesna kara i bolesna porażka. Zostało teraz wyciągnięcie wniosków i uczciwe krytyczne spojrzenie na siebie. Tu i tam wieszczy się koniec Trzeciej Drogi i doradza, by bardziej zbliżyła się do swojego głównego koalicjanta (KO), niekwestionowanego zwycięzcy w tych wyborach (37,6%) i jeżeli nie potrafi zgodnie współrządzić, to przynajmniej niech nie przeszkadza. Mowa tu o marszałku Hołowni, który zaczął chadzać własnymi ścieżkami.

Przed wyborami 15 października, w trakcie kampanii wyborczej umiejętnie krył swoje prawdziwe intencje. Sprytnie dobierając słowa przedstawiał świetlaną przyszłość Polski warunkowaną swoją obecnością na polskiej scenie politycznej. Mawiał - "bez Trzeciej Drogi nie ma demokracji". Zawiązując sojusz z Kosiniakiem-Kamyszem zorganizował sobie i ułatwił oficjalny wstęp na polityczne salony i od razu wziął się za realizowanie własnego planu. Pokazał swoją prawdziwą twarz. Ale tak bywa, że jak ktoś kosztem kogoś innego, pragnie czegoś za wszelką cenę, w końcu spada z wysokiego konia. 

P Y C H A  PRZED  UPADKIEM  KROCZY!

Bolesny to upadek. I nie dość że bolesny, to dokonany na oczach wszystkich. A to wielki uszczerbek na honorze tak ambitnego człowieka, jakim Sz. Hołownia jest. Ambitnego na tyle, by startować w przyszłorocznych wyborach na prezydenta RP. Ten spadek do 6,9 procent to jest też kara za flirtowanie ze ZŁEM. Nowa polityczna jakość, jaka w osobie Sz. Hołowni wkroczyła do Sejmu, miała być jakością na dziesięciolecia, jednak może okazać się, że jako marszałek i jako lider TD wytrzyma raptem tylko jedną kadencję. Jeżeli się nie zmieni. Nie mam na to nadziei, bo zwyczajnie nie zależy mi na nim.

Na razie obserwujemy koncertowe rozjeżdżanie się partii Polska 2050 w oparach absurdalnych zachowań Hołowni i niektórych jego ludzi, nad którymi nie ma on kontroli, co szkodzi wyłącznie jemu samemu i jego ambitnym planom. Powinien dać spokój Kosiniakowi i przyłączyć się do KO D.Tuska. PSL to stara partia z tradycjami, da sobie radę, jak w pojedynkę dawała sobie radę przez całe lata, z nikim nie wchodząc w sojusze. Balansowała na granicy, ale ostatecznie utrzymywała plus minus 5procentowy poziom zdobywając miejsca w Sejmie. 

Natomiast Polska 2050 to świeży polityczny projekt, tak jak sam Hołownia, który tworzą spadochroniarze różnej maści i inni z łapanki, chcący zostać politykami. Już wcześniej napisałam, że dostanie się do Sejmu nie oznacza, że już się jest politykiem. By nim zostać, trzeba praktykować latami i nie zapominać, po co idzie się do parlamentu. Będąc na miejscu zachłystują się jak małe dzieci stojące przed sklepem z zabawkami. W głowie rządzą dwa słowa - >władza< i >kasa<. Reszta to drugo i trzeciorzędne sprawy. Jednak wciąż biorąc udział w wyborach, Polacy kupują kota w worku.

Kupują tego kota, bo żaden z wybrańców nie ma na czole napisane, że jest porządnym i uczciwym człowiekiem, i że tak jak obiecywał w kampanii, będzie pracował na dobro państwa i jego obywateli. Nic podobnego. Niemal z marszu państwo posłowie dostają kociokwiku i szybko zapominają o złożonych obietnicach. Tym razem nie jest inaczej. Grają na siebie, a sprawy państwa leżą odłogiem. Że też każdemu nie wstyd, tak po ludzku. Marszałek Hołownia jest kolejnym przykładem z wielu, przykładem na to, jak szybko polityka zmienia człowieka na gorsze. Zakiwał się i chyba nawet tego nie widzi.

W  POJEDYNKĘ  NIC SAMEMU  SIĘ  NIE  ZROBI!

Zakiwał się, bo za szybko chce osiągnąć nieosiągalne. Prezydentura oddala się od niego tym szybciej, im więcej błędów popełnia. Wystawienie wspólnego koalicyjnego kandydata na prezydenta poprawiłoby wartość koalicji 15 października jako takiej i ją wzmocniło. Hołownia MUSI zrozumieć, że nadrzędną sprawą jest odbudowa Polski po rządach PiS, a nie jego osobiste ambicje. Stawka jest zbyt wysoka, by ją zlekceważyć. Nieracjonalne zachowania Lewicy i hamletyzowanie Hołowni, uszczupliły poparcie procentowe o połowę, mocno też uderzyły w całą Koalicję.

Jest nad czym myśleć, ponieważ spolaryzowanej Polsce na cito potrzebna jest stabilna i zgodna władza. Potrzebne jest dalekosiężne myślenie, zważywszy na czasy w jakich nam przyszło żyć. Zważywszy, że prawicowy szkodnik nie śpi szerząc dalej swoją propagandę w PRL-owskim stylu. Wobec takiego stanu rzeczy, należy ambicje odłożyć na później, a w to miejsce uruchomić wszystkie pokłady siły i zdrowego rozsądku, by przywrócić Polsce stabilność, normalność i demokrację. Na to potrzeba czasu i uwagi tak polityków jak i obywateli.

I jeszcze jedno - póki PiS istnieje i póki hulają pisowscy funkcjonariusze, nie wolno nam odwracać wzroku, nie wolno nam przyzwyczajać się do ich działań, nie wolno nam udawać, że nic się nie dzieje, bo dawno już przekroczyli granicę i Literę Prawa. Czas dojrzeć politycznie i dorosnąć, inaczej szkoda będzie się tylko pogłębiać.


Obraz: *Internet

sobota, 8 czerwca 2024

W Y B O R Y 9 czerwca 2024


 Gdy zbliżają się kolejne wybory, obojętnie jakie, nic u nas się nie zmienia. Nie jest żadnym zaskoczeniem fakt, że znowu przeżywamy nasilenie się wojny pomiędzy dwoma największymi partiami i między dwoma jej najgłówniejszymi aktorami, Tuskiem i Kaczyńskim, liderami swoich ugrupowań. Ponieważ Kaczyński przegrał bitwę o trzecią kadencję, próbuje wszelkimi sposobami przemycić do Unijnego Parlamentu, swoich najbardziej agresywnych funkcjonariuszy, by ci po ewentualnym zdobyciu mandatów, robili to co robili z Polską, ale na o wiele większą skalę.

Próbuje się nam wmówić, że akurat oni będą mieli siłę sprawczą popartą silnym mandatem danym im przez Polaków, by bez skrępowania i nie liczenia się z nikim, mogli "po swojemu walczyć" tam o sprawy polskie. Tak nie jest. To tylko pobożne życzenie (jedno z wielu) Kaczyńskiego i głupie myślenie pisowskich wyborców. W Europejskim Parlamencie cała polska reprezentacja (ktokolwiek w niej będzie), nie będzie "ugrywała" niczego tylko i wyłącznie dla Polski. W Europejskim Parlamencie, reprezentacje wszystkich członkowskich państw będą pracować w interesie całej Unii. Że powtórzę - W INTERESIE CAŁEJ UNII.

Czego tu nie rozumieć? Pytam, ponieważ do niektórych środowisk sprzyjających PiS nie dociera ten fakt. Unia nie jest ich prywatną własnością, czego zapewne chciałby ich "zbawca narodu". Polska jest jednym z członków Unii i musi przestrzegać zasady tego członkostwa. Zasady, które zostały przeczytane i przez Polskę podpisane. Czy musi dojść do Polexitu, by jeden wieśniak z drugim, by jeden tak zwany rolnik z drugim zrozumieli, jaką korzyścią dla nas jest nasze członkostwo? Czy już mają tak wyjałowione mózgi pisowską propagandą, że nie potrafią samodzielnie myśleć? Jak to możliwe, żeby być tak zaślepionym? 

Jak to możliwe, że takim bezgranicznie oddanym PiSowi osobnikom, bliższy jest nacjonalizm w najgorszych swoich odmianach, koniecznie przyprawiony faszyzmem, bolszewizmem czy komunizmem i koniecznie poparty szalonymi słowami ich wodza. Oni chyba myślą i chyba naprawdę tak rozumują, że gdy wygrają wybory do UE, to przegonią Tuska gdzie pieprz rośnie. Ludzkość to jednak najgorszy i najpodlejszy gatunek z gatunków naszego globu. Na ślepo pędzi do własnej destrukcji. Przykład wojenki polsko-polskiej, która już dawno przekroczyła wszelkie granice, jest najlepszym tego przykładem.

IDZIEMY  NA  WYBORY  NIEDZIELA  9  CZERWCA 2024

Nieważna cywilizacja, nieważna przyszłość, ważne, by ta nasza podłość przejawiała się jak najdłużej w myśl pewnego słynnego powiedzenia - sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Jak łatwo przychodzi nam poprzez takie zachowania przykrywać cały ten polski bezsens. Dla niektórych ważna jest ogromna forsa jaką zarobią w ciągu pięciu lat, praktycznie za pyskowanie, judzenie i sianie propagandy. Jest to napewno o wiele przyjemniejsze zajęcie, niż uczciwe zarabianie na chleb. Nie muszą rozumieć o co w całej tej Unii chodzi, ważniejsze jest ich pasożytnicze życie prowadzone jak najdłużej się da.

Takich pasożytów, takich patologicznych skandalistów z lubością pławiących się w luksusach, prześcigających się kto najlepiej przysłuży się wodzowi w tej znienawidzonej Unii, jest cała armia. Są żałośni w tej chęci cofania Polski w przeszłość, w tej chęci zniszczenia Unii. Czy zastanawiał się któryś, co stanie się z Polską i co będzie z nimi samymi, gdy doprowadzą do upragnionego Polexitu? Tak bardzo im śpieszno do starej bidy z nędzą? Trwają tak bardzo mentalnie w przeszłości, że chcą ją z powrotem. Lekceważą możliwości jakie ona daje, byle trwać w swoim polsko-polskim kotle.

Zamiast spojrzeć na temat zdroworozsądkowo, wielu z Polaków patrzy pisowskim okiem i wielu mówi pisowskim językiem. Wielu z nas uważa, że to takie patriotyczne, takie nasze, te samodzielne myślenie. Bo niby "nikt nam w obcych językach nie będzie dyktował co mamy robić". Bo nam się należy! Bo nikt nam łaski nie będzie robił! Po co nam ta Unia, bez niej damy radę o wiele lepiej niż z nią! Kaczyński do immentu kolportuje ciemnemu ludowi tę swoją wieśniacką mentalność i propagandę , by czasem żaden z wiernych, miernych i lojalnych nie rozmyślił się.

Kaczyński nie widzi, a właściwie nie chce widzieć, wypiera z siebie fakt potrzeby bycia w unijnej wspólnocie. Pojechał do Brukseli, gdzie miał buntować rolników przeciwko unijnej polityce. Miał nadzieję, że jego tam obecność i jego słowa szerokim echem odbiją się w Brukseli, i że na pewno pomoże mu to na dalsze szerzenie kontaktów i na dalszą współpracę ze skrajną nacjonalistyczną antyunijną prawicą europejską. Nic jednak nie zyskał. Nie wystąpił. Podróż do Brukseli okazała się jedną wielką klapą. W tym samym dniu D. Tusk spotkał się z wyborcami na udanym wiecu w Warszawie.

IDZIEMY  NA  WYBORY  NIEDZIELA  9  CZERWCA  2024

Wygłosił stosowne przemówienie agitując, by jak najwięcej Polaków poszło do urn wyborczych. Dobre przemówienie wygłosił Lech Wałęsa, nie w swoim dobrym starym zwyczaju jaki znamy, lecz krótkie, treściwe, na czasie i popierające D. Tuska. Przyznam, że aż się zdziwiłam. Zdziwiłam się też słuchając niektórych mediów, użalających się nad dolą Polaków, bo muszą iść trzeci raz do wyborów w przeciągu kilku miesięcy. Łaski nie robią, wszak to obywatelski obowiązek. A głosowanie to nie męczące zwalanie tony węgla, tylko fajny spacerek w ładny słoneczny dzień. 

Poprzez głosowanie mamy wpływ na to, kto i jak będzie pracował na naszą korzyść. Mamy też możliwość zatrzymania nacjonalistów w pół drogi. To obowiązek obywateli całej Unii. Na dzisiaj jest to najważniejsze, bo chodzi o nasze bezpieczeństwo, bo chodzi o pomoc dla Ukrainy. Rozumie to nawet małe dziecko. Rosja nie śpi, tylko cały czas kalkuluje, jak nam jeszcze bardziej dokuczyć, a skrajna prawica gorliwie jej w tym pomaga. Ciężki wstyd.

Priorytety unijne to bezpieczeństwo naszych granic, to niekontrolowana migracja, to wybory w USA, to zmiana klimatu, ekonomiczny wyścig szczurów z Chinami, to wyzwania gospodarcze. To ambitne plany, na których nie może położyć swojej brudnej łapy prawica. By do tego nie dopuścić idziemy w niedzielę na wybory i oddajemy swoje głosy w słusznej sprawie. Kropka!

Nasza piękna Ziemia, tętniąca życiem nasza błękitna planeta, zasługuje, by o nią dbać. Jeżeli tego nie dopilnujemy, odwinie się w naszym kierunku i odda cios. Bolesny cios, taki, że się z rozumem nie pozbieramy. Będzie musiała, by przetrwać. A człowiek, najgorszy chodzący po niej szkodnik, niech radzi sobie sam. Gdy na czas nie oprzytomnieje, poniesie konsekwencje.

IDZIEMY  NA  WYBORY  NIEDZIELA  9  CZERWCA  2024


Obraz: *Internet

czwartek, 6 czerwca 2024

O Ś M I O R N I C A (La Piovra)

Gdy myślimy o zorganizowanej grupie przestępczej, często przychodzi nam do głowy słowo >mafia<, które np. we włoskim dialekcie sycylijskim znaczy - śmiały lub zuchwały. W języku arabskim mu’afa to - szlachetność, odwaga. Słowo to narodziło się i na stałe zasiliło język włoski w 1863 r. dzięki sztuce teatralnej "Mafiusi". Termin "La Cosa Nostra" oznacza „naszą sprawę”, co przetłumaczyć na swój język możemy jako „sami się czymś zajmiemy”, „sami damy sobie radę”, „zrobimy to we własnym zakresie”, w ramach „wspólnoty”, „rodziny”. Słowa >wspólnota< czy >rodzina<, czegoś nam nie przypominają?

Patrząc na polskie polityczne podwórko przez pryzmat minionych rządów PiS i Kaczyńskiego, powyższe terminy i słowa kojarzę właśnie z tą formacją. Dlaczego? Ano dlatego, że tak jak włoskiej mafii, tak temu ugrupowaniu za czasów rządów przyświecało powiedzenie - "bandyci też mają prawo żyć" (Le picciotti hanno a vivere!). Tak jak we włoskiej mafii, tak w PiS nie rozliczano przestępców, raczej ich chroniono. Jednak różnica między mafią a PiS polega na tym, że, tak jak w mafii starano się doprowadzać i często doprowadzano do porozumienia między przestępcą a jego ofiarą, tak PiS swoje ofiary zostawiał na pastwę losu. 

Nigdy, absolutnie nigdy, ku przestrodze, nie możemy zapomnieć o bezczelnych rządach Kaczyńskiego i jego politycznej formacji, a właściwie o przestępczych rządach jego mafijnej formacji, w kontekście tego co zrobili z Polską, jakże figlarnie zwanej Prawo i Sprawiedliwość. Teraz, gdy stracili władzę, widać jak im się to prawo i ta sprawiedliwość czkawką odbijają. I bardzo dobrze! Atrybutem mafii od zawsze jest przemoc, pieniądze i władza. Zostać członkiem np. La Cosa Nostry było nie byle jakim wyróżnieniem, wręcz zaszczytem. Zostać członkiem PiS mógł każdy, kto przysięgał wierność, lojalność i posłuszeństwo.

Każdy, bez względu na życiorys i pochodzenie, kto był na tyle odważny, by bez zastanowienia i bez żadnych zahamowań popełnić poważne przestępstwo oprócz zabójstwa. Dla mafii >h o n o r< był kluczowy, dla PiS to słowo nic nie znaczy. Dla mafii >przyjaźń< i >miłość< znaczyły tyle, że gdy członek łamał ich zasady, ponosił śmierć. W PiS nie ma mowy o przyjaźni czy miłości, nawet w najbliższym gronie prezesa. Kaczyński kocha skłócanie i manipulowanie członkami swojej organizacji, jest jak lalkarz trzymający w garści swoje lalki za pomocą odpowiednich sznurków. Napuszcza jednych na drugich i z lubością patrzy jak się zjadają.

Włoska mafia to przestępcze państwo w administracyjnym państwie, posiadające własne struktury i zasady ścisłego przestrzegania hierarchii pod groźbą surowej kary. Tam każdy znał swoje miejsce i nieproszony nie wychylał się. PiS to przestępcza organizacja, która szczelnie osadziła się za czasów swoich rządów na administracyjnej konstrukcji państwa i wykorzystywała jego struktury na potrzeby wyłącznie własnych wewnętrznych  celów. Taka była idea i filozofia dozgonnego prezesa i właściciela tej organizacji J. Kaczyńskiego. Można by rzec, że w tej akurat kwestii, przebiła samą włoską mafię. Co można nazwać sukcesem osobistym prezesa.

I tak jak Włochy mają własną mafię, tak Polska ma własną organizację zwaną PiS. Wspólnym mianownikiem łączącym włoską La Cosa Nostrę i polskie PiS jest to, że na ten moment ich wpływy na szczęście osłabły. Ciekawe na jak długo? Redaktor Majmurek napisał, że "afery PiS to nie wypadek przy pracy". Sądzę podobnie. Gdyby chodziło o dwie - trzy afery, nie byłoby tematu. Jednak chodzi o nieskończoną ich ilość. Nieskończoną, bo każdego dnia wychodzą następne o nie mniejszym ciężarze gatunkowym, a końca ich nie widać. Niektóre media określają je jako >nieprawidłowości<, minister Bodnar sprowadza temat do "głęboko nieetycznego" zachowania. Kuriozalne.

Jak można tak podchodzić do bezczelnego wyprowadzania publicznych (czyli naszych) pieniędzy, by budować osobiste polityczne wpływy? To nie jest "wypadek przy pracy"! To jest śmiertelny grzech zaniedbania i osobista odpowiedzialność Kaczyńskiego, który swój autorski sposób zarządzania swoją organizacją, przełożył na sposób zarządzania państwem. By utrzymać wierność, lojalność i posłuszeństwo członków organizacji zwanej PiS, świadomie pozwolił na rozkradanie państwa w świetle Prawa. Sprawił, że ustanowione Prawo stało się w jego oczach i w oczach jego ludzi legalnym bezprawiem. A zgłodniałe towarzystwo tylko korzystało na tym bezprawiu. 

Podzielone przez niego państwo na części i przydzielanie każdej z nich wg zasług, doszczętnie Polskę osłabiło i prawnie zrujnowało. Ostatecznie on miał swoją władzę, a oni mieli nieograniczony i niekończący się dostęp do państwowych pieniędzy. Nikt z obdarowywanych nie musiał się wodzowi z niczego tłumaczyć. Czas mijał, a proceder przybierał nieznane dotąd rozmiary. Tworzyły się oligarchie, regionalne baronostwa, powstawały różne miliardowe fortuny i inne takie. Rzeczpospolita stała się łupem dla przestępczej organizacji Kaczyńskiego. Korupcja i nepotyzm stały się faktem. W efekcie doszło do systemowego zamachu na państwo. 

W konsekwencji tych bezprawnych i nagannych działań stworzono państwo PiS, o czym całe swoje życie marzył Kaczyński. Mógł teraz bez przeszkód władać swoim wyimaginowanym "królestwem" i korzystać z jego zasobów. Mógł również decydować o losie "swoich" poddanych. Mógł tworzyć swoje układy i tworzyć swoje elity wg własnego wyobrażenia. Mógł z mediów zrobić propagandową tubę. Miał do tego wszystkiego samozwańcze prawo, ponieważ trzymał w garści władzę jednoosobowo. Zrobił to, co zrobił. Podporządkował sobie wszystko i wszystkich. Sukces? Sukces. Jednak ja temu nie przyklasnę. Bo ten tzw. "sukces" został osiągnięty kosztem wielu ofiar. 

Mimo to organizacja zwana dalej PiS, ma swoich zatwardziałych zwolenników, dzięki lojalności których będzie sobie dalej spokojnie żyła i spokojnie czerpała mniejsze, ale jednak korzyści, siedząc w opozycyjnych ławach. Teraz gdy tzw. Zjednoczona Prawica jest po drugiej stronie Prawa, należałoby ją rozliczyć. Sumiennie, dokładnie, z całą surowością polskiego Prawa. Mówi się też o zmianie ustawy "o finansowaniu partii politycznych", tak w razie "W", by w przyszłości nikomu innemu nie przyszły do głowy podobne chęci do okradania państwa i jego obywateli.


Obrazy: *Internet *YouTube *Wieści24.pl 

wtorek, 4 czerwca 2024

ŻĄDAM R O Z L I C Z E Ń


Artykuł Renaty Grochal (Newsweek), 04.06.2024


        "FUNDUSZ SPRAWIEDLIWOŚCI


Ziobro chciał być jak amerykański agent. “Co poszło nie tak, Panie Zbyszku?”

Jest jakaś ironia w tym, że Zbigniew Ziobro, który od dziecka był zafascynowany Eliotem Nessem, legendarnym amerykańskim agentem, który wsadził za kratki Ala Capone, może skończyć polityczny żywot jako przywódca zorganizowanej grupy przestępczej. Gdy Ziobro zaczynał polityczną karierę, chciał być jak Ness, czyli tropić mafie i wsadzać ich członków na długie lata do więzienia. To u Nessa podpatrzył charakterystyczny szeroki chód, który miał pomóc mu budować wizerunek twardego szeryfa. Gdy Ziobro doszedł na szczyt, sam stworzył grupę przypominającą charakterem mafijne struktury.

Co poszło nie tak, Panie Zbyszku? Czy jednego z najbardziej ambitnych polityków na polskiej prawicy zgubiła pycha albo chciwość i nieumiarkowanie w czerpaniu z państwowego mieszka? A może to Jarosław Kaczyński pchnął Ziobrę do skoku na kasę z Funduszu Sprawiedliwości, bo nie podzielił się z koalicjantami pieniędzmi z partyjnej subwencji? W PiS od 2016 r. nie było tajemnicą, że ludzie Ziobry drenują Fundusz Sprawiedliwości, robiąc z niego partyjną skarbonkę Solidarnej, a później Suwerennej Polski. Było na to ciche przyzwolenie.

"Czy jednego z najbardziej ambitnych polityków na polskiej prawicy zgubiła pycha albo chciwość i nieumiarkowanie w czerpaniu z państwowego mieszka?"

Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że Ziobro od początku zachowywał się jak capo di tutti capi. Dobrał sobie ludzi, którzy wszystko zawdzięczali tylko jemu. Wyciągnął ich z politycznego niebytu, jak Michała Wosia, który zostając wiceministrem sprawiedliwości, miał zaledwie 26 lat i był najmłodszym członkiem rządu. To Woś wziął na siebie przekazanie milionów z Funduszu Sprawiedliwości na zakup Pegasusa, co było niezgodne z prawem. To on podpisywał wszystkie kwity. W zamian w czasie kampanii do jego regionu szły miliony z Funduszu Sprawiedliwości. 

Podobnie było z innym wiceministrem sprawiedliwości Marcinem Warchołem. To on wziął na siebie przygotowanie ustaw łamiących praworządność. Kiedy Warchoł ubiegał się o prezydenturę Rzeszowa, Ziobro sypnął groszem z Funduszu na szpital w tym mieście. Takie przykłady można mnożyć. Młodzi posłowie bywali u Ziobry i jego żony Patrycji w domu na kolacjach. Wszystko po to, by zacieśniać więzy i budować rodzinną atmosferę. W zamian jak w mafijnej rodzinie miała obowiązywać omerta, czyli zmowa milczenia. 

Jeśli przyjąć, że Tomasz Mraz, były dyrektor w ministerstwie Ziobry, który sam zgłosił się do organów ścigania i zaczął sypać, mówi prawdę, to obraz, jaki się wyłania z jego zeznań, jest przerażający. Otóż, jak w mafii, żeby wejść do zaufanego kręgu, trzeba było dać się umoczyć. W przypadku Mraza było to sfałszowanie wyników konkursu i doliczenie punktów dla księdza egzorcysty, który dostał z Funduszu Sprawiedliwości 66 mln zł. Pieniądze miały pójść na “nowe rydzykowo”, czyli centrum medialne, które miało być konkurencją dla mediów Tadeusza Rydzyka. 

Gdyby Ziobrze udało się doprowadzić do jego powstania, byłby gościem na prawicy. Nie musiałby liczyć się z kapryśnym redemptorystą, który koniec końców zawsze jednak stawia na Kaczyńskiego. Gdy Mraz dał się złamać, został dyrektorem od Funduszu Sprawiedliwości. Czy nie tak działa mafia? Dziś Mraz zeznaje, że wszystkim sterował Ziobro, to on ustawiał konkursy i decydował o tym, kto ma wygrać. W PiS zeznania Mraza wywołały popłoch, już trwają kalkulacje, ile to partię może kosztować w eurowyborach. Ale najbardziej przestraszył się sam Ziobro, który mimo ciężkiej choroby przystąpił do kontrataku. 

Na platformie X napisał: “Polska ma prawdziwą rodzinę Soprano” – to Tusk i jego koledzy, podejrzani o łapówki, m.in. Sławomir Nowak, Stanisław Gawłowski i Włodzimierz Karpiński. Tyle że jakoś trudno mi uwierzyć w tę wytropioną przez Ziobrę “rodzinę Soprano”. Przecież gdyby coś było na Tuska, ziobrowa prokuratura przez osiem lat by to wykopała, choćby spod ziemi. Kłopoty ziobrystów nie martwią zbytnio koalicjantów z PiS. W partii krąży nawet dowcip, że wiadomo już, dlaczego Ziobro zmienił nazwę Solidarnej Polski na Suwerenną Polskę. 

Bo solidarność skończyła się wraz z utratą władzy, a teraz zaczęła się suwerenna odpowiedzialność za przekręty i zapanowała zasada: ratuj się, kto może. Zdaje się, że Jarosław Kaczyński spisał już Ziobrę na straty. Gdy dziennikarze wytknęli prezesowi, że to on był ojcem chrzestnym Ziobry, ten jął nerwowo zapewniać, że “nie jest żadnym ojcem”, a już na pewno nie ojcem chrzestnym Ziobry. W końcu prezes marzył o tym, żeby być emerytowanym zbawcą narodu, a nie ojcem chrzestnym politycznej mafii.

Ziobro (Grochal), 04.06.2024"

***

Mam nieodparte wrażenie, graniczące z pewnością, że Z. Ziobro to politycznie nieodrodny "syn" prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Im jego działalności przyglądam się  bliżej, tym bardziej widzę ogromną zbieżność zachowań Ziobro z zachowaniami Kaczyńskiego. Tak jak ten drugi prowadził interesy swojej prywatnej partii, tak ten pierwszy krok po kroku go naśladował. Również z partii zwanej najpierw Solidarna a potem Suwerenna Polska, zrobił partię prywatną tak samo jak PiS czerpiącą całymi garściami z kiesy państwowej, by budować swoją potęgę. Tak jak PiS całymi dziesięcioleciami budował swoją.

Jednak to Suwerenna Polska Z. Ziobry, maleńka kanapowa partyjka, jak biblijny Dawid pokonała Goliata (PiS). Pokonała ilością afer i ilością zagrabionych pieniędzy, a końca nie widać. Gdy skończyła się władza i dostęp do pieniędzy, Ziobro stał się nikim. Nic nie znaczącym człowiekiem z przestępczą przeszłością, z historią, której mu nikt nie będzie zazdrościł. Jest NIKIM, jest ZEREM jak go arogancko i lekceważąco nazwał były premier L. Miller, podczas komisji ds. afery Rywina. Od czasów tamtej afery, która zawładnęła całą Polską, w polskiej polityce jeszcze bardziej się pogorszyło niż było.

Cierpimy na deficyt politycznych przywódców z prawdziwego zdarzenia, przywódców na miarę epoki. Państwem rządzą różne koterie, towarzystwa wzajemnej adoracji z nepotycznymi powiązaniami, wciąż finansowo nienażarte partyjne sitwy zdolne do coraz bardziej przestępczych działań. Państwem rządzili i nadal rządzą grupy cwanych i sprytnych aparatczyków i ich jeszcze bardziej cwani i sprytniejsi następcy, zdolni do utrzymywania jak najdłużej władzy, jednocześnie niezdolni i niepotrafiący w rzeczywisty sposób kierować tym państwem. Jednym słowem - degrengolada.  

Nie zanosi się, żeby było lepiej. Mamy jeden po drugim niechciane rządy, na tyle jednak silne, by ciągnąć za sobą w polityczną otchłań państwowe instytucje i urzędy. Tak jak za czasów L. Millera było źle, tak za czasów PiS było jeszcze gorzej. Ciekawe, jak ocenimy za niecałe cztery lata rządy Donalda Tuska. Od lat przeżywamy polityczny kryzys polskich elit (jeżeli jakiekolwiek w Polsce są), z każdą kadencją coraz bardziej zepsutych, zepsutych wręcz do szpiku kości. Ich cechami charakterystycznymi są: korupcja, afery, partyjniactwo i prywata polityków każdej opcji. 

Jeżeli nie dojdzie do obiecanego rozliczenia, Polska nie ma szans na powrót na cywilizacyjną ścieżkę (cokolwiek to znaczy). Zjednoczoną Prawicę powinna dosięgnąć sprawiedliwość. Powinna dosięgnąć w pokazowy i bardzo bolesny sposób. Jest szansa na to, by skazać wszystkich, którzy czynili zło. Jest, ale pod warunkiem, że młyny sprawiedliwości pod wodzą ministra Bodnara i jego prokuratorów, będą mielić szybciej niż to czynią (czego niestety nie widać). Jeżeli nie przyspieszą, przestępcy zwieją im (dosłownie) sprzed nosa. Czy o to chodzi ministrowi Bodnarowi? Dlatego jest taki powolny?

Ministrze i Prokuratorze Generalny A. Bodnar - ŻĄDAM ROZLICZEŃ! 

Żądam powrotu Polski jako państwa Prawa! 

Nie toleruję takiej polityki, jaką teraz panowie uprawiacie! 

Nie toleruję politycznych złodziei, bandytów i chuliganów, żyjących z milionów nam ukradzionych! 

Proszę się z nimi nie dogadywać, bo z bandytami się nie negocjuje! 

Miejsce takich szeryfów jest nie na ciepłych posadkach w Unii, a w polskich więzieniach!!!


Obrazy: *Internet *RMF24