piątek, 9 lutego 2024

Z perspektywy dwóch miesięcy

Odkąd Koalicja 15 października przejęła władzę wydarzyło się sporo w naszym kraju i mam wrażenie, że to nie dwa miesiące minęły od chwili zaprzysiężenia rządu, a o wiele więcej. Chyba intensywność minionych wydarzeń tak wpływa na moją ocenę. Nie było ani jednego spokojnego dnia, a emocje generowane przez pisowską opozycję, z dnia na dzień stawały się coraz gorętsze. Było na co patrzeć i czego słuchać. W trakcie formowania nowego rządu, przejmowania ministerstw jedno po drugim, przejmowania kontroli nad służbami i mediami publicznymi, częściowego przejmowania Prokuratury, zastanawiam się, co jeszcze nas czeka i jak daleko posunął się rząd w czyszczeniu pola po pisowskich rządach.

Zastanawiam się też na jakim rzeczywistym etapie tego sprzątania jest Rzeczpospolita po ośmiu latach rządów poprzedniej skrajnie prawicowej i populistycznej władzy. Jest jeszcze pewien szkopuł, nie wszyscy Polacy są w stanie zrozumieć sens zachodzących zjawisk, w których zmuszeni są czynnie uczestniczyć. Nie są w stanie zrozumieć, bo zbyt silne emocje przeszkadzają im w zdroworozsądkowej ocenie sytuacji. Są wśród nas osoby o niezwykle gorącym temperamencie, które chciałyby, by od razu wszystko zostało naprawione, tym bardziej, że w kampanii wyborczej Koalicja zapowiadała jak najszybsze rozliczenie ludzi PiS i że efekty będą natychmiastowe.

Z drugiej strony mamy głosy nakazujące cierpliwość, spokój i przede wszystkim zrozumienie, ponieważ jak widać każdego dnia, przeprowadzenie tej zmiany jest bardzo trudne. Niektórzy eksperci mówią, że jest o wiele trudniej, niż było po 1989 roku. Wtedy też było gorąco, też wskazana była cierpliwość, jednak rzeczywistość była inna, ludzie byli inni. Uważam, że teraz jest gorzej pod wieloma względami. Chociażby samo podejście do tych wydarzeń grupy ludzi oddających władzę. Oni sami nie mogą tego zaakceptować mimo, że od ich przegranej mija dwa miesiące. Niby dużo czasu i mało, jak się wydaje, zależy kto i jak na miniony czas patrzy.

Kolejny punkt to skład nowego rządu. To koalicja wielu partii, o różnych oczekiwaniach i wymaganiach. Każdym objętym ministerstwem kieruje jakże barwna reprezentacja tej koalicji. Nasuwa się więc pytanie, jak sobie ona radzi odkrywając w swoich resortach błędy poprzedników. Łatwo nie jest biorąc pod uwagę niezwykle skomplikowaną sytuację i parytetowy skład każdego kierownictwa. Musimy pamiętać, że nie chodzi tylko o zmiany w resortach. Przez osiem lat PiS miał czas i okazję, by na każdym stołku w Polsce posadzić swojego człowieka. Od ministra po sołtysa, po dyrektora zagarniętego muzeum czy innego funduszu/ stowarzyszenia.

A takich jednostek jest bardzo dużo, ponieważ przez te lata powstawały kolejne, hojnie finansowane w taki czy inny sposób przez wszystkie bez wyjątku ministerstwa Zjednoczonej Prawicy. Nowej władzy, która planując audyty każdej instytucji czy placówki, przyświeca jeden cel, zrobić porządek i rozliczyć tak skutecznie, by móc utrzymać władzę jak najdłużej. By jasno dać Polakom do zrozumienia, że kolejne wybory będą wygrywane przez Koalicję co ma zagwarantować, że powrotu PiS do koryta już nie będzie. Rząd ciężko i intensywnie pracuje, stara się tłumaczyć Polakom co już zrobił i na jakim jest etapie.

Mamy więc na bieżąco składane informacje mimo gorączki, jaką funduje nam PiS i Kaczyński, który nie może opanować emocji. Opozycja ze swoim prezydentem robią wszystko, by jak najbardziej utrudnić działania rządu Tuska. Tak będzie do końca prezydentury A. Dudy. Zatem cierpliwość wskazana, bo granica spokoju politycznego, tak naprawdę nie jest jeszcze wytyczona, niestety jest przed nami. Dlatego nie ma co teraz oceniać koalicji 15 października mimo, że nasza niecierpliwość wystawiona jest na ciężką próbę. Zdrowy rozsądek podpowiada, że najbardziej uczciwa ocena stawiana jest po fakcie (czyli po zakończeniu kadencji), a nie w trakcie trwania wydarzeń.

Może się nam nie podobać sposób w jaki rządzący przeprowadzają porządki, brakiem ustaw i nadmiarem uchwał, że czasami przejęcia instytucji czy spółek wyglądają na siłowe, jednak trzeba przyjąć do wiadomości, że nie ma innej drogi. Nie ma, ponieważ poprzednicy tak wszystko zamotali prawnie, że trzeba nieźle się nagimnastykować, by wszystko wróciło do stanu sprzed ich rządów. Do stanu normalności. Akceptuję więc stosowanie nieładnych chwytów, jeżeli ma to doprowadzić do naprawy państwa. Gdy rząd upora się z najpilniejszymi sprawami, przyjdzie czas, by na spokojnie i zgodnie z literą Prawa, zająć się całą resztą. 

Mówi się, że poznajemy kogoś po efektach jego pracy, więc dajmy Koalicji szansę, niech się wykaże. Nie po to na nich głosowałam, by teraz głosem krytyki wchodzić w pisowskie buty. Głosując okazałam swoje zaufanie, teraz okazuję nie tylko cierpliwość, ale też dorosłe spojrzenie rozumiejąc, że nie jest to spacer. Co otrzymuję w zamian? Przede wszystkim spokój premiera Tuska i jego Rady Ministrów. To bardzo ważne. Mimo wręcz szalonych pisowskich akcji, zachowań i wystąpień przy mównicy sejmowej i poza Sejmem, rząd zachowuje spokój i robi swoje. A Donald Tusk kolejny raz okazuje się być politykiem z wielką klasą. Co bardzo boli Kaczyńskiego.

Żeby nie było za miło, przyda się kilka kropli dziegciu do tej beczki miodu. Wydaje mi się, że trochę za wolno przebiegają zmiany w niektórych ziobrowych Sądach, albo gdy idzie o aborcję. Mam wrażenie, że niektóre z tych spraw są specjalnie odkładane na lepsze jutro, a tłumaczeniem mają być zbliżające się wybory samorządowe. Może jednak jestem niecierpliwa? Jest też kolejna sprawa, cotygodniowych konferencji prasowych D. Tuska, na których tłumaczy się z rządowych spraw. Czy czasem nie powinien tego robić rzecznik rządu? Musi to robić sam premier, który trochę ma na głowie? Mimo, że mija dopiero dwa miesiące, to jednak organizacja pracy rządu powinna być załatwiona.

Mam takie życzenie - chciałabym, by w trakcie audytów przeprowadzanych w spółkach skarbu państwa i w rozmaitych funduszach, wychodziło jak najwięcej faktów na temat szastania pieniędzmi publicznymi. Polacy muszą poznać całą prawdę o tym, jak pisowcy i ziobryści i ich ludzie w terenie wyciągali łychami pieniądze z państwowej kasy i na jaką skalę. Gdy wyznawcy PiS porównają wtedy swoją pensję i warunki życia do ich pensji i warunków życia, może wreszcie przejrzą na oczy. Nic bowiem tak do nich nie przemówi, jak kasa. Nie wierzyli w Srebrną, nie wierzyli w Dwie Wieże, nie wierzyli w inne afery, może uwierzą teraz.

W obecnej sytuacji warto by było też odrobić lekcję obywatelskości i jako naród zrozumieć, że nie ma już czasu na gry i zabawy z opozycją, która przez ostatnie lata szkodziła Państwu Polskiemu i szkodzi teraz przeprowadzając swoją głupią krucjatę. Jest to działanie szkodliwe, konfliktogenne i prowadzi do nikąd. Nie wiem w sumie, komu imponuje Kaczyński i jego świta, urządzając takie wybryki. Paru tysiącom innych zadymiarzy? Którym podoba się destabilizowanie państwa? Którzy podzielają uprzedzenia i kompleksy "prawdziwego Polaka" Kaczyńskiego?  I kto tu urządza zamach stanu? się pytam.

Otóż panie i panowie zwolennicy PiS! Polskość nie jest zarezerwowana tylko dla swoich. Prawdziwi Polacy, bez względu na poglądy polityczne i wyznanie, sympatycy i przeciwnicy, wszyscy pracują razem dla Polski zmieniając ją na lepsze, a nie tylko o tym gadają. Są to zwyczajni przyzwoici ludzie, którzy 15 października 2023 r. zawalczyli i wywalczyli swoimi głosami podstawowe prawo obywatelskie, wolność wyboru. Czy to się wam podoba czy nie, teraz to od nas zależy nasza wspólna przyszłość. Do was należy decyzja, czy się przyłączycie do wspólnej pracy nad naprawianiem szkód wyrządzonych Polsce przez waszych.

Polska jest jedna, 

Naród jest jeden, 

Prawo jest jedno, 

Konstytucja RP jest jedna.


Jesteśmy na starcie nowego rozdziału naszej Historii. Naprawiajmy razem Polskę, naszą Ojczyznę, dla dobra naszych dzieci.                                                Nie spieprzmy tego.


Obrazy: *Tik Tok *Facebook *Internet 

wtorek, 6 lutego 2024

Męczennicy?... koń by się uśmiał

"KOŚCIÓŁ I WŁADZA NA SWOJE MIEJSCA:

1. Uczciwe opodatkowanie kościoła

2. Sprawiedliwość dla ofiar pedofilii

3. Kontrola finansowania kościoła z pieniędzy publicznych

4. Koniec łączenia ceremonii państwowych i kościelnych

5. Likwidacja funkcji kapelana prezydenta" - Szymon Hołownia


Zadałam sobie trochę trudu i poczytałam w internecie na temat człowieka, który śmiało może powiedzieć, że miał i ma nadal udane życie. Bo czego się nie dotknął, zamieniał niemal w złoto. Jak król Midas. Mało tego, był do tego sprytnym szczęściarzem. Mógł zamieniać w złoto co chciał, nie za swoje. Na budowanie toruńskiego imperium nie wydał ani jednego własnego grosza. Całą kasę dostawał od nie mniej sprytnego jak on szczęściarza, J. Kaczyńskiego, który sypał kasą do kieszeni toruńskiego biznesmena, bo miał w tym własny polityczny interes. Można by rzec, że obaj dobrali się jak w korcu maku. 

Ponieważ nowa władza wzięła się ostro za rozliczanie poprzedniej, czemu by nie wziąć się za rozliczenie i dogłębne zbadanie wszystkich dotacji, jakie płynęły do pana Rydzyka. Myślę, że z łatwością wykryto by wszelkie nieprawidłowości  finansowo - księgowe, proceduralne i te, oparte na legalności i zasadności przyznawania tak olbrzymich kwot. By uczciwie podejść do tematu, należy wspomnieć, że nie tylko rząd PiS był łaskawy dla Rydzyka i w ogóle dla kościoła katolickiego. Poprzednie rządy również mają zababrane sumienia. Zatem czy ten nowy zdecyduje się na audyt polskiego kościoła?

Z chęcią dowiedziałabym się, czy sumy, jakie przez ostatnie dziesięciolecia zainkasował kościół, nie przekroczyły ileś krotnie odszkodowania przyznanego kościołowi za utratę mienia. Odkąd pamiętam, utworzony na ten cel Fundusz Kościelny i liczne ustawy pozwalały na regularne przelewanie wielomilionowych kwot na konta kościelne celem rekompensaty, umożliwiały zakup ziem za bezcen czyli z 99 - procentową bonifikatą, które kościół potem odsprzedawał prywatnym nabywcom. Prasa regularnie donosiła również o jakichś nielegalnych przekrętach finansowych, mających miejsce w pobliżu rzeczonego Funduszu.

Kościół w Polsce ma się bardzo dobrze od lat. Nie dość, że jest państwowym utrzymankiem, to jeszcze ma z nadwyżką płacone za to, że w ogóle jest. I robi na tym super interes. Ponieważ mówimy tu o ciężkich miliardach, zastanawia, czy tę hojność można prawnie i moralnie wytłumaczyć. Powiedźcie mi, jak to jest? Żyjemy w państwie, które konstytucyjnie ma zagwarantowaną neutralność religijną, a jednak płaci za lekcje religii w szkołach i utrzymuje inne wyznaniowe uczelnie. Jest to moralne? Myślę, że nie ma co liczyć na jakikolwiek audyt kościoła w Polsce, ponieważ znakomita część polskich polityków przyznaje się do kościoła.


Niestety w Polsce nie da się w transparentny sposób pokazać kościołowi, gdzie jego miejsce. Nie mówię, żeby zaraz likwidować. Nie. Ale umniejszyć jego rolę w naszym życiu. Całkowicie jednak odseparować od polityki, a państwu posłom oficjalnie przekazać, że przynależność do kościoła ma być ich prywatną sprawą. Gdy przychodzą do Sejmu, swojego miejsca pracy, duchową stronę życia niech zostawią w domach. Mogłoby tak być, prawda? Odpowiem sobie sama, mogłoby być, wszędzie, ale nie w Polsce. Ponieważ Polacy wyjątkowo są uczuleni na ten temat. Wszystko co związane z codziennym życiem, ściśle łączą z religią.

Skoro więc władzy tak trudno zerwać sojusz z kościołem katolickim, to dlaczego czepia się pana Rydzyka? Dlaczego chce wejść z butami akurat w jego interesy i rozliczać go z każdego grosza? Bo co, bo był i jest pupilkiem Kaczyńskiego? Bo drażni oko jego rozbudowane w bizantyjskim stylu imperium? Dlaczego nie drażnił władzy rozmach ks. Jankowskiego z Gdańska? Dlaczego nie drażni sposób bycia i życia ks. dwojga imion Głódzia? Dlaczego nie są w zainteresowaniu władzy inni hierarchowie polskiego kościoła, którzy z pieniędzy wiernych żyją bezczelnie ponad stan, kłują biedotę swoim bogactwem i wciąż żądają więcej?

No właśnie! Władza wzięła na cel biednego pana Rydzyka, w którego władaniu są takie niby dochodowe biznesiki jak Lux Veritatis, Radio Maryja, TV Trwam, Akademia Kultury Społecznej i Medialnej, sieć komórkowa W naszej Rodzinie, spółki Bonum i Scala, Geotermia w Toruniu. A to nie wszystko. Tygodnik "Wprost" zapewnia, że to wszystko formalnie należy do redemptorystów, a pan Rydzyk nie ma nic. Bo zgodnie ze ślubami ubóstwa żyje skromnie i mieszka w klasztornej celi. A jednak wzbudza kontrowersje. Dlaczego? Bo na swoje "dzieła" pan Rydzyk w ciężkich milionach wydaje publiczne pieniądze, z których nie chce się rozliczyć.

Publiczne pieniądze, jak nie darowane hojnie przez samego Kaczyńskiego to przez Fundusz Sprawiedliwości zarządzany przez Z. Ziobro i innych nadgorliwych sługusów partyjnych PiS. A oni skąd mieli te pieniądze? Z kasy publicznej człowieku!!! Jak łatwo jest rządzić nie swoją kasą, prawda? Zatem gdy władza weźmie się już za Rydzyka i jego biznesy, to czy potraktuje je w jakiś specjalny sposób bliżej nam nieznany, czy może tak, jak traktuje się wszelkie Fundacje starające się o dofinansowanie, zobowiązane potem do rozliczenia całej dotacji co do centa? To jest pytanie za milion. 

Po podliczeniu całego dochodu z biznesów księżulka, tygodnik "Wprost" umieścił go na 83 miejscu wśród najbogatszych. Skoro ten gość taki biedny, to dlaczego taki bogaty? Udokumentowano, że Państwo polskie dało się Rydzykowi naciągnąć na 100 milionów dolarów. Nawet pod koniec swych rządów, do ostatniej minuty, szły przelewy darowane Rydzykowi przez ekipę PiS poza tzw. trybem, by tylko nie ponosić odpowiedzialności. Bezczelność to za małe słowo, by określić ten proceder. Proszę dopasować swoje własne. Pieniądze do Rydzyka szły całymi latami. Dlatego audyt jest jak najbardziej zasadny. Pilny i zasadny. 

Uważam, że każdy kto brał udział w przekazywaniu pieniędzy na rzecz toruńskiego spryciarza, począwszy od urzędnika państwowego, funkcjonariusza partyjnego, po urzędników niższego szczebla, powinien być dokładnie rozliczony, oskarżony i posadzony. Zarzut - działanie na szkodę interesu Państwa Polskiego. Odpowiedzialność musi być zasądzona, ponieważ Rzeczpospolita Polska nigdy nie miała podstaw by wierzyć, że uznaniowo przyznawane miliony były przeznaczane na stricte kościelną tylko działalność, ani nie miała też interesu w finansowaniu mediów głoszących prawdy Watykanu.

Wcześniej zadałam pytanie, czemu Rydzyk tak drażni władzę i nas? Drażni, bo wszelkie jego interesy oparte są wyłącznie na patologicznych działaniach i wpisane są w patologiczne relacje wiążące państwo polskie z kościołem katolickim. Czego symbolem jest bliska znajomość polityka Kaczyńskiego z sukienkowym Rydzykiem. Obaj najprawdopodobniej nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Obu chroni wiek i obu chroni pozycja. Pierwszego polityka, drugiego sukienka. Ale tak jak Kaczyński może jeszcze być ciągany po Komisjach, tak Rydzyk nie zapłaci za poczynione szkody.

Gdyby jednak musiał zwrócić cokolwiek w milionach, postawi go to w roli męczennika. Myślę, że tylko na to czeka. 


Obrazy: *X.com *YouTube *Facebook 

poniedziałek, 5 lutego 2024

I po tzw. złotym dziecku...

Kaczyński, mimo braku rodziny, miał już w swoim życiu kilku podopiecznych, którym dane było zrobić oszałamiającą karierę. Za lojalność i wierność dostawali w prezencie posady, o których zwykły śmiertelnik mógłby pomarzyć. Dostawali wynagrodzenia, nie osiągalne dla przeciętnego zjadacza chleba. Mieli zapewnioną nietykalność tak długo, jak długo byli posłuszni swemu darczyńcy. Ostatniemu z tak hojnie obdarowanych, z dniem dzisiejszym tj. z dniem 5.02.2024 roku, skończyła się sześcioletnia umowa o pracę z państwową spółką ORLEN. Pełniąc w niej funkcję prezesa, zachowywał się nie tylko jak właściciel, ale nieomal jak bóg.

Udzielał audiencji tylko wybranym, nagradzał i ułatwiał kariery swoim, gromadził wokół siebie tylko przydatnych, i sam z racji pełnionej funkcji korzystał ile wlezie powiększając swój prywatny majątek bez niczyjej nad nim kontroli. Co najważniejsze, miał wolną rękę w zarządzaniu strategicznym majątkiem państwa polskiego. Kupował więc i sprzedawał za bezcen i bez umiaru tzw. srebra rodowe. Nikt mu w tym nie przeszkadzał. No... ale jak to bywa nawet w najpiękniejszych bajkach, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Na ostatnim wystąpieniu chwalił się bez wstydu, czego to nie zrobił dla dobra koncernu.

Przekonamy się o skutkach jego talentów, gdy po audycie swoje podsumowanie ogłosi nowy rząd, a potem prokuratura. Przekonamy się wtedy, czy były prezes Orlenu, jako dobry patriota, działał wyłącznie na jego korzyść, czy raczej robił dobrze obcym kontrahentom, takim jak węgierski MOL czy arabski Saudi Aramco. Najwyższa Izba Kontroli jeszcze dzisiaj ma ogłosić swoje wyniki kontroli, myślę, że pokażą przede wszystkim, jak w pierwszej kolejności były prezes Obajtek dbał o swoje interesy. A przyznać trzeba, że przez te kilka lat zdążył zadbać o kontakty polityczno - biznesowo - medialne. W takiej kolejności.

Miał od kogo się uczyć i kogo naśladować. Po mojemu wygląda, że wybitnym jego pierwowzorem był sam Kaczyński, który ma w zwyczaju również dbać tylko i wyłącznie o swoje interesy. Reszta się nie liczyła. Dosłownie, co nie raz i nie dwa udowodniono publicznie ze szczegółami. Za dbanie o swoich w 2021 r. tygodnik “Sieci” obdarzył byłego prezesa Obajtka tytułem “Człowieka wolności”. Za co? Za “wzmacnianie polskiej własności w gospodarce” i za zakup gazet koncernu Polska Press. Czujecie ten drobny niuans? W odpowiedzi na to, co Obajtek wyprawiał, protestowali byli ministrowie gospodarki, a ten przez swoich był nagradzany.

Bliskimi przyjaciółmi Obajtka byli, były rzecznik PiS a obecnie biznesmen Adam Hofman i jego partner biznesowy Robert Pietryszyn, faceci działający na korzyść węgierskiego MOLa w taki sposób, że dostarczali Węgrom "regularnych i aktualnych analiz politycznych związanych z polskim rynkiem energetycznym", pomagali w "mapowaniu kluczowych interesariuszy i sieci interesariuszy wśród kluczowych podmiotów gospodarczych i politycznych w Polsce", również “identyfikowali i ostrzegali przed zagrożeniami, w tym politycznymi, istotnymi dla koncernu", a także "organizowali spotkania z kluczowymi interesariuszami rządowymi w Polsce".

Wynika z tego, że była to działalność na rzecz obcego klienta kosztem Polski. Jak można nazwać taką działalność? Słowo samo się nasuwa, prawda? Jaką odpowiedź otrzymała opinia publiczna na te zarzuty? Otóż we wrześniu 2022 roku zespół prasowy PKN Orlen podał do wiadomości co następuje - "Tak jak wielokrotnie informowaliśmy, PKN ORLEN nie jest zaangażowany w żadnej formie bezpośredniej ani pośredniej we współpracę z Adamem Hofmanem, ani spółkami bądź osobami z nim powiązanymi. Koncern nie korzystał i nie korzysta z jego usług. Dotyczy to również Prezesa PKN ORLEN Daniela Obajtka i całego zarządu Koncernu". 

I w takie tłumaczenie mamy uwierzyć? Po tym, jak dowiadujemy się, że nie kto inny, a sam Rober Pietryszyn, wspólnik Adama Hofmana, aż "42 razy widział się z Obajtkiem i innymi członkami zarządu Orlenu". Ciekawe, przecież nie pili kawy i nie jedli tylko ciasteczek. Przypomnę, ich spółka "pracowała dla węgierskiego koncernu MOL, który kupił od Orlenu część majątku po Lotosie". Jakimś dziwnym trafem swoje interesy u Obajtka załatwiali również dziennikarze pracujący w mediach i gazetach, sprzyjający ówczesnej pisowskiej władzy. Też pili tylko kawkę?

Były prezes Obajtek mianowany złotym dzieckiem PiS dbał o wybranych przyjaciół, którym też nagle zaczęło się niezgorzej wieźć. Powiązania biznesowe tej grupy ludzi widoczne są gołym okiem. Trwają od lat, a złapani na kłamstwach tłumaczą, że "utrzymywanie relacji biznesowych i osobistych to ich praca". Sam Daniel Obajtek wypiera się, by spotykał się z Adamem Hofmanem. Fakt, nie spotykał się , za to z jego żoną już tak. Ale podobno wizyty te nie miały związku z interesami jej męża, jak raczyła tłumaczyć. Widocznie też piła tylko kawkę i zajadała ciasteczka z byłym prezesem Orlenu.

Lista osób goszczących u Obajtka za jego prezesury, jest bardzo długa. Sporo nazwisk to członkowie tzw. "układu wrocławskiego" czyli "wspierających się biznesmenów i członków zarządów spółek Skarbu Państwa z otoczenia PiS, wywodzących się ze stolicy Dolnego Śląska". Przypadek? Szczegóły tych powiązań rzetelnie opisuje prasa, na forum aż huczy od nadmiaru informacji, a osoby zainteresowane na czele z Obajtkiem, starym zwyczajem zaprzeczają albo milczą. Każdy ma prawo bronić się, najlepiej jak potrafi, nawet Obajtek i jego przyjaciele, ale z powodu draństwa jakie widzimy, emocje sięgają zenitu.

Żaden normalny człowiek nie zaakceptuje faktu bezprawia i jawnego złodziejstwa, bo w żadnym razie takie zachowania, jak wyżej opisane, nie mają nic wspólnego z przyzwoitością i moralnością jakie znamy. A jednak musieliśmy to znosić przez osiem długich lat. Musieliśmy znosić "targowicę" po pisowsku, awanturniczą religię smoleńską, polityczne warcholstwo i ideologiczną histerię. Musieliśmy znosić jawne rozkradanie majątku państwa na skalę niewyobrażalną jak do tej pory. Musieliśmy patrzeć jak tworzą się oligarchiczne fortuny kosztem publicznych pieniędzy.

Byliśmy świadkami, jak z premedytacją Kaczyński i jego ludzie trwonili dorobek poprzednich dziesięcioleci. Wydawało się, że nie ma na nich rady. A jednak stał się cud, jeśli można w kategorii cudu odbierać dzień 15 października 2023 roku. Polacy wzięli sprawę odsunięcia J. Kaczyńskiego od władzy, w swoje ręce. Skutecznie. Rozliczenie na pewno będzie trwało długo. Nie szkodzi. Ważne, by było dotkliwe. Ważne też, by do wyborców PiS wreszcie dotarło, jakim ogromnym okazał się koszt pokładanego w PiS ich zaufania. Patrząc na to z punktu biznesowego widzenia, jesteśmy nie tylko politycznymi bankrutami. 

Daniel Obajtek, były już prezes, jest na tyle zarozumiały, że wmawia nam, iż doprowadził spółkę PKN Orlen do ligi biznesowych mistrzów. Ponieważ wg niego jest tak dobrze, to dlaczego jest aż tak źle?


ZAUFANIE POLAKÓW  DO  POLITYKI  I  POLITYKÓW  WYCZERPAŁO  SIĘ.


Obrazy: *OKO.press *Internet 

niedziela, 4 lutego 2024

WĄSKIE horyzonty myślowe

 Mam mieszane myśli co do naszej przyszłości. Gołym okiem widać, że politycy nie dają rady. Mają sporo wewnętrznych spraw na głowie, innych nie widzą. A światowy kryzys ekonomiczny powoli staje się faktem. Wszyscy jesteśmy zapożyczeni po kokardy. Cały świat. Wojna za miedzą nie zniknęła. A nasi rodzimi nierozgarnięci politycy, co robią? Czy wyprowadzają Polskę na prostą? Czy dbają o jej bezpieczeństwo? Mają taką wolę czy nie? Mają jakikolwiek pomysł? Wciąż się kłócą i wciąż tylko gadają. Zatem, czy mamy jakąkolwiek szansę na spokój? Historia udowadnia, że Polacy w polityce nigdy nie byli mocni, poprzednio rządzący na głowę pobili wszystkich innych. Nie mieli ani programu, ani rozumu, więc wszystko odbywało się na łapu capu. Nawet ich flagowy pomysł 500+ nie sprawdził się. Dzieci nam od niego nie przybyło.

Trzeba kolejny raz to powtórzyć, poprzedni rząd nie nadawał się na trudne czasy. Ten rząd dopiero zaczyna, mimo że w jego składzie są politycy z wieloletnim stażem. Wszystko, czego uprzednio dotknęła Zjednoczona Prawica, schrzaniła. Nawet po trudnych czasach komunizmu ówcześni ekonomiści robili wszystko, by Polska złapała oddech. Wyszliśmy z kłopotów. Poprawiło się nam ekonomicznie, gospodarczo, a naród odetchnął. No i zachłysnęliśmy się tak, że przestaliśmy szanować i zmarnowaliśmy to, co zostało z takim trudem osiągnięte. Życie ponad stan, wyciąganie łap po coraz to więcej i oddanie władzy populistom, zapędziło nas w kozi róg. 

A ci rzeczeni populiści, zwani dalej polskimi politykami, w większości nic nie robią dla Polski. Z nadania partyjnego klucza pełnią tylko różne fajne funkcje, dbając wyłącznie o własny dobrostan.

Rząd ZP brzytwy się chwytał wpadając na coraz to głupsze pomysły, rozdając coraz więcej i więcej nie swoich pieniędzy, a tłuszcza się cieszyła. Tłuszcza jest głucha i ślepa, ale zawsze się cieszy z rzucanego ochłapu. A Kaczyński tylko na tym żerował. Wzbudzał i podtrzymywał nienawiść Polaka do Polaka, nienawiść do wszystkiego co nie polskie. Objeżdżał swój teren i wbijał twardemu elektoratowi do głów, że to dawne krzywdy im wyrządzone są najważniejsze - dawne wojny, przeszłe morderstwa, odległe prześladowania. Mimo, że mamy inne czasy, jego zdaniem  mamy odwiecznych wrogów, którzy czekają na okazję, by kolejny raz nas skrzywdzić. 

Wrogiem jest Unia i wszystko co sobą reprezentuje. Historycznym wrogiem są Niemcy. Nieważne, obecny Niemiec czy jego przodek. Według Kaczyńskiego zło "przenosi się w genach i jeżeli ktoś źle czynił w przeszłości, to ta tendencja przeniosła się na jego wszystkich potomków". Głupszej teorii nie słyszałam. To tamci ludzie, hitlerowcy, skrzywdzili naszych przodków. To takie trudne do zrozumienia? To jest Historia. Ku przestrodze potomnym należy o niej pamiętać, ale nie rozpamiętywać i nie fałszować. Raczej odwrotnie, trzeba robić wszystko, by się nie powtórzyła. Ale Kaczyński wie swoje i wciąż sieje swoje ziarno nienawiści.

W jego "dziele" pomagali i pomagają mu ochoczo partyjni giermkowie i była rządowa tuba TVP jaką PiS miał na swoje usługi. Wszyscy oni, jeżeli wierzą w życie po życiu, muszą pamiętać, że wszystkie ich czyny będą policzone i rozliczone. Polska nie miała i nie ma szczęścia do polityków z prawdziwego zdarzenia. Wziąwszy pod uwagę tylko ostatnie czasy, ani PiS ani PO niewiele się od siebie różnią. Obie partie od dawna stoją mocno po prawej stronie sceny politycznej. Jedna przez drugą prześciga się, która bardziej jest narodowo - patriotyczna i bardziej prawicowa.

Obie budowały tzw. IV RP i obie żywią się sztucznie spreparowaną wojenką polsko - polską. Obie wielokrotnie wymieniały polityków nie tylko na szczeblach ministerialnych. Obie miały podobne podejście do poruszanych spraw. Wyglądało, jakby wzajemnie podbierały sobie pomysły. PiS od PO różniło tylko jedno, chamskie obycie, bezczelny i chamski język jej członków. Jednak żeby być uczciwą zaznaczę, że wszystkie partie które rządziły mają coś wstydliwego na swoim koncie, ale to PiS wyróżnia się na ich tle swoim wręcz wyjątkowym nasilaniem się złej woli. Takiego ugrupowania politycznego jak PiS nie było, nie ma i nie będzie. 

Tym bardziej przykre jest to, że takie służby jak Policja i Prokuratura starały się przypodobać każdej władzy i bez szemrania wykonywać wszystkie rozkazy. Bez szemrania, że powtórzę. Jakby to były roboty, a nie myślący ludzie. Polacy na to teraz narzekają, ale jak mnie pamięć nie myli, podobnie było za czasów Platformy Obywatelskiej. Policja raczej nie reagowała na chuligańskie zachowania narodowców w czasie Marszu Niepodległości. Co zrobiła? Nic. Jednym mieszkańcom radzono, aby na czas marszu opuszczali swoje mieszkania, innym by ich nie opuszczali. 

Warszawiacy pamiętają narodowcom, jak "rzucali w policjantów płytami chodnikowymi, podpalili samochód telewizji, budkę policjanta przy ambasadzie rosyjskiej, tęczę na Placu Zbawiciela", czym zakłócili porządek i narazili miasto na milionowe straty. Czy wtedy widział ktokolwiek, jakąkolwiek reakcję stróżów prawa? Raczej nie. Policja wtedy straciła twarz. Bezpowrotnie. Wszelkie inne służby straciły twarz. Nadawały się tylko i wyłącznie do posprzątania mocno zdemolowanego miasta. Ale nie tylko miasto zdemolowano, symbolicznie rzecz ujmując. 

W wyjątkowo perfidny sposób doszło do wprowadzenia w życie nowej filozofii na temat państwa. Polegało to na wznoszeniu do rangi sukcesu wszelkich porażek. Polegało to na idealizowaniu wątpliwej jakości "odwagi" swoich i tylko swoich polityków i działaczy. Polegało to na zachęcaniu zwolenników do zaakceptowania militarnego języka mimo, że Polska jest pierwsza na liście do bycia pierwszą ofiarą ewentualnej wojny. By to wszystko zadziałało, Kaczyński wciąż wyszukuje powody do nienawiści wobec żywotnych i strategicznych sojuszników, wobec przeciwników politycznych. 

I nie gryzie się w język. Każe wszelkie dawne krzywdy zachowywać w pamięci na wieki. Każe w razie czego pielęgnować w sobie mściwość. Tak właśnie pielęgnuje się polski szowinizm, który trwa w dobrej kondycji dzięki rozpamiętywaniu przez lata na przykład Katynia, czy nowszej religii smoleńskiej. Być może Kaczyński chciałby widzieć Polskę jako państwo wiecznie powstańcze. Wszak wiadomo skąd inąd, że powstania zostały uznane za "najwyższy przejaw patriotyzmu i ducha narodowego". Dlaczego nie mogło tak być, kiedy to na wachcie stał Kaczyński? Ukręcił sobie całkiem niezły polityczny interes.

Oprócz służb mundurowych, były jeszcze posłuszne i podporządkowane władzy służby medialne, gotowe do działania na każde skinienie. Kiedy politycy PiS i nie tylko oni, wyrzucają z siebie Himalaje bzdur, nikogo z dziennikarzy nie zastanowi, skąd to wszystko politycy wiedzą i czy na pewno rozumieją to, co mówią? Dziennikarze przyjmują bez oporu na klatę wszystko, co usłyszą. Niekiedy nawet zapominają, że mają język w buzi. Może zatem choć jeden z nich popisałby się odrobiną elokwencji i zadał choć jedno mądre i właściwe pytanie? Próżno by czekać. Ta profesja bardzo się zmieniła.

Dziennikarze nie zadają dzisiaj pytań, są raczej zainteresowani wypowiadaniem własnych opinii i poglądów. Dziennikarze dzisiaj wprawdzie tworzą atmosferę gorącej rozmowy z zaproszonym gościem/gośćmi, ale niegrzecznie ich popędzają tłumacząc się ograniczeniem czasowym, przerywają im wypowiedzi w pół zdania. Wręcz ich zagadują i zakrzykują. Taki mamy dzisiaj "nowoczesny" wzór polskiego dziennikarstwa. Kiedyś takie zachowania były nie do pomyślenia. Gdy dziennikarz odpytywał gościa, po jego zachowaniu nie można było się zorientować, jakie ma poglądy. Skała.

Kiedyś dziennikarz zadawał pytanie i grzecznie czekał na wypowiedź gościa. Nie przerywał mu, nie przekrzykiwał go, nie traktował z góry, ale inteligentnie przez dopytywanie, zmuszał gościa do precyzyjniejszej odpowiedzi, do wyraźnego określenia się w poglądach. Przez co wielokrotnie osiągał sukces, pokazując niedostatki rozmówcy, jego brak wiedzy i niezdecydowanie. Polityk ośmieszał się i na drugi raz starał się być lepiej przygotowanym. Dzisiaj to dziennikarze niejednokrotnie ośmieszają się. Brak kultury osobistej i językowej, brak umiejętności i sprawności, będące jakże cenną podstawą warsztatu, nie tylko dziennikarskiego. 

Brak takiego warsztatu to również domena polityków. Wypowiadają się na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia. A propos zielonego, weźmy na tapetę Klimat. Sytuacja dzisiaj jest o wiele gorsza, niż to przewidywano lata temu. Klimatolodzy nie mają złudzeń. Ostrzegali o szybkich zmianach i zagrożeniach związanych z tymi zmianami i ostrzegają dzisiaj. Co jeszcze tak niedawno mieli do powiedzenia politycy?

Prezydent Andrzej Duda, człowiek, który wciąż się uczy:

"Ja nie wiem na ile w rzeczywistości człowiek przyczynia się do zmian klimatycznych. Głosy naukowców są bardzo różne. Wiemy doskonale o tym, że mamy do czynienia ze skrajnościami. Zmiany klimatu były w historii świata. Były bardzo różne te klimaty od epok lodowcowych aż po epoki, kiedy mieliśmy na naszych ziemiach klimat tropikalny. Było różnie. Jakie były tego przyczyny? Naturalne, bo nie było wtedy człowieka na świecie. Jak myślę, że płacimy za „globalne ocieplenie” i popatrzę za okno to mnie trafia szlag"

Henryk Kowalczyk, ówczesny minister środowiska:

"Na pewne [czynniki] działania człowieka wpływają, ale tak naprawdę na ile, w ilu procentach wpływają na to, to my chyba nie wiemy. Dlatego że oprócz działalności człowieka jest wiele innych zjawisk naturalnych, które powodują emisję dwutlenku węgla, to są choćby wybuchy wulkanów i wiele innych rzeczy"

Anna Zalewska, ówczesna minister edukacji:

"Tak naprawdę globalnego ocieplenia nie ma, ponieważ na Arktyce lód powinien topnieć, a przybywa. Dlaczego mówią nam inaczej? Bo to kosmiczna kasa, ekolodzy takie pieniądze zarabiają na tym ociepleniu"

Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości:

"CO2 to dwutlenek węgla, czyli „trujący” gaz, który każdy z nas pije w wodzie mineralnej albo w pepsi. I z nim walczy Unia Europejska"

Jarosław Kaczyński, znawca:

"No weźmy, proszę państwa, sprawę CO2 i tego pakietu klimatycznego. Co to jest? Ktoś, kto próbuje wmawiać, że to ma jakieś znaczenie dla klimatu, jest po prostu śmiechu warty. Bo po pierwsze nie ma najmniejszych dowodów, że to w ogóle wszystko razem ma jakiekolwiek znaczenie dla klimatu, a raczej jest bardzo wiele dowodów na to, że nie ma"

Krzysztof Tchórzewski, ówczesny minister energii:

"Możemy powiedzieć, że tego CO2, żeby nasze rośliny, drzewa i tak dalej mogły dobrze się rozwijać i rosnąć to w Polsce jednak potrzeba sporo. To właśnie natura o tym decyduje".

Nasi milusińscy ochoczo wypowiadają się nie tylko na tematy klimatyczne. Używają języka w swoim stylu, zgodnie ze stanem swojej wiedzy i na każdy temat. Wychodzą z tego niezłe łamańce, bo parcie na szkło, niestety, robi swoje. No i co tu jeszcze dodać? Nic. Nie będę psuła efektu. Każdy dzień przynosi jakąś niespodziankę. Jak się już uśmiejecie, sami oceńcie wąskie horyzonty myślowe naszych wybrańców. Sami oceńcie polszczyznę i manierę dziennikarzy, którzy nie zadają właściwych pytań, bo zwyczajnie nie wiedzą o co pytać. Oceńcie też tych Polaków, którzy w większości nie wiedzą, na czym polega związek przyczynowo - skutkowy. 

Nie wiedzą i tak sobie siedzą w tych swoich wąskich horyzontach i nie wyściubiają poza nie nosa. Codziennie doświadczamy tych dziwności. I nikt nie pomyśli, w jakim stopniu te dziwności nam szkodzą, jak szybko utrwalają i jak szybko stają się normą. Właściwych pytań wciąż nie słychać. Chyba wyginęły jak onegdaj dinozaury.


Obrazy: *YouTube *Internet *Polszczyzna.pl

sobota, 3 lutego 2024

P A S K U D A

Jak sama nazwa wskazuje, paskuda jest paskudą i tyle. Zawsze będzie brzydactwem i pokręconym życiowo kalectwem. Tak się składa, że nikt paskudy nie lubi i nikt z paskudą się nie przyjaźni. A jeżeli ktoś zmuszony jest zadawać się z paskudą w taki czy inny sposób, z takiego czy innego powodu, jeżeli zmuszony jest być jej wiernym i lojalnym, jeżeli do tego udaje przyjaźń, to czyni tak tylko ze strachu przed paskudą, by ta nie zrobiła jakiejś krzywdy np. za niesubordynację czy inne jakieś drobne przewiny. Paskuda jest ohydnym indywiduum, a jej paskudność przekracza wszelką skalę porównawczą. Dlatego najlepiej nie zadawać się z paskudą. Nigdy.

W każdej szerokości geograficznej jest wiele paskud. Okazuje się, że jedna groźniejsza od drugiej. Im bardziej doświadczona paskuda, im więcej ma kasy i wrednych zabawek do wykorzystania, tym bardziej jest niebezpieczna dla otoczenia. Tym bardziej, że taka paskuda całe swoje życie skupia się na jednym, na niszczeniu wszystkiego co staje jej na drodze. Bezwzględnie przeszkodę pokonuje, albo wykorzystuje. Paskuda nie ogląda się za siebie, prze do przodu zdobywając cel po celu. Jak czegoś nie może zdobyć, robi wszystko, by to zniszczyć. Ideologią i myślą przewodnią paskudy jest walka.

Potrafi przyszłościowo myśleć i planować, po mistrzowsku prowokować, a jak trafi się jej jakieś bezmyślne draństwo, potrafi nim pokierować tak, by draństwo posłusznie wykonywało polecenia, nawet te najgorszego rodzaju. Pakuda ma zdolność przyciągania podobnych charakterem do siebie poczwar różnorakiej płci. Jednakże pod warunkiem, żeby taka jedna z drugą poczwara, była głupsza od paskudy, bo paskuda nie znosi mądrzejszych od siebie. Gdy paskuda nazbiera tego tałatajstwa odpowiednią ilość, zarządza nim na modłę mafijną. 

Jest więc tatulo chrzestny, który twardą brudną łapą rządzi do bólu wiernymi, posłusznymi, lojalnymi , koniecznie/najlepiej z niedoborem umysłowym, poczwarami/żołnierzami, przeznaczonymi do brudnej roboty. Paskuda rządzi nimi metodą kija i marchewki. Sprawdza się za każdym razem, żadna poczwara nie podskoczy, a nagradzana macha ogonem zadowolona. Paskuda, jak każda szanująca się paskuda, broni zajadle swojego terytorium i do krwi ostatniej swoich żołnierzy. Nawet jak jakaś bitwa bywa przegrywana, znajduje się poczwara, która poświęca życie dla dobra paskudy.

Bezczelność okazywana wobec poddanych/wyznawców przychodzi paskudzie z łatwością, ponieważ paskuda nie zna czegoś takiego, jak sprawiedliwość czy prawo. Dla paskudy to obce określenia, które powinny być na zawsze wykreślone ze słownika. Gdy jakaś poczwara wyjątkowo zasłuży się paskudzie i "niechcący" trafia do paki, w nagrodę obwoływana jest krystalicznie uczciwą poczwarą i ułaskawiona przez paskudowego domowego pieska, dostaje dodatkowy bonus, robotę na salonach za granicami rodzimego grajdoła. Ale nie tylko chadza tam po korytarzach w garniturach, ma obserwować i nadstawiać ucha.

Bo paskuda ma o wszystkim wiedzieć. I wie o wszystkim, jak na szanowaną paskudę przystało. Wie o korupcjach jakie szerzą się wśród poczwar ciut niższego hierarchicznego rzędu. Wie o machlojkach i innych przewałach jakie dokonują poczwary szlachetniejszego pochodzenia. Paskudowe zezwolenie na powiększanie swojego bajora ma każda poczwara, pod warunkiem, że będzie się dzieliła zyskiem. Takie są wymagania w każdej organizacji mafijnej. Więc żadna poczwara nie podskakuje. Płaci aż miło. Sielanka bez znaczących przeszkód trwa latami. 

Paskuda poszerza swoje włości, poczwary się bogacą, drobne robactwo na nich pracuje i podszyte strachem udaje, że nie widzi bezczelnego wyzysku. Udaje też, że nie widzi, jak paskuda z poczwarami, praworządny niegdyś grajdoł przemieniła w "błotne cudo" na wzór i podobieństwo wyimaginowanej paskudowej idei. Część poddanego drobnego robactwa przystała na nowe warunki bez szemrania, a część zbuntowała się i przeszła w głębsze warstwy podziemia, gdzie przygotowywała bunt, pragnąc powrotu starego porządku. 

Z czasem potworzyły się mniejsze frakcje robactwa, ale dalej wspólnie marzono o świetlanej przyszłości. I wreszcie nastał oczekiwany dzień. Siły zjednoczonego drobnego robactwa natarły na wojsko paskudy z siłą wodospadu. Ochotników było co niemiara. Frekwencja przeszła oczekiwania i za pomocą pokojowego ruszenia, drobne zjednoczone robactwo przejęło znakomitą większość grajdoła. Paskuda i jej poczwary zmuszone do oddania władzy, podkuliły ogony i schowały się w nowogrodzkim schronie, do którego drobne robactwo nigdy nie miało wstępu. 

Tam w oddaleniu licho jednak nie spało. Wściekła paskuda nie chce dać za wygraną i już snuje wredne plany przeciwko buntownikom. A wśród buntowników praca wre. Realizują swój wymarzony powrót do starego porządku. W ich świecie zaczęła się żmudna, wieloletnia praca u podstaw umiłowanej praworządności. Mędrcy, którzy na grajdołowych potyczkach zęby zjedli doradzają, by broń boże nie lekceważyć paskudy. Ponieważ ma rzesze swoich wiernych wyznawców i lojalnych żołnierzy, liczących na lepsze czasy. Czyli ma wciąż liczące się poparcie. 

Skoro jednak udało się przejąć władzę bez rozlewu krwi, może udałoby się przekonać i przekabacić na swoją stronę, choćby część paskudowych lojalsów. W jaki sposób? Mędrcy doradzają, że do lojalsów przemówiłoby pokazanie wszystkich przekrętów finansowych jeden po drugim, jakich dopuściły się przyboczne poczwary paskudy. A uzbierało się tego nie mało. Ponieważ kasa zawsze stanowiła największą wartość dla biednego robactwa, może udałoby się jakimś cudem uszczuplić paskudowe zastępy wyznawców. 

A idąc dalej w tych odważnych w istocie rozważaniach, może udałoby się doprowadzić nie tylko do całkowitej delegalizacji paskudowej mafii, ale do wywiezienia taczką na daleki poza grajdołowy śmietnik samą paskudę? Tak czy siak, nasza przegrana paskuda kisi się na razie we własnym przegranym sosie. A tak chciała dorównać innym światowym paskudom, bardziej wredniejszym i bardziej rządnym władzy. Nie udało się. Tym razem.

Jak myślicie Drodzy Czytelnicy, jakie będzie zakończenie tej sobotniej opowieści, która dopiero co się zaczęła? I czy w ogóle, jak to w ekstremalnych fantastycznych opowieściach, jakieś będzie?


Obraz: *Pixabay 

czwartek, 1 lutego 2024

L E W I C A... jest czy jej nie ma?

Pan przewodniczący Czarzasty zakomunikował po wyborach, że po 18 latach Lewica wróciła do rządzenia. Owszem, bo w skład Rady Ministrów weszło kilku jej przedstawicieli, a wice marszałkinią Senatu została Magdalena Biejat, współprzewodnicząca partii Razem. Jeżeli wziąć ten fakt pod uwagę, to pan przewodniczący powiedział prawdę. Ale... od zaprzysiężenia nowego rządu mija półtora miesiąca, widać ruch w poszczególnych ministerstwach, a na konferencjach prasowych dowiadujemy się, że nowi ministrowie wzięli się do roboty. W tym tłumie nie widać jakoś za często przedstawicieli Lewicy. 

A gdy już występują przed kamerami, słyszę zapewnienia, że taką czy inną sprawę będą bronić jak niepodległości, mimo stanowiska całego rządu. Tak to wyglądało na jednej z konferencji Katarzyny Kotuli, ministry ds. równości, która zapewniała, że Lewica nie zgodzi się na stary kompromis w sprawie aborcji, czyli nie zgodzi się na tzw. półśrodek - legalność aborcji do 12 tygodnia ciąży. Lewica z przekonaniem godnym lepszej sprawy, chce całkowitej legalności bez żadnych zastrzeżeń ani obostrzeń. Jak ostatecznie będzie zobaczymy. To jeden z przykładów, jakimi ta partia zajmuje się od zawsze.

Kto śledzi poczynania ludzi Lewicy, wie, że sztandarowymi tematami są tematy emerytalne, kobiece, zdrowotne, dotyczące rodziny, równości, praw kobiet, i.t.d. Odkąd się pojawiła na polskiej scenie politycznej, przypisuje się jej współudział w budowie społeczeństwa na wzór zachodnioeuropejski, zwracając uwagę na kulturę, obyczaje i świadomość. Partia ta miała na swoim koncie sukcesy i wpisała się trwale na kartach Historii. Lecz czas mijał, a wraz z nim zmieniał się świat. Stary system wartości musiał dotrzymać kroku rozpędzającej się cywilizacji i zwracać uwagę na nowe potrzeby społeczeństw. 

Minął XX wiek i zaczął się XXI, a społeczeństwa wcale nie stały się szczęśliwsze, bo wciąż politycy nie potrafią skutecznie rozwiązywać żywotnych i bytowych problemów obywateli. Wciąż Polska, niby taki nowoczesny kraj, a ma problem z biedą, ubóstwem, patologiami, dysproporcją finansową czy z równością. Zamiast im zapobiec, zadziało się odwrotnie, problemy te przybrały na jeszcze większej sile, eskalowała nierówność i niesprawiedliwość. Rozumiem, że swego czasu, z powodu bardzo poważnych wydarzeń historycznych, staliśmy się na długo krajem opóźnionym, pod każdym względem, jednak te czasy minęły.

Tak jak wtedy Lewica nie miała łatwo, tak teraz ma warunki, okazję i szerokie możliwości do działania. Działa, ale jakby z marnym skutkiem dla siebie samej. Jej przekonania i lewicowe hasła, mające kiedyś wpływ na politykę, kulturę, literaturę i sztukę, dzisiaj w szerszym tego słowa znaczeniu, ze swoimi orientacjami i innymi odcieniami lewicowymi, ginie w tłumie innych partii, ich przekonań i odcieni . Jej liderzy blado wypadają na tle tych z konkurencji. Lewica moim zdaniem przestała być atrakcyjna. Nie ma już tej siły przebicia, co kiedyś. Może dlatego, że wciąż powiela swoje stare hasła, wciąż trzyma się utartych starych schematów?

Mam wrażenie, że dzisiejsza Lewica zbyt powoli dostosowuje się do zmiennej rzeczywistości. A w niektórych tematach wręcz stoi w miejscu. Kiedyś lewicowiec występował np. przeciwko przywilejom zbyt chętnie przyznawanym bogaczom, czy przeciwko autorytarnemu systemowi władzy. Teraz jest podobnie, występuje przeciwko wszelkim niesprawiedliwościom, ale na tym koniec. Dużo gadania, zero działania. Kiedyś rządziła partia SLD, pamiętacie? Rządząc głosiła takie same hasła jakie głosi dzisiaj Nowa Lewica. Ideologię polityczną miała podobną do dzisiejszej. Członków miała ok. 40 tysięcy.

Nowa Lewica, z dwoma współprzewodniczącymi, poszerzona o zagadnienia kilku mniejszych partii (Zieloni, Wiosna, Razem, Młodzieżówka), ma o połowę mniej członków. Mimo rozwiniętego i nowoczesnego rynku medialnego, zapewniając o nowej energii do działania, o zaangażowaniu, o odpowiedzialności, nowych pomysłach i o nowym zasobie ludzkim, ma o wiele słabszy przekaz. 

"Zamykamy etap, w którym było zbyt dużo słów, które nie łączyły, a dzieliły. Tworzymy wspólną rodzinę lewicową. Nie po to, byśmy byli silni legitymacjami partyjnymi. By Polkom i Polakom żyło się lepiej w ich ojczyźnie - po to się łączymy". - nie tak dawne słowa Roberta Biedronia. 

Znam te słowa z przeszłości, tylko kto inny je wypowiadał. Poznaliśmy też ambicje nowej partii. Chciała rządzić, mieć większość parlamentarną na poziomie 231 posłów i budować "nowoczesne, postępowe państwo dobrobytu". Temu życzeniu wtórowała niszowa partia Razem A. Zandberga, zapewniająca, że ma zbieżne interesy i poglądy, że hołduje podobnym wartościom. Zdaję sobie też sprawę z tego, że partie lewicowe są ważną składową demokracji, jednak nie są jedyne na arenie politycznej. Groźnym konkurentem dla Czarzastego i Biedronia jest Tusk, Hołownia i Kosiniak-Kamysz. Chętnie przytuliliby lewicowych wyborców.

Ogłoszenie premiera D. Tuska dot. chęci oddzielnego startowania w wyborach samorządowych bez Lewicy, świadczy o próbie sprawdzenia się, ile można wygrać i czy w ogóle można wygrać w pojedynkę władzę w samorządach. Nadrabiając miną, Lewica zapewnia Polaków, że nic takiego się nie stało. Jest gotowa sama iść do wyborów. Czy to dobra decyzja? Czy nie zauważa, że jest dzisiaj własnym cieniem? Że samodzielnie może nie dać rady takiemu wyzwaniu? Przykład wyborów z 15 października udowadnia jasno, że siła w drużynie, a nie w pojedynczej wycieczce.

Jeżeli liderzy Lewicy będą potulnie pozwalali swoim konkurentom na marginalizowanie ich roli w polskiej polityce, to ich parlamentarna i senacka przygoda skończy się szybciej niż myślą. Potrzebują większej determinacji w budowaniu swojego znaczenia. Potrzebują nowych pomysłów na już. A ich żywotną wręcz potrzebą jest bezpośredni kontakt z wyborcami w terenie, twarzą w twarz, a nie tylko przez mały ekran TV i media społecznościowe. W ten sposób nic nie osiągną.

W moim mniemaniu, Lewica wciąż popełnia te same błędy. Traci poprzez to elektorat, znaczenie i jak tak dalej pójdzie, być może znowu na długie lata może trafić poza politykę. Czy tego by chcieli ambitni jej liderzy? Czy tego chcieliby ich wyborcy? Nie sądzę. Wszak na szali stoi m.in. cały dorobek tej partii. 


Obrazy: *Gazeta Prawna *Rzeczpospolita