niedziela, 13 października 2024

Co Ty wiesz o demokracji prezesie?


Co Ty prezesie możesz wiedzieć o demokracji? Skoro całe swoje polityczne życie deptasz ją i zmuszasz głupich zwolenników, by to samo robili. Odkąd wziąłeś się za politykę, od samego początku pragniesz tylko jednego - władzy. Czekałeś na nią 30 lat i kiedy wreszcie ją zdobyłeś, zaślepiony zmarnowałeś szansę na dobre jej wykorzystanie, w dobrym tego słowa znaczeniu. Wolałeś zadbać o własne żoliborskie e g o niż o dobro państwa i jego obywateli. Wolałeś egoistycznie i w pojedynkę pławić się we władzy, niż sumiennie wykonywać obowiązki wobec narodu polskiego. Wolałeś budować wyimaginowaną suwerenność państwa, niż strzec tej prawdziwej. Wolałeś pilnować własnego interesu i pomyślności własnej partii, niż interesu i pomyślności Naszej Najjaśniejszej.

Wolałeś zniszczyć prawa Konstytucji RP, niż ich przestrzegać. Wolałeś podporządkować sobie jednemu Trybunał Konstytucyjny, wolałeś zrobić z niego własną marionetkę, by nią dyrygować, niż żeby jako najważniejszy i najwyższy organ praworządności spełniał swoje zadania. Wywiesiłeś na swoich sztandarach hasła "zawsze za Polską", "za patriotyzmem", "za prawami", "za praworządnością", a sam łamiesz ich idee. Taki z ciebie Polak.

Taki właśnie z ciebie Polak prezesie, taki z ciebie patriota, taki z ciebie praworządny obywatel, jakże marnej maści przebierańcem przez te lata okazałeś się być i jesteś. Żadna z ciebie elita partyjna, tym bardziej żadna elita narodowa. Raczej marna jej podróbka. Jestem przekonana, że mówiłeś prezesie o SOBIE. Wymawiając słowo >elita< zawsze chciałeś i nadal chcesz wyróżnić się na tle "gorszego sortu". Wymawiając słowo >elita< i inne, święcie w nie wierzyłeś i wierzysz. Serio? Taka ma być polska elita? Bandą bezczelnych i aroganckich złodziei łupiących Polskę ile się da kolejny raz i z jeszcze bardziej zdwojoną siłą? Bandą łamiących innym kręgosłupy moralne ze słowami, że "Polska jest najważniejsza"? Serio? Taka ma być Polska wg ciebie prezesie? Tak rozumiesz słowo >elita<? 

Dla kogo Polska ma być najważniejsza? Odpowiesz Polakom?

I dalej, śmiesz mówić Polakom prosto w oczy, że "została zaatakowana nasza demokracja, zostały zaatakowane wszelkie reguły naszej praworządności, została zaatakowana sfera praw człowieka, zostały zaatakowane prawa pracownicze i instytucje, które tworzą w Polsce, zgodnie z konstytucją, pewną równowagę polityczną między władzami".(…) Powiedziałeś dalej, że "zaatakowane zostało także bezpieczeństwo obywateli i całego narodu".

Zatem pozwolisz, że parę rzeczy wypunktuję:

1. To nasza Polaków demokracja została zaatakowana, ale przez ciebie. Atakowałeś ją i próbowałeś zniszczyć przez osiem lat sprawowania władzy absolutnej, jaka ci się przydarzyła decyzją zwolenników. 

2. To nasze Polaków reguły praworządności zostały zaatakowane przez ciebie i twoich ludzi, zwabionych mamoną i słodkimi fructami, jakie rozdawałeś im na prawo i lewo.

3. To nasze prawa człowieka zostały zaatakowane przez ciebie, bo nie mogłeś znieść wolności słowa i wolności obyczajów. Nękałeś i rękami sowicie opłacanych oprawców ziobrystów chciałeś zniszczyć każde środowisko niechętne tobie, kulturalne, pracownicze, instytucjonalne. Doprowadziło to do zachwiania równowagi politycznej między władzami, jak sam to przyznałeś. To tylko i wyłącznie twoje dzieło.

4. I tak, zostało zaatakowane bezpieczeństwo Polaków i państwa polskiego, ale to ty doprowadziłeś do tego zachwiania poprzez skłócenie się ze strategicznymi geopolitycznie sąsiadami. Ty i twoi ludzie pluliście na Unię Europejską, szczególnie na Niemcy niszcząc tym samym sojusze i wpychając nas w łapy Putina. Taki z ciebie Polak i patriota. Aż klawiatura mi się trzęsie z oburzenia gdy to piszę.


Nie cierpisz obecnej władzy, rządów Koalicji 15X i personalnie Donalda Tuska. Zarzucasz tej władzy siłowe przejęcie państwa. I kto to mówi? Człowiek, który właśnie dopuścił się tych czynów. Zarzucasz innym zbrodnie, których sam jesteś prezesie autorem i wykonawcą. Nie podoba ci się, że ta władza chce naprawić to, co ty zepsułeś, co ty zniszczyłeś. Oburzasz się, że Donald Tusk oskarża ciebie o plagiat rządów Hitlera. A kto jak nie ty szedł właśnie tą drogą? To nie Donald Tusk przekroczył próg "jakiegokolwiek racjonalnego myślenia", to twoje słowa. To ty go przekroczyłeś i to wielokrotnie. I to nie my jesteśmy "zduraczeni", tylko ty myśląc tak o Polakach, którzy nie popierali twojej skrzywionej ideologii i nigdy jej nie poprą.


1. Powołujesz się na bycie prawdziwym Polakiem, a co to znaczy według ciebie?

2. Powołujesz się na patriotyzm, którego znaczenia sam nigdy nie zrozumiałeś.

3. Powołujesz się na Boga Honor i Ojczyznę, a sam plamisz imię Boga, Honor i Ojczyznę.

4. Zarzucasz innym przekręcanie Historii, a kto jak nie ty bezczelnie zmienia jej fakty tak, by pasowała wyłącznie do twojej ideologii.


Masz za sobą osiem bardzo tłustych lat rządzenia. Zestarzałeś się na fotelu prezesa i zestarzeli się razem z tobą najbliżsi ci zausznicy. Tak się złożyło, że twoja partia stała się funduszem emerytalnym dla wypaczonych intelektualnie dziadersów, łącznie z tobą. 

Masz w swoim gronie wyłącznie skompromitowanych nieudaczników, którym w normalnym życiu nigdy nie powiodło by się tak, jak powiodło się w polskim Parlamencie. Zasiedzieli się w nim. Przyrośli do ław poselskich, senackich i innych instytucjonalnych. 

Zachłysnęli się władzą i kasą, jaką daje ta władza. A mimo to niektórzy narzekają na ciebie, że doprowadziłeś do jej utracenia. Już w ciebie nie wierzą, tak jak kiedyś wierzyli. Pozwalają ci dalej siać swoją ideologiczną propagandę, ale nie mogą strawić, że już nic nie znaczą.

Tak, właśnie na własnej skórze przekonujesz się prezesie, co znaczy łaska współpracownika, niezadowolonego działacza, czy zbyt ambitnego konkurenta wewnątrz partyjnego. Jeszcze się ciebie boją, ale poza twoimi plecami odgrażają się. 

Co z tego, że wchłonąłeś ziobrystów. Za jakiś czas przekonasz się do czego są zdolni, by przejąć po tobie partię i władzę. Tego ci życzę. 

Dziwię się, że na tak skompromitowaną partię, na tak zdziwaczałego faceta oddaje swój głos plus minus 30% wyborców. Ciesz się póki możesz, bowiem mimo ostatnich niepowodzeń/porażek, wciąż trwacie. Jest na was zapotrzebowanie, ale pamiętaj, taki jest Polak, patrzy w te stronę, z której więcej mamony poleci. I wciąż z uporem maniaka pocieszacie się słowem - >jeśli<. 

Jeśli wasz kandydat wygra prezydenturę. Jeśli wy zdobędziecie władzę w przyszłych wyborach. Jeśli TO, jeśli TAMTO. Pocieszajcie się tak dalej. Jedno musisz wiedzieć na pewno prezesie, że dobrze to już było.

Mędrcy od wieków wiedzą, że na każdą truciznę zawsze znajduje się lekarstwo.

I na koniec jedno mnie ciekawi, czy ta jedność partii, o którą walczysz prezesie latami, utrzyma się, zważywszy, że niektórzy twoi chłopcy politycznie już dorośli i chcą teraz za wszelką cenę podziałać na własny rachunek.


Obraz: *Internet 

sobota, 12 października 2024

Tymczasem głos Andrzeja Stankiewicza. . .


… pana redaktora ONETU, który uznał, że: 

"Tusk jest sceptyczny. Boi się o wybory prezydenckie.

Nie będzie jednego kandydata koalicji na prezydenta. A zatem kandydatka Lewicy wkrótce skoczy do gardła reprezentantowi Trzeciej Drogi, który będzie się odcinał od faworyta z Platformy.

Donald Tusk nie zakłada, że wybory to formalność i kandydat Koalicji Obywatelskiej w cuglach pokona wybrańca Jarosława Kaczyńskiego. Na pierwszy rzut oka jest faworytem, bo dziś sytuacja jest drastycznie odmienna od 2020 r., gdy PiS kontrolowało całe państwo i wszelkimi metodami wspomagało w kampanii Andrzeja Dudę.

Przede wszystkim PiS już nie ma we władaniu TVP, przez co siła propagandy płynącej z Nowogrodzkiej znacznie osłabła. Po wtóre, PiS nie ma dobrego kandydata, a prezesowska selekcja jest coraz bardziej desperacka. Po trzecie wreszcie, w wyniku decyzji Państwowej Komisji Wyborczej na kampanię PiS nie będzie mieć pieniędzy – a potrzeba, lekko licząc 40 mln zł.

Czemu zatem Tusk jest sceptyczny? Badania zamówione przez otoczenie premiera pokazują, że zwolennicy obecnej władzy są rozgoryczeni niezrealizowanymi obietnicami, brakiem skutecznych rozliczeń PiS oraz kłótniami w koalicji. W tej sytuacji mobilizować ich może głównie strach przed “Kaczorem” – a to wciąż w nich żywe. Prezydent Kaczyńskiego na pewno na początku kadencji byłby dla rządu znacznie gorszym przeciwnikiem niż kończący swe urzędowanie Andrzej Duda.

Ale Tusk ma także merytoryczne argumenty, by zachować ostrożność. Brak TVP? Przez lata PiS rozbudowało sieć internetowych trollowni, a kampania w internecie będzie równie ważna, jeśli nie ważniejsza, od telewizyjnej. Brak kandydata? Wyznawcy PiS, a prawie wszyscy wyborcy PiS to wyznawcy, bezkrytycznie i z entuzjazmem zagłosują za każdym kandydatem prezesa, nawet takim, którego dziś nie znają.

Tusk i sztabowcy KO zakładają, że Kaczyński postawi na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Karola Nawrockiego. Zanosi się na głębokie grzebanie w jego życiorysie i poszukiwanie związków z szemranymi środowiskami – bo pan prezes ma zdumiewającą słabość do gangusów. Ale trudno sobie wyobrazić coś, co zablokuje wejście kandydata PiS do drugiej tury. A druga tura to zupełnie nowa sytuacja – skrajna polaryzacja plus przepływy wyborców od przegranych w turze pierwszej. 

Największy kłopot PiS to pieniądze, co przyznają politycy z wierchuszki partii. Podczas badania rozliczeń wyborczych Państwowa Komisja Wyborcza zabrała PiS część budżetowych pieniędzy jako karę za to, że w 2023 r. partia nielegalnie wykorzystywała środki z publicznych instytucji na swą kampanię.

Co więcej, PKW zapowiedziała zabranie PiS wszystkich pieniędzy przy okazji badania rozliczeń rocznych partii, które zaraz powinno ruszyć. Tusk i jego otoczenie są jednak przekonani, że PiS tak wiele pieniędzy przekazało prawicowym i kościelnym organizacjom oraz zaprzyjaźnionym biznesmenom, że to dobro teraz wróci.

Poza tym w PKW doszło do konfliktu i odebranie PiS wszystkich pieniędzy nie jest już takie pewne. Ba, nawet pierwsza decyzja o odebraniu części pieniędzy może się nie utrzymać, bo PiS zaskarżyło ją do Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, gdzie zasiadają neosędziowie, z których część wspiera ekipę Kaczyńskiego. Co się stanie, jeśli Izba Kontroli wyrzuci decyzję PKW do kosza? 

Do tej pory w obozie władzy panowała wstępna zgoda, że minister finansów Andrzej Domański – zaufany Tuska – przypomni wówczas, że wedle orzeczeń europejskich sądów Izba Kontroli jest nielegalna, więc jej decyzji władza nie uznaje i pieniędzy nie wypłaca. Ale teraz premier już nie jest taki zdecydowany. Chce uniknąć wrażenia, że wschodnim zwyczajem chce zagłodzić opozycję, a tak to będzie wyglądać z perspektywy Brukseli, a nade wszystko Waszyngtonu.

Władza miałaby większe szanse, gdyby wystawiła jednego kandydata. Tyle że moi rozmówcy na szczycie koalicji twierdzą, że to nigdy nie było możliwe. Głównym hamulcowym jest Szymon Hołownia, który byłby gotów negocjować wystawienie wspólnego kandydata przy nienegocjowalnym założeniu, że tym kandydatem jest on sam. Otoczenie Tuska jest przekonane, że Hołownia wystartuje bez względu na wszystko. W tej sytuacji Lewica także wystawi swoją kandydatkę. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wie, że nie ma szans, ale start traktuje jako początek operacji przejęcia władzy na Lewicy po Włodzimierzu Czarzastym i Robercie Biedroniu.

Wygląda na to, że kandydatem Koalicji Obywatelskiej będzie jednak Rafał Trzaskowski. Kandydowanie Tuska – jak słyszę – nie wchodzi w grę. Badania mają pokazywać, że premier mógłby przegrać z kandydatem PiS w drugiej turze – a nie może sobie na to pozwolić.

Inna rzecz, że Tusk po prostu uznał, że bez niego cały ten koalicyjny kram po prostu się rozsypie".


Obraz: *Internet 

. . . i głos Leszka Millera


… który swoim zwyczajem nie owija w bawełnę:

"Jest pokusa, żeby ignorować i machać ręką na wszystko co mówi Jarosław Kaczyński.

Nie jestem zwolennikiem tej tezy. Nie powinno lekceważyć się niczego co oświadcza dyktator. Jego zapowiedzi trzeba traktować poważnie. Rzecz jasna większość z tego co zapowiada Kaczyński wymagałoby zmian w konstytucji. Prezes PiS mówi o tym otwarcie twierdząc, że potrzebny jest nowy akt zasadniczy, być może zastępczy, który obowiązywałby do momentu uzyskania większości dwóch trzecich głosów niezbędnych do uchwalenia nowego dokumentu. Jeśli Kaczyński przejąłby pełnię władzy nie zważałby na obecną konstytucję. Tworzyłby nową praktykę rządzenia, którą później zalegalizowałby w nowej ustawie zasadniczej. Sekunduje mu minister Przemysław Czarnek który oświadczył, że po zwycięstwie w wyborach prezydenckich PiS nie będzie czekał na wybory parlamentarne, ale od razu przejmie władzę. Pachnie to puczem.

W Polsce międzywojennej mieliśmy dwa zamachy stanu: krwawy przewrót Piłsudskiego oraz nieudany i niemal groteskowy pucz pułkownika Januszajtisa. Płk. Marian Januszajtis-Żegota i książę Eustachy Sapieha próbowali przejąć władzę na początku stycznia 1919 roku. Ich działania zakończyły się fiaskiem, a Piłsudski po zbesztaniu spiskowców kazał im wrócić do domów. Warto zastanowić się czy ewentualny pucz Kaczyńskiego byłby w stylu Januszajtisa czy w stylu Piłsudskiego. Wszystko zależałoby od postawy wojska i służb bezpieczeństwa. Sądząc po wypowiedziach niektórych generałów, idee Kaczyńskiego mają dyskretne przyzwolenie. Mam na myśli niedawną wypowiedź generała Kukuły. Szef sztabu generalnego został wypromowany przez „pisowski trójkąt bermudzki”, czyli Macierewicza, Błaszczaka i Dudę.

Czterogwiazdkowy generał zawdzięcza im swoją pozycję, co może mieć kluczowe znaczenie w sytuacji wymagającej najwyższej lojalności. Wielokrotnie mówiłem, że nadszedł czas, aby obecny rząd przestał cackać się z Andrzejem Dudą. Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że prezydent zrobi wszystko, żeby udusić gabinet Tuska. Będzie gryzł, kopał, odbierał tlen i potęgował chaos, który ogranicza poparcie dla obecnego gabinetu.

Przestać cackać się z Dudą to znaczy dosłowne i ścisłe trzymanie się przepisów konstytucji. Ustawa zasadnicza stanowi bowiem, że Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej, a prezydent zwłaszcza w zakresie polityki zagranicznej co najwyżej współdziała z prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem. Nie ma tu nic niejasnego. Decyzje dotyczące polityki wewnętrznej i zagranicznej należą do rządu, a nie do prezydenta, który nie ma prawa podejmować żadnych działań bez zgody Rady Ministrów.

Premier Tusk popełnił błąd informując, że to Duda będzie reprezentował Polskę na spotkaniu grupy Rammstein. „Ja tego nie kwestionuję” – powiedział. To źle, że premier tego nie kwestionuje, bo to on powinien tam być. Co prawda, spotkanie zostało odwołane wskutek zapowiedzianej absencji prezydenta Bidena, ale problem nadal pozostał. Rzecz jasna premier nie jest w stanie aresztować prezydenta ani uniemożliwić mu wyjazd, ale może uczestniczyć w spotkaniu równolegle. Widziałem takie sytuacje, kiedy na posiedzenia Rady Europejskiej przyjeżdżali prawicowy prezydent i lewicowy premier Francji. Siedzieli na sąsiednich krzesłach, nie odzywali się do siebie, ale premier pilnował, aby prezydent nie reprezentował Francji samodzielnie.

Obecna sytuacja jest wynikiem grzechu pierworodnego jaki popełniono w momencie tworzenia konstytucji. Przyjęto wówczas założenie, że dwugłowa egzekutywa będzie się wzajemnie równoważyć. W pamięci ustawodawców były świeże wspomnienia burzliwej prezydentury Lecha Wałęsy oraz niestabilnych rządów. Nikt jednak nie przewidział, że prezydentem zostanie ktoś taki jak Andrzej Duda, przy którym system konstytucyjny ujawnia swoje największe słabości, prowadząc do ciągłych konfliktów i paraliżu prawnego.

Obecna sytuacja jest wynikiem grzechu pierworodnego jaki popełniono w momencie tworzenia konstytucji. Przyjęto wówczas założenie, że dwugłowa egzekutywa będzie się wzajemnie równoważyć. W pamięci ustawodawców były świeże wspomnienia burzliwej prezydentury Lecha Wałęsy oraz niestabilnych rządów. Nikt jednak nie przewidział, że prezydentem zostanie ktoś taki jak Andrzej Duda, przy którym system konstytucyjny ujawnia swoje największe słabości, prowadząc do ciągłych konfliktów i paraliżu prawnego."


Obraz: *Internet 

M Y gorszy s o r t


Patrząc na powolność rządu Tuska w sprawie rozliczeń władzy PiS, ten GORSZY S O R T społeczeństwa polskiego (wg Kaczyńskiego), za żadne skarby nie może się przyzwyczaić do tego marazmu. Nie wolno nam zrezygnować z obnażania i piętnowania ich grzechów. Nie możemy dopuścić do sytuacji, żeby winni ze Zjednoczonej Prawicy uniknęli kary. Nie możemy dopuścić, by media i środowiska hejterów i trolli sprzyjające PiS i Suwerennej Polsce, latami przez te partie opłacane, bezkarnie i wciąż kierowały pod naszym adresem patologię pisowskiej propagandy. Nie wolno nam biernie przyglądać się temu co wyczyniają. A wyczyniają. Zwierają szeregi, dokonują przegrupowań w swoich partyjnych szeregach, odgrażają się, że gdy znowu dojdą do władzy zrobią ze wszystkim porządek. A na tych, którzy im najbardziej szkodzą, zemszczą się.

I mówią to otwartym tekstem. Nie boją się. Tak nie boi się hydra, której utrącony łeb w nieskończoność odrasta. Dzisiaj, tj. w sobotę 12 października 2024 roku dowiemy się, co postanowili na swoim Kongresie. Czy już mamy się bać? Nie tylko polscy obywatele patrzą na to pisowskie bezhołowie. Patrzy na to Koalicja 15X z Donaldem Tuskiem na czele, dzierżąca w swych rękach potężny społeczny mandat zaufania, otrzymany rok temu. Ale co z tego, skoro połowa Polaków nie jest zadowolonych z dotychczasowego działania tej władzy. Bywają pozytywne opinie, ale jest ich znikomy procent. Przeważają te negatywne, którym nie ma się co dziwić. Widząc jak leniwie podchodzą do swoich obowiązków, jak oportunistycznie traktują własne obietnice złożone nam w czasie kampanii wyborczej 2023 roku, Polacy obawiają się kolejnego zawodu.

Przypominają sobie jak to jest z politykami, którzy starają się dopiero pod koniec kadencji, którzy by nie utracić intratnych miejsc pracy dopiero wtedy robią wszystko, chcąc udowodnić swoim wyborcom jak są uczciwi, kompetentni i wiarygodni. Na te sztuczki można było się nabrać kilka razy. Ale z tym koniec. Ponieważ w grę wchodzi opcja odzyskania władzy przez Zjednoczoną Prawicę, nie wiadomo jak w czasie kolejnych wyborów zachowają się obywatele. Znakomita ich część może wcale nie iść do urn. Z powodu utraty zaufania do polityków, którzy nam COŚ obiecali. To zaufanie decyduje o pójściu do wyborów. Trudne zadanie przed Koalicją 15X, która jak widać nie przejmuje się tym za bardzo. Żyją w tej swojej bezpiecznej bańce, myśląc zapewne, że mają jeszcze czas się wykazać. A tego czasu nie ma.

Co tymczasem robi PiS? Partia, której niby grozi utrata subwencji? Ma głęboko w poważaniu leniwe ruchy robaczkowe rządu D. Tuska. Może sobie na to pozwolić, ponieważ nawet sama Państwowa Komisja Wyborcza hamletyzuje, wyraźnie nie chcąc doprowadzić do ostateczności, czyli do postawienia partii PiS przed groźbą bankructwa. To akurat tej partii nie grozi, ponieważ co zamożniejsi członkowie zmuszeni sypią "ochoczo" kasą i zwolennicy dorzucają też co mogą. A ze strony PKW... cisza. Może cisza przed burzą, której słusznie musi obawiać się prezes partii. Wszak lejce władzy trzyma Donald Tusk. Co ostatecznie postanowi, wie tylko on sam. Polski obywatel nie ma dostępu do kuchni polskiej polityki, nie wie więc, co dzieje się za kurtyną. Polski obywatel dowiaduje się cokolwiek dopiero wtedy, gdy władza zechce uchylić rąbka tajemnicy.

Na razie nic nie wiemy. Wiemy i widzimy za to, że rozliczenie poprzedniej władzy kuleje. Wróbelki tu i tam donoszą nieśmiało, że może to być strategia samego premiera D. Tuska, który może wykonać decydujący ruch tuż przed kampanią prezydencką. Jakie odkryje karty, zobaczymy. Wiadomo wszem i wobec, że tych kart ma całą listę. Jednak nie powinno się zapominać, że J. Kaczyński to sprytny polityk, potrafiący każdą sytuację wykorzystać na swoją korzyść, bez względu na koszty. I chociażby z tego powodu Koalicja 15X musi być bardziej skupiona na tu i teraz. Nie może bez końca zajmować się tylko swoimi wewnętrznymi sprawami. Jest tak zaślepiona, że nie widzi Kaczyńskiego grożącego zamachem na demokrację? Nie widzi jak jawnie i bez żadnych obaw przeprowadza swój kolejny plan odzyskania władzy?

Co jest wami Ludzie? Lewico! Trzecia Drogo! Tu idzie o sprawy państwa i przyszłość Polski! To nie wy jesteśmy pępkiem świata! Marnujecie czas, a tymczasem Kaczyński mobilizuje swoich wyborców! Dobrze wiemy, że potrafi to robić. Potrafi to robić, ponieważ absolutnie każdy ma swoją cenę. Wciąż w Polsce znajdują się tacy, którzy chcą ratować swojego prezesa. Nawet gdyby PiS utracił subwencje i dotacje, są tacy, którzy nie pozwolą, by zniknął z politycznej sceny. Może i trzęsą portkami na Nowogrodzkiej, ale należy pamiętać jedno, że ta partia i ten prezes mają tzw. złodziejskie szczęście. Bowiem zawsze, ale to zawsze spadali na cztery łapy. Bez względu na ciężar afer, których byli i są negatywnymi bohaterami. To są bowiem tego pokroju ludzie, których nie obchodzi reszta świata. Dosłownie.

Mijają lata, a polscy politycy jak zwykle niczego się nie nauczyli, tymczasem świstak siedzi i cierpliwie i niestrudzenie zawija te swoje sreberka.

PS - Dzisiaj 12 października 2024 roku, na trzy dni przed rocznicą wyborów 15 października ub.r. po godzinie 11:00 zaczęła się konwencja Koalicji Obywatelskiej, na której ma dojść m.in. do podsumowania mijającego roku. Czekam na wyniki tego autopodsumowania. Czekam tym niecierpliwiej, ponieważ jak sondaże pokazują, PiS zdecydowanie depcze po piętach KO. Czy jakieś wnioski zostaną wyciągnięte?


Obraz: *Internet 

wtorek, 8 października 2024

(NIE)poprawny f a c e t


 Dawno już o nim nie słyszałam, a tu masz babo placek. Wyciągnęli go z czeluści jego zbyt licznych interesów, i to jak, w kajdanach. Na oczach całej Polski. Zdarzenie to przypomniało mi o człowieku, o którym już zapomniałam. O człowieku, którego raczej nie darzyłam sympatią. Nie darzyłam, ponieważ aż nazbyt starał się wyróżniać z tłumu cokolwiek robił. A robił wiele rzeczy, nawet był politykiem. Jednak głównie zajmował się pomnażaniem pieniędzy, co ostatecznie doprowadziło do jego aresztowania. Wiadomość, że za Janusza Palikota wzięła się prokuratura, przyjęłam obojętnie. Ani on brat dla mnie ani swat. Pomyślałam tylko, że musiał wielu ludziom zaleźć za skórę, skoro do tego doszło. Chłop, któremu na kark włazi sześćdziesiątka, okazał się niepoprawnym facetem. Nieustatkowanym i wciąż ryzykującym.

A jednak utalentowanym, czarującym i przez wielu lubianym facetem. Dał się poznać z dobrej strony (cokolwiek to znaczy) gdy został politykiem. Zauroczył i pociągnął za sobą niezłą gromadę zwolenników, z którymi założył nawet własną partię. Z drugiej strony, jak czas pokazał, odważnie szafował słowem i nie można mu było powierzać żadnych pieniędzy, bo był i jest utracjuszem. A boleśnie przekonali się o tym ci, co się nim zachwycili i się nim zarazili. Krążyli wokół niego jak satelity i pławili się w blasku jego wyjątkowości. Tak tak, był człowiekiem niezwykle wpływowym, działającym na ludzi jak lep na muchy. Podobno sam o sobie myślał, jakim to wielkim intelektualistą jest, jednak był/jest nienachalnie wykształconym filozofem, wróć... sprytnym filozofem. Na tyle sprytnym, by móc przez dłuższy czas utrzymywać się na fali biznesu.

Dawał do zrozumienia otoczeniu, że gdy zajmował się biznesem, był w tej grze najlepszy. Że gdy zajmował się polityką, był jej znawcą i ekspertem. Ot taka sobie mitomania na polskim podwórku. Niby nie zaraźliwa, niby nie szkodliwa. Jednak ślizgająca się na falach wyimaginowanej rzeczywistości. Jego rzeczywistości. Taki to złoty chłopak z Biłgoraja, którego miała podziwiać reszta świata. I podziwiała. Jak się okazało, wielu imponował bogactwem, którym nie wstydził się epatować. Grał światowca, dla którego nie obcy był snobizm, i który wypracował swój własny styl. Budował wokół siebie legendę i nie brał pod uwagę, że może się ona źle dla niego skończyć. Tak jak mierzył wysoko, za wysoko, tak z tej wysokości głośno i z hukiem dzisiaj upada. A Polska ten upadek śledzi.

Śledzi, bo jakże by nie śledzić upadku tak kolorowego gagatka. To jedna strona medalu. Druga to pytanie, czy polska prokuratura podjęciem tej czynności wobec Janusza P. odniosła sukces? Czy raczej się zbłaźniła? To całe skucie go kajdanami i przewożenie go na przesłuchanie w świetle kamer wyglądało na zaplanowany teatr. Co przypomina sprawę Barbary Blidy. Dlaczego go nie wezwano na przesłuchanie? Dlaczego go skuto? Podobno całe wydarzenie przebiegało wbrew Prawu. Nie tylko go źle zatrzymano, ale przejęto korespondencję adwokata z klientem. Adwokat mówi, że korespondencja jest chroniona tajemnicą, a prokurator mówi, że nie jest. Iście ziobrowska zagrywka. Pytanie - czy w ogóle jest coś takiego, jak tajemnica adwokacka? Jest. Bowiem adwokat "zobowiązany jest zachować w tajemnicy oraz zabezpieczyć przed ujawnieniem lub niepożądanym wykorzystaniem wszystko, o czym dowiedział się w związku z wykonywaniem obowiązków zawodowych".

Zatem, adwokackie materiały jakie zgromadził adwokat w czasie swojej pracy, są objęte tajemnicą adwokacką. Co ciekawe, adwokata nie można zwolnić z tajemnicy. Wyjątek "stanowią informacje dotyczące prania pieniędzy i finansowania terroryzmu". Może być również z niej zwolniony, "gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu". I jeszcze - "dochowanie tajemnicy zawodowej jest prawem i obowiązkiem radcy prawnego". O powyższym stanowią stosowne paragrafy. Jednak nic sobie z tego nie robi prokurator. Dodać należy, że tajemnica adwokacka "ma znaczenie konstytucyjne", dlatego jeśli występuje jakakolwiek co do niej wątpliwość, rozstrzygnięcie powinno zostać orzeczone na korzyść ochrony tajemnicy.

Jednak przeciętny zjadacz chleba nie musi znać się na meandrach prawnych, w tym konkretnym przypadku dowiaduje się o sprawie wyłącznie na podstawie słów prokuratury i adwokatów. Jest to jednostronny przekaz, ponieważ opinia publiczna nic o aktach sprawy nie wie. Ostatecznie dociera do nas informacja taka, że pan Palikot zostaje w areszcie, bo nie wpłacił zasądzoną przez sąd asekuracyjnie, kaucji w wysokości miliona złotych. Co oczywiście może się zmienić. Jednakże całościowy obraz wygląda tak, że mamy do czynienia z wielkim chaosem w wymiarze sprawiedliwości. Prokuratorzy sobie, a adwokaci sobie. Która ze stron ma rację? Tego chyba nikt nie wie. Pan Palikot ma pecha, że trafił na moment, kiedy to nowa władza nie ogarnia poziobrowej schedy. 

Bo nawet gdyby sąd w swej łaskawości uznał, że dowód w postaci zdobytych "nielegalnie" nagrań z telefonów jest nielegalny, nie może go odrzucić, bo tak mówi prawo wprowadzone przez Z. Ziobro w 2016 roku. Nazywa się to "owoc z zatrutego drzewa". To Z. Ziobro doprowadził do legalizacji tego stanu rzeczy. I to on uniemożliwił jednocześnie sądowi ich odrzucenie, z powodu nieprawnego pochodzenia. Tym samym doprowadził do niezłego kociokwiku, do prawnego bajzlu na pisowską miarę. Widać gołym okiem, że nie tylko złe przepisy i paragrafy należy zresetować i na nowo je napisać, ale należy również wyprostować złe obyczaje, wprowadzone do polskiego Prawa przez poprzednią władzę. Aktualnie rządzący poruszają się w tym gąszczu jak dzieci we mgle. 

Tak jak niektórzy przeżywają szok w temacie chaosu prawnego, tak inni przeżywają szok w temacie Janusza Palikota. Nie wierzą, że mógł dopuścić się zarzucanych mu czynów. Przecież to dzięki niemu zbudowano drogę do Lublina zwaną do dzisiaj "palikotówką". To w Biłgoraju zbudował jedną z największych w Europie rozlewni wina. Nawet został Honorowym Obywatelem. Jednak jeszcze innych jego sukcesy nie zachwycają. Wręcz cieszą się, że "wreszcie dobrano mu się do... czterech liter". Że sprawiedliwie odpowie za zarzucane oszustwa, za niekorzystne rozporządzanie cudzym mieniem. Straty idą bowiem w ciężkie miliony. Dla tych bardziej religijnych i bardziej wierzących, Janusz Palikot wcale nie jest dumą. Bo nie lubią nieetycznych i niemoralnych. Dla nich to obciach mieć takiego "honorowego obywatela".

Wszak sam Biłgoraj to nie tylko Janusz Palikot, to 26 tysięcy innych mieszkańców.


Obraz: *Internet

sobota, 5 października 2024

(NIE)praworządny k r a j



 Ile jeszcze można mówić i pisać o niepraworządności, jaką zafundowała nam poprzednia władza wespół zespół z nieobliczalnym (p)rezydentem. Końca nie ma tych wszystkich utyskiwań i słów krytyki (skąd inąd słusznych)  spadających ostatnio na głowę państwa, a właściwie na półgłowę państwa, wszak Andrzej Duda jest prezydentem jednej tylko partii, PiS. Liczne występki PiSu i A. Dudy dowodzą niepraworządności jaka nam doskwiera, stawiając Polskę w bardzo niezręcznej sytuacji. Wysiłki pisowskiej opozycji, by z poważnych miliardowych afer zrobić jakieś tam nieliczące się "a f e r k i", wszystkie słowne deliberacje głoszone bez żenady z obu stron i adresowane do opinii publicznej, zwiastują jedno - działania niezgodne z literą Prawa, albo przynajmniej chęć odejścia od litery Prawa.

To sinusoidalne ślizganie się słowne, to na siłę wtłaczanie do polskich głów ichnich prawd, to nachalne stosowanie przymiotników, bon motów i innych wykoślawień językowych, wszystko to miesza w tyglu politycznego chciejstwa, chcącego za wszelką cenę wypaczyć znaczenie polityki, zrobić z niej jeszcze bardziej potwornego potworka. Nie wiem jakie motywy kierują Andrzejem Dudą, rezydentem pałacu prezydenckiego szczególnie w momencie, kiedy kończy się ta jego nieszczęśliwa, a dla Polaków tragiczna w skutkach, "przygoda". Można tu spekulować do woli, ale i tak nie poznamy do końca intencji, tego wykształconego bądź co bądź, człowieka. Doktor nauk prawnych, to tytuł obligujący do respektowania Prawa na tak eksponowanym stanowisku i traktowania go z najwyższym szacunkiem. Tak nie jest.

Obserwując "zmagania" lokatora pałacu przez 9 lat, doszłam do wniosku, że za bardzo to się on nie przepracowywał. Wiódł przyjemne życie, odpoczywał częściej niż to przysługuje przeciętnemu polskiemu zjadaczowi chleba, zwiedzał świat niekoniecznie przy tym w dobrych kolorach lansując Polskę. Zawsze była i nadal bywa jakaś wpadka, o której trąbi cały polityczny świat. Nie przejmował się tym i dalej brnął przez nikogo nie hamowany. Po co więc zatrudnia w swojej kancelarii tylu doradców? Bo to nie jest kancelaria z prawdziwego zdarzenia, tylko schronienie dawane przyjaciołom z partyjnego obozu. Wiele wysiłku wkładał w to, by ich wszystkich zadowolić. Wszystkich z PiS, ale nie Polaków. Bo chodziło tylko i wyłącznie o obronę stanu posiadania matki partii, która bez mała rok temu straciła władzę.

Utrzymywanie intensywnych znajomości z Leśnym Ruchadłem albo z innymi internetowymi wielbicielkami/fankami, o czym było bardzo głośno i czego Polacy mu nie zapomną, bardzo przeszkadzało mu w podejmowaniu wielu ważnych decyzji. Również ostatnie tygodnie dowodzą, że sprawowanie funkcji prezydenta nie było zbyt męczące. Ot przyjął do pracy byłą euro posłankę Kempę, co zbyt wielkiego wysiłku nie wymagało. A to zorganizował dożynki, gdzie bawił się wyśmienicie mimo, że południe Polski walczyło z wielką wodą o przetrwanie. Nawet pojechał sobie na nasz koszt do USA, by spotkać się tam z D. Trumpem, który go nieoczekiwanie olał. Po powrocie leniuchował, a dla rozrywki rzucał w przestrzeń społeczną kolejne słowne niedoróbki, urażając kogoś, kogo jeszcze nie obraził. 

Jest tak zajęty w tym swoim nic nierobieniu, że chyba zapomniał po co jest w pałacu. A państwo stoi w miejscu. Dosłownie. Stoi, bo "szanowny" rezydent nie podpisuje ustaw, lekceważąc tym samym swoje obowiązki. Dlaczego to robi? Dlaczego zwleka z wykonywaniem swoich prerogatyw? Jego przyjaciele z kancelarii jeden przez drugiego głupio tłumaczą, że A. Duda nie ma terminów. Jest tak zajęty, że nie ma czasu nominować profesorów? Że nie ma czasu nominować nowych ambasadorów? Dziwne, wszak reprezentuje władzę wykonawczą, a te obowiązki są dyktowane obowiązującym go Prawem administracyjnym, które z kolei narzuca sztywne terminy. Nie ma więc żadnego tłumaczenia tylko trzeba się wziąć do roboty. Nasza "pałacowa dekoracyjna maskotka" jednak tego nie robi. Nie uważa za stosowne stosować się do zasad i te terminy przekłada w nieskończoność.

Bawi się. Bezkarnie bawi się na nasz koszt. Nie powinien tego robić, i dobrze o tym wie, ponieważ jest doktorem nauk prawnych. Jego zachowania nie tłumaczy fakt, że " konstytucyjna pozycja urzędu nie jest określona z należytą precyzją", tzn. innymi słowy, że Konstytucja nie określa wyraźnie, "w jakich warunkach, włączając terminy, kompetencje prezydenckie mają być wykonane". Ale Konstytucja Konstytucją, wiemy jaki jest koń. Duda swoje obowiązki wręcz chronicznie ignoruje. Ponieważ nie jest jasne, czy taki poszkodowany pan profesor czekający na nominację, może zwrócić się do Sądu administracyjnego, prezydent wykorzystuje sytuację i dosłownie robi co chce, lekceważąc prawa profesora jako obywatela. Dopóki będzie na swoim urzędzie, będzie go ośmieszał i wykorzystywał według własnego uznania. Na szkodę interesu publicznego i praworządności.

Liczne przykłady mające miejsce przez ostatnie 9 lat, a będące bezprzykładną domeną Andrzeja Dudy, są ilustracją, jak nie powinno się traktować Instytucji Prezydenta RP. Dowodzą tego, że ten człowiek nie rozumie swojej roli, jako strażnika praworządności i strażnika Konstytucji. Na szczęście dla nas pozostało niewiele ponad 300 dni pobytu w pałacu tego niewłaściwego człowieka na niewłaściwym dla siebie samego miejscu. Jakiś czas temu zapewniał Polaków, że wciąż i ciągle się uczy. Czy to przekłada się u niego na choćby podstawowe minimum kultury politycznej? Jakkolwiek to brzmi? Jak wcześniej napisałam, jaki jest koń każdy widzi.

CZAS SZYBKO PŁYNIE. ZATEM NIE OBEJRZYMY SIĘ, JAK W PAŁACU NAMIESTNIKOWSKIM ZASIĄDZIE NOWY LOKATOR. OBY NIE BYŁA TO POWTÓRKA Z "ROZRYWKI". 


Obraz: *Internet