piątek, 30 sierpnia 2024

T U S K U... coś Ty zrobił?

Jednym swoim podpisem pan premier Donald Tusk zmarnował wszystko to, co wydarzyło się dobrego od 15 października ubiegłego roku. Na własne życzenie poddał w wątpliwość zaufanie, jakim wówczas obdarzyli go wyborcy. I nie pomoże tłumaczenie, że jego najwybitniejszy fachowiec, pan minister Berek popełnił błąd, nie "rozpoznając polityczności" w procesie nominowania pisowskiego neo-sędziego K. Wesołowskiego na prezesa jednej z Izb SN. Nie pomoże jakiekolwiek tłumaczenie. Fakt się dokonał - mocą swojego podpisu pan premier D. Tusk zalegalizował, że powtórzę zalegalizował "prawną pozycję" pisowskiego neo-sędziego. Kropka.

Donald Tusk - "Nie będę owijał w bawełnę. Nastąpił błąd. Doszło do sytuacji, do której nie powinno dojść. Jak państwo się orientujecie, zadaniem premiera jest podpisywanie setek dokumentów. Urzędnik odpowiedzialny za przygotowanie tych dokumentów do podpisywania nie dostrzegł polityczności dokumentu, który stanowił o nominacji dla neo-sędziego przez prezydenta". Krótko mówiąc, oficjalnie zwalił winę na kogo innego. Najwybitniejszy z wybitnych urzędnik ponoć popełnił błąd. To jest nie do uwierzenia. Nie do przyjęcia. Dlatego nikt tego tłumaczenia nie przyjmuje i w nie nie wierzy. Nie wierzy, bo dotyczy to samego premiera Tuska.

Premiera Tuska, który uchodził za męża stanu, za wybitnego polityka rangi międzynarodowej. Był dla wielu Polaków wręcz nieskazitelny. I co teraz? Osobiście czuję się zdruzgotana i zdradzona. Według mnie Donald Tusk był ostatnim w polskiej polityce człowiekiem, którego można było podejrzewać o coś takiego. I jeszcze zwala winę na ministra Berka. To się kupy nie trzyma. Zatem jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o jakiś polityczny targ/umowę zawiązaną pomiędzy premierem i prezydentem. Tak myślę. Tą umową, czy tym targiem Donald Tusk wziął wyłącznie na siebie odpowiedzialność za przyszłość rządzącej koalicji.

Sam premier mówi, że "praktyczne konsekwencje podpisu pod powołaniem neo-sędziego nie są szczególnie istotne". Czy aby na pewno? Wyborcy odebrali ten fakt inaczej. Jako z d r a d ę. Wyborców nie obchodzi, co zrobi większość neo-sędziowska, a dalsze tłumaczenie, że "bez zmian ustawowych my nie naprawimy sytuacji w sądownictwie" to kolosalna bzdura. Bzdura, bo z góry tym tłumaczeniem D. Tusk zakłada, że czegoś nie da się zrobić. W czasie kampanii wyborczej mówił zupełnie co innego. Zapomniał? Obiecuje, że zaprosi "na konsultacje wszystkie zaangażowane w sprawę przywrócenia praworządności środowiska, abyśmy zaproponowali zmianę sytuacji ustrojowej".

Czy nie jest za późno na takie deklaracje? Mija ósmy miesiąc rządów Koalicji 15X i wygląda, że rząd D. Tuska dalej nie jest gotowy do tego, co obiecał. To nie jest ich ósmy tydzień, to jest ósmy m i e s i ą c. Widać gołym okiem, że Koalicja nie zdaje egzaminu. Każda z partii i partyjek ciągnie w swoją stronę, a premier niezdarnie stara się tłumaczyć opinii publicznej to, co dzieje się wewnątrz rządu. Mam wrażenie, że nie mamy jednego premiera a kilku. Każda z występujących przed kamerami osób, czy to minister czy wicepremier, zachowuje się jakby był premierem Polski. Czy ci wszyscy ludzie nie powinni mówić jednym językiem? Czy swoich brudów nie powinni prać wewnątrz koalicji?

Niestety, z bardzo wielu powodów, kolejny raz polski wyborca ma prawo być zawiedziony. Ma prawo, bo widzi brak komunikacji miedzy ministrami, widzi brak ich wzajemnego zaufania, niezdarność wielu, niemoc i brak chęci grania do jednej bramki. Słowem, to nie jest zgrany rząd. Mówienie zatem, że należy dać szansę obozowi rządzącemu, bo tyle spraw ma na głowie, nie pomaga. Ile szans jeszcze będziemy musieli im dać? Cierpliwość wyborców wyczerpuje się. A że procedury muszą biec swoim trybem (czytaj: powolnym), to żadne pocieszenie. Mnie to nie zadowala, tym bardziej gdy widzę przerażenie w oczach sędziów, znawców/ekspertów i profesorów Prawa.

Ten jeden podpis, to niewybaczalny błąd. Pokłosie którego zobaczymy w przyszłości. Nie jestem żadną jasnowidzącą, ale logika podpowiada, że skoro powiedziało się A, to niebawem trzeba będzie powiedzieć B. Ponieważ w całym tym rozliczaniu PiS, obóz rządzący coraz bardziej się rozdrabnia skupiając swoją uwagę na płotkach, a nie na najważniejszych "osobistościach" poprzedniej władzy, nie mamy konkretów. Niby coś się dzieje, ale to "coś" nie jest w stanie konkretnie zadowolić opinii publicznej. Te wszystkie koszmarne błędy popełniane po drodze przez przedstawicieli rządu, są zbyt liczne, mają zbyt ciężki kaliber, by mówić chociażby o skuteczności.

Ten podpis premiera Donalda Tuska jest kolejną kroplą oliwy dolewanej do rozliczeniowego ognia. Kroplą oliwy, którą na pewno przez całą kadencję będzie rozgrywać na swoją korzyść pisowska opozycja. A wiadomo, jak sprytni są jej działacze i spodziewać się możemy, jak  będą bezwzględni w tych swoich poczynaniach, wszak teraz nie mają nic do stracenia. Udowodnili swoją sprawczość już nie raz. Więc tak, jest czego się bać. Ich powrotu do władzy. Jeżeli ekipa rządząca nie znajdzie wspólnego języka, jeżeli wciąż każdy z jej członków z osobna, będzie widział tylko własny czubek nosa, daleko nie zajedziemy. I w tym PiS widzi swoją szansę.

Nie wierzą zatem, że premier Tusk nie jest tego świadomy. Jest świadomy i doskonale wie, że popełniając takie błędy i pozwalając na ich popełnianie członkom koalicji, mogą tylko pomarzyć o kolejnej kadencji. To tak oczywiste, jak to, że słońce świeci. Pan premier musi zdawać sobie sprawę z tego, że bardzo mocno nadwyrężył nasze do Niego zaufanie. Musi wiedzieć, że od teraz jeszcze pilniej wyborca będzie obserwował Jego poczynania. Dobrze, że zajmuje się naszymi sprawami międzynarodowymi, ale lepiej by było, gdyby skupił uwagę również na sprawach wewnętrznych państwa. Lepiej by było, gdyby Jego Rada Ministrów zaczęła poważnie traktować swoją pracę.

Piszę >poważnie<, ponieważ zauważyłam, że od pewnego czasu brakuje tego zwycięskiego hurraoptymizmu, brakuje właściwego zaangażowania w rozwiązywanie polskich i obywatelskich spraw. Niestety dawno kurz po nich opadł, a politycy znowu traktują swoje miejsca pracy jak typowi beznamiętni urzędnicy - od 7:00 do 15:00 udają że pracują, a potem do domu. A przecież każdy z nich dobrze wiedział i wie, na co się porywa. Dlatego otwarcie przyznaję, że tak jak miałam, tak nadal mam ograniczone zaufanie do jakiegokolwiek polityka w tym kraju. Mam do Koalicji 15X ogromną pretensję o to, że będąc osiem lat w opozycji, nie przygotowali się na rządzenie. 

Tyle było wówczas gadania, tyle było krytyki pod adresem władzy PiS, tyle wystąpień przed kamerami. I co? I nic. Dzisiaj zachowują się, jakby pierwszy raz weszli do polityki, jakby pierwszy raz dostali władzę w swoje ręce. Czy to nie jakiś żart? Czy nadal polski wyborca jest traktowany jak głupek? Którego się zagada, zbałamuci kolejną obietnicą, podda nowemu praniu mózgów? Wiadomo, zawód polityk to najfajniejsza fucha świata. Kto nie chciałby zostać politykiem? Zero odpowiedzialności za cokolwiek i dobre pieniądze. Dlatego ciągnie na Wiejską cała zgraja coraz gorszego autoramentu. Mamy do czynienia z ludźmi, zwanymi politykami, bo stali się nimi przez zasiedzenie.

Dołączyła do nich nowa "kadra" cwaniaków nie bojących się Prawa, bo z powodu prawniczego wykształcenia wiedzą najlepiej, jak kantować, oszukiwać, malwersować i bezkarnie rozkradać państwo. Wiedzą najlepiej, jak omijać Prawo. Wiedzą najlepiej, jak je zmieniać, by działało na ich korzyść. Przeszli tacy wcześniej ośmioletni chrzest bojowy i teraz nadrabiają miną. Czas skończyć definitywnie z psuciem państwa, ale jak to zrobić, skoro kolejna władza popełnia tak skandaliczne błędy? Skoro sam premier dopuszcza się ich popełniania, a potem głupio się tłumaczy. Jestem oburzona i brakuje mi już słów, by to oburzenie wyrazić. 

Zostało mi tylko powtórzyć tytułowe pytanie:

                                   T U S K U... coś Ty najlepszego zrobił?


Obraz: *Internet 

wtorek, 27 sierpnia 2024

"WRAŻLIWOŚĆ" pisowskiego polityka

Przy rozliczaniu PiS naiwność i strach należy odłożyć do szuflady. Musi być ono szybkie i skuteczne, tak do spodu. Musi przebiegać bez litości i do bólu. Należy przy tym ubrudzić sobie ręce, to znaczy bez skrupułów przeprowadzać ten proces. Czystymi rękami i tzw. poprawnością polityczną nic się nie zrobi. Skoro PiS mógł taplać się w szambie, skoro mógł na polityczne salony wprowadzać najgorszego typu łajdaków, należy odwrócić trend poprawności, którym do tej pory charakteryzują się działania panów Bodnara i Korneluka. Czyli trzeba przyśpieszyć. Czyli trzeba szybko i skutecznie pogonić i rozliczyć wszystkich łajdaków, którzy przez osiem lat: 

- zdążyli totalnie zrujnować państwo

- przemielić polską Literę Prawa na swoją modłę

- zlekceważyć miliony Polaków

- zniszczyć media publiczne

- rozpanoszyć się w sejmie, rządzie, senacie, spółkach Skarbu Państwa

- oszukiwać na cenach paliw, podatkach, wizach i kopertowych wyborach

- zawłaszczyć fundacje przy pomocy wujków, pociotków, kuzynów

- wyciągać publiczną kasę na piknikach i lewej kampanii wyborczej

- rozkraść kasę na 100 mostach, 120 obwodnicach, na 1 000 000 aut elektrycznych, 300 strzelnicach i na 10 000 dronach

- upartyjnić i upolitycznić TK, KRS, neosędziów, prokuraturę i inne przydatne PiS w owym czasie instytucje

- pałką teleskopową stworzyć piekło kobietom, połamać ręce demonstrantom

- zrobić w bambuko lekarzy, nauczycieli, prawników, artystów, prawdziwych dziennikarzy

- w najgorszy sposób traktować osoby LGBT

- bezkarnie atakować propagandą, kłamstwami i nienawiścią Polaków

- zrobić potworka z Funduszu Sprawiedliwości, z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, z RCL Bielana

- oddać za bezcen Arabom rafinerię 

- hejtować za publiczną kasę wszystko co się rusza 

- doprowadzić do tego, by wszyscy politycy władzy byli nietykalni

- wręcz rzucać kasą w Rydzyka, w nazioli i innych kiboli

- parszywie atakować Polskę i Polaków codziennie, w TV, radio, internecie za publiczną złotówkę

- robić to wszystko na naszych oczach,  bo nie straszna im była ich własna głupota, ich własna chciwość, złodziejstwo i całkowite do szpiku spisienie, bo zwyczajnie było im wolno. 

Dzisiaj, gdy nie mają już władzy, są niby tacy "wrażliwi", tacy oburzeni, bo słyszą pod swoim adresem ostre słowa, śpiewane przez młodzież. Nie mogą tego znieść, bo wszak tylko oni mogą "*****" kogo tylko chcą i ile chcą. Ich "*****" nie wolno. Bo to wg ich kodeksu jest zakazane. Zakazane, to były kiedyś piosenki. Przypomnijcie sobie dlaczego. A to, co śpiewa dzisiaj młodzież, należy się wam jak psu zupa. Po wsze czasy. Nie jesteście wcale lepsi od nas, w niczym. Za to jesteście gorsi niż to ustawa przewiduje. A wasza wrażliwość jest funta kłaków nie warta. Tacy jesteście, wy, pisowcy. 

Wielu Polaków wam uwierzyło (wierzy nadal) i niestety, z kretesem przegrało. Dwa razy wybrano waszych do polskiego parlamentu i dwa razy wybrano waszego prezydenta. Jak to się mówi, do trzech razy sztuka. Trzeci raz mało kto dał się nabrać na to, co było. To pewne, że powtórki z "rozrywki" nie będzie. Nigdy!

Czy widzicie i słyszycie jak na stadionach sportowych wygwizdują waszego (p)rezydenta Adriana? Czy widzicie jak waszego (p)rezydenta Adriana traktują inni przywódcy? Nawet nie podają mu ręki. Czy widzicie jak wasi przedstawiciele w Parlamencie Europejskim są traktowani? Marginalizowani i totalnie olewani? Czy widzicie te wszystkie sondaże w kraju? Czy czujecie własny strach z powodu nadchodzących kolejnych aresztów i wyroków dla waszych lojalnych działaczy? Takie są konsekwencje tego, czego się przez osiem lat dopuszczaliście. Przed wami n o w e pięć minut, które zapamiętacie do końca swojego życia. 

Już zaczęło się sypanie waszych kolesi o współfinansowaniu PiSu i Konfederacji, nie przez kogo innego, a przez tych samych ludzi. Waszych ludzi. 

Na razie powoli, ale wychodzą na jaw wasze grzechy. A wkrótce wyjdą na jaw wszystkie winy również waszych trolli, którzy odpowiedzą za cały hejt wylewany przez osiem lat na polskie społeczeństwo. Wciąż odkrywane są wasze przestępstwa i kolejne kradzieże milionów. Wciąż Polacy dowiadują się o niewyobrażalnej skali zbrodni dokonanej przez was na Polsce. Suma waszych win oceniana jest na miliardy. I teraz wy, mający tak przegniły kręgosłup moralny macie czelność udawać święte oburzenie? 

Wy, którzy wydawali zgodę na palenie kukieł przeciwników politycznych? 

Wy, którzy nie baliście się otwarcie kolaborować z neonazistami i zadawać się ze zwolennikami Putina? 

Oburzacie się, bo ktoś ma odwagę mówić waszym własnym językiem? Ma odwagę traktować was tak, jak wy traktowaliście Polskę i Polaków? Udajecie teraz wrażliwców i bezsilnych? Przyjmijcie do wiadomości, że to dopiero początek rozliczeń. One ledwo się zaczęły. By skutecznie dobiegły końca, by ten plan został w 100% zrealizowany, dopilnuje tego polskie społeczeństwo. Macie to jak w banku. Macie, bo nie ma świętych krów.


Obraz: *Internet 

niedziela, 4 sierpnia 2024

L I S T do (p)rezydenta Dudy


Niecierpliwie odliczam nie dni, a minuty do końca Pańskiej prezydentury, która na szczęście dla Polaków zakończy się z dniem 5 sierpnia 2025 roku. Jedynie co po niej pozostanie, to wielki, wielki wstyd. I zawód Polaków. Jednak czas biegnie szybko i nie obejrzy się Pan, kiedy zostanie po drugiej stronie tzw. politycznej barykady. Nawet gdy zdecyduje się Pan pozostać w polskiej polityce, nic już w niej Pan nie będzie znaczył. Nic Pan nie będzie też znaczył dla poprzedniego swojego środowiska, z którego wszedł Pan do polityki, a które to środowisko Pan zdradził swoimi niekompetentnymi decyzjami będąc prezydentem. Nie ma Pan przyjaciół teraz i nie będzie Pan ich miał w przyszłości.

Gdyby podsumować te lata spędzone przez Pana w prezydenckim pałacu, można powiedzieć, że to lata bezpowrotnie stracone. Były to właściwie swego rodzaju wakacje życia połączone z licznymi zagranicznymi wyjazdami do sojuszniczych krajów i ściskaniem tam dłoni osób, o wiele lepszych od Pana. Pod każdym względem lepszych od Pana. Ta wieloletnia zabawa w bycie prezydentem dobiega końca. Zapamiętamy Panu wszystkie wpadki i gafy, zapamiętamy Panu pańskie w złym guście "angielskie występy", zapamiętamy urlopowe zdjęcia i zimowe wypady na narty, z których żartowała cała Polska. Zapamiętamy wszystkie głupoty jakie Pan kiedykolwiek wypowiedział, a nawet tego rozdmuchanego kraba.

Przez te lata nic nie uszło naszej uwadze. Pańskie nadęcie, pańskie "groźne" miny, pańska udawana postawa i powaga, pańskie śmieszne lansowanie formy ponad miarę, pański brak opanowania w niektórych sytuacjach tak wymagany od męża stanu, za którego chciał Pan uchodzić w oczach świata. W całym tym pańskim zachowaniu ani krzty powagi nie było. Była za to zauważana nadmierna sztuczność postawy, karygodny brak treści, brak szacunku do sytuacji i osób. Ważniejsze od sytuacji i osób było to, jak Pan wypadał w swojej roli w danej chwili. Lepiej wychodziło Panu grożenie paluchem, niż składne wypowiadanie zdań. Zawsze był wyłącznie przerost formy nad treścią.

Nie tylko Historia odnotuje błędny wybór Pana na prezydenta RP. Polacy również z tego nieudanego "eksperymentu" wyciągną wnioski. Jednak niestety, nie tylko takie przewiny obciążają pańskie sumienie. Wyżej wymienione, pokazały jakim człowiekiem Pan jest. A jest Pan człowiekiem słabym, podatnym na sugestie innych, nie mającym własnego zdania, małym człowiekiem o złamanym kręgosłupie moralnym. Dlatego zawiódł Pan Polaków w sprawach fundamentalnych, jako prezydent i jako człowiek. Zawiódł Pan nawet własnego mentora, Lecha Kaczyńskiego, przy którym Pan był i miał okazję być świadkiem jego niezłomnej konsekwencji.

Nie skorzystał Pan z tego doświadczenia w sensie pozytywnym. Owszem, prześcignął Pan swojego mistrza w jednej dziedzinie, robiąc z prezydentury kabaret. Swego czasu Lech Kaczyński był uznawany za najgorszego prezydenta III Rzeczpospolitej. Nie był niezależnym prezydentem, ale wiernym swojemu bratu poddanym, który meldował o wykonaniu kolejnego zadania. Pan udowodnił, że można być jeszcze gorszym prezydentem. Niestabilnym i niezorganizowanym, którym łatwo jest manipulować, którego łatwo jest zastraszać, który jednego dnia podaje w odpowiedzi opinii publicznej, trzy różne wersje dotyczące tej samej sprawy. Nie było wiadomo, która z nich jest właściwa.

Prezydentem został Pan przez przypadek. Wyłącznie przez przypadek. Gdyby Bronisław Komorowski i jego ekipa nie zlekceważyli przeciwnika politycznego, kto wie, co by było. A tak, koncertowo zawalona kampania oponenta, utorowała Panu drogę pod żyrandol. I tak zaczął Pan swoje jakże wstydliwe "panowanie". Zachłyśnięty "sukcesem", podejmując następnie jedna po drugiej kolejne decyzje, świadomie Pan dopuścił, by pański kręgosłup moralny skutecznie został przetrącony. Zaprzysiężenie do Trybunału J. Przyłębskiej posłów PiS - Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza, dla pańskiego mocodawcy było w pewnym momencie wisienką na torcie. Dla polskiego społeczeństwa napluciem w twarz.

Obrona (ukrywanie ich w pałacu) i ułaskawienie kolejnych posłów PiS, Kamińskiego i Wąsika i otwarte uczestniczenie w ich sprawie, to kolejna plama na prezydenckim honorze. Ale dla Pana to pikuś, bo zawsze ważniejszy był i jest dla Pana, wyłącznie polityczny zysk. Ten publiczny występ Pana z tymi niby zbolałymi żonami posłów (żałosnej Romualdy Wąsik i Barbary Kamińskiej), to kiepskie przedstawienie, pokazujące pańskie "możliwości". Zresztą obie panie mocno wypadły z umówionej roli. Czar wziął i prysł. Całość tylko nadszarpnęła resztką powagi, jaka Panu miała zostać. Nie zostało nic oprócz wstydu. Ale i to nie poruszyło pańskiego wątpliwej jakości e g o.

W tym zapatrzeniu we własną "wielkość" zapomniał Pan, jakim prezydentem winien być. Zgodnie ze złożoną przysięgą. Co z tej przysięgi zostało? Radosna twórczość małego człowieka, który pomylił, czym JEST P O L S K A! Nie jest pańską własnością, nie jest też PiSem. Jest RZECZPOSPOLITĄ, OJCZYZNĄ wszystkich Polaków. Wszystkich bez wyjątku. Pamięta Pan co w 2015 roku obiecywał? Obiecywał Pan, że nie będzie Pan żadnym strażnikiem żadnego żyrandola, ani żadnym n o t a r i u s z e m! Świadomie okłamał Pan Polaków. Mało tego, sprzeniewierzył Pan i tym samym zniszczył instytucję państwa, jaką jest instytucja Prezydenta Polski.

Przez wiele lat rządów absolutnych swojego mocodawcy i jego partii, podpisywał się Pan pod wszelkimi ich ustawami i czynił Pan to nielegalnie. Czym dopuścił Pan do chaosu w państwie i prawnego w nim rozwibrowania. Czynnie pomagał Pan swojej partii w procesie wykluczania Polaków z polskości. Tych Polaków, którzy na was nie głosowali. Faktem bezdyskusyjnym jest zatem fakt, że BYŁ I JEST PAN WYŁĄCZNIE PREZYDENTEM WYBORCÓW I ZWOLENNIKÓW PiSu. To jeden z pańskich licznych śmiertelnych politycznych grzechów. Śmiertelnych, że jeszcze raz powtórzę. Niech pan zapamięta - PiS to nie Rzeczpospolita Polska! Czy to w ogóle Pana obchodzi?

Myślę, że nie obchodzi, ponieważ widzi Pan okazję w tym, by przejąć po osłabionym utratą władzy Kaczyńskim partię z dobrodziejstwem inwentarza. Bardziej TO pana obchodzi, niż fundamentalność istnienia państwa. Jest Pan winny niszczenia praworządności państwa, a jednocześnie wypiera się tej winy. Bezczelność to mało powiedziane. Udaje Pan, że wszystko złe, co się wydarzyło za pańskiej prezydentury, nie dotyczy Pana. Nie kto inny, a właśnie Pan pokazał Polakom, że członkowie pisowskiej elity nigdy nie będą siedzieć za kratami. Przy pomocy długopisu, skutecznie złamał Pan kręgosłup polskiemu Prawu. Polskiej praworządności. Polskiej Konstytucji.

Zostawi Pan po sobie tylko bałagan. Polska będzie naprawiana latami. Z powodu pańskiego postępowania, doszło do arcy głębokiej demoralizacji polskiego społeczeństwa. Zostanie to przy Panu do końca życia. Nie ucieknie Pan od własnych grzechów. Trybunał Stanu dla Pana, to stanowczo za mało! Pan, jako prezydent, ma prawo ułaskawiać swoich kolegów. Ja, jako obywatelka Polski, mam prawo odliczać dni do chwili, kiedy to w polskiej polityce, raz na zawsze skończy się era polityków oligarchów i politycznych przestępców. 

Zegar tyka Panie (p)rezydencie Duda. Tik - tak, tik - tak, tik - tak...


Obraz: *Internet 

sobota, 27 lipca 2024

To nie polityka, to już oligarchia



Kaczyński przetarł szlak w polskiej polityce na każdy możliwy sposób. W sensie negatywnym rzecz jasna. Cokolwiek by nam na myśl nie przyszło, on już to wymyślił, i by nie ponieść za to żadnych konsekwencji, podwójnie zabezpieczył się na przyszłość (PKW, Izba Dyscyplinarna przy SN). Czegokolwiek nie dopuścili się jego ludzie, on sam wcześniej to robił. A więc przetarł szlak i pokazał drogę, jaką bezkarnie kroczyli chętni na dobrze opłacaną łatwą karierę. Jak nazwać takie zachowania? Zdradą dyplomatyczną? Sabotażem politycznym? Legalnym okradaniem państwa? Kretynizmem? Brakiem elementarnej przyzwoitości? Jakkolwiek tego nie nazwiemy, nie mamy do czynienia z polityką. 

To, co się w Polsce działo, od dawna nie jest już polityką! Jest zalegalizowanym przez PiS instytucjonalnym rozbiorem Polski. Mimo, że poprzednia władza jest od siedmiu miesięcy w opozycji, jej ludzie nadal szkodzą własnemu krajowi. Mimo, że działania te wywołują polityczne oburzenie, że są przez opinię publiczną moralnie potępiane, nikogo się nie ściga za te działania. Zatem nie spodziewajmy się prawnych konsekwencji, bo nikomu na tym nie zależy. Nawet nowej władzy. Morawiecki może sobie dalej jeździć po Europie i namawiać włoską panią premier, by "zablokowała nominację nowego polskiego ambasadora w Rzymie". Włos z głowy mu nie spada.

Kamiński, skazaniec i świeżo upieczony europoseł, może sobie bezkarnie wyzywać innych europosłów w PE, bo wie, że włos mu z głowy nie spadnie. Nieprzyzwoite to, ktoś powie. Będzie miał rację, ale na co skazańcowi przyzwoitość, gdy w grę nie wchodzi żadna konsekwencja? Kaczyński przetarł takim szlak. Zdrada dyplomatyczna czy sabotaż polityczny były podstawowymi narzędziami dla niego, używanymi wobec ówczesnej opozycji. Narzędziami, które tolerował ciemny lud bez mrugnięcia okiem, i który to lud zasmakował się w tym prezesowskim przekazie, traktując go niemal jak nowogrodzką/żoliborską krynicę mądrości. 

Próżno odwoływać się tu do zdrowego rozsądku, próżno, bo ciemny lud nie wie co to w ogóle jest. Ciemny lud woli ZŁO i woli słuchać ZŁEGO CZŁOWIEKA, który to ZŁO wszędzie gdzie się da, zasiewał i nadal zasiewa. Zły człowiek swoje ZŁO nazwał "dobrą zmianą", która sparaliżowała cały wymiar sprawiedliwości i pozwoliła położyć swoją brudną łapę na pieniądzach publicznych, która to "dobra zmiana" doprowadziła do ruiny państwo. Czego się Kaczyński nie dotknął, zrujnował. Podzielił państwo na części i każdą z nich rozdał po uważaniu. Z państwa Prawa nic nie zostało. Nowa władza nic nie może zrobić, bo tak w centrali jak i w rejonach rządzą nominaci jego i ziobryści.

Doszło do destrukcji i dewastacji państwa na każdym poziomie. I mimo tak ogromnych szkód, zaślepiony i głupi ciemny lud wciąż i niezmiennie darzy swoim poparciem szkodników (poprzednia władza). Nadal podoba mu się (ludowi), jak niedoszły władca i zbawca, wyzywa od niemieckich agentów, premiera Donalda Tuska. Przecież to takie pogardliwe, takie umniejszające ważności, takie poniżające. I to właśnie lubi krótkowzroczny ludek prezesa Kaczyńskiego. Ma więc te swoje niekończące się igrzyska. A Kaczyński? Zachowuje się jak ostatni butny średniowieczny panek, zakompleksiony i małostkowy, pyszniący się i z bezsilności rzucający obelgami.


Przetarł szlak w polityce takim samym osobnikom jak on. Nie gorszym i nie lepszym od niego. Dokładnie takim samym jak on. Bo Kaczyński jest najgorszym z najgorszych. Mentalnym i moralnym "dorobkiewiczem" i karierowiczem. Nieumiejętnie naśladującym lepszych od siebie. Za wszelką cenę chcącym zniszczyć elitę jaką znamy, a w jej miejsce wprowadzić swoją, posłuszną mu, wierną i lojalną, tzw. polityczną oligarchię. Udało mu się. Niestety. Czego dowodem są "dokonania" ludzi Zbigniewa Ziobro i jego samego. Tak im się spodobało rozkradanie państwa, że przestali zważać na uwagi i ostrzeżenia Kaczyńskiego, który w sumie niewiele miał do powiedzenia. Jak się potem okazało.

Kaczyńskiemu udała się jeszcze jedna rzecz - podział Polaków. Niewielka ich część doświadcza na własnej skórze czym jest ideologia wodza. Inna część Polaków traktuje PiS z przymrużeniem oka, a znakomita większość lekceważy to co się dzieje, puszcza mimo uszu wszelkie wiadomości, traktuje je z pobłażaniem. Tacy już jesteśmy, my "dumni" Polacy. Co nas bezpośrednio nie dotyka, olewamy to. Że kradną tam na górze? A niech kradną, byle nie tykali "mojego". Ważne, że dają. Że prezes powiedział, że "wolność nie jest dla dzieci". No i co, że powiedział. To nie "moje" dzieci. Ukształtowani przez ideologię prezesa i kościoła, nie tracą czasu na myślenie, co jest dobre a co złe. 

Im jest wygodnie tak, jak jest. Niech nawet będzie sobie taka polityczna oligarchia, byleby dawała dalej. Co na to wszystko młode polskie pokolenie? Na razie doświadcza na własnej skórze obniżenia poziomu edukacyjnego. Z roku na rok w coraz większym procencie oblewane są główne maturalne przedmioty. Na tle języka angielskiego, bardzo kiepsko wypada rodzimy język polski. Matura schodzi na psy. Osiem lat to sporo czasu, by bogoojczyźniane patriotyczne hasła, głoszone przez PiS, zatruły młode mózgi. Wynik tego pisowskiego eksperymentu - coraz więcej młodzieży wynaradawia się i garnie do Konfederacji. Że lepiej zna angielski od polskiego? Czy o to właśnie chodziło?

W Polsce nieustannie coś się dzieje. Dzień bez zadziwiania świata, dniem straconym. Oto do Brukseli wysyłamy ułaskawionych przestępców i paru innych, którym grozi odebranie immunitetów po to, by stanęli wreszcie przed krajowym Sądem i odpowiedzieli za swoje czyny. Nie mają zahamowań, nie mają za grosz wstydu. Organizują się i krzyczą na całe gardła, jak to w Polsce łamane jest Prawo. Że też im te słowa przez gardła przechodzą. Pozbawieni władzy i szacunku, bez honoru, gdaczą na okrągło, jaka się im krzywda w ojczyźnie zadziała. Wrzeszczą i gdaczą przed tymi samymi instytucjami, których wyroków nie uznawali przez osiem lat swojego rządzenia.

Manifestują swoją "krzywdę" przed europejskimi instytucjami, z których wcześniej szydzili i kpili. Nic, tylko uskuteczniają pospolite i bezwstydne darcie gęby. I nie mają umiaru w tym, co robią. A nad nimi pieczę trzyma pan ZŁA. Który wcześniej miesiącami pił wódkę z sowieckim agentem, a teraz opowiada o patriotyzmie. Nie podoba im się, że ostatecznie wylądowali na ciepłych dobrze płatnych posadkach? To jest ta "tortura"? To jest to "łamanie Prawa"? Jeżeli tak, to chciałabym ponieść taką karę. Kaczyński przetarł polityczny szlak w Polsce skutecznie. Do tego stopnia, że próżno szukać w tej niby polityce, prawdziwych polityków. 

Zamiast nich, są polityczni oligarchowie, koniunkturaliści i tacy, którzy chcieliby nimi zostać. Czy ten trend jest nieodwracalny? Czas pokaże. Na razie potrzebny jest nam każdy rozsądny głos. Każdy, bo pozwala mieć nadzieję, że nie wszystko w tym dziwnym kraju zarosło brudem ostatnich ośmiu lat.


Obrazy: *Internet

sobota, 20 lipca 2024

U nas nic się nie zmieniło

Mijają epoki, wieki, lata, miesiące i dni, a u nas tak jak było, tak jest. Tyle tragedii dotknęło państwo polskie, wynikających wyłącznie z naszej polskiej głupoty, krótkowzroczności i braku wyobraźni. Jesteśmy narodem sprzeczności. Byliśmy tacy tysiąc lat temu i wciąż jesteśmy tacy sami dzisiaj, w XXI wieku. Nasza Historia niezmiennie pisze się tak samo. Stała się przewidywalna i banalna. Mało tego, ona wciąż trwa, wciąż i niezmiennie. Bo MY Polacy jesteśmy niezmienni. Powiedziałabym nawet, że jest z nami coraz gorzej. Niby obchodzimy te swoje rocznice, a jakby nie obchodzimy. Kiedyś odbywały się one z o wiele większą pompą, dzisiaj obchodzą mało kogo.

Taki 4 czerwca, albo rok 1989, to dla młodych pokoleń bajki z mchu i paproci z bardzo odległej epoki, jakby z innej galaktyki. Czy starsze pokolenie ma prawo mieć do młodych o to pretensje? Starsze pokolenie kiedyś też było młode i też walczyło o własną perspektywę, o własną hierarchię i własną wrażliwość. Czy zatem zasadne są tu jakiekolwiek pretensje? Niech żyją po swojemu, ale niech nie lekceważą przeszłości. Niech mają własne przełomy życiowe, niech popełniają własne błędy, niech się potykają o nie i niech przeżywają swoje rozczarowania, ale niech pamiętają, że są następcami swoich rodziców i dziadków, będącymi niebawem odpowiedzialną społecznością za Polskę.

Doświadczenia starych, wcale nie muszą być odziedziczone przez młodych. To na bazie tego, co starzy zafundowali młodym, ci drudzy mają prawo zapisać własne karty historii. To jest normalne. Żadnym paragrafem nie zakazane. Starsze pokolenie czasem powołuje się/usprawiedliwia, że za jego czasów było inaczej. Tak, było inaczej. Ale świat pędzi do przodu i w tym swoim pędzie nie ogląda się na przeszłość. Niektórzy starsi z perspektywy czasu sami mówią, że pewnymi sprawami pokierowaliby inaczej. Wówczas mieli poczucie, że to co czynią, czynią dobrze. Byli wtedy młodzi i grała w nich gorąca potrzeba zmian. Chcieli rewanżu na komunie, na PRLu.

Tak było za czasów mojej młodości. Ale te czasy minęły, były ważne, ale minęły. Stanowią dzisiaj Historię, na kartach której, na zawsze zapisane są wydarzenia 1968 roku, 1981 roku i 1989 roku. Ludzie chcieli żyć inaczej, godniej. Bez tego strasznego szowinizmu, bez tego prostackiego nacjonalizmu, bez tego coraz bardziej panoszącego się populizmu. Byli tacy, którzy nie mogli znieść tego chamstwa i zamordyzmu, które kiedyś były cechą wyróżniającą endecję czy sanację. Starsze pokolenie pamięta tzw. moczarowców, ubeków, antysemitów. Pamięta "jedyną i słuszną" partię, która po dokonaniu czystek doszła do władzy. Tak, PZPR, której czas słusznie minął.

Historia pamięta hasła i szyld tej partii. Pamięta batalie jakie toczono i to, kto był twarzą tych batalii. Polska przeszła wiele i nic to ją nie nauczyło. Polacy niczego się nie nauczyli. Wiecznie między sobą o coś walczą, zapominając o kraju w którym żyją. I znowu zataczając kolejne koło, skończyliśmy w nowym tysiącleciu prowadząc ze sobą stare/nowe batalie. Oto mamy wojnę polsko-polską. Z jednej strony walczy mocno zdeterminowana Polska faszyzująca, narodowokatolicka i populistyczna Kaczyńskiego, z drugiej strony barykady stoi zbieranina różnych koniunkturalnych grup o różnych interesach i poglądach. Obie strony toczą wewnętrzny bój o władzę. Bo o cóż by innego.

Na drugi plan zeszły nawet wydarzenia geopolityczne, niezwykle groźne swoją rozwojowością wydarzeń nie tylko dla Polski, ale dla świata. Ale co tam. Nasza chata z kraja. Lubimy się bić, więc gdy nie mamy zewnętrznego wroga, szukamy go na własnym podwórku. Co gorsza, robimy wszystko, by utrzymać ten "wojenny" stan jak najdłużej. Nie zauważamy, jaką krzywdę sami sobie robimy. Nieważne, że za miedzą prawdziwa regularna wojna. Nieważne, że sytuacja na świecie jest alarmująca. Kłócimy się wewnętrznie i zwalczamy, bo mamy to we krwi. Jesteśmy w tym co robimy wredni, nieustępliwi, wściekli i źli do szpiku kości. Taki jest nasz charakter, taka jest nasza mentalność.

Minęły epoki, a u nas pod tym względem nic się nie zmieniło. Moje musi być zawsze mojsze. I taka jest partia PiS. Taki jest Kaczyński, główny prowokator i populista. Te wszystkie informacje o jego końcu, są wyssane z palca, są jedynie pobożnymi życzeniami tych, co to głoszą. Prawda jest inna. Taka, że Kaczyński i jego partia nigdy się nie poddadzą. Nigdy nie zrezygnują z walki o władzę. Bo według niego, władza należy się wyłącznie jemu. Nigdy nie ustanie w próbach niszczenia i zniszczenia politycznego przeciwnika. Będzie to robił aż do skutku. Nie odda ani centymetra swojej "własności" ani jednej swojej "duszy". Zatem przez Koalicję 15X została wygrana tylko jedna z bitew. 

Z dniem 15 października 2023 roku nic się nie skończyło, ani nic się nie zaczęło. Woja polsko-polsko jak trwała, tak trwa nadal. Wcześniej skutecznie i nieodwracalnie (jak się wydaje) skażona PiSem ziemia i skażona PiSem część społeczeństwa, czekają na całkowite odbicie. Jest to wschodnia część Polski, do której oprócz PiSu, przyznaje się rydzykowy kościół, Konfederacja, kibolsko-knajacka zbieranina i cwani koniunkturaliści (stojący z boku i przyglądający się wydarzeniom). Wszystkich charakteryzuje skłonność do ruskiej mentalności, podszytej pogardą/nienawiścią dla ciemnych mas i innych mniejszości i wieczna potrzeba posiadania wewnętrznego wroga.

Dla ich wyborców nie mają znaczenia ich tłuste i nalane od dobrobytu gęby. Nie mają znaczenia, bo oni sami (wyborcy) wciąż tkwią w tej kaczyńskiej naftalinie i w tym mentalu, pokropionym wodą od Rydzyka. Święta nacja prawdziwych patriotów, stojąca na straży swojej "własności" (czytaj: wschodniej Polski) na czele z Kaczyńskim, Rydzykiem i Bosakiem. Nic się nie zmieniło. Mogą zmieniać się hasła i szyldy, a nasza mentalność i postawa jak były, tak nadal są niezmienne. Wciąż tkwi w nas ruski szatan, do którego dołączył pisowski. Razem nałożyli pętlę na polską szyję i zaciskają ile wlezie. Dlaczego cała reszta nie reaguje? A jeżeli już, to dlaczego tak słabiutko?

Cała ta sytuacja z 15 października 2023 roku przypomina mi wydarzenia 1989 roku. Przypomina, bo mamy do czynienia z podobną walką. Ta sama walka, ten sam wróg. Że dzisiaj ten wróg ma inną twarz, to mało ważne. O wiele ważniejsze jest, że jego natura nie zmieniła się ani o jotę. Zło od zawsze zwalcza Dobro. Od zawsze toczą ze sobą tę samą krwawą wojnę, na ołtarzu której składane są ofiary. Niezmiennie. Kiedyś plac Tienanmen, dzisiaj Charków, Mariupol, Bucza w Ukrainie. Tam były i są czołgi, a u nas na razie toczy się walka na słowa. Kto głośniej krzyknie, kto bardziej dosadnie użyje niepolitycznych słów. 


TO ZŁO PRZECHODZI Z OJCÓW NA SYNÓW, KTÓRZY Z CZYSTEJ WYGODY PŁYNĄCEJ Z WYPRACOWANEGO KONIUNKTURALIZMU, PRZEJMUJĄ OJCOWIZNĘ. BEZKRYTYCZNIE. PRZEZ CO STAJĄ SIĘ GORSI OD WŁASNYCH OJCÓW.

Wszyscy w Polsce, bez względu na pokolenie, jesteśmy aktorami wciąż tej samej sztuki. Zmieniają się twarze scenarzystów i reżyserów, zmienia się sceneria, ale to nic nie zmienia. Wciąż jest tak samo. Jacy my jesteśmy ubodzy, pod każdym względem. Aż przykro patrzeć.


Obrazy: *Internet  

środa, 17 lipca 2024

S A M tego chciał...



No cóż..., polityka nie wyjechała na wakacje. Nie ma chwili spokoju, tyle się dzieje. A w świetle tego, co się dzieje, miniona pisowska władza nie daje o sobie zapomnieć. Nie daje, bo pozostawione przez nią miny skutecznie rozbrajają każdą próbę Tuskowego procesu rozliczeniowego, albo przynajmniej ją opóźniają. Donald Tusk jest już świadomy, co wziął sobie na głowę. Widzi różnicę między swoim pierwszym (2007-2015) podejściem do kierowania państwem, a drugim, który zaczął z dniem 13 grudnia 2023 roku. Wtedy była inna rzeczywistość i jeden koalicjant (PSL). Dzisiaj jest zupełnie inna rzeczywistość i kilku koalicjantów (PSL Polska2050 Lewica).

Dzisiaj jest trudniej ze względu na wielość i zawiłość spraw pozostawionych przez poprzednią ekipę i ze względu na geopolitykę. Koalicja 15X wygrała ostatnie wybory, ponieważ obiecała skutecznie rozliczyć poprzednią władzę i ponieważ wyborcy uwierzyli Donaldowi Tuskowi. Uwierzyli, że on jedyny jest w stanie zrobić porządek ze Zjednoczoną Prawicą. Dominował nad innymi w tym przekazie. Górował inteligencją, kulturą słowa, zdolnością komunikacji z wyborcami. Zaskarbił sobie ich zaufanie. Którym to zaufaniem, rykoszetem również zostali obdarowani przyszli koalicjanci. Co dzisiaj z tego mamy? Po siedmiu miesiącach sprawowania przez nich władzy?

Co ma dzisiaj z tego sam Donald Tusk? Jak się okazuje, nie tylko plusy, ale i minusy. Fakt, wyprzedza swoich politycznych partnerów w każdej dziedzinie. Z racji doświadczenia i politycznych umiejętności, ma duże polityczne poparcie, społeczne zaufanie i szacunek. Ma gwarantowaną i niepodważalną przez nikogo międzynarodową pozycję i nie brakuje mu osobistej determinacji. Jest świetnym, silnym i charyzmatycznym przywódcą, wobec którego koalicjanci czują respekt. To jego żelazne atuty. Dzisiejsza opozycja może się z tym nie zgadzać, ale wiemy doskonale, że nigdy nie akceptowała Donalda Tuska jako takiego, tym bardziej nie akceptuje go jako przywódcy Polski.

Jednak wyborcy postawili na niego całe swoje zaufanie i nadzieję na powrót do normalności. Cokolwiek się nie dzieje, Polacy patrzą na premiera Tuska. Jakie efekty by nie miał jego gabinet, Polacy patrzą na premiera Tuska. Jeżeli są popełniane błędy, Polacy poprzez ich pryzmat oceniają premiera Tuska. A przecież ON JEST SAM. Donald Tusk jest jeden. Po to ma swoich ministrów, by nie musieć zajmować się wszystkim. Sam, zajmując się polityką europejską, bezpieczeństwem Polski, kolejnymi kampaniami (w tym przyszłą prezydencką), dbając w pojedynkę o wizerunek rządu, pilnując rozliczeń i dziwnych ruchów swoich koalicjantów, przyznajmy, ma sporo na głowie. 

W dobie tak gorących czasów w jakich żyjemy, premier po to ma swoją Radę Ministrów, by ta dbała o resortowe sprawy. Donald Tusk w naszym imieniu zawierzył nasze sprawy wyznaczonym ministrom. Zaufał im, że dobrze będą spełniać swoje role i funkcje. A efekty ich pracy będą polskich wyborców satysfakcjonować. Na razie premier "każdego dnia zaciska pięści i zęby, i myśli sobie: musi być szybciej, musi być sprawniej". Takie same myśli mają wyborcy. Jednak, czy to ma być wytłumaczenie tego, co widzimy? Tego, że pozostawieni sami sobie ministrowie, tworzą niezgraną grupę, wysoce dysfunkcjonalną, a przez to nieskuteczną. Nie pomaga też brak rzecznika rządu.

Czy pomimo nawału zajęć, premier powinien bardziej kontrolować swoich urzędników? Powinien osobiście rozdzielać zadania i osobiście kontrolować ich realizację? Rozliczać własnych ministrów, każdego z osobna? Czy wybrani ministrowie są godni zaufania premiera i wyborców? Po siedmiu miesiącach ich pracy, Polacy mogą już wyrobić sobie swoje opinie. A sondaże są tylko ich potwierdzeniem. Potwierdzeniem tego, że dzieje się nie najlepiej. Wziąwszy pod uwagę fakt, że premier nie rozliczył przed wyborcami swoich poprzednich rządów, można stawiać pod znakiem zapytania zasadność determinacji w rozliczaniu rządów PiS. Uczciwość to podstawa.


Będąc przez lata poza polską polityką (Bruksela), miał okazję poszerzać horyzonty. Miał okazję spojrzeć na polską politykę z innej perspektywy. Teraz, po powrocie do kraju, zastał inną w nim rzeczywistość. Dawniejsza niemrawa opozycja, pokazała kły i pazury. Pozwoliła sobie na coś, na co nikt inny wcześniej sobie nie pozwolił. Pozwoliła sobie na totalną demolkę państwa. Odpowiedzialność za naprawę, wziął na siebie świadomie. Nikt mu nie kazał. Nikt do niczego nie zmuszał. Dobrał sobie ludzi i stworzył z nich rząd. Każdemu koalicjantowi zaproponował w nim miejsce. Sprawiedliwie jak sądził. Bo tak należało się zachować. Co dzisiaj z tego ma? 

Niemrawe reagowanie na bieżące kryzysy. Powolne, mało skuteczne działania wymiaru sprawiedliwości. Popełnianie przez ministrów licznych błędów. Jednym słowem - "ciamciaramcia". Tak to widzą wyborcy. Ministrowie nie mogą sobie pozwolić na wielokrotne naprawianie własnych błędów, bo czas ucieka. Do niczego w ten sposób rząd nie dojdzie. Pogłębia się rozczarowanie wyborców przy coraz głośniejszej radości pisowskiej opozycji. Tylko patrzeć, jak przy nieskuteczności nowej władzy nastąpi powrót starej. Tylko patrzeć, jak niemoc nowej władzy zrehabilituje starą. Tylko patrzeć, jak 30-procentowemu elektoratowi PiS wróci zaufanie do swoich. Ze zdwojoną siłą. I nie przeszkodzą temu ich wewnętrzne kłopoty.

Konflikty mogą zostać zamiecione pod dywan, gdy na horyzoncie pokaże się szansa powrotu do władzy. Karłowate przywództwo i wiek prezesa mogą przestać tak doskwierać. Bo nic tak nie zwiera pisowskich szeregów, jak wizja powrotu do tego, co było. Praktycznie PiS nie musi nic robić, widząc nieudolność rządu Donalda Tuska. Mogą na spokojnie przygotowywać się do wyborów prezydenckich. Tak może być, jeżeli nowa ekipa zlekceważy d a r, jaki otrzymała od Polaków, jeżeli zachłyśnie się władzą i zapomni o obietnicach. Bo rozgrywki jakie toczą między sobą koalicjanci, mogą do tego doprowadzić. 

Który koalicjant i o co gra, widać z daleka. Widać szorstką przyjaźń premiera Tuska z prezydentem Warszawy R. Trzaskowskim. Widać wręcz chorobliwą chrapkę na prezydenturę Sz. Hołowni. Widać zachowania PSLu, który przez pryzmat własnego konserwatyzmu nie zauważa, że w Polsce i na świecie nastąpiły zmiany i gra wyłącznie na siebie. Widać niedołężną Lewicę, z ochotą podkładającą nogę każdemu koalicjantowi, by tylko utrzymać się na fali. Każdy z nich ma swój interes na uwadze. Żaden z nich nie widzi interesu Polski i Polaków. Kolejny raz świadomie kupiliśmy kota w worku i bardzo boleśnie się o tym przekonujemy.

A wisienką na torcie jest pytanie - czy premier Donald Tusk tak naprawdę rozważa wziąć udział w wyścigu o prezydenturę? Podobno się wycofał. Podobno. I nie dziwiłabym się. Wszak to wygodna posada i jakie zwieńczenie politycznej kariery. Do wyborów prezydenckich mamy jednak jeszcze rok, a przez ten czas wiele się może wydarzyć. I w Polsce i na świecie. Za rok bowiem, będziemy żyli w jeszcze innej rzeczywistości. Geopolitycznej. Zanosi się, że mało sprzyjającej Polsce. Zatem nie należy marnować tak dla nas cennego czasu. Tylko granie do jednej bramki i regularne i skuteczne rozliczenie PiS, pomoże temu rządowi. Tak każe zrobić l o g i k a i zdrowy rozsądek

Tego oczekuje polski wyborca. Czy zatem, Donald Tusk, okaże się skutecznym trenerem własnej drużyny? Mam świadomość, że igrzysk nam jeszcze nie zabraknie, w postaci "kuchennych" rozgrywek i koalicyjnych przepychanek, pisowskich podchodów i wycia politycznych pitbulli. Bo taka była i jest polityka. Niestabilna i brudna, bezczelna i egoistyczna, nienasycona. Ale póki co mamy swojego Donalda Tuska, z jego planami i nadzieją, z jego pozytywną emocją i determinacją. A to cechy, które jednoczą i mobilizują. 


Donald Tusk świadomie wszedł w polską politykę, świadomie wziął na siebie ciężar odpowiedzialności za przyszłość Polski i Polaków. Wszystkich. Bez wyjątku. Sam tego chciał.


Obrazy: *Internet *Wikipedia *YouTube