niedziela, 4 grudnia 2022

P A S I E K A

Pasieka to jest coś takie, ważne dla narodu. To jest coś takie, że się w pale nie mieści. Nie ma to tamto, pieniądze nie pieniądze, bo jest tak, że najsamprzód jest pasieka gdzie mieszkajom pszczoły i gdzie mieszka ich właściciel, potem długo... długo nic, a potem tylko sam... miód. Ale uwaga, pasieka to nie jest tak, że wchodzisz z butami jak do jakiej stodoły. Pasieka to takie coś, że wam gały na wierzch wychodzą. Nie ma tak, że pcha się tam jeden z drugim z tymi łapami... tak nie wolno. Najsamprzód troszkę kultury osobistej i... dopiero potem z łapami. 

Pasieka nie jest dla wszystkich, tylko dla tych "czystych". Różni ludzie są na świecie, nie każdy nadaje się na ulowego trutnia, bo ponieważ pasieka ma to do siebie, że ma swoje >sacrum<, a tam w środku tego >sacrum< rządzi królowa otoczona trutniami i jak przychodzi co do czego, to te trutnie, no wiecie, latajom, bzykajom, i potem z tego wychodzi niezła jatka. Ale... to tylko dla wtajemniczonych i obytych jest. Kryteria som przestrzegane, dobór trutni kontrolowany, jak jaki podpadnie, to się go zaraz wymienia. To tak w razie czego... mówię...

Zapraszam więc do ULA! Każdy znajdzie coś dla siebie.

                                                             Królowa Elżbieta Witek


"Myślę, że rząd polski, wybrany w demokratycznych wyborach, mający większość parlamentarną, a także pan prezydent, który ma olbrzymi mandat z bezpośrednich wyborów – mamy pełne prawo, żeby realizować swój program" 

                                                               Antoni Macierewicz


"Dzisiaj decyduje się, czy w ogóle Polska będzie państwem, czy też swoją państwowość utraci. Dziś rozstrzyga się, czy Polska stanie się fragmentem innej międzynarodowej struktury o liberalno-antychrześcijańskiej ideologii, czy też wywalczy na arenie międzynarodowej status niepodległego państwa, samodzielnego aktora sceny politycznej"

                                                                  Piotr Wawrzyk


"Postępowanie polskich władz jest dobrze oceniane przez sojuszników"

                                                                          Donald Tusk


„Powiem brutalnie. Na tym szczycie nie potrzebuję pana prezydenta“

                                                                  Anna Milczanowska


"Jesteśmy przyzwyczajeni, że Tusk mija się z prawdą"

                                                                             Jacek Kurski


"Będę konsekwentny w odzyskiwaniu dla PiS urzędu po urzędzie, przedsiębiorstwa po przedsiębiorstwie, agendy po agendzie. Trzeba jasno powiedzieć, że 16 miesięcy po wygranej PiS żaden działacz czy zwolennik naszej partii, który wykrwawiał się w naszych kampaniach wyborczych, nie może cierpieć głodu i niedostatku"

                                                                          Piotr Zgorzelski


"Twój hak jest lepszy niż mój"

                                                                               Marek Suski


"Bo jeśli rodzina kandydata walczyła o Polskę, o niepodległość, dziadek był w AK, a pradziad uczestniczył w powstaniu styczniowym, to taki ktoś daje nam gwarancję genetycznego patriotyzmu. (…) Wyjaśnię to tak: jeśli twój dziadek miał dyplom, ojciec miał dyplom, to ty już dyplomu pokazywać nie musisz. Wychowywanie w porządnej rodzinie, gdzie dbano o wartości, gwarantuje przyzwoitość"

                                                                             Łukasz Mejza


"Mamy do czynienia z największym atakiem politycznym po 1989 roku. Atakiem bezpardonowym i bez precedensu. Atakiem, w którym przekroczono wszystkie możliwe granice, aby obalić rząd. Atakiem, w którym manipulując faktami, do walki politycznej wykorzystuje się chore, niewinne osoby i ich rodziny. Atak ten jest wymierzony we mnie, ale jego celem jest obalenie większości rządowej"

                                                                Przemysław Czarnek


"Rodzic to ten, co zradza potomstwo. Zrodzić potomstwo może tylko kobieta z mężczyzną. To są oczywiste sprawy, znane ludziom od miliardów lat"

                                                                           Beata Mazurek


"Hej Czarnek Ty głuchy jesteś? Nie trzymaj nas w nieustannej niepewności tylko miej odwagę udzielić odpowiedzi?"

                                                                      Joanna Lichocka 


"Z całą pewnością warto, by władze klubu niezwykle starannie przygotowały listy wyborcze w przyszłych wyborach do parlamentu"

                                                                   Marek Kuchciński


"Kto jest przeciw, proszę podnieść rękę. Kto wstrzymał się od głosu, proszę podnieść rękę. Dziękuję. Nie widzę. To znaczy wszystko jedno, czy widzę, czy nie widzę. Dziękuję bardzo. Podaję wyniki głosowania"

                                                                        Robert Biedroń


"I nadal pokładam, ale nie z Leszkiem Millerem na czele. Ubolewam nad tym, że Leszek Miller znów chce kończyć. On nigdy nie skończy, z tymi atrybutami się nie kończy. I pociągnie lewicę w dół, ubolewam nad tym, to taki trochę powrót żywych trupów do SLD, chyba nie o taką lewicę nam chodzi w Polsce. I jest to porażka"

                                                                      Zbigniew Ziobro


"Ludzi dzielimy na bogatych, i na tych którym na co dzień nie staje"

                                                                    Eugeniusz Kłopotek


„Czasem się zastanawiam się, czy mamy do czynienia z poważną polityką, czy komedią. Panowie – a mówię to do otoczenia prezydenta i premiera – wam totalnie odbija. Podkreślam, totalnie odbija!“

                                                                   Jarosław Kaczyński


                                                        Królowa ULA Elżbieta Witek


                 „Ta instytucja przestała być poważna”


Nie zostało mi nic innego, jak tylko zgodzić się z Królową.

A tak już na poważnie, czy powyższe i tekst czegoś Wam nie przypomina?


*Cytaty pod obrazami są oryginalne.

Obrazy: *Demotywatory *Press *Interia *Kwejk *Facebook 

czwartek, 1 grudnia 2022

Nie oddamy władzy! NIGDY!

Władza raz zdobyta, nigdy nie zostanie oddana. To jedyna najważniejsza rzecz, jaka kiedykolwiek interesowała i nadal interesuje prezesa PiS. Nie ma dla niego nic ważniejszego. Liczy się TYLKO władza, co udowadnia całą karierą. Jakim kosztem utrzymywana, to nie istotne. Jeżeli potrzeba do tego więcej pieniędzy, to się znajdą. Jeżeli trzeba do tego wykorzystać kolejne miliardy, którymi zasili się podporządkowane mu media publiczne, no to co(?), przeznaczy się je i już. Wszak teraz jest odpowiedni moment, rok wyborczy. Partia rządząca musi mieć medialną obsługę na najwyższym j najskuteczniejszym poziomie.

Kwota 2,7 mld zł dla TVP i Polskiego Radia, to nie byle jaka kasa. Pisowska propaganda będzie bardzo dobrze opłacona.

Że państwo finansowo już nawet nie zipi, a wykonuje wręcz agonalne podrygi, kogo to obchodzi(?), na pewno nie prezesa. Dawno już odseparował się od realiów życia polskiego społeczeństwa, od dawna nie obchodzi go jak sobie radzi. Życie tam na dole, to szczegół z którym zmagać mają się pomocnicy, nie on. Zatem z pomocą oddanej, bo dobrze opłacanej TVP zrobi wszystko, żeby władzy raz zdobytej nie oddać nigdy. NIKOMU. Taki był i taki dzisiaj jest plan. Co widać, słychać i co w powietrzu czuć.

„W ostatnim roku realizowaliśmy strategię tysiąca Wietnamów. Ścigaliśmy Platformę wszędzie, gdzie się da i wiązaliśmy ją w ważne potyczki” - tak kilka lat temu mówił ówczesny rzecznik PiS A. Hofman. I co, czy cokolwiek się zmieniło? Uważny obserwator polskiej polityki złoży puzzle w całość. Wniosek - PiS nigdy nie zszedł z tej drogi. Dzisiaj wraca właśnie do starej dobrej taktyki, z nowym/starym rzecznikiem R. Bochenkiem, takim samym czarusiem jak jego poprzednik Hofman. Będziemy więc świadkami strategii niszczenia Donalda Tuska. Jedynego śmiertelnego politycznie wroga prezesa.

Częścią planu jest rozliczenie rządów PO-PSL za wszelką cenę, teraz chcą tego dokonać pod płaszczykiem prowadzenia polityki energetycznej. Rozliczenie dotyczyć ma tylko tego rządu. Tylko te fakty mają ujrzeć światło dzienne, by opinia publiczna znowu skupiła się na narzuconym przez prezesa, temacie, który ma nas skutecznie kłuć po oczach. W tej rozgrywce nie mają znaczenia pierwsze rządy PiS-u w latach 2005-7, kiedy to ich minister W. Jasiński podpisywał strategiczne umowy związane z energetyką. Nie mają znaczenia też rządy L. Millera (SLD), to stara pieśń przeszłości. I niech tak zostanie.

Natomiast wyjątkową uwagę należy skupić na Donaldzie Tusku, nawet postawić Go przed Trybunałem Stanu rękami Z. Ziobro. 

Kiedy Donald Tusk był poza polską polityką, Ziobro z prezesem okazjonalnie przypominali sylwetkę DT, zawsze jednak w negatywnym świetle. Sytuacja odwróciła się, gdy ten wrócił na łono ojczystej sceny, gdy okazało się, że On i Jego partia są dla PiS poważnym zagrożeniem, że mogą sięgnąć po władzę. I nagle to do nich dotarło. Szukają na Tuska haków, by Go pogrzebać raz na zawsze. Jak nie haki, to więzienie, albo Trybunał. Polityczna kalkulacja jakimikolwiek nićmi szyta, musi być sprawna i sprawcza. Będzie się więc sporo działo, pomimo, że na pisowskim okręcie bunt goni bunt. Jak nie na Śląsku to w Komisji sejmowej.

Partyjne "Michałki" tańcują, dwoją się i troją strzelając na codziennych konferencjach pomysłami, czego to partia rządząca nie zrobi. A dobrze opłacana TVP Info w wyjątkowy dla siebie sposób gmatwa rzeczywisty obraz. Ile się da. Tak oto podrzuca się tematy pod debaty opinii publicznej. PiS, ponieważ ma większość (o czym nie zapominajmy), na sejmowej komisji finansów "przegłosowało zwiększenie finansowania mediów publicznych z 1,995 mld zł na 2,700 mld zł". Gigantyczna kasa, nie do ogarnięcia przez przeciętnego zjadacza chleba. A wszystko dla władzy, którą raz zdobytą, nigdy nikomu się nie odda. 

A ponieważ środki są na wyciągnięcie ręki, prezes się nie krępuje.

Jak wszem wiadomo, na wojnie i w miłości, wszystkie chwyty dozwolone. Partia walczy nieprzytomnie o utrzymanie się przy władzy, stosując ciosy poniżej pasa, atakując przeciwników w niewybredny sposób, jako narzędzie wykorzystując choćby wymiar sprawiedliwości i media państwowe. Wszak partyjne interesy dla "Michałków" to drogowskaz prowadzący do utrzymania władzy dla prezesa, która to władza jest najświętszym dla niego Graalem. Cała ta polityczna zawierucha jest zwiastunem nieuczciwych wyborów. To akurat mamy jak w banku. 

Skąd ta pewność? Stąd, że prezesa stać na wszystko. Dosłownie. To desperat, a taki nie cofnie się, będzie szedł do przodu po przysłowiowych "trupach", bez zwracania uwagi na konsekwencje swojego uporu. Przykładem niech będzie afera z Pegasusem, przy pomocy którego podsłuchiwano opozycję, środowisko prawników i prokuratorów i mniej znaczących polityków. Jestem przekonana, że najbliższe wybory pokażą wyjątkowo prawdziwą twarz prezesa. Pokażą, ponieważ te wybory, to jego być albo nie być na scenie polskiej polityki. Nie będzie skrupułów, nie będzie wstydu, będzie bezwzględność jednego człowieka.

Któremu to człowiekowi potrzebne jest całkowite podporządkowanie sobie  sędziów i sądów. Mieć wpływ na wyroki, to krok do państwa autorytarnego, w którym rządzący raz zdobytej władzy nie oddają. Choćby się waliło. Bo zawsze mogą wtedy przeciwników politycznych straszyć procesami i wyrokami. Zawsze też mogą poddać w wątpliwość równość, uczciwość i wiarygodność kolejnych wyborów. Jest jeszcze kwestia partyjnych działaczy, którzy nie chcą zmieniać swojego status quo. A ich status quo to spółki skarbu państwa i przeróżne fundacje. Żyją tam sobie jak pączki w maśle. 

Utrata władzy przez PiS, to koniec ich El Dorado. Idzie o setki tysięcy ludzi, którym grozi perspektywa pewnej jak śmierć, społecznej degradacji, albo czegoś gorszego. By tego nie stracić, są gotowi na wszystko.

Donald Tusk nie wyląduje w więzieniu, ani przed Trybunałem Stanu. Nie ma takich zarzutów, by uruchomiły ten proces, nie będzie też odpowiedniej większości parlamentarnej, by do tego doprowadzić. Podejrzewam, że dla prezesa to tylko polityczna gra, element rzucony gawiedzi na pożarcie. Liczy się władza. Nad Państwem. Nad społeczeństwem. Liczy się chaos, dzięki któremu prezes utrzymuje niestabilność, tak przez siebie pożądaną. Dzięki temu kontroluje ogólną debatę. Przykrywa niewygodne tematy drugimi, nagłaśniając te nic nie znaczące.

Rzuca przede wszystkim swoim zwolennikom podarek, przeciwników politycznych, jako przyszłych potencjalnych skazanych. 

Jest i druga, nie mniej ważna strona medalu. Tak jak PiS i wszystkim od niego zależnym, zależy na zachowaniu władzy, tak opozycji nie zależy na jej przejęciu. Kto by chciał sprzątać cudze brudy? Do tego takie, które bardzo trudno będzie zastąpić czymś sensowniejszym i bardziej atrakcyjnym. Aktualna władza już sobie w odpowiedni sposób wychowała przynajmniej część opinii publicznej. Gdyby zatem doszło do zmian, wierni i lojalni dadzą upust swojemu niezadowoleniu, obojętnie o co będzie chodzić. Taka postawa utrudnia rządzenie. Tym bardziej, że dzisiejsza opozycja nie ma takiej determinacji, jaką się chwalą rządzący. 

Liczenie na to, że PiS pozagryza się z własnymi przystawkami, to grzech śmiertelny opozycji.

Dzisiejsza opozycja wygląda mi na miękiszonów. Dzisiaj opozycja nie jest zdolna do narzucania tematów, a co dopiero do zdobycia władzy. Jeżeli jej strategią jest liczenie na jakieś pisowskie potknięcia i zwiększenie społecznego niezadowolenia z powodu inflacji, drożyzny czy trudnej zimy, to jest to strzał w stopę. Zasadą "umienia" liczenia, jest umiejętność liczenia na siebie samego. Władzy, nikt opozycji nie poda na tacy, sama sobie musi ją wyrąbać, za przeproszeniem. Jeżeli dalej będzie taką "ciamciaramcią", jaką jest teraz, PiS zdobędzie III kadencję bez ruszania małym paluszkiem w bucie.

Wszyscy wiemy, że rządzący nie cofną się przed niczym. Wiemy bardzo dobrze, że nie boją się nikogo i niczego. Na sztandarach wyraźnie wypisali sobie słowa: "A po nas choćby potop". Coś Wam to mówi, prawda? 

Odkąd pamiętam, władza PiS gmera przy Konstytucji Rzeczpospolitej. Do tej pory nie udało się nic zrobić. Ale próby nieustająco trwają. Mają jeszcze rok na to, by zapisy zmienić tak cokolwiek postanowią tam umieścić, aby zawsze działały na ich korzyść. Czy będą w przyszłości mieć władzę, czy jej nie będą mieli.

PRZYPOMINAJKA - niedoścignionym symbolem tej władzy są losy stadniny w Janowie Podlaskim.


Rysunki/obrazy: *nawesoło.pl *letsing.pl *Facebook 

środa, 30 listopada 2022

Loża szyderców... jak u Mappetów?

Na wzór stetryczałych i jakże zgryźliwych malkontentów z "The Mappet Show" mam potrzebę na gorąco zareagować tym tekstem na wiadomość dnia, o czym poniżej.

"Im bardziej władza zaciska nad nami swoją pięść, tym mniej władzy się w niej mieści" - to między innymi powiedział sędzia Igor Tuleya, po przywróceniu Go po dwóch latach (741 dni) do orzekania. Przez te dwa lata cały czas czuł niezwykłe wręcz poparcie swojego środowiska i części opinii publicznej. Przez te dwa lata media (nie wszystkie) informowały, co u sędziego słychać i jednocześnie co robił resort Z. Ziobro, jakich kruczków prawnych dopuszczali się prokuratorzy, by zniszczyć sędziego, który im się postawił. Co będzie dalej? 

Czy ten dziwny dualizm prawny, nieprawnie powołany do życia tylko dlatego, by poprawić kondycję >ego< i samopoczucie ministra i prokuratora generalnego w jednej osobie i jego pomagierów, nawróci się? Cokolwiek to ma oznaczać? Nie ma nadziei przynajmniej przy tym rządzie i przy takiej obsadzie Ministerstwa Sprawiedliwości. Sprawa sędziego Tulei to tylko kropla w morzu podobnych spraw, w których główną jakby cechą było i jest nękanie i upokarzanie sędziów spoza pisowskiej ligi, spoza strefy zainteresowania samego ministra Z. Ziobro. 

To jego prawo ma być nadrzędne nad czymś, co było przed nim. Tak te sprawy mamy odczytywać.

Sędzia Igor Tuleya wraca po dwóch latach i jest to według mediów dobra wiadomość. Jednak sporu z Brukselą ten powrót nie załatwi. Za daleko zaszedł. Ale... to wydarzenie ma swoją rangę, choćby symboliczną, ponieważ wyjątkowo symbolicznie postać sędziego Tulei została wmanewrowana w spór o polską praworządność trwający od 6. lat, spór w pełnym tego słowa znaczeniu i z wszelkimi jego konsekwencjami. Zatem twarz sędziego jako najważniejsza i najbardziej rozpoznawalna, stała się twarzą protestu Jego macierzystego środowiska.

Spór w samym środowisku na pewno się tak szybko nie skończy. Jest bowiem tak, jak i w innych sporach, z jednej strony stoi PiS, a z drugiej... reszta świata. Z jednej strony blamaż jednego nad ambitnego urzędnika państwowego, z drugiej... prawna racja. Spór nie skończy się tak łatwo, bo tak łatwo nie podda się Ziobro. Decyzja Sądu to nic innego jak chwilowe poluzowanie środowisku sędziów, stojącym w poprzek "ziobrowym" zmianom. Chyba kiedyś musiało do tego dojść, ze względu na wcześniejsze wydarzenia dotyczące wymuszenia przez UE likwidacji Izby Dyscyplinarnej... ,

... która to Izba była batem na sędziów i ukochaną zabawką w rękach Ziobro i jego pomocników.

Unia Europejska mając na uwadze wypłatę Polsce ze środków KPO, wyraźnie zaznaczyła zależność od nich istnienia Izby Dyscyplinarnej. Wyraźnie zażyczyła sobie  powołanie w jej miejsce nowego Sądu, którego priorytetem ma być m.in. "weryfikowanie wcześniejszych decyzji i przywracanie do orzekania zawieszonych sędziów". Przez to wymuszenie i przez szanse otrzymania wreszcie rzeczonych środków, politycy zjednoczonej prawicy, jeden przez drugiego, usiłują teraz jak najszybciej zgasić wywołany przez siebie samych, ten brukselski pożar. 

Przywrócenie sędziego Igora Tulei do orzekania, który i dla Brukseli jest symbolem sprzeciwu wobec polskiej władzy, jak na ironię, ma być batem na pisowski rząd. Co się teraz stanie? Trzeba poczekać na otrzeźwienie władzy po sądowym wyroku. Na pewno coś wymyślą. A sędzia Igor Tuleya niestety, nie może jeszcze spać spokojnie. Są wątpliwości choćby z powodu powyższego sporu, który nie jest taki łatwy do załagodzenia, a nie jest zważywszy na brudne niepolityczne metody stosowane przez polski rząd, że o braku jakiejkolwiek dyplomacji nie wspomnę. Unia zdążyła się nauczyć pojedynkować z polskim rządem. Ma za sobą lata praktyki. 

Ponieważ od samego początku obu stronom chodziło tylko i wyłącznie o praworządność, kwestii żywotnie dla Polski fundamentalnej, nie ma mowy o jakimkolwiek ustąpieniu kogokolwiek. O uspokojeniu sytuacji możemy zapomnieć, póki państwo kontrolowane jest przez PiS. Mamy na szali podzielony Sąd Najwyższy, mamy zapełniony harcownikami Trybunał Konstytucyjny, mamy KRS z co najmniej dyskusyjnymi decyzjami, dotyczącymi starych i kolejnych nowych nominacji sędziowskich.

Jak się ma do tego sprawa sędziego Tulei? Nijak. Na talerzu mamy tylko nie do końca wyjaśnioną wieloletnią wewnętrzną i zewnętrzną konfrontację. Mamy "naszych" i "waszych" sędziów, którzy bez oporu i na oczach opinii publicznej, wzajemnie podważają własne statusy. W tym chaosie sam diabeł się nie połapie. Trzecia władza, czyli Sądownictwo została zachwiana w posadach. Kto wie na ile lat. Kto wie, kto w tym sporze ma rację? Sędzia Tuleya represjonowany i szykanowany dochodzący swoich praw, czy Ziobro, nieustępliwy, agresywny, arogancki, zachłanny na władzę typ.

Sędzia jest pokaleczony przez władzę, zatem długo swojej "przygody" nie zapomni. Będzie pamiętał czym dzisiaj grozi walka przedstawicieli trzeciej władzy z  politykami partii rządzącej. Nie jest ostatnim, tuż za Nim stoją w kolejce następni sędziowie, którzy ośmielili się podnieść czoła... ciut za wysoko. Jestem ciekawa Jego dalszych losów. Jakim będzie sędzią? Sprawiedliwym? Bezstronnym? Jak na jego osobiste standardy przystało? Mimo wszystko? Tak czy siak, Jego przykład, to obraz rzeczywistości w jakiej znalazł się polski wymiar sprawiedliwości. Ta rzeczywistość to polityczne ciągoty do przewrócenia do góry nogami polskiego Prawa. 

Do tego co widzę, póki co, za grosz nie mam zaufania. Choćby dlatego, że dla pieniędzy TEN rząd, gotowy jest złamać nawet najświętsze swoje przekonania.


Obrazy: *Prawo.pl *Wiadomości *eGospodarka.pl 

wtorek, 29 listopada 2022

KONTREdans po... polsku

Tytułowe słowo jak wiadomo, oznacza zbiorowy, figurowy taniec towarzyski. Przypomina politykę, która też jest zbiorowa, figurowa i towarzyska. Kiedyś dotyczyła tylko salonów, a dzisiaj to również "rozrywka" uprawiana przez gawiedź. Różnica między tym tańcem a polityką polega na tym, że kontredans (później kadryla) tańczy się wyłącznie w parach, politykę zaś uprawia się w dowolnej konfiguracji i w dowolnym układzie. A skoro o nim mowa, właśnie w polityce czegoś takiego nie brakuje. Układy są różne, ale z jednego powodu tworzone, z powodu zdobycia władzy i jej jak najdłuższego utrzymania. 

Zawsze i wszędzie tworzone są układy. To dla nas nic nowego, że na politycznych "salonach" zawiązują się koterie i inne takie relacje między ludźmi uprawiającymi politykę, o zbliżonych proweniencjach i powiązaniach. Ludzi, dla których na pierwszym miejscu leży dobro... ich własne. Podobna synergia łączy ze sobą państwa. Polityków na całym świecie kręci dążenie do władzy, wywieranie wpływu wewnątrz swojego państwa lub poza nim. Jednostka taka lub grupa o rzeczywistych wpływach ma moc sprawczą nad społeczeństwem. Pod każdym względem.

Słowem - jak oni nam zagrają, tak my tańczymy.

Niczym nowym nie jest również fakt, że to politycy mają monopol na wiedzę, czego obywatelom potrzeba. Nie jest tajemnicą, że wiedzą najlepiej czego nam potrzeba, i że nasze potrzeby rozumieją wg własnego wyobrażenia. Jakoś dziwnie się składa, że pod tak nośnymi hasłami - warunków życia, społecznych stosunków, bezpieczeństwa, zaspokajania potrzeb wyższego rzędu i ogólnie pojętego ładu i dobra, politycy i lud rozumieją zupełnie co innego. Zważywszy fakt, że zgodnie z Konstytucją Rzeczpospolitej każdy może zostać politykiem, ta różnica stanowisk jest tak drastyczna.

Wszak wśród rządzących wielu ma wykształcenie na poziomie średniej szkoły. Wielu z nich charakteryzuje mniej niż średni poziom inteligencji. Wielu z nich nie potrafi poprawnie mówić w ojczystym języku. Zatem są to ludzie bez kompetencji, bez doświadczenia, bez odpowiedniego specjalistycznego przygotowania, by zarządzać resortami którymi kierują. Jednym słowem, do władzy od zawsze garną się w jakimś procencie ci, którym w życiu się nie powiodło i którzy nie za bardzo mogą się pochwalić lotnością umysłu. 

Wszyscy są częścią licznych układów rządzących Polską. Gdyby tak sięgnąć pamięcią, wywodzą się z zakamarków PRL-u, można je ocenić jako organiczny składnik o zabarwieniu komunistycznym ówczesnego państwa . Jednak swój "czar" układy rozwinęły z początkiem III RP w sposób wcześniej niespotykany. Politycy nauczyli się stwarzać pozory prawdziwego państwa, z hasłami demokracji i wolności na sztandarach. Z premedytacją i z uporem "godnym lepszej sprawy", przemienili państwo w jakąś bliżej niezidentyfikowaną atrapę, w jakieś państwo z tektury.

Słowo >układ< jak pamiętamy, to ulubione i bardzo obrazowe wyrażenie Kaczyńskiego o patologiach, którego z małymi przerwami używał przez całą karierę polityczną. Ta jego "walka" ze słynnym układem wyróżniała go wśród innych środowisk. Układ miał "powstrzymywać integracje z NATO i UE i rozwój gospodarki rynkowej". Miał odpowiadać "za brutalny model transformacji i pogorszenie poziomu życia". I to >układ< jest winny uległości wobec „dyktatów brukselskich” i „ataków skrajnej lewicy”.

"Gdy prezes PiS wskazuje wrogi układ, możemy mieć pewność, że wcześniej czy później stworzy układ własny"

Polska była i jest przesiąknięta układami, które zmieniały oblicza zależnie od zawieranych sojuszy politycznych. Środowisko J. Kaczyńskiego, jego własny prywatny układ, nigdy nie był gorszy od tych ściganych przez niego.  Co nie przeszkadzało mu przez lata snuć teorie zdobywające zwolenników. Co nigdy nie przeszkadzało mu snuć wizji o nowym silnym państwie. By stworzyć takie państwo uciekł się do przejęcia sądów, do totalnej czystki w instytucjach publicznych i obsadzenia ich "swoimi" ludźmi.  Próbował zmierzyć się z mediami prywatnymi. Zagarnął Trybunał Konstytucyjny. 

Wszystko celem osiągnięcia tego co zamierzał, czyli stworzenia państwa nad którym dla jego dobra, ma być prowadzony nadzór i kontrola przez partię rządzącą, oczywiście jego partię. Inaczej groziłby nam wewnętrzny chaos i osłabienie kraju. I nie zająknął się nawet mówiąc na drugim wdechu, że... 

..."w Polsce demokracja z całą pewnością nie jest zagrożona. Nie jest zagrożona także praworządność. Jest zagrożony układ. I my z tym układem będziemy walczyć.  My go chcemy zniszczyć. My go chcemy zniszczyć metodami prawnymi, dopuszczalnymi w państwie praworządnym. My go chcemy przede wszystkim zniszczyć moralnie. My go chcemy pokazać. My chcemy pokazać także jego obecnych obrońców. I mamy do tego prawo.  Mają do tego prawo polscy obywatele". Tak było 15 lat temu.

Teraz Kaczyński mając władzę jakiej nikt po 1989 roku nie miał, prowadzi swój kontredans, będąc w tym politycznym tańcu, prowadzącym. Dalej zapewnia o istnieniu >układu< w polskich sądach, innych nie mniej ważnych instytucjach, a nawet w kulturze i nauce. Wszędzie wg niego jest >układ<, który za wszelką cenę należy zniszczyć, jak powiedział lata temu. Kiedy tylko ma okazję zapewnia swoich wyznawców, że znowu wygrał z układem i chwali się jaki jest sprawczy. Przemilcza jednocześnie fakt, że tuż pod naszym nosem tworzy się za jego zgodą tzw. "nowa oligarchia".

Przykład - Daniel Obajtek wg prezesa wzór młodego menadżera godny do naśladowania, który szasta na prawo i lewo kondycją firm strategicznych dla Polski, transferując przy okazji publiczne pieniądze do prywatnych rąk. Kaczyński na to pozwala, bo musi mieć przy sobie kordon zaufanych i lojalnych. Układy zalały całą Polskę, od centrum po najdalsze jej obrzeża. Rządzą w nich ci, co pokazali, że wszystko "mogą". Nie uświadczysz tam znawców i ekspertów, są tylko wybrańcy z mniejszymi kompetencjami albo bez nich.

"Państwo polskie wreszcie stało się „sprawcze”, silne i ma podstawy w partii rządzącej, w ludziach z partyjnego układu obsadzonych w spółkach skarbu państwa i w prokuraturze kontrolowanej przez ministra sprawiedliwości. Rządy partii i ludzi w stylu Obajtka rozrastają się na kolejne przestrzenie życia społecznego i eliminują wszelkie układy, poza PiSowskim".

Ostatnie 7 lat z życia prezesa PiS pokazuje, jak bardzo dążył on do ochrony polskiej demokracji przed układem. Tak dążył, że aż sam go stworzył. Stworzył ośmiornicę, „bezideową sieć powiązań wzajemnej korzyści” jak dawniej mawiał. Taka sieć powiązań jest jak karaluch, przetrwa wszystkie rządy. Tak było zawsze. Jednak nigdy wcześniej układy nie miały takich jak dzisiaj możliwości, środków finansowych i przyzwolenia na tak szeroki zakres działania. Jest to tylko i wyłącznie zasługa Kaczyńskiego, wieloletniego łowcy układów.

Dużo złego ten rząd zrobił i jeszcze zdąży zrobić. Można mu przypisać wszystko co na myśl przyjdzie. Gdy odejdzie, zostanie po nim smród w postaci bardzo dobrze umocowanego układu, zasilanego tysiącami usłużnych "czynowników", wdzięcznych partii za wszelkie awanse, związanych z PiS lojalnością. Współczuję następnym rządom, nie będzie bowiem łatwo odkręcić to, co namotał PiS. Nie ma szans w najbliższym czasie na coś, co można by nazwać przejrzystością państwa. To tylko ułuda. Ładnie brzmiące słowa. 

Kontredans w wykonaniu lidera partii rządzącej jeszcze się nie skończył. Nie powiedział on jeszcze ostatniego słowa. A jednak już przegrał. Mając takie środki do własnej dyspozycji i całkowitą władzę w rękach, stary człowiek sam się zakiwał. Poniósł sromotną klęskę i to wtedy, kiedy w zasadzie nic i nikt nie ogranicza jego władzy.


"Gdybyśmy przyjęli założenia czysto moralne, to byśmy nigdy niczego nie mieli" - Jarosław Kaczyński, marzec 1992 roku


Źródła: *A.Kondzińska I. Szpala - "Prezes i Spółki" *polityka.pl *newsweek.pl *wPolityce.pl

Rysunki/obrazy: *cieszy.pl *Sadurski.com 

sobota, 26 listopada 2022

TEST władzy na Polakach

"Panie premierze... jak żyć"? Chciałoby się zapytać. Jednak nie ma kogo. Bo w szeregach władzy nie ma nikogo, kto uczciwie i sensownie odpowiedziałby na to i inne pytania. Nie ma, ponieważ ci którzy władzę reprezentują, nie mają pojęcia o zarządzaniu państwem. To nie jest zarządzanie, a raczej radosna dyletancka twórczość. Inflacja na przemian z drożyzną dobrze się rozsiadły w polskich domach, już na całego dokuczają większości Polaków, a jednak nie słyszałam, by ktoś odważył się zadać to pytanie premierowi Morawieckiemu.

To samo pytanie, jakie usłyszał Donald Tusk od producenta papryki, gdy był premierem. Może nie zadajemy tego pytania, bo już znamy odpowiedź? Taką, że wg Morawieckiego kiedy jeszcze nie był premierem, w restauracji "Sowa & Przyjaciele" wymsknęło się "niechcący", że " jego rodacy powinni zapieprzać za miskę ryżu". Dzisiaj facet jest premierem i bardzo mnie ciekawi, co miałby do powiedzenia TERAZ, gdy sam poczuł na własnej skórze jak to jest rządzić. Jeszcze chwila, a rzeczywiście będziemy zapieprzać za miskę ryżu. I nie pomoże tu żadne czarowanie rzeczywistości.

Nie pomogą śliczne i zgrabniusie słówka o spowolnieniu i poprawie, wtłaczane do głów obywateli. Polacy widzą szybko pogłębiający się kryzys. Polacy nie są głupi, bardzo dobrze wiedzą, jak na stan energetyki i na ceny wpływa wojna w Ukrainie. Polacy patrzą na rachunki z troską i uwagą, przez ich pryzmat przyglądają się z uwagą rządzącym i nie za bardzo są zadowoleni z ich decyzji. Już wreszcie dotarło do społeczeństwa, że wszystkie ich kłopoty to sprawka rządzących, niedouczonej zbieraniny z politycznego nadania, wyciągniętej z kapelusza prezesa. 

Jesteśmy krajem milionów obywateli z wyższym wykształceniem, z tytułami naukowymi i zawodowym dorobkiem, a rządzą nami ludzie po ogólniakach czy innych technikach. Jeżeli któryś ma wyższe, swoim zachowaniem daje świadectwo, jaki ma stosunek do własnej Alma Mater, czyli nijaki. Jakie to polskie. Nawet nie musimy im mówić >sprawdzam<, bo po "owocach" poznajemy ich działania, skazane jedynie na klęskę. Za sprawą tych niedouczonych dyletantów, znaleźliśmy się w dramatycznym położeniu.

I nie ma tu miejsca na optymizm, ponieważ spodziewać się możemy dalszej "twórczości" w tym stylu, jak nie gorszym. Mają jeszcze rok, więc pole do popisu wciąż otwarte.  Ile bzdur jeszcze naprodukują po nocach? By następnego dnia bardziej namieszać? Źródłem i twarzą tego chaosu jest szeregowy poseł, jako prezes partii rządzącej, trzymający twardo podwładnych tworzących rząd. Jeździ po kraju i mówi. Jeździ po kraju i dużo mówi. Dużo, bez ładu i składu i w coraz gorszej formie. Nawet jego wierni wyznawcy odbierają to jako absmak (pamiętacie to słowo?). Te opowieści są rozpaczliwe i jakże nędzne.

Kaczyńskiego wizje i opowieści, jakim to krajem będziemy, to wielokrotnie odgrzewany i mocno nieświeży już kotlet. To przygnębiający widok starego człowieka, który tak naprawdę dawno się już wypalił. Leci na oparach. A jednak wciąż jest groźny. Ma wielką władzę i choćby z tego powodu, w świetle obecnych wydarzeń, zaczyna być dla Polski niebezpiecznie. Otoczony i chroniony ścisłym kręgiem potakiwaczy, daje upust swoim wizjom na zamkniętych i pod pełną kontrolą spotkaniach, pokazując że wciąż ma odpowiedź na wszystkie kłopoty państwa. 

Chętnie to ogłasza przy zamkniętych drzwiach i przy aplauzie skrupulatnie dobieranych klakierów. Gdy jednak ci klakierzy wracają do domów, ta "teatralna" kurtyna opada. Czy jest się zwolennikiem tej władzy czy nie, każdy Polak bez wyjątku zderza się z realiami. A te dla władzy nie są przyjemne. Okazuje się bowiem, że  ten cały autorski komplet prezesowskich mądrości, że te prezesowskie słowa, nie wiadomo dlaczego, nie chcą stać się ciałem. I co się dzieje? Zaczynają protestować kolejne zawodowe środowiska, nawet te jeszcze przychylne PiS. 

Pamiętamy niedawne reakcje górników z Solidarności, kierowane pod adresem Kaczyńskiego - "Opowiadając kompletne niedorzeczności na temat węgla, wykazuje się Pan nie tylko brakiem wiedzy, ale przede wszystkim skrajną arogancją”. Nie lepiej dowalili mu rolnicy. A jak już raz ktoś coś podobnego powie, w stylu że król jest nagi, to cała reszta też szerzej oczy otwiera.

W polskim życiu politycznym i publicznym nic mnie już nie zdziwi. Mamy już swoją ruinę państwa, przypisywaną poprzedniemu rządowi przez "wieszczkę" Szydło. Nie sprawdziło się wtedy, sprawdza się teraz. Po Polsce jeździ architekt tego zamieszania, niby ważny polityk, a opowiada o dawaniu w szyję zamiast o wyjściu z problemów. Mądrala. Z tego swojego objazdu Polski zrobił sobie prywatną bezalkoholową biesiadę, po której i tak mamy potężnego kaca. Wstyd na cały świat. Tym większy, że grupka politycznych potakiwaczy, to wciąż ludzie miernej konduity. 

Ciężko znaleźć wśród nich męża stanu. Niestety, na swoje usługi mamy gorszy polityczny sort, ludzi drugiej, trzeciej i... dalszej kategorii.  W ich działaniach nie widać ani logiki ani sensu. Zalewają nas ustawową tandetą, marnując jakże cenny dla nas czas. Przez co umykają nam sprawy najważniejsze dla naszej przyszłości. Wojna na wschodzie kraju, której na razie końca nie widać, a która raz rozpoczęta grozi dłuższą i niebezpieczną dla nas i dla Europy, kontynuacją. Konsekwencje tej strasznej wojennej zawieruchy już odczuwamy na własnej skórze. 


Inflacja i drożyzna mają rzeczywiste podłoże do dalszej eskalacji wydarzeń.  Polska debata na temat Ukrainy ma znamiona propagandy i pobożnych życzeń. Bo tak życzy sobie jednoosobowa władza, nie licząca się z innymi opiniami, a raczej je lekceważąca. Każda próba odbija się od drzwi Nowogrodzkiej i jest żegnana epitetami, których nawet media nie chcą przytaczać. Oszczędzają tym samym opinii publicznej stylu, w jakim władza "rozprawia" się z  przeciwnikiem politycznym i z kimkolwiek, kto jest przeciwko niej.

Nie ma w Polsce uczciwej debaty, która mogłaby obywatelom objaśnić ludzkim językiem, zawiłości polskiej polityki. Nie ma odważnego, by sprostał oczekiwaniom Polaków. Nie ma na horyzoncie liderów z prawdziwymi przywódczymi cechami, od których Polacy mogliby oczekiwać mądrości politycznej, pryncypialności i uczciwości. Nie mamy społeczeństwa świadomego politycznie i potrafiącego grać jak jedna drużyna. Każdy, polityk czy obywatel, każdy sobie rzepkę skrobie.

Wszystko u nas zawsze musi być na opak. Skoro godzimy się na rządy dziadersów, godzimy się na tkwienie w dziadostwie jakie nam gotują. A tkwimy w nim już po same uszy. Jak widać na załączonym obrazku, lubimy być wiecznie testowani przez władzę, obojętnie która akurat nami rządzi.


Rysunki: *CEO.pl *wPolityce.pl *Niepoprawni.pl 

czwartek, 24 listopada 2022

Polityka polska bez tajemnic

Nigdy nie zrozumiem, dlaczego wszystko co dotyczy państwa polskiego, jest wiadome wszem i wobec. Każda tajemnica, nawet ta najbardziej wrażliwa, z czasem staje się tajemnicą poliszynela, o której każdy ze strony rządzącej informuje bezkarnie i bez krzty zastanowienia, czy aby dobrze robi. Dlaczego o ważnych sprawach państwa politycy partii rządzącej rozmawiają między sobą za pomocą sms-ów, e-maili, a nawet Twittera? Co to za maniera? Skąd pomysł, że to nie szkodzi Najjaśniejszej? Dlaczego do diaska, jest na to przyzwolenie? 

Zwykli maluczcy niech tak sobie gadają. Zwykli przeciętni zjadacze chleba niech sobie plotkują, niech wzajemnie się oczerniają, niech wystawiają na widok publiczny swoje życia. Niech... . Po to w końcu wymyślono zabawki do tego służące. Jednak co wolno przeciętniakowi, nie powinno dotyczyć żadnego polityka, a szczególnie tych z najwyższych stołków. Podejrzewam, że "mister" Dworczyk nie był odosobniony w tych praktykach. Podejrzewam, że z takim zachowaniem polityków mieliśmy wcześniej do czynienia. Jednak to Michał Dworczyk wziął był i wpadł.

Arogancja, pewność siebie, bezkarność i inne takie tam, słowem - immunitet polityczny, jest gwarantem tej bezkarności. Mógł sobie Dworczyk cuda wianki wić wespół z Morawieckim tak długo, jak długo ich nie złapano. I co? Czy coś się spektakularnego z tego powodu stało? Nic. Złapano ich i po kłopocie. Kolejny raz zlekceważono rangę przewinienia prominentnego polityka. Uznano, że lud tak jak poprzednie afery, i tę zapomni. I całkiem słusznie założono, bo zapomniał. Nie pierwsza to w ich życiu i nie ostatnia afera aktualnie rządzących. 

Jak ktoś znany kiedyś powiedział - igrzyska mają trwać. A na ich zapleczu dzieje się to, co się dzieje. W zakulisowej kuchni aż wrze. W jakim świetle stawiają te afery samą Polskę jako politycznego partnera? Wiemy. W jakim świetle jawi się rząd na międzynarodowej arenie? Też wiemy. Pal diabeł partię rządzącą, po niej przyjdzie inna. Pal diabeł polityków, nie znających umiaru we wszystkim czego się dotykają. Pal diabeł. Oni mnie nie obchodzą. Ale obchodzi mnie mój kraj i jego przyszłość, a zatem i przyszłość Polaków. Nie jest to z mojej strony gołosłowna deklaracja.

Ten polityczny kocioł, delikatnie mówiąc, nie napawa optymizmem. W ogóle niczym nie napawa. Te rozbuchane do granic rozdawnictwo, to przeżeranie pieniądza, to lekceważenie cudzego pieniądza, ta bylejakość i inne nasze wady, bokiem mi już wychodzą. Nie rozumiem tego, że nasza 1000-letnia Historia niczego nas Polaków, nie nauczyła. Znamy tylko jedną stronę życia nie tylko politycznego zresztą - pokombinować, oszukać, opluć "wroga" i go skutecznie wyeliminować. Polityka w Polsce i życie, to wojna wszystkich ze wszystkimi. To tak zwana wojna polsko - polska. 

Znamy bardzo dobrze ten termin z autopsji, nieprawdaż? By moje było na wierzchu, robimy wszystko, nawet własne brudy pierzemy na publicznym światowym forum. I nie widać, by znalazł się wreszcie ktoś, kto by tę tendencję zatrzymał. Mamy rok do wyborów. Na szali szansa na III kadencję dla PiS. Na szali zmiana rządów "dobrej zmiany" na jakąkolwiek inną "zmianę". Na szali wiara w stabilność. Wydawałoby się, że jeszcze jest czas na próbę powrotu do normalności. Przynajmniej tak mi się wydaje. Znając życie, jest to do zrobienia.

Ale żeby to zrobić, trzeba mieć partnerów do rozmowy. Partnerów z prawdziwego zdarzenia. Póki co, na horyzoncie polskiej polityki takich dzisiaj nie widzę. To co widzę, to jarmark próżności wywindowany do entej potęgi. To chęć dalszego utrzymania się na stołkach wciąż tych samych twarzy, tych samych nazwisk. Które to twarze bez cienia wstydu i bez podsumowania dotychczasowej swojej działalności, z populizmem na ustach zapewniają, że tym razem... co to oni nie zrobią. No ludzie! Jakim głupim trzeba być, by znowu w to uwierzyć? 

Ilu frazesów już się nasłuchałam, jakiego słowotoku byłam świadkiem, jakiej niekonsekwencji nam nie żałowano - ten wie, kto choć od czasu do czasu śledzi politykę w polskim wydaniu. Wiją się wszyscy jak piskorze, wykręcają zwinnie jak piskorze, by tylko nie odpowiadać na "trudne" pytania, by broń boże nie łączyć swojego nazwiska z kolejną aferą, albo z kolejną porażką. W którą stronę by nie spojrzeć, każdą z nich reprezentuje stary polityczny wyga. Tak stary, że sam zwolnił się od myślenia. Tych hektolitrów mleka już tyle się rozlało, że brakuje ścierek, by posprzątać.

Piłsudski już dawno nie żyje, ale jego słowa wciąż oddają istotę rzeczy, że polityka dla niemal wszystkich polityków to deska ratunku. Dzięki niej mogą godnie i wygodnie żyć, nic w zamian nie dając. Ale nie ma się co temu dziwić, ponieważ sami takich wybieramy spośród siebie. Sami kolejny raz głosujemy wciąż na te same nazwiska. Sami dajemy przyzwolenie na taki a nie inny styl rządzenia, nie reagując. Od dawna wiadomo, że brak reakcji, to też reakcja odczytywana przez zainteresowanych na TAK.  Zatem jakiekolwiek pretensje miejmy tylko do siebie.

Jest coś takiego jak przyzwoitość. Mówimy o niej pod warunkiem, że wiemy co oznacza to słowo. Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, polski słownik służy pomocą. Wiem na 99% (nie na 100, bo czegoś takiego nie ma jak  bycie pewnym czegoś na 100%), że żaden polski polityk nie za bardzo chce mieć z przyzwoitością coś do czynienia. A wiem, bo widzę to po ich zachowaniu. Nie ma wyjątków. I nawet się z tym nie kryją. Nic nie udają. Oni po prostu tacy są. Prawda o nich wywleczona na światło dzienne, spływa po nich jak woda z kranu. A powinni dbać o swój wizerunek. Prawda? 

Zatem, gdyby nasi politycy byli przyzwoici, ich polityczni przeciwnicy i wrogowie, nie mieliby żadnych narzędzi do zesłania ich w polityczny niebyt. Niestety, mamy do czynienia z patologią. Usankcjonowaną społecznym błogosławieństwem. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by wiedzieć, że rządzą nami sami upadli "aniołowie". Zakładam też, że wiadomo kto to upadły anioł. Zakładam dalej, że wszem wiadomo, jaką grę prowadzą z nami. We własnych oczach widzą się bez zarzutu. Jak my ich widzimy, to dla nich bez znaczenia. Są nieprzemakalni i odporni jak mało kto.

Cóż... niech im będzie. I tak Historia nie zapomni ich nieudacznictwa, arogancji i braków w sztuce rządzenia. 

Nie zapomni im też tego, co do nazwiska, że tajniki polskiej polityki i wszystko co z tym związane, podają światu na tacy. 


Rysunki/obrazy: * Vecteezy *PalestraPolska