piątek, 24 maja 2024

W co gra pan Hołownia?

Ciekawa jestem okrutnie, kiedy minister Kosiniak-Kamysz wkurzy się na tyle na swojego przyjaciela Sz. Hołownię, by zerwać z nim polityczny sojusz zwany Trzecią Drogą. Wygląda mi na poważnego urzędnika, któremu dostał się poważny resort Obrony Narodowej i który doskonale rozumie, że teraz nie czas na spełnianie ambicyjek politycznych, czemu Hołownia z całym swoim zapałem się oddaje. Już zdążył rozczarować Polaków. Myślę, że pragmatycznie myślący Minister ON widzi to i chyba już zdaje sobie sprawę z tego, jakim balastem jest dla niego marszałek Sejmu. Na diktum marszałka, że umowy koalicyjne to nie biblia, że wiele się może jeszcze zdarzyć (konferencja prasowa), ogarnął mnie wielki niesmak do tego człowieka.

W sytuacji, kiedy swoim postępowaniem świadomie rozwala nie tylko Koalicję 15 października, ale i sojusz Trzeciej Drogi, coraz trudniej przechodzi mi przez gardło słowo >marszałek< w kwestii pełnienia tej funkcji przez wymienionego w tytule tego posta. Tak, wypracował sobie ten stołek, objeżdżając Polskę wcześniej przez kilka lat, głosząc swoje oczywistości i umiejętnie poprzez dobór słów, wkładając do uszu słuchających nową teorię prowadzenia polskiej polityki, która z czasem wcale taką nową się nie okazała. Potwierdziło to tylko, że polityka w Polsce ratuje życie wielu osobnikom, którym w cywilu się za bardzo nie udało.

Nazwał swoją misję "Trzecią Drogą" i ostatecznie skutecznie ją i siebie samego dowiózł do polskiego Parlamentu. 

Tam jego partyjna zbieranina koniunkturalistów zwana Polska 2050 zdobyła miejsca w ławach sejmowych, a on sam stał się drugą osobą w państwie. Stał się panem marszałkiem Sejmu RP Szymonem Hołownią. I tak jak z początkiem swojego "panowania" zachwycił/uwiódł część Polski, tak z upływem czasu, z dnia na dzień, jego czar zaczął pryskać. Hołownia sam bez niczyjej pomocy zaczął odzierać się z szacunku i godności marszałkowskich szat, czyniąc i wygłaszając to, co czynił i wygłaszał i co nadal czyni i wygłasza. Ostatnie jego występy utwierdzają mnie w przekonaniu, że ten człowiek zupełnie nie nadaje się do tej roli. 

Ba, nie nadaje się na polityka, bo nie rozumie praw jakie polityką rządzą. Niestety wciąż widzę showmana, który w nim siedzi, i który mocą swoich gładkich słów, tak jak kiedyś hipnotyzował publikę małego ekranu, tak samo teraz usiłuje hipnotyzować publikę polskiej sceny politycznej. Gdy widzę i słyszę jego słowotok dotyczący każdego politycznego wydarzenia, gdy słyszę jego pouczający ton, myślę sobie, że ten człowiek powoli krok po kroku zaczyna sobie uzurpować prawo do bycia ekspertem w każdej dziedzinie. Przykładem ostatnie orędzie wygłoszone na temat m.in. bezpieczeństwa Polski (czytaj: wojna informacyjna hybrydowa). Orędzie, które wypełnił dobrymi radami w stylu dobrego wuja Szymona właśnie. 

Radami, które na moje oko, nie były z nikim konsultowane. Trudno nazwać to swobodną nieprzemyślaną wypowiedzią, wszak o marszałka chodzi, jednak po jego postawie sądzę, że nie lubiąc gry zespołowej, gra wyłącznie na siebie. Posądzam go o to, że od samego początku mariażu z polityką, stawiał tylko na siebie. Stawiał tak, by dojść jak najwyżej. Na razie jest marszałkiem Sejmu, a nie kto inny jak on właśnie, powinien lepiej od nas być zorientowany w kwestii sytuacji geopolitycznej państwa, z racji naszych związków z Ukrainą, w kwestii głębokiego zinfiltrowania naszego państwa przez Rosję, mającego na celu głębokie i trwałe skłócenie Polaków.

Co z tym fantem robi pan marszałek? Otwartym tekstem mówi się, że Rosja JUŻ jest w Polsce, że ma tu swoich agentów wpływu. Pytanie tylko, kto tym agentem u nas jest i jakie pełni stanowisko. Gdy mamy potwierdzoną wiedzę, że PiS jednak jest proputinowską partią - pan Hołownia próbę "odkrycia i zneutralizowania wpływów rosyjskich" nazywa antagonizowaniem Polaków. To przepraszam bardzo, ale czy tak powinien zachowywać się marszałek, mówiąc to co mówi? A mówi, że: 

"Dzielenie Polski na agentów ruskich i agentów pruskich sprawia, że większość z nas nie ma w niej swojego miejsca. Skutki polaryzacji są po prostu tragiczne. Polaryzacja rodzi radykalizm, radykalizm rodzi chaos, chaos osłabia nas względem zewnętrznych wrogów. W lawinie oskarżeń o zdradę obcy agenci czują się doskonale. Dlatego jako marszałek Sejmu nie mam skrupułów, żeby używać wszystkich narzędzi do studzenia temperatury sporów w Sejmie".

Takie właśnie słowa padły w orędziu. Dlaczego mam wrażenie, że ten pan agenta ruskiego zrównuje z agentem pruskim? Że stawia na równi demokrację z autorytaryzmem, dokładając do tego "sosu" rosyjskich agentów wpływu? Mówienie, że "większość z nas nie ma swojego miejsca" we własnym kraju, to uderzanie w nuty rosyjskiej dezinformacji. To robi człowiek pilnujący laski marszałkowskiej. Człowiek, który zamiast opanować chaos dezinformacyjny, biorąc w nim w sposób wysoce nieumiejętny czynny udział, sam świadomie podgrzewa temperaturę tego chaosu. Tego się po nim nie spodziewałam.

Z jednej strony PiS oskarża politycznego przeciwnika o niemiecką agenturę, z drugiej strony samo jest oskarżane o to, że miało w swoim rządzie i partii rosyjskich agentów wpływu, a pan Hołownia spokojnie kwituje to, że teraz w Polsce wszyscy wszystkich oskarżają o agenturę. A on jako dobry wujek Szymon wyraża chęć pogodzenia wszystkich. To co? W związku z tym mamy siedzieć cicho? Bo wszyscy wszystkich o coś oskarżają? Mamy to odbierać jako nikomu nie szkodzącą modę, albo inną subkulturę? NIE! Ja się na to nie godzę. Mówiąc to, pan Hołownia wpisuje się w scenariusz rosyjskiej dezinformacji. 

Czy nie wie, jak niebezpieczne jest to dla naszego państwa?

Czy nie zdaje sobie sprawy, że jako marszałek Sejmu, jako druga osoba w państwie mająca niebagatelny wpływ i posłuch wszędzie i u wszystkich, ma jeden z najważniejszych głosów? Co chce przez to osiągnąć? Lekceważąc wagę komisji ds. rosyjskich wpływów, chce zablokować jej działalność? Tak jak to wcześniej zrobił PiS poprzez jej notoryczne ośmieszanie? Nie chcę, by pan Hołownia był w swoich poczynaniach nadgorliwy. Nie chcę, by wychodził przed szereg nie konsultując z nikim tego wychodzenia. To nie jest zachowanie nawet w imię dobrej wiary. To jest realizowanie wyłącznie własnego interesu. Tak właśnie to odbieram. 

Ten pan jak huba na drzewie, żeruje pasożytniczo na żywej społecznej tkance, grając nieudolnie rolę marszałka Sejmu. Mówiąc to, co od jakiegoś już czasu mówi, sam antagonizuje i polaryzuje polskie społeczeństwo. Co jest bardzo złe. Jeżeli tak dalej będzie, jeżeli najważniejsze osoby w państwie będą wpływać swoim zachowaniem na polaryzację polskiego społeczeństwa, to nie tylko będą brać udział w rosyjskiej grze, ale doprowadzą do jeszcze większych podziałów. Antagonizują i polaryzują ci, co chcą zatrzymać rosyjską agenturę i odwrócić od siebie uwagę. Racja Stanu wymaga, by rzeczona komisja doprowadziła do zamknięcia ostatniego ruskiego szpiega.

Wtedy zniknie problem antagonizmu społecznego. Nie wiem na co czeka minister Bodnar i na co czeka Prokuratura. Wszak szybkie działania leżą w interesie państwa i o to chodzi społeczeństwu. Winnych rozliczyć skutecznie i szybko, i adekwatnie ukarać. To należy zrobić. A tu mija pięć miesięcy rządów Koalicji 15 października i zamiast efektów, wciąż nas zapewnia że potrzebuje czasu na działania zgodne z Prawem. Co się stało, że minister Bodnar i prokurator Korneluk zwolnili tempo? Pisowcy i ziobrzyści cieszą się z tego powodu, czują się coraz bardziej bezpieczni  i stają się coraz bardziej bezczelni. A Polakom opada zapał wyborczy. 

Nie podoba mi się to, że wciąż słyszymy tylko słowa, a w ślad za nimi nie ma czynów. Obiecanki - cacanki, a głupiemu radość. No cóż, czuję się oszukana. Kolejny raz. Szanowny Rządzie Rzeczpospolitej, tyle było krzyku z waszej strony o odbijaniu Polski z rąk poprzedniej władzy! Tyle było zapewnień o rozliczeniu poprzedniej władzy! Jeżeli chcecie, by wyborcy dalej was popierali, to weźcie się wreszcie do roboty!!!

Panie Szymonie Hołownio, marszałku Sejmu! Już nie widzę pana w roli marszałka. Proszę skończyć i oszczędzić nam wstydu! Taka pańska postawa nie leży w naszym interesie! Nie jest dobra dla Polskiej Racji Stanu! Doradzam konsultację z osobami znającymi się na rzeczy, zanim zdecyduje się pan cokolwiek publicznie powiedzieć! Krytykuje pan osoby robiące słuszne rzeczy, a sam nie widzi belki we własnym oku! W wielu sprawach powołuje się pan na Konstytucję RP, a ja mam wrażenie, że nauczył się jej pan na pamięć i duka formułki, nie odrabiając porządnie lekcji! 

To, że ktoś wchodzi do polityki, nie oznacza zaraz, że jest politykiem! 

Dziwi mnie, że popiera pan kościół, który na wielu poziomach tyle złego zrobił Polsce! Wpisuje się pan swoimi "występami" (bo orędziem tego nazwać nie mogę i nie chcę) w pisowski scenariusz, co nie licuje z urzędem jaki pan sprawuje! Z ogromną przykrością stwierdzam, że Polska nie ma szczęścia do polityków. Nie ma szczęścia do prezydenta, do władzy z prawdziwego zdarzenia, nie ma szczęścia do pana jako marszałka. Mam żal, że równa pan do szeregu i poziomu tych polityków, którym najbardziej zależy tylko na sobie. Mam przekonanie, że nie rozumie pan co znaczy demokracja, bo to co robią jej przedstawiciele, przyrównuje pan do teatru. Aż się boję, co jeszcze pan wymyśli.

Gdyby pan nie wiedział, to teraz jest najlepsza okazja do posprzątania, do rozliczenia, do zakończenia sprawy rosyjskich wpływów. Tak jak było to zapowiadane, bo od tego zależy nasze być albo nie być. Jeżeli pan swoimi wystąpieniami i stosowaniem pokrętnych argumentów i pańska partia Polska 2050, jeżeli PSL i Lewica, będziecie przeszkadzać premierowi D. Tuskowi w jego komisyjnych zamiarach i będziecie posądzać go o polityczną grę, nie będzie mowy o jakiejkolwiek naprawie państwa. Chyba, że o to wam właśnie chodzi. Wtedy ja postawię was wszystkich w jednym szeregu z PiS.

Ciekawa też jestem, czy za półtora roku odejdzie pan z urzędu marszałka na rzecz przewodniczącego W. Czarzastego? Wszak taka jest koalicyjna umowa, która przypominam, nie jest wg pana biblią.


PS - ponieważ mam kłopoty z komputerem, edytuję posty bardzo nieregularnie jak zdążyliście Drodzy zauważyć. Naprawy jeszcze nie ukończyłam, ale staram się. Przepraszam! 


Obrazy: *Internet *Polityka.pl 

sobota, 18 maja 2024

RZECZY nazwane po imieniu

"Gdy wieje wiatr historii,

Ludziom jak pięknym ptakom

Rosną skrzydła, natomiast

Trzęsą się portki pętakom" - K. I. Gałczyński


                                       "PŁATNI ZDRAJCY PACHOŁKI ROSJI"

Te słowa wypowiedziane prosto w twarz Kaczyńskiemu i ludziom PiS przez premiera Donalda T u s k a, to strzał z grubej rury, to wreszcie rzecz nazwana po imieniu. Należało się im. Należało jak psu zupa, chociażby za "dziadka z Wehrmachtu".


Czego od lat jesteśmy świadkami? Tego, że nasze polityczne pętaki (PiS) na myśl o Unii Europejskiej z obrzydzeniem trzęsą portkami. Dyżurnym ich straszakiem regularnie kierowanym do swoich wyznawców i wyborców, jest utrata suwerenności i niepodległości. Ta od lat lansowana śpiewka ma wciąż trzymać w ryzach elektorat, jak trzyma się psa przy nodze, któremu za wierność, lojalność i dobre sprawowanie obiecuje się kość. A co ma być tą kością w razie opuszczenia Unii? Ano wolność Tomku w swoim domku, cokolwiek to znaczy dla Kaczyńskiego. Ano możliwość bycia znowu w polskim wywrotowym żywiole, którym na nowo należy się zachłysnąć.  

W razie polexitu Kaczyński dałby możliwość pokazania swoim wyznawcom, jak Polak potrafi "bohatersko" walczyć z Putinem, na wzór choćby warszawskich powstańców. Wzór bohaterstwa ale i głupoty, i... porażki, pojmowanych naturalnie po swojemu. Wszak rzeczone powstanie skończyło się porażką. Dla niektórych, jak np. dla Kaczyńskiego, nie to jest jednak ważne. Ważne jest, że od dziesiątków lat o tym zrywie wciąż się mówi, że powstały filmy, że napisano o tym książki, że Historia to uwieczniła. Tego Polakom nikt już nie zabierze. To jest ten żywioł właśnie. Żywioł stawiania sobie własnymi rękami pomników własnej głupoty. 

Poprzez jej wielowiekowe wielbienie, poprzez ciągłe kolekcjonowanie katastrof i porażek, jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. Drugiego takiego narodu chyba nie ma. Polityka polska przepełniona jest złymi emocjami po brzegi. Świat przepełniony jest złymi emocjami, co jest wodą na pisowski młyn. Gdy dzieje się źle, tacy ludzie jak Kaczyński i mu podobni są w swoim żywiole. Mają wtedy po co żyć. Smutne to i straszne zarazem. Gdy mamy względny spokój, normalny człowiek cieszy się swoim normalnym życiem, nienormalny próbuje wszelkimi sposobami ten spokój zakłócić. Znamy powiedzenie, że "dla Polaków można zrobić wszystko, z Polakami nic". Dobrze nas ono określa.

Dowodzi bardzo ważnej rzeczy, że nie potrafimy i właściwie nie chcemy grać jak jedna drużyna. Za nic mamy jakiekolwiek regulaminy, za to słyniemy z umiłowania wolności. Jest tak wszędzie, jak Polska długa i szeroka. Od najmniejszej wsi po największe miasto. Od małej firemki po wielkie korporacje i instytucje państwowe. Charakterny z nas naród i wcale się z tym nie kryjemy. Spośród siebie wybieramy podobnych i czynimy z nich reprezentację parlamentarną, a potem patrzymy jak wymieniają między sobą ciosy w walce o władzę. Pozwoliliśmy na polaryzację, tolerujemy polityczne igrzyska i staliśmy się obojętni na rozkradanie państwa. 


Lubimy patrzeć na potyczki Donald Tusk - Jarosław Kaczyński. Podniecamy się ich wzajemnymi ciosami i nie jest inaczej w przypadku komisji ds. wpływów rosyjskich, którą do życia powołała poprzednia władza, a którą reaktywował D. Tusk w celu konkretnego uderzenia prosto w oczy Kaczyńskiego tzw. “rosyjskim śladem”. I tematu nie odpuści. Będzie "torturował" Kaczyńskiego starymi  wątkami tak długo, aż przekaz dotrze tam, gdzie ma dotrzeć. Dodajmy do tego rosyjsko-białoruskie wątki głośnej sprawy byłego sędziego Schmydta (hejtera i zdrajcy), mające celnie uderzyć w PiS jako partię. Które mają obnażyć prawdziwe prorosyjskie oblicze tej partii. 

Partii niby antyrosyjskiej, która jednak nie brzydzi się działać zgodnie z rosyjskimi oczekiwaniami. A które to działania widocznie podobają się i wyznawcom i zwolennikom, skoro poparcie tej partii wciąż utrzymuje się na poziomie plus - minus 30 procent. Do niedawna spokojny premier, zmienił taktykę i ostro sobie poczyna. Wykorzystuje niemal każdą okazję by pokazać, że też potrafi dowalić. Stawia na nogi służby, zwołuje kolegia, organizuje konferencje. Wszędzie nie zostawia suchej nitki na Kaczyńskim i PiS i zapewnia ich, że: 

-"Skończyła się bezradność polskiego państwa. Skończyła się bezkarność, jeśli chodzi o kompletny brak reakcji, złą wolę, albo agenturę, jeśli chodzi o działania waszych ludzi w relacji ze wschodnimi służbami".(...) "Chcę was poinformować, że służby zbadają tę sprawę bardzo precyzyjnie. Wpływy rosyjskie i białoruskie na rządy Zjednoczonej Prawicy. One nie podlegają dyskusji, tylko kwestia ich skali".

Wywołuje zapomniane słynne spotkania J. Kaczyńskiego z funkcjonariuszem KGB w 1989 r. I pyta:

-"O czym Jarosław Kaczyński rozmawiał przez długie miesiące z agentem KGB panem Wasinem 30 lat temu, do czego sam się przyznał? Czy wy kiedykolwiek zadaliście pytanie, co wy byście zrobili z informacją, że ja spotkałem się z agentem KGB. Wyobraźcie sobie, czy bylibyście sobie w stanie wyobrazić taką sytuację". I dalej przypomina sprawę Falenty z 2014 roku. Nie może tego przeboleć, wszak sprawa podsłuchów zakończyła rządy PO-PSL. A specjalna "kapturowa" komisja do zbadania rosyjskich wpływów powołana przez PiS w 2023 r. nazwana potem "Lex Tusk", miała całkowicie wyeliminować D. Tuska z życia politycznego.



Nie udało się. Bo Duda stchórzył. A ostatecznie wybrani członkowie komisji na czele z S. Cenckiewiczem zostali pokazowo odwołani przez Koalicję 15 października tuż po wyborach do parlamentu. Sama komisja się ostała i... została reaktywowana. Ma działać niejawnie, szybko i skutecznie. Ma “ocenić, jak wysocy funkcjonariusze państwa doprowadzili do sytuacji, w której polskie państwo jest infiltrowane przez służby rosyjskie”. Wszystko dzieje się tuż przed wyborami do UE 9 czerwca, zatem w kontekście agresji na Ukrainę, sprawa ma wymiar czysto polityczny, nie tylko wewnętrzną polską rozgrywką. 

                                 WERSALU  JUŻ  TU  NIE  MA

Pętaki i pachołki, zdrajcy i hejterzy, malwersanci, oszuści i złodzieje - takie słowa padają na polskiej scenie politycznej, a polska opinia publiczna tym żyje. Polityczni przeciwnicy już się nie szczypią, stają się coraz bardziej agresywni i tylko patrzeć kiedy skoczą sobie do oczu. Nawet gdyby tak się stało, nie zmieni to nic w samej polityce. Polaryzacja ma się dzisiaj dobrze, a wraz z zaognieniem atmosfery, może stać się jeszcze bardziej niebezpieczna dla Polaków (patrz: Słowacja). Wystarczy iskra i dalej będziemy mieć swoje igrzyska. Z tą różnicą, że na o wiele niebezpieczniejszym poziomie. Granice pękły. Co widać, słychać i czuć.


Obrazy: *Wyborcza.pl *Demotywatory.pl *YouTube 

środa, 15 maja 2024

JEDYNY taki w swoim rodzaju

Gdy usłyszałam marszałka Hołownię głoszącego oficjalnie swój sprzeciw wobec projektu premiera Donalda Tuska dotyczącego powstania komisji do spraw rosyjskich wpływów, pomyślałam sobie, że premier nie ma szczęścia do współpracowników. Teraz utkwił w koalicji, na którą nie może liczyć. Nie może, bo do protestu Polski 2050 dołączyła Nowa Lewica i obie partie razem zespół wespół swym protestem próbują ugrać coś dla siebie. Szczególnie Lewica, która swój sprzeciw głosi zgodnie z zasadą: NIE bo NIE. Nawet nie próbują zrozumieć intencji D. Tuska. Resztką swojego procentowego poparcia dają głos i pokazują, że jeszcze są, że politycznie jeszcze dychają.

Taka postawa nie wróży niczego dobrego, bo przecież powstanie powyższej komisji to nie jedyny spór w rządzie. Hołownia każdym kolejnym występem przed kamerami udowadnia, jak bardzo polubił swoją nową rolę i jak bardzo w nią wsiąkł. Dla początkującego parlamentarzysty, być drugą osobą w państwie to nie byle co. Przyznać należy, że swoją przygodę z polityką zaczął z wysokiego "C" i trzyma się jej mocno pazurami. Natomiast dla jakże miałkiego i jakże bezpłciowego politycznie przewodniczącego Lewicy W. Czarzastego, to ciężka do przejścia szkoła przetrwania, bo to jego być albo nie być w ogóle w polityce. 

Premierowi został właściwie tylko Kosiniak-Kamysz, który popiera powstanie komisji na warunkach premiera, ale nie zapominajmy, to kuty na cztery polityczne nogi zawodnik. Póki jest u władzy, gra do jednej bramki. Jakoś mu tak do końca nie ufam. Marszałek Sejmu niepotrzebnie się o losy tejże komisji "obawia", ponieważ wg premiera, nie będzie ona sejmowa, a rządowa pod całkowitą egidą KPRM. Zasiadać w niej mają wyłącznie eksperci, a praca ma przebiegać w zaciszu gabinetów poza kamerami. Skąd więc ten spór? Jeżeli się on utrwali, to premier będzie miał problem, ponieważ będzie dysponował tylko 190 głosami w Sejmie.

Zatem jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno o jakieś polityczne korzyści. Hołownia i Czarzasty chcą skorzystać z tego, że D. Tuskowi bardzo zależy, by komisja została powołana jak najszybciej. W polityce jest jak w biznesie, strony targują się, by dobijając owego targu, ugrać swoje. Bez względu na wagę ciężkości sprawy, bez względu na rację stanu, moje jest mojsze. Ot taka ludzka cecha, wypełniona do bólu egoizmem. Każda ze stron walczy o swoje kosztem niezwykle ważnych dla Rzeczpospolitej spraw. Lewica mówi o mieszkalnictwie i koalicjach samorządowych, Polska 2050 trzyma się koalicyjnych tematów. 

Lewica "nie zgodzi się na żadną formę programu mieszkaniowego z kredytem 0 proc., jeśli rząd nie przyjmie jej pomysłów na budowę mieszkań komunalnych i na wynajem". Polska 2050 otwartym tekstem kładzie nacisk nie na program, a na czystą politykę. Razem mają sporo głosów, co pozwala im na zdecydowaną negocjacyjną postawę. Zapomnieli, że za przeciwnika mają wytrawnego gracza Donalda Tuska, który postanowił ich ominąć mówiąc, że: 

- "Nie będzie komisji sejmowej, ja powołam komisję rządową. Dostanie termin dwumiesięczny i w ciągu dwóch miesięcy przygotuje raport, z którego będzie wynikało dokładnie kto, gdzie, dlaczego, za ile, jeśli będzie taka okoliczność, ulegał takim wpływom".

Wychodzi, że premier zrezygnował z przekonywania koalicjantów i jeżeli ci dalej będą stali przy swoim, uruchomi komisję natychmiast, jak przekonywał, nawet w przyszłym tygodniu. Właśnie tak trzeba. Skoro są inne narzędzia i możliwości, to na co czekać? Hołownia z Czarzastym nic nie zyskają. Oprócz opinii, że nie grają drużynowo, i że są wyłącznie koniunkturalistami. Tyle. Pierwszy potrafi tylko mówić, drugi nawet tego nie potrafi. Duet to egzotyczny, jak na polskie polityczne standardy. Szkoda i zarazem niedobrze, że Donald Tusk nie może liczyć na koalicyjnych współpracowników. Szkoda i niedobrze, że nie dorastają mu do pięt.

Na polskiej scenie politycznej tak naprawdę nic się nie zmieniło. Wciąż w ławach sejmowych zasiadają te same stare nazwiska, wciąż  pchają się tam podejrzane typy bez wyobraźni, wciąż mamy do czynienia z tłustymi kotami, które chcą być jeszcze bardziej tłustsze. Obraz mamy taki, że jest premier Donald Tusk i... długo... długo... nic! Ponieważ o różnicy zdań na linii Hołownia - Tusk w kwestii komisji ds. rosyjskich wpływów zrobiło się głośno, nagle Hołownia zmienia zdanie i mówi, że jeżeli premier chce powołać komisję rządową, to niech sobie powołuje, jemu nic do tego. Łaskawca się znalazł!

Hołownia i Czarzasty chyba nie rozumieją, że Donald Tusk dysponuje narzędziami odziedziczonymi po swoim poprzedniku J. Kaczyńskim. Nie rozumieją, że mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu. Czyżby zapomnieli, że patologia aparatu sprawiedliwości była przez Ziobrę i Kaczyńskiego budowana osiem lat, w której to patologii czynnie uczestniczył i czynnie ją popierał i bronił jak niepodległości A. Duda jako prezydent? Ich interes w tej rozgrywce jest trzeciorzędny. Stając okoniem i atakując KO i to przed wyborami 9 czerwca, nie zbudują kapitału wyborczego, na czym z kolei im żywotnie zależy.

Lewica zachowuje się tak, jakby wszystko się jej należało. Mają ministerstwa i głos, i mimo że poparcie procentowe spada, wciąż im mało. Według prof. Rycharda "Tusk jest samotny w swoim przywództwie. Nie ma w jego pobliżu partnerów o podobnym kalibrze talentu i rozumienia polityki". Dokładnie tak jest. Podzielam tę opinię. Gdzie wrażliwość i moralność, którą Lewica sobie przypisywała? Gdzie przyzwoitość, na którą cywil Szymon Hołownia powoływał się w czasie kampanii wyborczej 2023 roku, wówczas jeszcze kandydat na parlamentarzystę, a potem marszałek Sejmu? Jak widać, bardzo łatwo dał się wciągnąć w tryby maszynki politycznej.

Donald Tusk, polityk z krwi i kości, praktycznie jest sam. Jak wiadomo, w pojedynkę niewiele można zrobić, choćby się miało najwspanialsze pomysły i plany na naprawę państwa, tak niemiłosiernie zmasakrowanego przez Kaczyńskiego i PiS, ludzi bez umiejętności rządzenia państwem, bez żadnych kompetencji, bez moralności. By doszło do obiecanych rozliczeń, musi dojść do spójnej współpracy na każdym rządowym, instytucjonalnym czy komisyjnym szczeblu. Psim obowiązkiem każdego bez wyjątku koalicjanta z Koalicji 15 października jest pomoc premierowi, bo tak każdy z nich obiecywał. I na tę obietnicę liczą Polacy. 

Mają prawo liczyć, ponieważ 15 października 2023 roku swoimi głosami wręcz wyrwali Polskę z rąk takich Kaczyńskich, Macierewiczów, Kamińskich, Wąsików, Ziobrów, Szmydtów i innych sprzedajnych aparatczyków. Został jeszcze Duda, ale i na niego przyjdzie pora. Mamy naprawdę szczęście, że premierem jest Donald Tusk, chociażby z powodu zagrożenia ze strony Rosji i Białorusi, które wcale nie jest zagrożeniem wymyślonym. Gdyby u steru została poprzednia władza, oddałaby Polskę Rosji za darmo. O tym jestem przekonana. Tyle Kaczyński gadał, że Unia zabierze nam suwerenność, a jak nazwać to, do czego doprowadził?

Swoim dziesięcioletnim działaniem usiłował polską suwerenność złożyć u stóp Rosji. O mały włos, a udałoby mu się.

Jest nie do pomyślenia, by osoby dekadami szkodzące Polsce, szkodzące Polskiej Racji Stanu, spokojnie nie tylko chodziły na wolności, ale i nadal pełniły ważne państwowe i publiczne funkcje. Kaczyński i Macierewicz to osoby zdolne do popełnienia każdej podłości w imię własnego interesu. Mimo licznych prób pozbawienia ich immunitetu, a potem postawienia przed Prawem, by odpowiedzieli za swoje czyny, sprawom tym ukręcono łeb. Ciekawe kto za tym stał? Który prokurator ponosi za to odpowiedzialność? By wyjaśnić i rozliczyć całą działalność obu polityków i działalność ich współpracowników, potrzebna jest m.in. komisja ds. rosyjskich wpływów.

Czy Donaldowi Tuskowi uda się ją powołać do życia? Zobaczymy. Oby nie było tak, że pada wiele gładkich słów, a potem jest jak zwykle.

POLSCY POLITYCY MUSZĄ PRZESTAĆ SIĘ KŁÓCIĆ, BO W TYM SAMYM CZASIE ROSJA BUDUJE KOLEJNE CZOŁGI.


Obrazy: *Internet *YouTube

niedziela, 12 maja 2024

NAJLEPSZĄ o b r o n ą jest... a t a k

Kaczyński do perfekcji opanował tę sztukę. By odwrócić od siebie uwagę, kolportował w przeszłości i nadal kolportuje kłamstwa na cudzy temat i atakuje tego kogoś najcięższymi działami jakie ma pod ręką. Dobrze o tym wie premier Tusk, który od lat znosi obelgi, oszczerstwa, posądzenia, niewybredne zniewagi, insynuacje i epitety w wykonaniu ludzi PiS i samego Kaczyńskiego, który nie może opanować uczucia nienawiści do swojego największego politycznego konkurenta. Co dziwne, on sam nie doczekał się z drugiej strony tego samego. Nie doczekał się, ponieważ Donald Tusk nie tylko, że uodpornił się na te ataki, ale co ważniejsze, jest ponad to wszystko, czym tak regularnie "częstuje" Go prezes.

Począwszy od "dziadka z Wehrmachtu" autorstwa J. Kurskiego, a skończywszy na "niemieckim agencie" autorstwa J. Kaczyńskiego, który nie mógł wytrzymać po mianowaniu Tuska premierem i tego samego dnia wdzierając się swoim zwyczajem na sejmową mównicę "bez żadnego trybu", z wściekłością wypluł z siebie te słowa w kierunku Donalda Tuska. Wspólna historia obu polityków sięga dziesięcioleci i nie tylko skrajnie różni ich obu, ale bardzo szczegółowo dokumentuje ich polityczne ścieżki. Pierwszy drugiego non stop gorliwie i zaciekle odsądzał od czci i wiary pilnując jednocześnie, by jego własne poważne grzechy nigdy nie wyszły na wierzch. 

Wymyślił nawet komisje specjalną mającą badać kontakty przeciwników politycznych z Rosją. Nie przewidział, że w niedalekiej przyszłości sam może być poddany weryfikacji tejże komisji. O czym z ogromną satysfakcją powiadomił go publicznie Donald Tusk. Podejrzewam, że blady strach chwycił w swoje kleszcze prezesa, bowiem ten ma sporo w tej kwestii na sumieniu. Główny temat komisji i pytania z nim związane to: wpływ Rosji i Białorusi na Zjednoczoną Prawicę, czego Nowogrodzka boi się jak ognia. A koronnym gwoździem do trumny jest sprawa byłego już sędziego Tomasza Szmydta.

Czy od chwili powołania komisji od spraw rosyjskich wpływów, Kaczyński spodziewał się, że sam będzie na jej celowniku? Że teraz będą wygrzebywane z piekielnych czeluści kompromitujące sprawy, jak ta dotycząca jego kontaktów z agentem KGB Wasinem? Donald Tusk powołaniem komisji do życia, umiejętnie wsadził kij w mrowisko i wysadził w powietrze spokój i pewność siebie Kaczyńskiego. Pewność, że jest nietykalny. A żeby było śmieszniej, Kaczyński sam publicznie przyznał się do tej znajomości. Jednak nie byłby sobą, gdyby nie kłamał jak najęty i nie przeinaczył wszystkich faktów z korzyścią dla siebie. 

Co u d o w o d n i ł mu redaktor i autor książek o Kaczyńskim i jego związkach, pan Tomasz PIĄTEK. Poniższy z Nim wywiad wprowadza nas niemal szczegółowo w tajniki przeszłości, której niechlubnym bohaterem jest prezes PiS. Nie pomogły mu kłamstwa i ataki na innych, prawdziwe Prawo i prawdziwa sprawiedliwość wreszcie mogą dopaść i jego. Ludzie już mu nie wierzą w takim stopniu jak to miało miejsce jeszcze tak niedawno. I słusznie. Jednak wciąż dziwi fakt, że ten człowiek przez nikogo nie nękany chodzi wolny, zamiast siedzieć za kratami.

W Y W I A D:

"Tomasz Piątek

Kaczyński pił wódkę ze szpiegiem KGB. Nagranie z tych spotkań mogłoby go zniszczyć" - 12.06.2023 r.


Dorota Wysocka-Schnepf:

Co, gdybyśmy zobaczyli zdjęcia Kaczyńskiego ze spotkań przy wódce z rosyjskim szpiegiem w mieszkaniu tego szpiega? Fragment filmiku, na którym pije z Wasinem i nic nie mówi? Mógłby się zaklinać, że poszedł tylko po to, by szpiegowi wykrzyczeć w twarz: “Niech żyje Polska!”. Nikt by mu nie uwierzył - mówi “Wyborczej” Tomasz Piątek.


- Dorota Wysocka-Schnepf: Nie wiemy, jakie będą losy komisji ds. wpływów rosyjskich, ale jak wiemy, PiS chciałoby ścigać oponentów politycznych z Donaldem Tuskiem na czele, ty uważasz, że jeśli już miałaby powstać taka komisja, to ona raczej powinna zająć się samym PiS, dlaczego?

- Tomasz Piątek, pisarz, dziennikarz:  Powinna zająć się rosyjskimi związkami PiS. Rosyjskimi, białoruskimi, nawet chińskimi, bo i takie się pojawiają - ale przede wszystkim Rosją i Białorusią. Zajmuję się tymi związkami PiS od kilku lat. Ile naliczyłem powiązań, które wymagałyby zbadania przez kontrwywiad? Co najmniej dwieście. Niektóre osoby, jak Antoni Macierewicz czy Mateusz Morawiecki, mają bardzo dużo rosyjskich koneksji. Inne osoby utrzymują powiązania nie tyle z samą Rosją, co z prokremlowskimi reżimami. Takimi właśnie jak Białoruś czy np. Azerbejdżan - to jest akurat przypadek europosła Ryszarda Czarneckiego. 

Te związki wymagają szczególnej uwagi. Również dlatego, że przynoszą zatrute owoce. Przecież PiS uprawia politykę jawnie antyzachodnią, korzystną dla Rosji. Taką jak rozbijanie Unii Europejskiej, czy popieranie prezydenta Donalda Trumpa, który chciał zlikwidować NATO. Proszę sobie wyobrazić, co by się z nami dzisiaj działo, gdyby Donald Trump ogłosił, że USA wychodzą z NATO. Albo gdyby zgodnie ze swoimi zapowiedziami przeobraził NATO w biznes. Każdy ma dużo płacić Ameryce za ochronę, a Ukrainie stawia się ceny zaporowe, których nie może zapłacić, więc zostaje wydana na pastwę Kremla.

- To zacznijmy od samej góry, Jarosław Kaczyński, prezes partii, czy taka komisja miałaby w jego przypadku nad czym pracować?

O tak, to jedna z najważniejszych osób, którymi wypada się zająć, jeśli chodzi o wpływy rosyjskie w Polsce. Przede wszystkim ze względu na to, co działo się w latach 1989-90. Drugoplanowy polityk opozycji Jarosław Kaczyński zaczyna wówczas spotykać się z Anatolijem Wasinem, głównym szpiegiem KGB w Polsce. 

"Kaczyński odwiedza Wasina w jego mieszkaniu, chociaż musi się spodziewać, że tam są kamery i urządzenia podsłuchowe. Kaczyński wie przecież, że Wasin to bardzo ważna osoba w ambasadzie sowieckiej, nawet ambasador się go boi". 

Zatem Kaczyński się domyśla, że Wasin pracuje dla KGB. Mimo to spotyka się z nim regularnie, pije alkohol, rozmawia o wielkiej polityce, wymienia się informacjami.

- I co Kaczyński opowiadał Wasinowi?

On twierdzi, że mówił mało, bo był bardzo sprytny w tych rozmowach. Twierdzi, że Wasin opowiadał mu więcej. Między innymi Wasin miał wyznać Kaczyńskiemu, że w Rosji szykuje się promoskiewski pucz przeciwko Gorbaczowowi. Do tego puczu później faktycznie doszło. Wiadomość o puczu to bardzo istotna wiadomość. Jeżeli wytrawny szpieg Wasin zdradza Kaczyńskiemu coś takiego, to na pewno sporo w zamian uzyskuje. Najwyraźniej odnosi wielkie korzyści podczas wymiany informacji i przysług z Kaczyńskim. Niestety Jarosław Kaczyński nie chce nam powiedzieć, jak zapłacił za informacje i ewentualne przysługi Wasina. Możemy się tylko domyślać.

"Kluczowe jest, że podczas spotkań z Wasinem Kaczyński zaczyna nagle odnosić wielkie sukcesy. Z drugoplanowego polityka staje się postacią numer dwa w obozie Lecha Wałęsy".

Zostaje jednym z najważniejszych graczy na polskiej scenie politycznej. Jednoczy wokół siebie radykalną prawicę. Nagle czuje się dość silny, by wbić nóż w plecy Wałęsie, buntując się przeciwko niemu. Jak się to ma do Anatolija Wasina? Wasin działał wcześniej w Finlandii. I specjalizował się właśnie w tym, że wyłapywał oraz werbował obiecujących młodych polityków. Oni później robili wielkie kariery i przez całe dekady działali na rzecz Rosji. Jak na przykład fiński polityk Esko Aho, późniejszy premier Finlandii, też zwerbowany przez Wasina. W 2016 r. pan Aho trafił na ciepłą posadkę w rosyjskim Sbierbanku, gdzie rządzi Siergiej Iwanow junior - syn kremlowskiego dygnitarza Siergieja Iwanowa, byłego KGB-isty i dobrego znajomego… Anatolija Wasina.

- Trzeba zaznaczyć, że Kaczyński sam przyznaje się do tych zakrapianych spotkań z Wasinem, pisze o nich we własnej książce.

Tak, robi to w książce „Porozumienie przeciw monowładzy” opublikowanej w 2016 roku. Aczkolwiek wydano ją bez większej reklamy. To dziwne w przypadku takiego autora. Nie przyłożono się też do redakcji, przez co dzieło jest wyjątkowo monotonne. Założę się, że mało kto tę książkę przeczytał do końca. Podejrzewam, że jestem jedną z nielicznych osób, która to zrobiła. Co jest najważniejsze w książce? Kaczyński pisze w niej, że „oczyścił się” w grudniu 90. roku, gdy został szefem kancelarii Lecha Wałęsy. 

Pisze, że pobiegł do Andrzeja Milczanowskiego, szefa Urzędu Ochrony Państwa, który odpowiadał również za kontrwywiad. Kaczyński twierdzi, że wyspowiadał się Milczanowskiemu ze spotkań z Wasinem. Jednak Andrzej Milczanowski kategorycznie temu zaprzecza. Stwierdza, że Kaczyński nigdy nie przyszedł do niego z taką informacją. Nigdy nic takiego mu nie wyznał. 

- I o czym to świadczy wobec tego, jak to interpretujesz?

Wtedy się zaczęła wielka kariera Jarosława Kaczyńskiego w III RP. Jako głównego polityka antyzachodniego, który usta ma pełne antyrosyjskich sloganów, natomiast realizuje politykę korzystną dla Rosji. Już wtedy Kaczyński zaczął nas straszyć Zachodem, który jest zły i jak przyjdzie do Polski, to ją zdeprawuje. Zaczął opowiadać te historie, które opowiada nam do dzisiaj.

Sprawa Wasina ma pewną zagadkową kontynuację również wtedy, kiedy Kaczyński dochodzi do władzy po raz pierwszy. W 2006 roku Kaczyński jest liderem obozu rządzącego, jego brat jest prezydentem. I w tym samym roku do Polski przylatuje nagle Siergiej Jastrzembski. To kremlowski polityk, wykorzystywany przez Putina do zadań specjalnych. Nawet bardzo specjalnych. Piątek: Kaczyński spotykał się szpiegiem KGB, pił z nim wódkę, rozmawiał o polityce.

- To jest wprost wysłannik Putina?

Tak. Jastrzembski przez chwilę był dyplomatą, jednak jego zadania zazwyczaj mają nieco inny charakter. Władimir Putin wysyłał Jastrzembskiego na przykład do talibskich fundamentalistycznych terrorystów. Nie do końca wiemy, po co. Putin używał go także jako rzecznika, który miał tuszować zbrodnie popełnione przez Rosję w Czeczenii. I Jastrzembski przybywa do Warszawy, żeby się spotkać z Lechem Kaczyńskim. Prezydent się na to godzi, co jest bardzo dziwne. Głowa państwa powinna się spotykać z drugą głową państwa. Ewentualnie jeszcze z premierem.

Czym więc jest wysłanie do naszej głowy państwa kogoś, kto nie jest nawet prawdziwym dyplomatą, tylko szemranym kurierem i PR-owcem? To uchybienie godności Rzeczypospolitej. Jednak Lech Kaczyński pozwala na to uchybienie i spotyka się z Siergiejem Jastrzembskim. Różne źródła mówią, że Jastrzembski spotkał się wtedy również z Jarosławem Kaczyńskim. Pytałem Jarosława Kaczyńskiego o to spotkanie, jednak nie odpowiedział na moje pytania.

Natomiast dwa lata temu Anna Dryjańska - dziennikarka portalu naTemat.pl, współpracująca wtedy też z “Polityką” - odbyła z Siergiejem Jastrzembskim rozmowę. I co jest zdumiewające, on w tej rozmowie zaczął kłamać, jakoby nigdy nie spotkał się ani z Jarosławem, ani nawet z Lechem Kaczyńskim. Choć na stronie Biura Bezpieczeństwa Narodowego jest zdjęcie ze spotkania z prezydentem Kaczyńskim. Co więcej, sam Jastrzembski w 2006 roku po spotkaniu z Lechem Kaczyńskim udzielił wywiadu dziennikarzom „Gazety Wyborczej”. Opowiedział im o swojej rozmowie z prezydentem Polski.

To jest zdumiewające - dlaczego ukrywa swoje kontakty z braćmi Kaczyńskimi? Dlaczego robi to teraz? Czemu kłamie w żywe oczy? No i tak się dziwnie składa, że pan Jastrzembski to protegowany wspomnianego wcześniej kremlowskiego dygnitarza Siergieja Iwanowa. Iwanow zaś jest dobrym kompanem Anatolija Wasina. Tego samego szpiega, z którym Kaczyński pił wódkę i rozmawiał o wielkiej polityce. Panowie Iwanow i Wasin razem działali w Finlandii, gdzie werbowali fińskich polityków.

- To jaka jest odpowiedź na pytanie, które postawiłeś – dlaczego to jest ukrywane?

Nasuwa się od razu podejrzenie, że kontakty Jastrzembskiego z braćmi Kaczyńskimi były nie tylko dyplomatyczne i oficjalne, czy choćby półoficjalne. Nasuwa się podejrzenie, że miały charakter wysoce nieoficjalny, wręcz wywiadowczy. I takie podejrzenie mogłaby zbadać prawdziwa, porządna komisja śledcza. Nie ta propagandowa atrapa w postaci tak zwanej komisji weryfikacyjnej, którą tworzy PiS, żeby zatuszować swoje związki z Rosją. 

- A może Kaczyński jako premier, bo wówczas w 2006 roku był premierem…

Jeszcze nie był. Co najwyżej dopiero zaczynał się szykować na to stanowisko. Kaczyński został premierem w lipcu 2006 r., a Jastrzembski przybył wcześniej, w lutym. Niecałe 4 miesiące po tym, jak partia Kaczyńskiego przejęła władzę w Polsce.

- Nawet jako szef partii rządzącej mógłby mieć teoretycznie tytuł do takiego oficjalnego spotkania z wysłannikiem Putina, jednak naszego sąsiada. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, to dlaczego to jest chowane?

No właśnie. Dlaczego to jest chowane?

- A co wynika z tych kontaktów? Może nic?

Trudno nie skojarzyć tych kontaktów z antyzachodnią polityką Kaczyńskiego, o której mówiliśmy. Z polityką, która jest korzystna dla Putina, współbrzmi z polityką Putina - i bardzo często stanowi dokładną kalkę posunięć Putina. Spójrzmy na rozmontowywanie sądownictwa, na wpuszczanie ludzi ze służb specjalnych do sądów, nawet do TK. To wszystko zrobił Putin. I to wszystko zrobił też Kaczyński. Przecież on wsadził Mariusza Muszyńskiego, człowieka ze służb specjalnych, na stanowisko wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego.

"Ustawa inwigilacyjna, która pozwala ludziom Kaczyńskiego szpiegować nas niemalże bez przeszkód, też jest kalką rosyjskiej ustawy inwigilacyjnej".

Kampania przeciwko gejom, prowadzona w Polsce w ostatnich latach przez ludzi Kaczyńskiego, również pochodzi z Rosji. Stanowi dokładną kopię takiej samej kampanii, którą wcześniej prowadził Aleksandr Czujew, putinowski deputowany do Dumy, razem z rosyjskimi władzami lokalnymi. Opisałem szczegółowo te podobieństwa w książce „Kaczyński i jego pajęczyna”. Co zaś widzimy teraz? Niesłychany wylew nienawiści w stosunku do polityków opozycji, którzy są zrównywani z hitlerowcami. Opozycja jest oskarżana o to, że chce gazować wyborców PiS w komorach gazowych. 

Pisowski senator Bogucki mówi, że Tusk jest gnidą, kukłą i niemiecką przybłędą z hitlerowską twarzą. A my naiwnie łudzimy się, że to jakiś atak szału, który ogarnął pisowców, bo oni są szaleni, głupi, niemądrzy. Tak próbujemy się pocieszać. Widzimy drzewa, nie widzimy lasu. Nie widzimy, że to jest dokładnie ta sama propaganda, którą uprawia Putin. Putin w Rosji mówi, że Zachód to nazizm, a Ukraina stała się nazistowska, bo zatruły ją zachodnie wpływy. Stała się nazistowska, bo stała się prozachodnia. I to samo w Polsce mówi Kaczyński. Mówi nam, że polscy prozachodni politycy to hitlerowcy.

- I mamy otwarty alians obecnego rządu z proputinowskimi politykami z całej Europy, z Le Pen, z Salvinim, z hiszpańską partią VOX, oczywiście z Orbanem  czy bez akceptacji Kaczyńskiego, Morawiecki wizytowałby ich wszystkich u nich i urządzałby spotkania w Warszawie?

Nigdy w życiu. To decyzje dotyczące polityki międzynarodowej, decyzje strategiczne. W tych kwestiach Morawiecki nic bez zgody Kaczyńskiego nie zrobi. Dodam, że alians PiS z zachodnimi putinowcami trwa przez cały czas.

Cała ta sprawa to splot szokujących okoliczności. Najpierw mamy Putina, który twierdzi, że walczy z faszyzmem, ale posługuje się postfaszystami w Europie Zachodniej. Do niedawna miał jawny sojusz z partią Fratelli d’Italia. My w Polsce wiemy przede wszystkim o Salvinim. Jednak oprócz Salviniego są też włoscy postfaszyści, oficjalni spadkobiercy faszystowskiego dyktatora Mussoliniego.

Oni również do niedawna byli otwarcie proputinowscy. PiS okazuje im wielką przychylność. Z wzajemnością. Liderka postfaszystów, Giorgia Meloni, nazywa Kaczyńskiego „fascynującą osobą”. Dwa lata temu wołała, że Putin broni chrześcijaństwa. Z tym wiąże się kolejne szokujące fakty. Kto bowiem odpowiada za to, że wypuszczono spot reklamowy zrównujący opozycję z hitlerowcami mordującymi ludzi w komorach gazowych? Szef sztabu wyborczego PiS, Tomasz Poręba. Co zaś odkrywamy na jego temat, gdy trochę poszperamy? Otóż pan Poręba całkiem niedawno napisał na Twitterze, że jest dumny ze swojej żony. 

Dlaczego? Dlatego, że pracowała dla włoskiego postfaszystowskiego eurodeputowanego Carlo Fidanzy. Poręba oskarża nas o faszyzm, ale jest dumny z żony na garnuszku u dziedzica faszyzmu. Co więcej, Carlo Fidanza jest nie tylko postfaszystą. Pan Fidanza jawnie wypowiada się jak zwolennik Putina. Twierdzi, że administracja Joe Bidena podżega ogień wojny w Ukrainie! Opowiada również, jakoby Rosjanie niezwykle pomagali Włochom w czasie pandemii, podczas kiedy NATO stało z założonymi rękami. Tak to przedstawia pan Fidanza. I to jest kolejne powiązanie, którym jakaś komisja śledcza mogłaby się zająć.

Podobnie wygląda przypadek pisowskiego senatora Boguckiego. Senator Bogucki w sposób rynsztokowy, obrzydliwy zaatakował Donalda Tuska, nazywając go niemieckim przybłędą z hitlerowską twarzą. I znowu – to nie jest głupota. To nie jest też przypadek, że senator Bogucki współbrzmi z propagandą Putina.

"Przecież senator Bogucki to człowiek, który od lat działa na rzecz prokremlowskiego reżimu Łukaszenki. Bogucki był wiceministrem rolnictwa i robił wtedy wszystko, by zlikwidować bariery powstrzymujące handel z Białorusią".

Afiszował się z białoruskimi notablami jeszcze w 2022 roku. Zatem już po tym, jak Łukaszenka całkiem jawnie, brutalnie zgwałcił wszelkie pozory praw w Białorusi. Po tym, jak powsadzał do więzień białoruską opozycję, także naszych rodaków, m.in. Andrzeja Poczobuta. Wtedy pan Bogucki wystąpił na jednym z podlaskich festynów razem z Dmitryjem Czujkowem, pierwszym sekretarzem ambasady Białorusi.

- A pamiętasz słynny spot PiS z kampanii wyborczej w 2010 roku, w którym Kaczyński zwracał się do Rosjan “przyjaciele Rosjanie”? Myślisz, że to tak od serca?

To było zaraz po katastrofie smoleńskiej. Jestem teraz w trakcie pracy nad drugim tomem książki o Jarosławie Kaczyńskim. Analizuję, co się działo w tamtym czasie. Otóż przez pierwsze trzy miesiące po katastrofie smoleńskiej Jarosław Kaczyński wcale nie szalał pod wpływem żałoby. Lubimy w to wierzyć, ale tak nie było. Nie tropił ruskich spisków, wręcz przeciwnie - działał bardzo racjonalnie. Na chłodno robił wszystko, żeby wygrać wybory prezydenckie.

I jedną z ważniejszych rzeczy, które zrobił krótko po katastrofie, było to niezwykłe orędzie do Rosjan. O czym Jarosław Kaczyński mówi na samym początku orędzia? O tym, jak bardzo jego brat kochał Rosję. O tym, jak bardzo Lech Kaczyński pragnął stanąć u boku Putina na Placu Czerwonym, żeby przyjmować defiladę z okazji rocznicy zwycięstwa nad hitlerowcami. Niezwykle brzmi to dzisiaj, gdy wiemy, kogo Putin i Kaczyński nazywają hitlerowcami.

Moim zdaniem był to bardzo ważny sygnał, jaki Kaczyński wysłał Rosjanom. Można ten sygnał interpretować tak: “W Polsce krążą wieści o waszym spisku. O tym, że rzekomo zabiliście mi brata. Zapewne sami dobrze o tym wiecie, bo pomagacie rozsiewać te teorie spiskowe w celu szerzenia zamętu. Ja być może będę musiał posłużyć się kiedyś tymi teoriami. Pamiętajcie jednak: zawsze działam na chłodno. Przez cały czas jestem zdolny do gestów przyjaznych wobec was, mimo tego, co się stało. Pamiętajcie, że jestem dla was ważnym punktem odniesienia. Nawet w tragicznej sytuacji, która spotkała mnie i moją rodzinę.” Moskwa dostaje od Kaczyńskiego oznakę wierności, elastyczności i nieustającej gotowości.


- Przypomnę, co jeszcze w tym spocie pada - a jak powiedziałeś, to było po katastrofie smoleńskiej, w której Kaczyński stracił brata i startował wtedy jako kandydat na prezydenta, na miejsce po jego bracie - i on mówił w spocie: “Odruch współczucia i sympatii został przez Polaków dostrzeżony i doceniony. Dziękujemy za każdą łzę, zapalony znicz, wzruszające słowo”. Powtórzę - to były podziękowania wygłoszone po katastrofie smoleńskiej.

Tak, podziękowania dla Rosjan.

- A dzisiaj słyszymy o zamachu i on się podpisuje pod tymi słowami.

Tak. I nie wydarzyło się nic, co by w jakikolwiek sposób uprawdopodobniło tezę o zamachu. Nie pojawił się żaden dowód, który mógłby Kaczyńskiego - człowieka sprytnego i racjonalnego - przekonać o tym, że do zamachu doszło. Pojawiły się raczej pękające parówki, przedstawiane jako dowód przez tzw. ekspertów Macierewicza. Pojawiły się też inne podobnie groteskowe „dowody”. 

One powinny Kaczyńskiego obrażać, bo obrażają pamięć o tej tragedii, obrażają pamięć o jego bracie. Niemniej Jarosław Kaczyński teraz wykorzystuje tę tragedię cynicznie i na chłodno. Wykorzystuje ją, żeby nakładać maskę przeciwnika Rosji i wielkiego wroga Kremla. Ta maska pomaga Kaczyńskiemu w uprawianiu polityki w Polsce. Bywa bardzo skuteczna. Ale nie zapominajmy: maska to tylko maska.

Piątek: Nagranie z tych spotkań mogłoby go zniszczyć.

- Wracając do Wasina - myślisz, że on może mieć z tych spotkań z Kaczyńskim jakiś zapis, który mógłby być kompromitujący dla Kaczyńskiego, i że mógłby użyć tych nagrań do szantażu?

Oczywiście. Takie spotkania zawsze są nagrywane. Prawdopodobnie to nie tylko zapis słów, to nie tylko nagranie dźwiękowe. Najpewniej to także nagranie filmowe. I Kaczyński doskonale wie, że mogłoby go to zniszczyć. Żyjemy w kraju, w którym zdjęcie z całkiem oficjalnego spotkania Donalda Tuska z Putinem jest wykorzystywane do niszczenia Tuska. To co by się stało, gdybyśmy zobaczyli zdjęcia Kaczyńskiego z poufnych spotkań przy wódce z rosyjskim szpiegiem w  mieszkaniu tego szpiega?

I uwaga - Kaczyński idąc do Wasina, wiedział, że tam będzie nagrywany. Bo doskonale wiedział, jak działają tajne komunistyczne służby. Na początku lat osiemdziesiątych on sam i jego koledzy byli nagrywani przez SB.

"Idąc więc do Wasina, Kaczyński niejako przynosił w posagu Rosjanom możliwość nagrania swojej osoby". 

Dając im się nagrywać, dawał im do zrozumienia coś takiego: „Jestem z wami, bo oddaję się wam. Macie mnie na talerzu, macie mnie w ręku, bo sam przychodzę, żebyście mogli mnie nagrać. Wiecie zatem, że jestem waszym sojusznikiem i waszym człowiekiem. Wiecie, że nie zrobię nic, co mogłoby wam zaszkodzić”.

- A może odwrotnie, może szedł, wiedział, że jest nagrywany i mówił to, co chciałby, żeby było nagrane i może chciał ich wprowadzić w błąd?

Jak wiemy, w Polsce do kompromitowania może wystarczyć jedno lub dwa zdjęcia. Tu też wystarczyłby fragment filmiku, na którym Jarosław Kaczyński pije z Anatolijem Wasinem i nic nie mówi. Albo zdjęcie pokazujące, jak Kaczyński siedzi z Wasinem przy wódce. Potem Jarosław Kaczyński mógłby się zaklinać, że przyszedł tam tylko po to, żeby rosyjskiemu szpiegowi wykrzyczeć w twarz: “Niech żyje Polska!”. Ale i tak nikt by mu nie uwierzył. I słusznie.

Obecnie Kaczyńskiego mogłoby trochę chronić to, że jego wyznawcy żyją zamknięci w bańce. Nie mają pojęcia o spotkaniach z Wasinem i innych obciążających faktach. Jednak film czy zdjęcie z Wasinem mogłoby się przebić nawet i do nich. To coś, z czym mieliby problem. Znowu powiem: i słusznie.

- Krótko mówiąc, Jarosław Kaczyński miałby o czym zeznawać przed taką potencjalną komisją ds. rosyjskich wpływów i taka komisja miałaby go o co pytać?

O tak!"

*Przypomnę, wywiad z Tomaszem Piątkiem przeprowadziła pani redaktor Dorota Wysocka-Schnepf 


Tak, panie prezesie Jarosławie Kaczyński, wszystkim wiadomo, że uwielbia pan atakować innych, przez co usiłuje pan przykrywać swoje ciężkie winy wobec Polski i Polaków. Musi pan zapewne wiedzieć, że kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada. I dodam, że prędzej czy później k a r m a wraca. K a r m a  wraca!


Obrazy: *YouTube