czwartek, 28 sierpnia 2025

S M R Ó D nienawiści w powietrzu


Kaczyński dopiął swego. Po latach cierpliwej i mozolnej pracy, którą napędzała nienawiść do wszystkiego co się rusza, patrzy dzisiaj na swoje dzieło. Patrzy na własną ojczyznę, którą trwale podzielił na pół. Patrzy na Polaków, którzy z nienawiści do siebie, nie bacząc na tragiczne konsekwencje, również gotowi są złożyć na ołtarzu nienawiści własną ojczyznę. I siebie. Bo od konsekwencji i oni nie uciekną. Biedny zaślepiony naród, którego nawet nie żal, bo sami na siebie sprowadzili nieciekawą przyszłość. Nieciekawą, bo nie będzie już zależała od nich. Świat się zmienia na niekorzyść każdego człowieka na ziemi. Na naszą też. Ale Polaków to nie obchodzi. Mają swój własny wewnętrzny polityczny serial.

Ciągnie się on od lat, kiedy to ludzie "Solidarności", którzy wspólnie pogonili stary system, teraz wzięli się za łby i nie popuszczają. Szczególnie do Kaczyńskiego lgną osobniki jego, albo nawet gorszego pokroju. Tacy, którym nie powiodło się zawodowo, albo choćby w życiu prywatnym. Wejście do polityki, szczególnie zasilenie szeregów PiS, polepszyło im życie niemal pod każdym względem. Obcując na co dzień z Kaczyńskim przesiąkali do kości jego złowrogą ideologią i nienawiścią do wszystkiego. Weszli na całego w partię tworząc jej żelazny trzon. Przez lata poszerzali szeregi, a ich propaganda i populizm obejmowały coraz większą przestrzeń, przez co Kaczyńskiemu powiększała się trzoda wyznawców.

W polityce jakimś cudem miał zawsze szczęście. Z ochotą garnęli się do niego typy przynajmniej podobne z charakteru, jak nie gorsze. Zgromadził wokół siebie armię, którą latami karmił negatywnym przekazem. A gromada chłonęła karnie całe zło płynące z Nowogrodzkiej. Zwolennicy Kaczyńskiego słuchając jego słowotoków, przyjmowali wszystko bez dyskusji. Nie zawracali sobie głowy sprawdzaniem, czy to co słyszą, jest prawdą. Nie chcieli i ich zdaniem nie musieli. Bo skoro sam prezes tak mówi, to znaczy, że tak jest. Byli blisko niego i z nim na tyle, że gdy 15 lat temu stracił w katastrofie brata, on był ich bratem, a oni dla niego rodziną. Gdy stracił matkę, każda kobita chciała mu matkować.

A on wykorzystywał to na potęgę. Miał wiele okazji, jak nie rytualne wręcz miesięcznice, to każde święto narodowe, każdy miting polityczny, każdy marsz organizowany przez niego. Wszędzie wbijał wyznawcom do głów i utrwalał swoją doktrynę, swój własny pomysł na państwo. Barany słuchały potulnie wpatrzone w swojego zbawcę narodu. Wiadomo, że kłamstwo powtarzane po tysiąckroć, staje się z czasem prawdą. Wszystko więc, co z siebie prezes wypluwał, było przyjmowane niemal z nabożeństwem. Tak Kaczyński kształtował swój własny, a nawet prywatny elektorat. Jest zatem gotowa na jego usługi armia partyjniaków i armia zaciężna wyznawców, gotowych iść za wodzem w ogień. Gotowych sprawić, by wrócił do władzy.

To nie są żarty. Żaden dowcip. Ani rozrywkowy program kabaretowy. To rzeczywistość, którą zbudował nam Kaczyński, niestety, ZA NASZYM PRZYZWOLENIEM. Za jego sprawą przez dziesięć lat urząd prezydenta RP sprawował jego kandydat (A.Duda), posłuszny mu i reagujący na każde kiwnięcie prezesa. Teraz, od kilku tygodni pałac prezydencki zasiedlił kolejny kandydat prezesa PiS ze swoją rodziną. Karol Nawrocki. I niemal od pierwszego dnia pokazał, że doskonale zna słowo >niezależny<. Robi co chce, jak chce i kiedy chce. On też gromadzi wokół siebie współpracowników, gotowych pomóc mu przebudować model prezydentury na jego i swoją korzyść. W tych planach nie ma miejsca dla Kaczyńskiego. Już się wypalił i jest zwyczajnie za stary.

Nowa pałacowa ekipa uderza w podobne tony, zbliżone formą i treścią do tonów PiS, jednak ekipa ta posuwa się daleko odważniej w podejmowaniu decyzji i wprowadzaniu ich w życie. Kaczyński nie nadąża. Może tylko obserwować z boku, co z polityką wyczynia jego własny "wybór". Wiąże ich jedno, podsycanie nienawiści między Polakami, utrwalanie wojenki polsko-polskiej, pogłębianie rowu podziału międzyplemiennego. Nawrocki tak samo chce jak Kaczyński, rządzić ogłupiałym i zaślepionym ciemnym ludem, bo takim łatwo się steruje. A ciemny lud poddaje się temu chaosowi za wiele nie marudząc. Nie myśli o konsekwencjach, tak jak o przyszłych konsekwencjach swoich działań dla Polski, nie myśli Nawrocki i jego najbliższe otoczenie.

Nawrocki chce przejąć wszystko, co Kaczyński trzyma jeszcze w swoich rękach. Z dobrodziejstwem inwentarza. Wszak ma w planach zamianę systemu, z obecnego na prezydencki. Podział społeczny jak i nienawiść królująca w polskiej społeczności, mają pomóc zrealizować plan. Jak to możliwe, że do tego doszło. Że Polacy dają się politykom wodzić za nos. Że porzucili zdrowy rozsądek, wyobraźnię, że zapomnieli o tym, że sami mogą decydować o sobie. Połowa Polaków, część popierająca prawicę, zachowuje się tak, jakby została zwolniona z myślenia. O tę część szarpie się z PiSem Konfederacja, a tuż za nią nieśmiało drepta PSL, któremu grozi polityczny niebyt. Ta szarpanina jest bardzo przyjemną melodią dla uszu Putina.

Gdy my żremy się między sobą, korzystają na tym nasi tak zwani "przyjaciele". Sąsiedzi bliżsi i dalsi. Gdy my skaczemy sobie do oczu, świat nam odjeżdża z szybkością błyskawicy, a my tracimy to, co do tej pory udało się nam wypracować i zdobyć. Czyli jest jak zawsze. Najpierw ciężką pracą staramy się dogonić cywilizację, a potem w głupi sposób doprowadzamy siebie do destrukcji. Polacy od zawsze nie chcą odrabiać ważnych lekcji. Nie chcą się uczyć. Z uporem maniaka w błędnym mniemaniu biorą na klatę ich ciężar. Zaadoptowali ten model życia. Świat znając nasze zapędy do samozniszczenia, już nie będzie miał ochoty nam pomagać. I nie będzie pomagał. Bo chorymi z nienawiści głupcami nikt się nie przejmuje. 

Jeżeli chodzi o politykę, życie jest naprawdę zabawne, w negatywnym sensie. W pogoni za władzą i dominacją niektórzy z nas korzystają  z naszych najgorszych cech charakteru bez skrupułów, te dobre porzucając. Z czasem stają się potworami. Na to, że będzie z nami lepiej, nie mam już nawet odrobiny wiary. A ludzkość już nie nauczy się dobra, bo nie ma już czasu. A czas dla każdej ze stron znaczy wszystko. Zegar zagłady nieubłaganie t y k a. Tik… tak... tik... tak...  

Tymczasem w polskim powietrzu bez przeszkód rządzi smród wzajemnej nienawiści, zataczając w swoim tempie coraz szersze kręgi. Tworzy tak gęstą atmosferę, że jest w stanie skutecznie rozproszyć uwagę opinii publicznej, znieczulić ją na rzeczy ważne, a zatem uodpornić na działania rządu Koalicji 15X.  

WNIOSEK - Polska w takim stanie w jakim jest, z tym swoim niechlujstwem, nieudacznictwem, bylejakością i prostactwem, niechęcią do uczenia się gry zespołowej, Polska kotłująca się we własnym sosie, Polska wciąż (mimo 1000 lat) niedorosła i niedojrzała obywatelsko, Polska żyjąca we własnej iluzji, Polska wielkich sprzeczności, Polska mająca na swoim koncie więcej niegodnych czynów niż tych bohaterskich, jakże wybiórczo traktująca własną Historię, Polska silnie niereformowalna, podana jest na talerzu każdemu, wystarczy tylko wyciągnąć rękę. Chętnych nie brakuje. 


Obraz: *Internet 

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

PANIE PREMIERZE DONALDZIE T U S K


Pan i pański rząd dostaliście od polskich wyborców sporo czasu, by pokazać i udowodnić, że postawili na dobrego konia. Niestety zawiedliście. Mam wrażenie, że to nie Pan rządzi, tylko prawica i jej prezydent, człowiek wzięty z politycznego przedsionka, a wyrastający nie tylko na bardzo dobrego mówcę, ale na pierwszoligowego polityka. On nie marnował czasu tylko się uczył współczesnej polityki. Ludzie prawicy od lat się jej uczą, a Pan i pańscy podwładni w tym samym czasie ŚPICIE. Ogarnęło was lenistwo tłustych kotów (skąd my to znamy?) tak bardzo, że nie zauważacie w jak szybkim tempie odjeżdża wam świat. Wciąż częstuje Pan nas wygodnymi dla władzy słówkami, wciąż prosi o cierpliwość w kwestii rozliczeń PiS, wciąż Pan zapowiada ZMIANY, a nic się nie dzieje.

Nasza cierpliwość się wyczerpuje, szczególnie gdy widzimy, jak odważnie poczynają sobie i jak bez pardonu działają ludzie Kaczyńskiego i ludzie Nawrockiego. Prą do przodu jak taran, bo chcą odzyskać utraconą władzę, a wy na to nic. Żadnej poważnej i skutecznej reakcji, tylko jakieś pojedyncze wystąpienia ministrów, jakby grali na siebie. Do przekazywania informacji macie już rzecznika, jednak nie jest on wykorzystywany należycie. Ministrowie sobie, a pan rzecznik sobie. Nie gracie jak jedna drużyna. Cierpi na tym opinia publiczna, bo nie dociera do nas konkretny przekaz. Jest bałagan, który świadczy o słabości rządu. Na tle waszej indolencji prezydent Nawrocki wręcz czaruje swoją charyzmą, zdolnością komunikacji i stylem prowadzenia swojej prezydentury.

Okazał się bardzo zdolnym człowiekiem, porwał za sobą połowę Polaków, którym  nie przeszkadza jego przeszłość. Są zachwyceni w jaki sposób rozprawia się z Panem, znienawidzonym Tuskiem. Pokochali go nazywając "swoim Karolkiem". A ten korzysta ze swoich pięciu minut ile wlezie, obiecując swoim złote czasy. Zradykalizowani prawicowo wyborcy mają więc swoje igrzyska na najwyższych szczeblach władzy. Poprzez polityczną nawalankę rozumieją i widzą skuteczność i sprawczość Nawrockiego. Rozumieją, że ich wybraniec w taki sposób działa na rzecz ich dobra i dobra Polski. Lepszej gawiedzi nie mógł sobie Nawrocki wymarzyć. Że jest on kolejnym pisowskim niekompetentnym populistą, nikogo nie obchodzi.

Nie obchodzi nikogo też fakt, że to pozorant. Wykrzykuje nośne hasła i obietnice, nie mając zamiaru ich realizowania. Taką toczy grę. Grę pozorów. To, w jaki sposób swoje hasła i obietnice wypowiada, brzmią dla zwolenników przekonująco. Nic więcej im nie potrzeba. Nawet wiedzy, że od lat najpierw przez Kaczyńskiego, a teraz przez Nawrockiego byli i są bezczelnie manipulowani. Pozory, pozory, pozory. Wszystko to dzieje się pod pańskim nosem, Panie premierze. Z pańskiej postawy i z postawy pańskich ludzi wynika, że macie do tego lekceważący stosunek. Bardzo źle. Bardzo źle. Drogocenny czas mija, a rząd jakby ślepy i głuchy. Sympatycy prawicy mają swojego prezydenta, a co z resztą wyborców? Nie mają nawet swojego premiera. Czują się porzuceni.

Wygląda, że nie ma się z czego cieszyć. Spaczona prawicowo połowa Polaków może przy swoim prezydencie prać równo i bezprawnie wroga, ktokolwiek nim jest. Reszta Polski nie jest dla nich istotna. Najlepiej niech się sama wykarmi, sama się broni, niech w ogóle nie przeszkadza. Doszło do tragicznej sytuacji, która bardzo boleśnie może się zemścić na nas wszystkich. Z jednej strony mamy zaślepionych i zmanipulowanych wyznawców prawicy, z drugiej rządowy marazm i zawiedzionych zwolenników Koalicji 15X. Czy Pan, Panie premierze, nie widzi zagrożenia? Dla mnie to a l a r m. Czy może Pan nas zapewnić, że zacznie działać? Że pańscy ministrowie zaczną działać? Że jako jedna drużyna zaczniecie działać ponad podziałami? Na to czekamy.

Już nie obiecujcie, ale wreszcie realnie działajcie. Społecznej cierpliwości już nie ma, a za dwa lata przy wyborach w 2027 roku okaże się, co o waszych rządach sądzi garstka Polaków, jeszcze jakimś cudem lojalna wobec was. Kaczyński ze swoim PiSem i Nawrocki ze swoimi ludźmi przebierają nóżkami, by raz na zawsze odsunąć Pana i rząd od władzy. Jak będą mieli okazję, zrobią to. A to będzie dla Polski katastrofa. Już od pewnego czasu niektórzy członkowie PiS otwarcie mówią o chęci obalenia rządu. Czy w końcu zechce Pan odpowiednio zareagować? Czy przed takimi atakami prawicy, Pan i rząd jesteście się w stanie obronić? Nie mam takiego przekonania, ponieważ nie ma Pan rządu ludzi z żelaza. To "ciamciaramcia" zainteresowana przetrwaniem. Źle to wygląda.

Znalazł się Pan między prawicowym młotem i koalicyjnym kowadłem. Jedni i drudzy prowadzą z Panem brudną grę. Jednych i drugich nie obchodzą Polska i Polacy. Najgorsze, że koalicjanci, którzy dzięki Panu dostali w swoje ręce władzę, nie wiedzą co z nią zrobić. Ma Pan pecha, bo zmuszony jest Pan pracować z nieudacznikami i koniunkturalistami. W oczach społeczeństwa wychodzicie na bezradną przypadkową zbieraninę, nie mającą żadnego pomysłu na ukrócenie prawicowej samowolki. Nie potraficie postawić żadnej sensownej kontry wobec działań Nawrockiego. Przegrywacie wizerunkowo. A świat na to wasze niedołęstwo patrzy. Przykro pisać takie słowa, ale mam nadzieję, że uczciwa krytyka wreszcie zmotywuje was do działania.

PANIE PREMIERZE, NIE WYSTARCZY ROBIĆ S W O J E, POTRZEBNE SĄ NA CITO INICJATYWY, NOŚNE, REALNE I SKUTECZNE W KONTRZE DO OPOZYCJI, KTÓRE NA NOWO PRZEKONAJĄ POLAKÓW I PRZYWRÓCĄ ICH ZAUFANIE DO PANA I PAŃSKIEGO RZĄDU. MUSI PAN SPRAWIĆ, ŻE POLACY UWIERZĄ PANU, A NIE POPULIŚCIE NAWROCKIEMU.

Pytanie najważniejsze - czy wam się Panowie jeszcze chce ? 


Obraz: *Internet

czwartek, 21 sierpnia 2025

CZERWONY d y w a n


Jestem bardzo żywo zainteresowana światową geopolityką, ponieważ obserwując nieskuteczne "zmagania" rozhuśtanego emocjonalne D.Trumpa ze swoim przeciwieństwem prezydentem Rosji W.Putinem, nie oczekiwałam dobrych wieści. A dobrymi wieściami byłoby zakończenie wojny Rosji z Ukrainą. Obserwuję również zmagania europejskich przywódców z tak ciężkim politycznie (i nie tylko) tematem. Jestem tylko obywatelką, ale i ja widzę wyraźnie, że Europa jest słaba. Wydawanie pieniędzy na uzbrojenie własnych krajów i na wspomaganie zbrojeniowe Ukrainy, nie zatrzyma tej strasznej wojennej zawieruchy. Nie zatrzyma, bo to wszystko co robi Europa, to o wiele za mało.

Żeby nie wiem jak przywódcy się starali, prezydent USA Trump z uśmiechem na twarzy, albo rozwala co do tej pory poczynione zostało, albo z jakichś nieznanych powodów zmienia i nagle popiera Ukrainę, albo na oczach całego świata rozwija na Alasce czerwony dywan przed Putinem, ściska mu rękę i bije brawo. Mamy do czynienia z przerażającym spektaklem politycznym. Z mojej perspektywy, żadna z zainteresowanych stron nie ma pomysłu na Putina. Dla światowej opinii publicznej to polityczna szopka prowadzona nie wiadomo w jakim celu. A tak naprawdę to wiadomo. Każdy z aktorów na tej scenie ma swoje interesy, do których chce jak najszybciej wrócić. A Ukraina to tylko żywa karta przetargowa.

Z boku tej zawieruchy stoją Chiny czekając na swoje pięć minut. Są chętne capnąć Rosję za cojones i wytrącić Trumpowi z ręki kilka atutów. Przywódcy europejscy nie są głupi. Orientują się w sytuacji, również nie chcą wpływu Chin na Rosję, dlatego znoszą zachowania Trumpa i udają, że nic się nie dzieje. Tak naprawdę nikogo nie obchodzi los stosunkowo młodego państwa, jakim jest Ukraina. Nie obchodzi, bo traktują tę wojnę jako wewnętrzny konflikt w regionie. Nie obchodzi ich czyj ostatecznie będzie Donieck. Są przeciwni jedynie temu, że Rosja usiłuje dochodzić swoich "granicznych praw" przy użyciu siły militarnej. Czyli światowa polityka chce, by ta wojna skończyła się.

Chce tylko z tego jedynego powodu. Chce tak bardzo, że gotowa jest wymusić na Ukrainie, by ta zrezygnowała z utraconych podbitych przez Rosję terenów, by oficjalnie zaakceptowała tę stratę. Nieważne, na jakich warunkach miałoby dojść do porozumienia, ważne, by wreszcie ta wojna się skończyła. Przywódcy nie biorą pod uwagę ważnego faktu, że Rosja zaraz ogłosiłaby światu swoje zwycięstwo. Jednakże powrót do "normalności" byłby ułudą. Rosja może nie militarnie, ale w inny sposób dążyłaby do zagarnięcia całej Ukrainy. Znana bowiem jest z tego, że gdziekolwiek i na czymkolwiek położy swoją łapę, to jej. Ale... Rosji na rękę byłoby zatrzymanie wojennej zawieruchy i to pod każdym żywotnym względem.

Po cichu działałaby dalej, tak długo, aż osiągnęłaby cel. A celem jest opanowanie całej Ukrainy. Celem jest dominacja. Pokazanie kto tu rządzi. Zatem czas byłby sprzymierzeńcem Putina. Zadowolona Europa i USA robiłyby dalej swoje interesy, nawet z Rosją (bo dlaczego nie), a tymczasem świat zapomniałby o zbrodniach Putina, o jego ofiarach i o tym, jakim naprawdę straszliwym zagrożeniem jest ten kraj i jego władca. Trump się śmieje, bije brawo, uśmiecha się do Putina całym swoim garniturem zębów, rozwija przed nim czerwony dywan, a Europa na to patrzy i nie reaguje. Mało tego, bierze w tej szopce udział. Bo interesy ważniejsze od życia Ukraińców. 

Być może ta wojna skończy się. Być może w odbudowie Ukrainy będą pomagać ci, co patrzyli na kroczącego Putina po czerwonym dywanie.

Może nawet dobry car zwróci Ukrainie porwane dzieci. Świat by odetchnął. Tak. Tylko że Ukraina będzie dziwnym terytorium, ani zachodnim, ani wschodnim. Jak kilka innych krajów. Za to Rosja, jako wygrana, wróci dumnie na światowe polityczne salony. Przywódcy będą ściskać Putinowi rękę, będą z nim rozmawiać o interesach, jakby nic się nie stało. A światowy duet polityczny Trump - Putin, w zaciszu gabinetu przy szklaneczce dobrej whisky będą sobie gratulować, jak to ograli świat, a przede wszystkim Chiny. Polityka to gra. Liczą się wyłącznie zwycięzcy. Mali mają się podporządkować. 

Życie ma toczyć się dalej, na warunkach silnych graczy, którzy jeszcze nie raz będą przed kimś rozwijać swoje czerwone dywany, jeżeli ich interes będzie tego wymagał.


Obraz: *Internet