Kaczyński dopiął swego. Po latach cierpliwej i mozolnej pracy, którą napędzała nienawiść do wszystkiego co się rusza, patrzy dzisiaj na swoje dzieło. Patrzy na własną ojczyznę, którą trwale podzielił na pół. Patrzy na Polaków, którzy z nienawiści do siebie, nie bacząc na tragiczne konsekwencje, również gotowi są złożyć na ołtarzu nienawiści własną ojczyznę. I siebie. Bo od konsekwencji i oni nie uciekną. Biedny zaślepiony naród, którego nawet nie żal, bo sami na siebie sprowadzili nieciekawą przyszłość. Nieciekawą, bo nie będzie już zależała od nich. Świat się zmienia na niekorzyść każdego człowieka na ziemi. Na naszą też. Ale Polaków to nie obchodzi. Mają swój własny wewnętrzny polityczny serial.
Ciągnie się on od lat, kiedy to ludzie "Solidarności", którzy wspólnie pogonili stary system, teraz wzięli się za łby i nie popuszczają. Szczególnie do Kaczyńskiego lgną osobniki jego, albo nawet gorszego pokroju. Tacy, którym nie powiodło się zawodowo, albo choćby w życiu prywatnym. Wejście do polityki, szczególnie zasilenie szeregów PiS, polepszyło im życie niemal pod każdym względem. Obcując na co dzień z Kaczyńskim przesiąkali do kości jego złowrogą ideologią i nienawiścią do wszystkiego. Weszli na całego w partię tworząc jej żelazny trzon. Przez lata poszerzali szeregi, a ich propaganda i populizm obejmowały coraz większą przestrzeń, przez co Kaczyńskiemu powiększała się trzoda wyznawców.
W polityce jakimś cudem miał zawsze szczęście. Z ochotą garnęli się do niego typy przynajmniej podobne z charakteru, jak nie gorsze. Zgromadził wokół siebie armię, którą latami karmił negatywnym przekazem. A gromada chłonęła karnie całe zło płynące z Nowogrodzkiej. Zwolennicy Kaczyńskiego słuchając jego słowotoków, przyjmowali wszystko bez dyskusji. Nie zawracali sobie głowy sprawdzaniem, czy to co słyszą, jest prawdą. Nie chcieli i ich zdaniem nie musieli. Bo skoro sam prezes tak mówi, to znaczy, że tak jest. Byli blisko niego i z nim na tyle, że gdy 15 lat temu stracił w katastrofie brata, on był ich bratem, a oni dla niego rodziną. Gdy stracił matkę, każda kobita chciała mu matkować.
A on wykorzystywał to na potęgę. Miał wiele okazji, jak nie rytualne wręcz miesięcznice, to każde święto narodowe, każdy miting polityczny, każdy marsz organizowany przez niego. Wszędzie wbijał wyznawcom do głów i utrwalał swoją doktrynę, swój własny pomysł na państwo. Barany słuchały potulnie wpatrzone w swojego zbawcę narodu. Wiadomo, że kłamstwo powtarzane po tysiąckroć, staje się z czasem prawdą. Wszystko więc, co z siebie prezes wypluwał, było przyjmowane niemal z nabożeństwem. Tak Kaczyński kształtował swój własny, a nawet prywatny elektorat. Jest zatem gotowa na jego usługi armia partyjniaków i armia zaciężna wyznawców, gotowych iść za wodzem w ogień. Gotowych sprawić, by wrócił do władzy.
To nie są żarty. Żaden dowcip. Ani rozrywkowy program kabaretowy. To rzeczywistość, którą zbudował nam Kaczyński, niestety, ZA NASZYM PRZYZWOLENIEM. Za jego sprawą przez dziesięć lat urząd prezydenta RP sprawował jego kandydat (A.Duda), posłuszny mu i reagujący na każde kiwnięcie prezesa. Teraz, od kilku tygodni pałac prezydencki zasiedlił kolejny kandydat prezesa PiS ze swoją rodziną. Karol Nawrocki. I niemal od pierwszego dnia pokazał, że doskonale zna słowo >niezależny<. Robi co chce, jak chce i kiedy chce. On też gromadzi wokół siebie współpracowników, gotowych pomóc mu przebudować model prezydentury na jego i swoją korzyść. W tych planach nie ma miejsca dla Kaczyńskiego. Już się wypalił i jest zwyczajnie za stary.
Nowa pałacowa ekipa uderza w podobne tony, zbliżone formą i treścią do tonów PiS, jednak ekipa ta posuwa się daleko odważniej w podejmowaniu decyzji i wprowadzaniu ich w życie. Kaczyński nie nadąża. Może tylko obserwować z boku, co z polityką wyczynia jego własny "wybór". Wiąże ich jedno, podsycanie nienawiści między Polakami, utrwalanie wojenki polsko-polskiej, pogłębianie rowu podziału międzyplemiennego. Nawrocki tak samo chce jak Kaczyński, rządzić ogłupiałym i zaślepionym ciemnym ludem, bo takim łatwo się steruje. A ciemny lud poddaje się temu chaosowi za wiele nie marudząc. Nie myśli o konsekwencjach, tak jak o przyszłych konsekwencjach swoich działań dla Polski, nie myśli Nawrocki i jego najbliższe otoczenie.
Nawrocki chce przejąć wszystko, co Kaczyński trzyma jeszcze w swoich rękach. Z dobrodziejstwem inwentarza. Wszak ma w planach zamianę systemu, z obecnego na prezydencki. Podział społeczny jak i nienawiść królująca w polskiej społeczności, mają pomóc zrealizować plan. Jak to możliwe, że do tego doszło. Że Polacy dają się politykom wodzić za nos. Że porzucili zdrowy rozsądek, wyobraźnię, że zapomnieli o tym, że sami mogą decydować o sobie. Połowa Polaków, część popierająca prawicę, zachowuje się tak, jakby została zwolniona z myślenia. O tę część szarpie się z PiSem Konfederacja, a tuż za nią nieśmiało drepta PSL, któremu grozi polityczny niebyt. Ta szarpanina jest bardzo przyjemną melodią dla uszu Putina.
Gdy my żremy się między sobą, korzystają na tym nasi tak zwani "przyjaciele". Sąsiedzi bliżsi i dalsi. Gdy my skaczemy sobie do oczu, świat nam odjeżdża z szybkością błyskawicy, a my tracimy to, co do tej pory udało się nam wypracować i zdobyć. Czyli jest jak zawsze. Najpierw ciężką pracą staramy się dogonić cywilizację, a potem w głupi sposób doprowadzamy siebie do destrukcji. Polacy od zawsze nie chcą odrabiać ważnych lekcji. Nie chcą się uczyć. Z uporem maniaka w błędnym mniemaniu biorą na klatę ich ciężar. Zaadoptowali ten model życia. Świat znając nasze zapędy do samozniszczenia, już nie będzie miał ochoty nam pomagać. I nie będzie pomagał. Bo chorymi z nienawiści głupcami nikt się nie przejmuje.
Jeżeli chodzi o politykę, życie jest naprawdę zabawne, w negatywnym sensie. W pogoni za władzą i dominacją niektórzy z nas korzystają z naszych najgorszych cech charakteru bez skrupułów, te dobre porzucając. Z czasem stają się potworami. Na to, że będzie z nami lepiej, nie mam już nawet odrobiny wiary. A ludzkość już nie nauczy się dobra, bo nie ma już czasu. A czas dla każdej ze stron znaczy wszystko. Zegar zagłady nieubłaganie t y k a. Tik… tak... tik... tak...
Tymczasem w polskim powietrzu bez przeszkód rządzi smród wzajemnej nienawiści, zataczając w swoim tempie coraz szersze kręgi. Tworzy tak gęstą atmosferę, że jest w stanie skutecznie rozproszyć uwagę opinii publicznej, znieczulić ją na rzeczy ważne, a zatem uodpornić na działania rządu Koalicji 15X.
WNIOSEK - Polska w takim stanie w jakim jest, z tym swoim niechlujstwem, nieudacznictwem, bylejakością i prostactwem, niechęcią do uczenia się gry zespołowej, Polska kotłująca się we własnym sosie, Polska wciąż (mimo 1000 lat) niedorosła i niedojrzała obywatelsko, Polska żyjąca we własnej iluzji, Polska wielkich sprzeczności, Polska mająca na swoim koncie więcej niegodnych czynów niż tych bohaterskich, jakże wybiórczo traktująca własną Historię, Polska silnie niereformowalna, podana jest na talerzu każdemu, wystarczy tylko wyciągnąć rękę. Chętnych nie brakuje.
Obraz: *Internet